Pozycja polityczna, legitymacja polityczna i w jakimś sensie także legitymacja moralna ministra Sienkiewicza jest bardzo poważnie nadszarpnięta - uważa były szef MSW Ludwik Dorn.

Według Dorna, premier powinien zdymisjonować ministra spraw wewnętrznych. Od wybuchu afery taśmowej Bartłomiej Sienkiewicz tylko raz wystąpił w mediach. - Ja politycznie przyszłości przed sobą nie mam - mówił wtedy w TVN 24, tłumacząc, że jego ostatnim zadaniem będzie wyjaśnienie tej sprawy.
Afera taśmowa i rozmowa z prezesem NBP
Magazyn "Wprost" ujawnił rozmowę Bartłomieja Sienkiewicza z prezesem NBP Markiem Belką, która miała miejsce w lipcu ubiegłego roku w warszawskiej restauracji "Sowa i przyjaciele". Rozmowa dotyczyła ewentualnego wsparcia budżetu państwa rezerwą banku centralnego, a Belka nie wykluczył takiej możliwości. Sienkiewicz zapewniał, że rozmowa miała charakter towarzyski, z wieloma skrótami myślowymi, za co miał do siebie żal z powodu niewłaściwego języka. Miał również żal do siebie za to, że w zakresie nadzoru nad służbami specjalnymi nie udało mu się wykryć afery przed jej ujawnieniem.
Minister podkreślał, że istotą tej afery jest nielegalne nagrywanie polityków. Nie udzielał więcej żadnych wywiadów. Minister sprawiedliwości Marek Biernacki ocenił, że Sienkiewicz jest poszkodowanym i ofiarą w tej sprawie, a prokuratura, która jest niezależna od rządu, wykonywała swoje polecenia, na które nikt nadzorujący służby nie miał wpływu.
Premier Donald Tusk zapowiedział ocenę działań ministra spraw wewnętrznych w sprawie wyjaśniania afery taśmowej, deklarując podjęcie stosownych decyzji na początku przyszłego tygodnia, jeśli zajmowanie się tą sprawą przez szefa MSW okaże się dysfunkcjonalne.
NA ŻYWO | Wypowiedź Premiera Donalda Tuska przed posiedzeniem Rady Ministrów
Przesłuchanie w prokuraturze
Bartłomiej Sienkiewicz stawił się w warszawskiej prokuraturze, aby złożyć zeznania w związku z aferą podsłuchową, dotyczącą jego rozmowy z prezesem NBP. Towarzyszył mu pełnomocnik, mecenas Mikołaj Pietrzak. Sienkiewicz nie udzielał komentarzy dziennikarzom przed rozpoczęciem przesłuchania.
Ujawnienie kulis rozmowy i zawartego układu między szefem MSZ a prezesem NBP wstrząsnęło opinią publiczną. Z publikacji "Wprost" wynikało, że Sienkiewicz i Belka omawiali możliwość usunięcia Jacka Rostowskiego ze stanowiska ministra finansów w zamian za finansowanie deficytu budżetowego przez NBP. Sienkiewicz dopytywał o możliwość sfinansowania deficytu przez NBP, przewidując, że w przeciwnym razie sytuacja finansowa kraju doprowadzi do przejęcia władzy przez PiS. Następnego dnia po ujawnieniu rozmowy Sienkiewicz zapewniał, że układu nie było, a rozważał jedynie hipotetyczny scenariusz, jednak prokuratura nie dała się przekonać tym oświadczeniom.
Dwa tygodnie temu wszczęto śledztwo w sprawie przekroczenia uprawnień przez prezesa Rady Ministrów, ministra spraw wewnętrznych i prezesa Narodowego Banku Polskiego.
Zarzuty podpalenia budki pod ambasadą Rosji
Bartłomiej Sienkiewicz odniósł się do sugestii zawartych w tekście tygodnika "Do Rzeczy", jakoby to on, będąc ministrem spraw wewnętrznych, polecił podpalić budkę strażnika pod ambasadą Rosji w 2013 roku. Sienkiewicz nazwał te zarzuty "absurdem i bzdurą", twierdząc, że nie wie o co chodzi, ponieważ "nigdy nie siedział na żadnej trybunie z Pawłem Wojtunikiem". Były minister wyraził ubolewanie nad sensacyjnymi publikacjami, porównując je do historii o porywaniu dzieci czarną wołgą lub wywołaniu wojny ukraińsko-rosyjskiej.
Sienkiewicz dodał, że abstrahując od prawdziwości, należy pytać autora tych słów, wyrażając niedowierzanie, że szef służby mógłby opowiadać takie "androny". Zapytany o relacje z Pawłem Wojtunikiem, stwierdził, że nie robił specjalnych rozróżnień i utrzymywał dobre kontakty ze wszystkimi szefami służb, przyznając, że zdarzały się nieporozumienia, co jest typowe w tego typu pracy. Podkreślił, że dalsze szczegóły dotyczące służb specjalnych objęte są tajemnicą państwową.
Rozmowa Wojtunika z Bieńkowską i sugestie o podpaleniu
Tygodnik "Do Rzeczy" opublikował stenogramy z rozmowy szefa CBA Pawła Wojtunika z ówczesną minister infrastruktury i rozwoju Elżbietą Bieńkowską, która odbyła się w restauracji "Sowa i Przyjaciele" w 2014 roku. W opublikowanej rozmowie padły mocne słowa o niektórych politykach, a Wojtunik sugerował, że podpalenie budki przed ambasadą rosyjską zlecił były minister spraw wewnętrznych Bartłomiej Sienkiewicz. Wojtunik miał powiedzieć: "Widzisz, ale facet nauczył ich, że on dzwoni i on im rozkazuje. I tak samo poszli, spalili budkę pod ambasadą, bo minister osobiście wymyślił taką… wiesz z takiego...".
Bieńkowska i Wojtunik rozmawiali również o sytuacji w górnictwie, krytykując Ministerstwo Gospodarki za zaniedbania.
Incydent podczas Marszu Niepodległości w 2013 roku
Podpalenie budki podczas Marszu Niepodległości w 2013 roku miało miejsce po tym, jak część uczestników demonstracji starła się z policjantami. W trakcie Marszu doszło również do ataku na squat przy ulicy księdza Skorupki, obrzucenia petardami i racami gmachu ambasady Federacji Rosyjskiej, a przed ambasadą podpalono budkę strażnika. Nieznani sprawcy podpalili także tęczę znajdującą się na pl. Zbawiciela.

Umorzenie śledztwa ws. podpalenia budki
Prokuratura Okręgowa w Suwałkach poinformowała o umorzeniu śledztwa ws. podpalenia budki przy ambasadzie Rosji, do którego doszło 11 listopada 2013 roku, a także czterech innych wątków, dotyczących m.in. przekroczenia uprawnień przez ówczesnego szefa MSW. Decyzja o umorzeniu pięciu śledztw, w tym wątku podpalenia budki wartowniczej, została podjęta 12 września. Suwalska prokuratura podjęła śledztwo ws. podpalenia budki przy ambasadzie Rosji dopiero w 2016 roku, wcześniej dwa postępowania związane z incydentami na Marszu Niepodległości w 2013 roku prowadziła warszawska prokuratura.
W 2015 roku tygodnik "Do Rzeczy" opublikował fragmenty rozmowy, która miała zostać podsłuchana w czerwcu 2014 roku w restauracji "Sowa i Przyjaciele", gdzie padły sugestie o zleceniu podpalenia budki przez ministra Sienkiewicza.
O umorzeniu śledztwa poinformował portal TVN Warszawa. Śledczy z prokuratury uznali, że materiał nie zawierał podstaw do wszczęcia śledztwa w sprawie namawiania do przestępstwa zniszczenia mienia lub spalenia budki, co skutkowało odmową wszczęcia śledztwa. Decyzja ta nie jest prawomocna.

Reakcje na publikacje
Małgorzata Kidawa-Błońska skomentowała publikacje tygodnika "Do Rzeczy" na antenie TVN24, określając opublikowany zapis rozmowy jako "bełkot" i wyrażając niedowierzanie, że minister mógł mówić o podpaleniu budki. Stwierdziła, że sprawa najbardziej uderza w Pawła Wojtunika i apelowała o odniesienie się prokuratury do materiału.
Cezary Gmyz, współpracujący z tygodnikiem "Do Rzeczy", poinformował o żądaniu prokuratury wydania nagrania i zapowiedział jego przekazanie, zapewniając o jego integralności i braku manipulacji.
Paweł Wojtunik skomentował opublikowane nagranie jako "bzdurę i absurd", podkreślając, że nie można wyciągać wniosków na podstawie niekompletnych wypowiedzi. Rzecznik prasowy CBA Jacek Dobrzyński wydał oświadczenie, w którym nazwał sugestie o zleceniu podpalenia budki przez ministra Sienkiewicza "niedorzecznością, nadużyciem i twierdzeniem nieprawdziwym", interpretując publikację jako próbę uwikłania CBA w bieżące wydarzenia polityczne.
Bartłomiej Sienkiewicz ponownie określił zarzuty jako "absurd i bzdurę", dodając, że "za chwilę się dowiem, że czarną wołgą porywam dzieci".
NA ŻYWO | Wypowiedź Premiera Donalda Tuska przed posiedzeniem Rady Ministrów
Afera podsłuchowa i jej szerszy kontekst
Tygodnik "Wprost" opublikował stenogramy i nagrania rozmów szefa MSW, prezesa Banku Centralnego, byłego ministra transportu oraz Jana Vincenta-Rostowskiego z Radosławem Sikorskim. Docierały również informacje o kolejnych taśmach, w tym nagranie spotkania wicepremier Elżbiety Bieńkowskiej z szefem CBA Pawłem Wojtunikiem. Kelnerzy pracujący w restauracjach związanych z aferą podsłuchową zeznali prokuratorom o istnieniu nagrań rozmów Aleksandra Kwaśniewskiego i Leszka Millera oraz wielu innych.
W trakcie śledztwa wyszło na jaw, że podsłuchy mogły być zakładane również w dwóch innych warszawskich restauracjach: "Ole" i "Lemongrass", w których wcześniej pracowali kelnerzy z afery podsłuchowej.
Bartłomiej Sienkiewicz w programie "Kropka nad i" Moniki Olejnik stwierdził, że istotą afery podsłuchowej jest nielegalne nagrywanie osób rządzących Polską od wielu lat. Wyjaśnienie, kto nagrywał jego rozmowy, nazwał "swoim ostatnim zadaniem jako polityka", dodając: "Ja wiem, że nie mam przyszłości jako polityk". Było to pierwsze publiczne wystąpienie ministra spraw wewnętrznych po ujawnieniu nagrań jego rozmów z prezesem NBP.
Największy klub opozycyjny PiS złożył w Sejmie wniosek o wotum nieufności wobec ministra Sienkiewicza, argumentując, że skompromitował siebie i urząd, którym kieruje.
Podsłuchiwanie dziennikarzy i prawników
Wyniki audytu przeprowadzonego w Biurze Spraw Wewnętrznych Policji, jak nieoficjalnie dowiedział się reporter Radia Zet Roman Osica, wskazują na podsłuchiwanie przez policjantów dziennikarzy i prawników, łącznie 80 osób. Z raportu wynika, że w Komendzie Głównej Policji działała specgrupa do rozpracowania osób biorących udział w podsłuchiwaniu polityków w restauracji Sowa i Przyjaciele. Inwigilowano kilkadziesiąt osób, zakładając podsłuchy na rzekomo nieznane osoby, a same nagrania rozmów zostały skasowane, jednak ślady inwigilacji pozostały w notatkach służbowych.
Komendant główny policji insp. Zbigniew Maj powołał specjalną grupę, która miała sprawdzić, czy funkcjonariusze Biura Spraw Wewnętrznych podsłuchiwali dziennikarzy. Grupa miała zbadać, czy uprawnienia dotyczące stosowania technik operacyjnych przez BSW w zakresie podsłuchów były stosowane zgodnie z przepisami i czy nie doszło do nadużyć.
Minister spraw wewnętrznych Mariusz Błaszczak komentował informacje o inwigilowaniu autorów publikacji w tygodniku "Wprost" i ujawnienia nielegalnych nagrań przez policję. Podkreślił, że jeśli fakty te się potwierdzą, będzie to świadczyło o złamaniu prawa, i oczekiwał wyjaśnień od komendanta głównego policji.

Stanowisko Sienkiewicza w sprawie podsłuchów
Bartłomiej Sienkiewicz zdementował informacje o zleceniu przez niego podsłuchów wobec dziennikarzy związanych z aferą taśmową. Poinformował, że w lutym poprzedniego roku osobiście złożył zawiadomienie do prokuratury z prośbą o wyjaśnienie sprawy, a postępowanie zostało umorzone z braku dowodów. Wyjaśnił, że w czasie sprawowania urzędu był "odcięty od informacji operacyjnych" i ani nie zlecał, ani nie uczestniczył, ani nie wykonywał żadnych czynności, które mogłyby być przekroczeniem prawa.
Sienkiewicz zasugerował, że informacje o nielegalnych działaniach PO wypływają z obozu Prawa i Sprawiedliwości, zauważając, że pojawiają się one w momencie, gdy PiS lansuje projekty o rozszerzeniu możliwości inwigilacyjnych. Dodał, że jeśli były prowadzone nielegalne działania, osoby za nie odpowiedzialne powinny ponieść konsekwencje.
Krytyka działań PiS ze strony Sienkiewicza
Bartłomiej Sienkiewicz skrytykował działania Prawa i Sprawiedliwości, twierdząc, że partia Jarosława Kaczyńskiego zwyciężyła w wyborach, oszukując Polaków. Nazwał oskarżenia płynące z obozu rządzącego "szukaniem pretekstu do głębokiego przekształcenia ustroju Polski", co jego zdaniem doprowadzi do wyrzucenia Polski na margines Europy.
Sienkiewicz porównał działania PiS do polityki Orbana na Węgrzech, zaznaczając jednak, że waga Węgier na mapie Europy jest inna niż Polski. Stwierdził, że Polska zmierza ku "końcowi Polski w Unii Europejskiej" i że czeka ją "bardzo gorący czas", a efekt dla Polaków będzie w finale smutny.
tags: #sienkiewicz #zlecil #podpalenie #wozow #tvn #afera