Kontrowersje wokół rozbudowy remizy w Jemielnie: Wójt z zarzutami
Mieszkańcy dolnośląskiego Jemielna, którzy zgodzili się wpuścić na swój teren ekipę remontową, nie tego się spodziewali. Sądzili, że zezwolenie, które dali, ułatwi prace przy odświeżeniu remizy strażackiej, tymczasem ich dobra wola miała zostać wykorzystana przez panią wójt. Sprawa będzie miała swój finał w sądzie.
Akt oskarżenia przeciwko wójt Annie H.
Jak informuje Liliana Łukasiewicz z Prokuratury Okręgowej w Legnicy, śledczy skierowali akt oskarżenia przeciwko Annie H. Dokumenty wpłynęły do Sądu Rejonowego w Głogowie. Prokurator zarzuca wójt Jemielna (pow. górowski) przekroczenie uprawnień i poświadczenie nieprawdy.
Zgodnie z ustaleniami śledczych, Anna H. wprowadziła w błąd starostę powiatu górowskiego, przez co ten wydał zgodę na rozbudowę remizy strażackiej. Jednak o pracach nie wiedzieli właściciele terenu, na którym miały powstać zabudowania.

Fałszywe oświadczenie jako podstawa działań
Prokuratura ustaliła, że wójt wnioskowała o pozwolenie na rozbudowę remizy strażackiej w oparciu o "oświadczenie o posiadanym prawie do dysponowania nieruchomością na cele budowlane". Sęk w tym, że wcale go nie miała. Oskarżona złożyła fałszywe "oświadczenie..." w sytuacji, gdy dysponowała tylko oświadczeniem o wyrażeniu zgody na wejście na tę nieruchomość, aby z jej terenu wykonać niezbędne prace remontowe.
Oskarżona działała tym na szkodę interesu publicznego i prywatnego czterech właścicieli działek. Mieszkańcy musieli być zaskoczeni. Jeden z właścicieli działki potwierdził podczas przesłuchania, że faktycznie zgodził się na wejście osób, które miały wykonywać prace remontowe na część terenu, która do niego należy, ale nie było mowy o żadnej budowie. Nigdy też nie dostał pisma o przymusowym zajęciu działki czy wywłaszczeniu.
Rzeczniczka legnickiej prokuratury potwierdziła w rozmowie z dziennikarzami portalu gazetawroclawska.pl, że śledczy zebrali zeznania wszystkich poszkodowanych. Mają zeznawać w sądzie.
Grożące konsekwencje dla wójt
Wójt Anna H. nie przyznała się do zarzutów. Nie chciała też nic wyjaśniać. Grozi jej od 6 miesięcy do 8 lat więzienia.
Wyzwania Ochotniczych Straży Pożarnych na Dolnym Śląsku: Przypadek OSP Łomnica
Dziewięć miesięcy po powodzi, strażacy Ochotniczej Straży Pożarnej w Łomnicy (Dolny Śląsk) nadal oczekują na rządowe wsparcie. W trakcie, kiedy wielka woda zalewała ich remizę, ochotnicy pomagali okolicznym mieszkańcom. Teraz sami mówią: nie mamy miejsca, w którym moglibyśmy się ubrać do wyjazdu na akcję.
Potrzeba remontu i oczekiwanie na wsparcie
Podczas ubiegłorocznej powodzi ratowali dobytek mieszkańców Gminy Mysłakowice, sami ponosząc ogromne straty. Teraz oni potrzebują pomocy i remontu remizy. "Cały czas nie mamy miejsca, żeby prowadzić działania ratowniczo-gaśnicze. Strażacy ubierają się na zewnątrz" - podkreślają. Ochotnicy z Łomnicy cały czas oczekują na obietnicę ministra MSWiA, który obiecał, że Ochotnicze Straże Pożarne poszkodowane w powodzi nie zostaną bez programów i bez pomocy.

Samorządy dotknięte skutkami powodzi otrzymały w grudniu ubiegłego roku z Ministerstwa Finansów ponad 730 milionów złotych na zakup sprzętu i wyposażenia niezbędnego dla bezpieczeństwa mieszkańców. W ostatnim czasie także MSWiA przyznało dofinansowanie do zakupu nowych wozów bojowych dla OSP. Trafią one między innymi do Podgórzyna, Lądka Zdroju czy Stronia Śląskiego. Wniosek OSP Łomnica został złożony do Urzędu Wojewódzkiego i będzie teraz analizowany przez zespół powołany przy wojewodzie.
Akcje ratunkowe strażaków na Dolnym Śląsku: Ewakuacja wędkarzy z Odry
Na Dolnym Śląsku strażacy interweniują w różnorodnych sytuacjach, wymagających ich profesjonalizmu i szybkiej reakcji. Przykładem takiej akcji była ewakuacja wędkarzy w Budkowie.
Ryzykowna sytuacja na Odrze
W Budkowie na Dolnym Śląsku pięć osób przebywających nad Odrą zostało odciętych od lądu przez wzbierającą rzekę. Mężczyzn udało się uratować, jednak musieli na jakiś czas "rozstać się" ze swoimi samochodami, które zostały otoczone przez wodę.
Wędkarze z Dolnego Śląska postanowili spędzić długi majowy weekend, wędkując nad Odrą. W niedzielę, łowiąc ryby w głównym korycie Odry, zagapili się i w pewnym momencie spostrzegli, że i oni i samochody są odcięci od lądu. Mężczyźni postanowili przeczekać do wieczora, licząc na to, że woda opadnie. Niestety tak się nie stało, konieczne było więc wezwanie pomocy.

Interwencja strażaków i wsparcie lokalnych władz
Strażacy, którzy przyjechali na miejsce, musieli ewakuować mężczyzn, mimo że ci chcieli jeszcze poczekać na opadnięcie wody. St. kpt. komentował tę sytuację, mówiąc, że "czasami nierozsądek ludzi kusi do tego, żeby przekraczać przepisy. Wjeżdżając samochodami między Odrę a wał rzeki spowodowali ryzyko dla siebie, jak i dla swojego mienia."
Ponieważ sytuacja zagrażała bezpieczeństwu wędkarzy, zostali oni łódkami ewakuowani w bezpieczne miejsce. Wójt gminy zaproponowała pomoc wędkarzom, którzy spędzili noc w miejscowej remizie, po czym wrócili do swoich domów.
tags: #remiza #stragaczka #plonica #dolny #slask