20 listopada 1992 roku, tuż po godzinie jedenastej rano, Zamek Windsor, jeden z najważniejszych symboli brytyjskiej monarchii, stanął w ogniu. To tragiczne wydarzenie, które miało miejsce dokładnie w kaplicy królewskiej, odcisnęło największe piętno na roku, który królowa Elżbieta II nazwała później swoim "annus horribilis" (łac. "straszny rok"). Pożar wybuchł w 45. rocznicę ślubu Elżbiety II i księcia Filipa, co jeszcze bardziej pogłębiło falę nieszczęść tamtego roku.
Początek i Rozwój Pożaru

Pożar wybuchł kwadrans po godzinie jedenastej rano, dokładnie o 11:15 czasu lokalnego. Jego przyczyną okazał się wadliwy reflektor z 100-watową żarówką, używany podczas prac remontowych w prywatnej kaplicy królowej Wiktorii, mieszczącej się w Wieży Chester. Zwarcie w żarówce wywołało iskrę, która padła na prawie sześciometrowe zasłony obok ołtarza, które natychmiast zajęły się ogniem. Początkowo niewielki płomień tlił się w jednym z okien, przypominając światło świecy, co sprawiło, że nikt natychmiast nie zareagował. Niestety, wkrótce okazało się, że to nie świeca, a wolno paląca się zasłona. Minęło zaledwie kilka minut, aż uruchomił się alarm pożarowy, było już jednak za późno.
O godzinie 11:30 ogień zaczął gwałtownie rozprzestrzeniać się na królewskie sale i apartamenty, w tym na sąsiedni Hall św. Jerzego. Pożar rozprzestrzeniał się błyskawicznie, ponieważ zamek nie był odpowiednio zabezpieczony przeciwpożarowo i miał niewiele instalacji, które ułatwiałyby gaszenie na miejscu. Wkrótce ogień doszedł do eleganckiej sali bankietowej i królewskich apartamentów. Po chwili zawaliły się podłoga z Wieży Brunswick oraz dach Hallu św. Jerzego, potęgując zniszczenia.
Akcja Gaśnicza i Ratunkowa
Tego dnia: Niszczycielski pożar wybucha na zamku w Windsorze w 1992 roku
Pierwsze jednostki straży pożarnej dotarły na miejsce o godzinie 11:41. Ich skromne siły, liczące zaledwie 25 strażaków wyposażonych w samochód osobowy i ręczne gaśnice, szybko okazały się niewystarczające do opanowania sytuacji. Jeden z pracujących obok kaplicy konserwatorów wyczuł dym i podniósł alarm. Szybko dotarło do nich, że nie poradzą sobie z pożarem, więc wezwali posiłki. Zaledwie 40 minut później na miejscu działało już 225 strażaków i 35 wozów strażackich, które przyjechały z Londynu oraz hrabstw, takich jak Surrey, Berkshire, Oxfordshire i Buckinghamshire. W sumie pożar gasiło ponad 220 strażaków, używając ponad 35 wozów. Do gaszenia zużyto 7 milionów litrów wody, którą uzyskano z sieci wodociągowej, hydrantu zasilanego ze zbiornika, basenu, stawu i pobliskiej Tamizy.
Akcja gaśnicza trwała kilkanaście godzin. Sytuacja została w dużej mierze opanowana około 23:00, kiedy strażakom udało się ujarzmić największe płomienie. Natomiast do 2:00 nad ranem, strażacy zajmowali się dogaszaniem wtórnych ognisk. Pożar płonął przez 15 godzin, a ostatecznie został ugaszony o 2:30 nad ranem w sobotę 21 listopada.
Podczas tragicznego pożaru trwała intensywna akcja ratowania bezcennych dzieł sztuki i historycznych artefaktów. W akcję byli zaangażowani pracownicy zamku, członkowie rodziny królewskiej, a nawet książę Andrzej, który zainicjował akcję wynoszenia cennych przedmiotów. Królowa Elżbieta II dotarła na miejsce katastrofy około godziny piętnastej, dołączając do syna, księcia Karola, by osobiście uczestniczyć w ratowaniu dziedzictwa. Dzięki odwadze i determinacji wielu osób udało się ocalić liczne cenne przedmioty, w tym obrazy Antoona van Dycka i Petera Paula Rubensa, a także porcelanę z Sevres.
Niestety, nie wszystkie cenne obiekty udało się uratować. W ogniu spłonęły niektóre dzieła, w tym portret Sir Williama Beechey’a, przedstawiający księcia George’a II i księcia Walii. Jego gigantyczne rozmiary - aż 9 metrów kwadratowych - uniemożliwiły zdjęcie go ze ściany. Nie udało się również wynieść bufetu wykonanego z palisandru. Całkowitemu zniszczeniu uległy drewniane stoły i ławy należące do rodziny od stuleci, antyczne skrzynie, a nawet ukochany kredens królowej z 1820 roku, które były zbyt ciężkie, by je wynieść. Pożar strawił także porcelanę, gobeliny, lustra i dywany, które królowa Elżbieta pamiętała jeszcze z dzieciństwa.
Skala Zniszczeń i Straty Materialne

Po ugaszeniu pożaru ukazała się ogromna skala zniszczeń. Według danych podanych przez Royal Collection Trust, ogień zniszczył aż 115 pomieszczeń, a dziewięć z nich doszczętnie. Uszkodzeniu uległy między innymi kaplica św. Jerzego, Brunswick Tower, a także królewskie apartamenty. Ogień strawił ponad sto pomieszczeń w północno-wschodnim skrzydle Windsoru. Straty i uszkodzenia oszacowano na kilkadziesiąt milionów funtów, a dokładniej na 37 milionów funtów. Początkowe szacunki kosztów odbudowy wahały się w granicach 40-60 milionów funtów.
Królowa Elżbieta II, która dotarła na miejsce pożaru około godziny piętnastej, nie potrafiła powstrzymać łez na widok pogorzeliska. Mimo że monarchini rzadko okazywała tak silne emocje publicznie, widok miejsca, w którym wychowała się ona, jej dzieci i wnuki, sprawił, że płakała na oczach fotoreporterów. Jej najstarszy syn, książę Karol, przekazał dziennikarzom, że "Jej Wysokość była zdruzgotana".
Kontrowersje Wokół Finansowania Odbudowy

Po ugaszeniu pożaru, w Wielkiej Brytanii wybuchł kolejny ogień - tym razem była to gorąca dyskusja na temat kosztów renowacji oraz źródła finansowania remontu. Władze królewskie początkowo planowały pokrycie kosztów odbudowy z funduszy publicznych, co spotkało się z ostrą krytyką brytyjskiego społeczeństwa. Rodzina królewska spodziewała się pomocy finansowej ze strony państwa, zwłaszcza że Zamek Windsor oficjalnie jest własnością rządu, a nie rodziny królewskiej. Wydawało się więc naturalne, że cały koszt poniosą podatnicy.
Jednak brytyjscy parlamentarzyści i obywatele mieli inne zdanie. Prasa zadawała pytania, dlaczego podatnicy mają płacić za coś, z czego korzysta rodzina królewska. Dziennik "The Times" protestował, grzmiąc: "Kiedy zamek jest w dobrym stanie, należy do nich, a kiedy płonie, jest nasz". Niektórzy labourzyści uważali, że za naprawę zamku powinna zapłacić sama królowa. Jeden z polityków podczas debaty powiedział wprost: "Nie może oczekiwać, że zgodzimy się na to, żeby zapłacić za szkody z podatków, kiedy rodzina królewska nie chce samych podatków płacić". W owym czasie coraz mocniej kwestionowano monarchię, a kolejne skandale w rodzinie Windsorów poważnie zachwiały ich pozycją. Pożar nie wywołał współczucia, lecz raczej niechęć podszytą złością. Oczekiwano więc, że to królowa sfinansuje renowację zamku.
Ostatecznie Elżbieta II zdecydowała się zareagować na krytykę. Podjęła decyzję o rozpoczęciu płacenia podatku od dochodów osobistych, z którego jej ród został zwolniony w latach 30. XX wieku. Dodatkowo, przełomowym wydarzeniem była decyzja o otwarciu dla zwiedzających Pałacu Buckingham oraz parku w pobliżu Windsoru, co stało się prawdziwą gratką dla wszystkich zainteresowanych historią i życiem brytyjskiej rodziny królewskiej. Remont spalonego zamku królowa opłaciła z własnej kieszeni.
Odbudowa Zamku Windsor

Prace renowacyjne zakończyły się w 1997 roku i wyniosły 36,5 miliona funtów. Odbudowa Hallu św. Jerzego została zrealizowana w oparciu o projekt zbliżony do oryginalnego wyglądu pomieszczenia z XIV wieku, połączony z XX-wieczną reinterpretacją. Co ciekawe, w miejscu, gdzie wcześniej znajdowała się prywatna kaplica i gdzie wybuchł pożar, stworzono nową przestrzeń nazwaną The Lantern Lobby, która stała się formalnym przejściem między apartamentami prywatnymi a państwowymi.
Zamek Windsor, będący najstarszym na świecie zamkiem nadal pozostającym w rękach monarchy, nie tylko odzyskał swoją świetność, ale zyskał również na symbolicznym znaczeniu. Warto dodać, że historyczny budynek stał się także miejscem spoczynku dla zmarłej 8 września 2022 roku Elżbiety II. Królową pochowano w rodzinnym grobie w kaplicy św. Jerzego.
"Annus Horribilis" - Rok Nieszczęść Rodziny Królewskiej

Rok 1992 był wyjątkowo trudny dla brytyjskiej rodziny królewskiej i samej królowej Elżbiety II, która w swoim słynnym przemówieniu określiła go mianem "annus horribilis" (łac. "straszny rok"). Monarchini, cztery dni po pożarze, podczas przemówienia w Guildhall, przyznała: "Rok 1992 nie jest rokiem, na który spoglądać będę z niekłamaną przyjemnością. Jak powiedział jeden z moich bardziej życzliwych korespondentów, okazał się on annus horribilis". Pożar Zamku Windsor wstrząsnął Elżbietą II, szczególnie że Windsor od prawie tysiąca lat jest symbolem brytyjskiej monarchii. Było to bolesne doświadczenie dla królowej, która na własne oczy oglądała, jak królewska rezydencja płonie, a ogień zabiera bezcenne dzieła sztuki, pamiątki i część historii monarchii zdeponowanej w wiekowych murach.
Fala nieszczęść brytyjskiej rodziny królewskiej w 1992 roku przeszła do historii właśnie jako "annus horribilis". Rok ten był momentem wielkiej próby dla monarchii, ponieważ trzy małżeństwa dzieci Elżbiety II rozpadły się niemal w tym samym czasie. Wiosną księżniczka Anna, jedyna córka królowej, oficjalnie rozstała się z Markiem Philipsem, co stało się historycznym wydarzeniem - pierwszym rozwodem w rodzinie królewskiej od czasów Henryka VIII Tudora, zmarłego w 1547 roku. Jeszcze w styczniu opublikowano kompromitujące zdjęcia Sarah Ferguson, ówczesnej żony księcia Andrzeja, która została przyłapana w jednoznacznej sytuacji z kochankiem, Steve'em Wyattem. Kilka miesięcy później ogłoszono separację książęcej pary Yorku.
Do kolejnego skandalu doprowadziła biografia "Diana. Jej historia" autorstwa Andrew Mortona. Książka wywołała prawdziwą sensację, odsłaniając szczegóły nieszczęśliwego życia księżnej Diany u boku księcia Karola, który zdradzał ją z Camillą Parker Bowles. Niedługo później małżeństwo ogłosiło separację. Afery wokół spraw rodzinnych były mocno wyczerpujące dla Elżbiety II, która w tym trudnym dla siebie czasie starała się z uśmiechem celebrować 40. rocznicę wstąpienia na tron. Wszystko zmieniło się 20 listopada 1992 roku - ze złego na koszmarne, jak wielu to określało.
Pożar w Kulturze Popularnej i Anekdotach

Pożar Zamku Windsor został wspomniany w najnowszym sezonie popularnego serialu "The Crown" o życiu brytyjskiej rodziny królewskiej. Produkcja Netfliksa dość realistycznie oddała obraz katastrofy, posługując się także oryginalnymi nagraniami z telewizji z tamtych czasów. Produkcja nie mogła pominąć jednego z najważniejszych i najbardziej dramatycznych wydarzeń 1992 roku, które stało się ostatecznym powodem, dla którego Elżbieta II nazwała ten rok "Annus Horribilis".
W serialu przedstawiono wątek, w którym księżniczka Małgorzata spekuluje na temat przyczyn gigantycznego pożaru. Po latach Małgorzata rozmawia z królową, wyrzucając jej dawne zachowanie i decyzję o uniemożliwieniu jej małżeństwa z Peterem Townsendem. Zniszczenie Saloniku Szkarłatnego, w którym księżniczka spotykała się z Townsendem, dodatkowo uwypukla ten wątek. W jednej ze scen Małgorzata pyta Elżbietę, czy monarchini... nie podejrzewała jej o podpalenie zamku, a nawet sugeruje, że za pożar mogli mieć udział inni członkowie rodziny królewskiej, na czele z księżną Dianą. Chociaż serial zdobył uznanie krytyków i fanów, pojawiają się zarzuty o zbytnie naginanie historycznych wydarzeń, mieszając prawdę z fikcją.
Inna, mniej dramatyczna, ale równie intrygująca opowieść związana z pożarem pochodzi od byłego prezydenta Polski, Lecha Wałęsy. Lech Wałęsa lubi podkreślać swoją rolę w historii, a w książce "Ja. Rozmowa z Lechem Wałęsą" autorstwa Andrzeja Bobera i Cezarego Łazarewicza, noblista wyjawia, że przewidział pożar, który zszokował wszystkich Brytyjczyków. Wałęsa nie przypisuje sobie tu żadnych ponadnaturalnych zdolności, lecz po prostu przyznaje się do obejrzenia pałacu fachowym okiem elektryka. Ostrzegł królową o możliwym wybuchu pożaru, gdy przez przypadek stał się świadkiem nietypowej konwersacji Elżbiety II z małżonkiem. Jak sam wspomina: "- Widziałem w pałacu, jak królowa ochrzania swojego męża - króla Filipa. Kłóciła się z nim zupełnie normalnie. Głupio mi się zrobiło, gdy przez przypadek wszedłem w trakcie awantury. - Proszę pani - powiedziałem jej kiedyś - ten pałac zaraz się pani spali. I przewidziałem, bo wybuchł tam pożar. - Panie prezydencie, niech pan nie przesadza. - Nic nie przesadzam. Chodziłem po tych pokojach, korytarzach. Gniazdka niezabezpieczone, powyrywane, druty niezaizolowane. To się musiało spalić” - czytamy na kartach książki. To kolejny raz, gdy Lech Wałęsa daje do zrozumienia, że gdyby go posłuchano, można było uniknąć nieszczęścia.