Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku stało się w ostatnich latach centrum jednej z największych publicznych debat o historii w Polsce. Konflikt ten dotyczy rozumienia polskiego patriotyzmu, zderzenia dwóch wizji mówienia o przeszłości - refleksyjnej i apologetycznej - oraz relacji między władzą polityczną a sferą nauki i kultury.
Geneza i polityczne przejęcie Muzeum
Idea stworzenia Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku narodziła się na przełomie 2007 i 2008 roku. Koncepcja muzeum, wypracowana przez uznanych polskich historyków z czynną pomocą specjalistów z całego świata, miała oddawać szczególną rolę Polski w historii II Wojny Światowej, jednocześnie prezentując uniwersalny charakter ludzkiego cierpienia. Placówka została otwarta przez pomysłodawcę, twórcę i pierwszego dyrektora muzeum prof. Pawła Machcewicza.
Ponieważ Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku nie spodobało się politykom Prawa i Sprawiedliwości (PiS) oraz prawicowym publicystom i historykom, minister kultury i dziedzictwa narodowego przejął instytucję. PiS chciał zmienić dyrekcję muzeum od samego początku sprawowania rządów. Jarosław Kaczyński i inni politycy tej partii zarzucali muzeum, że za mało eksponuje polskie cierpienia i bohaterstwo oraz że wystawa została zaprojektowana „pod dyktando Niemców”. Dyrekcja muzeum z oburzeniem odrzucała te zarzuty.
Nowym władzom udało się usunąć oryginalne kierownictwo muzeum za pomocą triku formalnego - połączyli Muzeum II Wojny Światowej z istniejącym głównie na papierze Muzeum Westerplatte. Ta decyzja była przedmiotem wielomiesięcznej batalii sądowej. Zainstalowany w placówce w kwietniu 2017 roku przez Piotra Glińskiego dyrektor Karol Nawrocki zaczął wprowadzać zmiany w wystawie głównej, nie uzgadniając ich z jej twórcami. Kierownictwo nad Muzeum w kwietniu 2024 roku przejęli dwaj autorzy scenariusza - Rafał Wnuk i Janusz Marszalec.

Spór o ekspozycję bohaterów: Irena Sendlerowa i „hydrant”
Jednym z kluczowych punktów sporu o wystawę główną w Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku jest sposób przedstawienia postaci Ireny Sendlerowej. Powiązani z prawicą krytycy ekspozycji zarzucali celowe ukrycie ratującej żydowskie dzieci pielęgniarki „za hydrantem”. W środę, w ramach toczącego się procesu sądowego, zeznawała Elżbieta Olczak, która mówiła, że miejsce Ireny Sendlerowej na ekspozycji obrazuje konspirację, w jakiej działała bohaterka. Zdaniem dyrekcji muzeum z prof. Pawłem Machcewiczem na czele, "Nieprawda, że Sendlerowa została schowana za hydrantem. To propagandowe kłamstwo PiS. Nie chowaliśmy Sendlerowej, poświęciliśmy jej odrębną część wystawy".
Dr Karol Nawrocki kpił z twórców wystawy, mówiąc m.in., że postać Ireny Sendlerowej „schowali przy hydrancie”. Były dyrektor prof. Paweł Machcewicz odpowiadał: „Mogę tylko po raz kolejny powtórzyć, że Irena Sendlerowa »nie jest schowana za hydrantem«. Poświęcona jest jej oddzielna część wystawy, co zauważa każdy zwiedzający. Myślenie, że jak się powiększy dwa razy zdjęcia Pileckiego, to będzie dwa razy większym bohaterem, jest po prostu kuriozalne”. Dr Nawrocki natomiast twierdził, że "Irenę Sendlerową wyciągnę zza hydrantu" i "pokażę ojca Kolbe". Dla Polaków, jak mówił, liczą się trzy ikony drugiej wojny światowej: Władysław Sikorski, Irena Sendlerowa oraz rotmistrz Pilecki.
Kluczowe zmiany wprowadzone w wystawie głównej
Nowa dyrekcja, po przejęciu placówki, zapowiedziała i wdrożyła szereg zmian w wystawie głównej, które stały się przedmiotem kontrowersji. Obejmowały one m.in.:
- Większe wyeksponowanie zbrodni popełnionych na Polakach w ZSRR przed II Wojną Światową. Wzmocniono wątki dotyczące terroru w ZSRR przed wrześniem 1939 roku w tzw. Pokoju Sowieckim; pojawiła się tablica multimedialna o operacji NKWD przeciw Polakom w latach 1937-38.
- „Dowartościowanie” liczebności żołnierzy Armii Krajowej. Zmieniono tablicę informującą, że we wrześniu 1944 roku Armia Krajowa liczyła 40 tysięcy zaprzysiężonych żołnierzy, dodając informację, że w tym samym czasie szeregi Podziemnego Państwa Polskiego w skali kraju liczyły ponad 350 tysięcy osób.
- Większe wyeksponowanie Ireny Sendlerowej, Polki ratującej żydowskie dzieci w czasie wojny, zdaniem dyrekcji (i polityków PiS) „schowanej za hydrantem”.
- Większe wyeksponowanie postaci rotmistrza Witolda Pileckiego, bohatera wojennego skazanego po wojnie na śmierć przez komunistyczne władze. Wprowadzono zawieszenie portretów o. Kolbego i rtm. Pileckiego w centralnych punktach przestrzeni, co zaburzyło antropologiczny charakter narracji.
- Wyeksponowanie postaci o. Maksymiliana Kolbego, przedwojennego wydawcy prasy katolickiej, zamordowanego w Auschwitz.
- Większe wyeksponowanie martyrologii polskiego duchowieństwa. Wprowadzono gablotę poświęconą wyłącznie duchownym rzymskokatolickim.
- Zmiany w statystykach strat ludnościowych w czasie wojny. Zmieniono tablicę dotyczącą strat osobowych Polski i innych państw, eksponując straty Polaków i innych okupowanych krajów.
- Usunięto film kończący wystawę, który zwiedzający oglądali na zakończenie wędrówki po muzeum. Specjalnie przygotowany dla Muzeum film pokazujący konsekwencje wojny - aż do konfliktu na Ukrainie - został zastąpiony przez wyprodukowaną przez IPN animację „Niezwyciężeni”, pełną historycznych przekłamań. W rezultacie 8 maja 2024 roku, po siedmiu latach od jego usunięcia, na wystawę powrócił film kończący ekspozycję, autorstwa Mateusza Subiety, koncentrujący się na wydarzeniach po II wojnie światowej, w tym konfliktach ostatnich lat.
- Usunięto fragment dotyczący walki Komitetu Obrony Demokracji (KOD) z ministrem kultury prof. Piotrem Glińskim z wystawy "Była sobie Wiadrownia". Dr Nawrocki uznał za skandal, że KOD znalazł się na ekspozycji dotyczącej drugiej wojny światowej.
- Wprowadzono zmiany dotyczące prześladowań ludności polskiej w Wolnym Mieście Gdańsku (WMG).
- Stworzono nową gablotę z mundurem kapitana Antoniego Kasztelana z kontrwywiadu Obrony Wybrzeża.
- Umieszczono wielkoformatową fotografię rodziny Ulmów w sekcji „Droga do Auschwitz”, opowiadającej o śmierci więźniów w obozach masowej zagłady, co rozbiło kompozycję artystyczną i spójność narracyjną tej części ekspozycji.
Wizje Muzeum: uniwersalna kontra martyrologiczna
Spór o wystawę Muzeum II Wojny Światowej odzwierciedla walkę dwóch różnych wizji instytucji, a co za tym idzie, element polityki historycznej. Wcześniejsza koncepcja, autorstwa prof. Pawła Machcewicza i jego zespołu, miała na celu ukazanie uniwersalnego cierpienia ludności cywilnej w trakcie konfliktu zbrojnego, umieszczając losy Polski w szerszym kontekście nieludzkiego charakteru wojny. Dyrekcja muzeum z oburzeniem odrzucała zarzuty, że wystawa została zaprojektowana "pod dyktando Niemców".
Nowa dyrekcja dążyła do przedstawienia bardziej tożsamościowego wymiaru, eksponującego przede wszystkim polską perspektywę, cierpienie i bohaterstwo. Zdaniem dr. Karola Nawrockiego, „wystawa w dotychczasowej wersji kształtuje w Polakach przekonanie, że są reprezentantami narodu, który w czasie drugiej wojny światowej zajmował się mordowaniem ludności żydowskiej”. Nikt poważny wcześniej takiego zarzutu nie wysuwał.
Jak mówił dr Nawrocki, celem jest, aby zwiedzający był świadomy, że wojna jest straszna, ale "żeby nie uciekał, gdyby naszej ojczyźnie coś groziło; taki, który gotowy jest walczyć, jak np. mieszkańcy Izraela". Argumentował, że poprzednia wystawa "kształtuje człowieka, który pierwsze co zrobi, gdy coś zagrozi Polsce, to ucieknie, bo wojna jest zła, a Polska nie pamięta o swoich bohaterach".
Twórcy wystawy natomiast dążyli do stworzenia muzeum wolnego od polityki i narodowych kompleksów - muzeum, w którym się debatuje, a nie przelicza bohaterów na centymetry kwadratowe. Pierwotna narracja celowo nie wyróżniała kategorii zawodowych, narodowych czy społecznych, pokazując takie elementy codzienności, jak obozowy reżim, głód czy opór, co miało nadać wystawie antropologiczny charakter.
Batalia sądowa i reakcje środowisk naukowych
W 2018 roku za sprawą Pawła Machcewicza i innych autorów wystawy spór ideowy przeistoczył się w proces sądowy. Toczył się on najpierw przed Sądem Wojewódzkim w Gdańsku, następnie przed Sądem Apelacyjnym w Warszawie. Ten ostatni, wyrokiem z 17 kwietnia 2023 roku, uznał, że MIIWŚ reprezentowane przez dyrektora Karola Nawrockiego naruszyło prawa autorskie oraz dobre imię autorów wystawy jako historyków. Sąd nie nakazał jednak przywrócenia pierwotnego kształtu ekspozycji ze względu na to, że zmiany - jego zdaniem - nie były zauważalne dla większości odbiorców. Zadecydował jednak o zaprzestaniu wyświetlania animacji IPN w ostatniej części wystawy głównej.
W proteście przeciwko zmianom historycy rozpoczęli zbieranie podpisów pod listem otwartym w obronie muzeum i jego ekspozycji. Wśród sygnatariuszy znalazło się 500 naukowców z Polski i zagranicy, w tym wybitni historycy, filozofowie, socjolodzy i psycholodzy. W liście otwartym naukowcy pisali: "Traktujemy to jako niedopuszczalną, wręcz barbarzyńską ingerencję w dzieło będące efektem wieloletniej pracy autorów ekspozycji i niosące głęboko humanistyczne przesłanie do całego świata. Polska traci jedną z nielicznych instytucji kultury i nauki o prawdziwie międzynarodowym znaczeniu". List podkreślał, że działania władz Muzeum II Wojny Światowej mające na celu przekształcenie wystawy, są "próbą wykreślenia jej uniwersalnego przesłania i zamienienia tej placówki w instytucję propagandową, która słowo muzeum ma tylko w nazwie".
Prof. Paweł Machcewicz i pozostali twórcy pierwotnej koncepcji ekspozycji wytoczyli proces dr. Karolowi Nawrockiemu, zarzucając mu naruszenie praw autorskich i żądając przywrócenia jej oryginalnej zawartości. Dr Nawrocki z kolei tłumaczył zmiany napływającymi listami od zwiedzających oraz krytykował oponentów za chęć usunięcia polskich bohaterów z wystawy. Zdaniem byłego dyrektora, dr Nawrocki "nie jest samodzielną osobą, jest jedynie wykonawcą poleceń Jarosława Kaczyńskiego, ministra Piotra Glińskiego i innych polityków Prawa i Sprawiedliwości. Został mianowany po to, by przeprowadzić czystkę personalną i zmienić wystawę, stworzoną przez najwybitniejszych polskich i światowych historyków".
Wcześniej Karol Nawrocki złożył doniesienie do prokuratury, zarzucając Pawłowi Machcewiczowi działania na szkodę placówki w wysokości 5 milionów złotych. Profesor zaprzeczył zarzutom i opublikował książkę „Muzeum”, w której przedstawił proces przejmowania MIIWŚ oraz podkreślił wyjątkowość przedstawianej w nim narracji. Zdaniem obrońców autonomii muzeów nieprzemyślane i sprawiające wrażenie przypadkowych zmiany wprowadzane na wystawie MIIWŚ od 2017 roku przez dyrektora Karola Nawrockiego wypaczyły sens stworzonej przez autorów opowieści.
Dyrektor Nawrocki informował, że jego poprzednicy, prof. Paweł Machcewicz, dr Janusz Marszalec, prof. Rafał Wnuk i dr Piotr Majewski, wysyłali pisma ostrzegawcze do firm zaangażowanych w realizację techniczną wystawy stałej, strasząc konsekwencjami prawnymi. Nawrocki odczytał fragment pisma Pawła Machcewicza: „Zwracam się z prośbą o niepodejmowanie jakichkolwiek działań, które zmierzałyby do wprowadzania nieuzgodnionych z nami zmian na wystawie, a tym samym naruszałyby nasze prawa autorskie”.
Obecne działania władz Muzeum II Wojny Światowej, mające na celu przekształcenie wystawy, są uznawane za próbę wykreślenia jej uniwersalnego przesłania i zamienienia tej placówki w instytucję propagandową. Dzieje Polski są częścią historii świata, a Muzeum II Wojny Światowej miało mieć globalny wymiar, co potwierdzają entuzjastyczne recenzje ze strony gości z różnych państw, o różnych przekonaniach i poglądach politycznych. W ciągu zaledwie kilku miesięcy od otwarcia ekspozycję zwiedziło ponad 300 000 osób.
