Tragedia, która rozegrała się 11 maja 1955 roku w Wielopolu Skrzyńskim (w ówczesnym województwie rzeszowskim), do dziś pozostaje jedną z najtragiczniejszych w powojennej historii Polski. Podczas seansu kina objazdowego w drewnianym baraku szkolnym w ogniu zginęło 58 osób, w tym 38 dzieci, a 20 osób zostało rannych.

Kontekst i Przygotowania do Tragicznego Seansu
Środa 11 maja 1955 roku była pogodnym i ciepłym dniem. W Wielopolu Skrzyńskim panował wiosenny nastrój, a gospodarze byli zajęci sadzeniem ziemniaków. We wsi niosła się puszczana z megafonów piosenka „Parasolki” Marii Koterbskiej, zwiastując przyjazd kina objazdowego.
Miejsce Tragedii: Barak Szkolny
Wieczorem tego dnia, po wieczornym nabożeństwie majowym, wiele osób udało się do pobliskiej szkoły na seans polskiej komedii „Sprawa do załatwienia” w reżyserii Jana Rybkowskiego z Adolfem Dymszą w ośmiu rolach. Rolę szkoły pełnił drewniany barak, przeniesiony z niemieckiego obozu pracy w Pustkowie pod Dębicą. Budynek ten nie posiadał wyposażenia przeciwpożarowego, a drewno, z którego był zbudowany, było wysuszone z powodu długiego braku deszczu. W dużej sali były zawieszone ozdoby z papieru, pamiętające zabawę sylwestrową i akademię pierwszomajową, co dodatkowo zwiększało ryzyko.
Naruszenia Zasad Bezpieczeństwa
Ekipa objazdowego kina zainstalowała się wczesnym popołudniem. Przygotowując salę widowiskową w baraku szkolnym, pracownicy kina naruszyli wiele zasad bezpieczeństwa. Na żądanie pracowników kina zabito deskami praktycznie wszystkie okna i zamknięto wejścia do baraku - oprócz tego, obok którego stał projektor. Zrobiono to, by nikt nie mógł oglądać filmu bez biletu, a pracownicy nie chcieli pilnować okien podczas seansów; wszyscy usiedli potem na krzesłach za stołem.
Na stole obok projektora, zamiast w metalowych pudłach, rozłożono 10 zwojów taśmy filmowej (dwa zwoje „Kroniki Filmowej” i osiem rolek filmu), wyjętych z pudeł. Ważyły one łącznie 18 kg. Takie wyeksponowanie taśmy celuloidowej, wykonanej z wyjątkowo łatwopalnego materiału, stanowiło poważne naruszenie zasad pracy, gdyż należało ją przechowywać w metalowych pudłach, daleko od projektora i źródeł ognia. Dodatkowo, na dachu szkolnego drewnianego baraku była świeżo położona papa, a na strychu zalegały trociny.
Przed seansem ekipa kina została ugoszczona obiadem, "suto zakrapianym alkoholem". Według relacji świadków, pijani pracownicy kina palili papierosy, siedząc lub stojąc przy stole z projektorem i taśmami filmowymi, a niedopałki rzucali na podłogę. W tym miejscu drewniana podłoga była obita blachą, jednak ogień rozprzestrzenił się błyskawicznie również na nieobite części. Niektórzy widzowie również palili papierosy w tym miejscu.
Wybuch Pożaru i Rozprzestrzenianie się Ognia
Na seans „Sprawy do załatwienia” przyszło około 200 widzów, w większości dzieci i młodzież. Każda z rolek filmowych miała długość około 10 minut i trzeba było przerywać emisję, żeby zmienić szpulę. Dorośli wtedy podchodzili do operatora i palili papierosy, dyskutując o filmie i technice kinowej.
Podczas czwartej przerwy operator zdjął z projektora wyświetloną rolkę filmu i zakładał nową. W tym momencie stłoczeni obok ludzie usłyszeli trzask. Według zeznań świadków, operator, trzymając w ustach zapalonego papierosa, dotknął nim końcówki taśmy filmowej, gdy ją zwijał, lub zapalony papieros wypadł mu z ust na zwój, bądź zwisający koniec taśmy dotknął niedogaszonego niedopałka papierosa na podłodze. W mgnieniu oka spod nóg operatora wystrzelił płomień. Mężczyzna próbował zdusić go rękami, ale nie dał rady. Łatwopalna celuloidowa taśma buchnęła płomieniem, który objął pozostałe rolki złożone na stole obok projektora.
Krople płonącego celuloidu spadły na leżącą na stole taśmę i na nieobitą blachą podłogę, która także zajęła się ogniem - a od niej błyskawicznie reszta baraku. Trujący gaz z palącego się celuloidu w parę chwil wypełnił całą świetlicę. Józef Cebula, strażak ochotnik obecny na sali, zdążył krzyknąć: „Pożar! Uciekać!”
Walka o Życie i Próby Ratunku
Wybuchła panika. Projektor i ława ustawiona przy drzwiach odcięły drogę ucieczki. Pracownicy kina uciekli przez drzwi i w obawie przed samosądem schronili się na posterunku MO. Część ludzi wydostała się przez okno, w którym deski wybił ławą siedzący obok strażak ochotnik Józef Cebula. Inni próbowali dopchnąć się do pozostałych wyjść i okien, ale były one zamknięte lub zabite deskami. Padali na płonącą podłogę, duszeni w ścisku i zatruci dymem z płonących taśm filmowych.
Napór ludzi był tak wielki, że część drewnianej ściany baraku nie wytrzymała i zawaliła się. Powstała wyrwa, przez którą kilkudziesięciu osobom udało się wydostać. Józef Para, ojciec dwóch córek obecnych na seansie, po wydostaniu się z budynku, natychmiast wrócił w ogień, by ratować innych. Świadkowie widzieli, jak ratował dzieci i dorosłych. Niestety, gdy ostatni raz wskoczył do budynku, dach się zawalił, grzebiąc ludzi żywcem. Zginęła jego 8-letnia córka Aleksandra.
Interwencja miejscowej Ochotniczej Straży Pożarnej, która przybyła na miejsce pożaru 11 minut po wznieceniu ognia, niewiele mogła pomóc z powodu wielkiej siły pożaru. Większość strażaków była na seansie - po wydostaniu się z baraku musieli dobiec do remizy, wyłamać drzwi i powrócić ze sprzętem. Wiele osób z Wielopola włączyło się do akcji ratunkowej.
Ksiądz Julian Śmietana, ówczesny proboszcz parafii, widząc beznadziejność udzielania ofiarom ognia innej pomocy, udzielił im ogólnego rozgrzeszenia. Skropił plebanię, kościół i domy bliżej ognia stojące wodą świętej Agaty, po czym wiatr zmienił kierunek na północno-zachodni, ratując w ten sposób domy Wielopola przed pożarem.

Pożar i jego Okrutne Skutki
Ofiary Tragedii
Pożar strawił barak w zaledwie 10 minut. Zginęło 58 osób, w tym 38 dzieci, a 20 osób zostało rannych. Roman Lipa, strażak ochotnik, wspominał przerażający widok stosu płonących ciał w przebieralni za sceną, do której mężczyźni rozwalili ścianę. Ciała objęte syczącym płomieniem paliły się mocnym ogniem. Swąd spalonego ciała przypominał krematoryjny zapach z Auschwitz. Ciała były tak strasznie popalone, że trudno było rozpoznać osoby; bliscy rozpoznawali ofiary po zachowanych rzeczach osobistych, np. po bieliźnie.
Akcja Służb i Pogrzeby
Po kilku godzinach strażacy dogasili pogorzelisko i pełnili wartę, by psy nie rozniosły kawałków spalonych ciał. Na miejsce tragedii szybko przybyły oddziały milicji i Urzędu Bezpieczeństwa (UB). Funkcjonariusze zablokowali dojazd do wsi, pozwalając na wjazd tylko mieszkańcom i najbliższej rodzinie ofiar. UB zatroszczyło się też o to, żeby z pogorzeliska nie powstało żadne zdjęcie, informując lokalnego fotografa Romana Lipę o zakazie fotografowania ceremonii. Do dziś zachowały się tylko zdjęcia z akt prokuratorskich.
Pogrzeb ofiar zaczął się dwa dni później i trwał również dwa dni. Trumny trzeba było dowieść z pobliskich miast. Uroczystość odbywała się pod kontrolą milicji i Urzędu Bezpieczeństwa. Ksiądz Julian Śmietana w kronice parafialnej pisał: „Gdy czoło pochodu było już na cmentarzu, dalsze trumny wynoszono jeszcze z kościoła. Gdy wszystkie trumny znalazły się już na cmentarzu, ten zapełnił się niemal ludźmi, a powietrze rozdzierał już nie tylko płacz i szloch, ale po prostu ryk bólu i rozpaczy…”
Kolejna Tragedia i Konsekwencje Prawne
Zaraz po pogrzebie do Wielopola przyjechała ekipa z pobliskich Ropczyc, aby uprzątnąć pogorzelisko. Robotnicy łopatami zbierali popiół, w którym były resztki zwęglonych kończyn. Zamiast wywieźć je na cmentarz, zaczęli wywozić na drogę do Targowicy i zasypywać nimi dziury. Dopiero interwencja mieszkańców powstrzymała ten skandaliczny proceder, a szczątki z targowiska zostały pochowane w osobnym zbiorowym grobie.
Na miejscowym cmentarzu znajduje się grób ze wstrząsającą inskrypcją: „Tu spoczywają resztki zwłok nieznanych. Zginęli tragiczna śmiercią dnia 11.05.1955 w Wielopolu. Proszą o Zdrowaś Mario”. Za spowodowanie pożaru 6 osób skazano na kary bezwzględnego więzienia - od 1 roku do 15 lat. Po pożarze zaostrzono przepisy bezpieczeństwa w kinach i teatrach w całej Polsce.

Pamięć i Upamiętnienie Tragedii
Tragedia z Wielopola Skrzyńskiego na zawsze zmieniła życie wielu ludzi i pozostawiła głęboki ślad w lokalnej pamięci społecznej. Doszło do niej na rok przed odwilżą październikową 1956 roku, w okresie stalinizmu, kiedy władze chciały szybko zatuszować wydarzenie. "Od początku nie było wielkiej przestrzeni dla wspólnego przeżywania tragedii i oswojenia traumy" - mówi studentka historii UJ Aleksandra Czudek.
Świadectwa Ocalałych i Rodzin Ofiar
- Romualda Bokota, która w wieku 4 lat została zabrana z seansu przez matkę, straciła w pożarze swoją 8-letnią siostrę Aleksandrę i 34-letniego ojca Józefa Parę, pośmiertnie odznaczonego Krzyżem Orderu Odrodzenia Polski za ratowanie ludzi. Wspomina, że nigdy więcej nie poszła do kina po tym wydarzeniu, a jej matka podupadła na zdrowiu.
- Bronisław Budziwojski, który w dniu pożaru miał 17 lat i cudem uniknął śmierci, również nigdy później nie wybrał się do kina.
- Ksiądz Śmietana zanotował przypadki osób, które, tknięte dziwnym przeczuciem lub snem, uniknęły tragedii.
Upamiętnienie i Rola Społeczności
Wielopolanie sprzeciwili się budowie nowego domu kultury w miejscu, gdzie stał barak. Od 1975 roku zabiegali o postawienie w tym miejscu pomnika ofiar pożaru. Pierwsze pismo do Rady Państwa, wysłane przez Tadeusza Zabiegłego (ojca dwóch córek, które zginęły), spotkało się z odpowiedzią, że „takich tragedii nie upamiętnia się pomnikami”. Monument udało się wybudować drugiemu komitetowi, który zawiązał się w latach 80. Był to krzyż z tablicą upamiętniającą tę tragedię, odsłonięty w 1982 roku - ponad ćwierć wieku po pożarze. Stoi on dokładnie w miejscu dawnego baraku.
Pamięć o tragedii jest podtrzymywana także poprzez praktyki pamięciowo-religijne. Jak zauważa Aleksandra Czudek, obrzędy religijne, takie jak oratorium „Spod krzyża spalonych” czy modlitwy do Matki Bożej Różańcowej, pomagają mieszkańcom przejść przez żałobę i pogodzić się ze stratą, nadając sens tej tragedii.
Lokalny fotograf Roman Lipa, któremu zakazano robienia zdjęć grupowych podczas pogrzebu, w latach 90. namalował obrazy przedstawiające wydarzenia z pożaru. Motyw kościoła w łunach i dzieci wyskakujących przez okna pojawia się również w cyklu obrazów i rysunków Tadeusza Kantora z lat 80., choć artysta nie był świadkiem wydarzeń.
