Historia walki z ogniem jest długa i fascynująca, sięgająca starożytności, od spontanicznych reakcji mieszkańców po profesjonalne, zorganizowane formacje straży pożarnej. Początkiem cywilizacji był ogień, który przyczynił się do rozwoju technologicznego ludzkości, ale jako żywioł niszczycielski, był także przyczyną wielu tragedii, śmierci i strat materialnych. Pożary od wieków stanowiły jedno z największych zagrożeń dla ludzkości, niszcząc domy, dobytek i całe osady.

Ewolucja sprzętu gaśniczego: od wiader do pomp
We wczesnych czasach gaszenie pożarów opierało się na prymitywnych metodach. Pierwszym „sprzętem” były skórzane wiadra, które pozwalały na przenoszenie niewielkich ilości wody. Do najdłużej stosowanych narzędzi gaśniczych należały wiadra (dawniej drewniane lub skórzane), beczki i stągwie, a także bosaki i siekiery przeznaczone do rozrywania konstrukcji budynku oraz drabiny. Używano także namoczonych wodą płacht, najpierw skórzanych, a później wojłokowych, do ochrony dachów budynków sąsiednich.
Szpryce i ich rola
Dopiero w XIV wieku wynaleziono szpryce, które do Polski dotarły w XVI wieku, stając się początkowo wyposażeniem jedynie większych miast. Szpryce, wykonane z drewna lub mosiądzu, działały na zasadzie dzisiejszej strzykawki. Wciągano do nich wodę, a następnie pod ciśnieniem wyrzucano ją na niewielką odległość. Pojemność jednej szprycy wahała się od litra do siedmiu litrów. Obsługiwana przez jedną osobę, stanowiła prymitywne, lecz ważne narzędzie w walce z ogniem. W zbiorach Muzeum Pożarnictwa w Przeworsku można zobaczyć mosiężną francuską szprycę z początku XX wieku oraz drewnianą szprycę z tego samego okresu.
Początki sikawek ogniowych
Przez setki lat technika pożarnicza ograniczała się do narzędzi najprostszych i najpowszechniej stosowanych. Nie pamiętano lub nie znano antycznego urządzenia, ręcznej pompy Ktesibiosa (285-228 r.p.n.e.), greckiego konstruktora i wynalazcy, bardzo podobnej do znacznie późniejszej konstrukcji Herona (10-70 r.n.e.) z Aleksandrii, w dawnej Polsce zwanej sikawką ogniową. To właśnie ona podlegała największym przeobrażeniom konstrukcyjnym, aby później stać się wyznacznikiem rozwoju techniki pożarniczej.
Do szerszej znajomości jej konstrukcji i stosowania przyczyniło się dzieło Marka Witruwiusza (81 p.n.e.-15 n.e.), rzymskiego architekta i inżyniera wojskowego - „O budownictwie ksiąg dziesięć” - gdzie w rozdziale „O machinie Ktezibiusza, która jak najwyżej wodę podnosi” znalazł się także opis pompy do gaszenia pożarów, która mogła być używana przez rzymskich wigilów, członków „millitia vigilum”.

Sikawki w Europie i Polsce
Najstarszym drukowanym źródłem zawierającym opis i rysunek sikawki ogniowej jest dzieło Jacquesa Bessona (1530-1573), francuskiego matematyka, konstruktora i wynalazcy, wydanego w 1578 roku. Porównując konstrukcje Ktesibiosa i Bessona, widać zasadniczą między nimi różnicę: zamiast tłoków do wytworzenia i nadania prędkości przepływowi wody zastosował śrubę. Rozwiązanie to, jako mało skuteczne, nie znalazło późniejszego zastosowania.
Do istotnego rozwoju w europejskiej technice pożarniczej przyczyniły się prace Hansa Hautscha (1595-1670), Georga Boecklera (1617-1687), Jana van der Heydena (1637-1712), Heinricha Zeisinga (?-1610) i Bernarda de Belidora (1698-1761). Wszyscy ci konstruktorzy przekształcili i udoskonalili konstrukcję antycznego inżyniera, tworząc urządzenia mniejsze, do przenoszenia, i większe, zwane w Polsce wozowymi, do przewożenia zaprzęgami konnymi. Mimo pojawiania się coraz doskonalszych pomp - bardziej wydajnych i o większym zasięgu strumienia wody - nadal były używane te proste, jednotłokowe pompy, zwane „strzykawkami”, wykonywane z drewna lub mosiądzu. Charakteryzowały się one małą wydajnością i mogły być używane tylko do gaszenia niewielkich zarzewi ognia.

W Polsce sikawki były znane od co najmniej pierwszej połowy XVI w. Świadczy o tym zamówienie stu takich sikawek po pożarze Wilna w 1542 r. u krakowskich rzemieślników Johana i Stanisława Kłodownickiego, w cenie 15 groszy za jedną. Innym świadectwem ich obecności w tym samym okresie, tym razem w Warszawie, jest uchwała rady miejskiej z 1548 r. „Constitutio de incendio”.
Pierwszy polski opis sikawki ogniowej, wraz z rysunkiem, znajduje się w dziele Stanisława Solskiego (1622-1701), matematyka, architekta, autora dzieła o maszynach i geometrii. Siedemnastowieczne dzieło, „Architekt Polski”, zawiera szczegółowy opis konstrukcji wykonanej z drewna (dębu, gruszy i śliwy), nie wyłączając części ruchomych jak tłoki i prądownica (rura QR).
Ponad 80 lat później, Józef Osiński (1738-1802), pedagog, autor wielu dzieł z zakresu fizyki, mechaniki i elektryczności, w podręczniku „Fizyka doświadczeniami potwierdzona” opisuje urządzenie do „zalewania ognia” z wężami tłoczącymi wodę, przypominające rozwiązania Jana van der Heydena. Najpowszechniejszymi konstrukcjami były maszyny obsługiwane przez dwóch lub czterech pompiarzy. Aby zwiększyć ich skuteczność, budowniczowie proponowali urządzenia obsługiwane nawet przez kilkunastu mężczyzn.

Organizacja straży pożarnej i rozwój sprzętu w Polsce
Wczesne regulacje i obowiązki
Dawniej, obowiązek posiadania podstawowego sprzętu przeciwpożarowego spoczywał na każdym mieszkańcu. Na chałupie musiał wisieć bosak, wiadro lub drabina, które można było wykorzystać do gaszenia pożaru przed przyjazdem straży. Kontrolerzy sprawdzali przestrzeganie tych przepisów, a za brak sprzętu groziły kary. Zachował się dokument Antoniego Lubomirskiego z 1762 roku, który szczegółowo określał obowiązki mieszkańców w zakresie ochrony przeciwpożarowej, w tym budowę murowanych kominów i posiadanie przy domach kadzi z wodą.
Jedną z najstarszych polskich norm prawnych dotyczących narzędzi gaśniczych i mającą znaczenie ogólnokrajowe, jest zamieszczony w zbiorze konstytucji z roku 1632 ciekawy zapis powtarzany w roku 1648, 1669, 1674 i 1678. Dokument ten, „Porządek na seymie elekcyi między Warszawą a Wolą [...]”, w punkcie 18 ustalał zasady dotyczące narzędzi ogniowych, zobowiązując wszystkich gospodarzy i właścicieli domów do posiadania naczyń napełnionych wodą, bosaków, drabin i „innych rzeczy do tego należących”.
Wraz z rozwojem miast, gdy zwiększała się liczba mieszkańców budynków, wzrastała liczba potencjalnych źródeł pożarów i narzędzi do ich gaszenia. Ustalano miejsca przechowywania sprzętu i zwracano większą uwagę na jego stan techniczny, a także wyznaczono urzędników za to odpowiedzialnych. Za dowożenie wody i dużych sikawek wozowych odpowiadały nie tylko cechy (jak na przykład piwowarów), ale także konfraternie furmanów i fiakrów oraz poczta - organizacje dysponujące własnymi lub wynajętymi końmi. Pod koniec XVII stulecia większe miasta polskie miały urządzenia gaśnicze.
Do końca XVIII wieku to władze miejskie i cechy kupowały narzędzia ogniowe, zwłaszcza te najdroższe - sikawki przenośne (wiadrowe) i przewoźne (wozowe). Natomiast mieszczanie sami musieli wyposażać swoje kamienice i warsztaty w najprostsze sikawki typu „strzykawka”, drabiny (krótsze), bosaki i naczynia z wodą.
Jednym z ciekawszych dokumentów jest warszawski „Porządek ogniowy” ustanowiony przez marszałka Stanisława Lubomirskiego w roku 1779, dotyczący Starej i Nowej Warszawy oraz wszystkich jej jurydyk. Według „Porządku” w mieście, oprócz 24 studni publicznych, znajdowało się 75 stągiew, 14 sikawek wozowych (w tym kilka wężowych), 15 sikawek wiadrowych, 142 mosiężne sikawki typu „strzykawka”, 366 wąworków (wiader), 102 bosaki i 42 drabiny. W „Porządku” po raz pierwszy, wzorem innych miast, wprowadzono zasady znakowania sprzętu, co miało pomóc w utrzymaniu porządku i ułatwić jego kontrolę.

Przykłady z miast polskich
W Bydgoszczy tworzenie służb gaśniczych rozpoczęto na początku XIX wieku. Wcześniej, gdy wybuchał pożar, do jego gaszenia zobowiązany był każdy zdolny do tego mieszkaniec miasta. Z projektem utworzenia straży pożarnej w Bydgoszczy wystąpili kupiec Herman Kraus i radca prawny Karol Wenzl. 20 marca 1864 r. opracowany został statut, wybrano również władze Zarządu Ochotniczej Straży Pożarnej, która rozpoczęła swoją działalność 2 czerwca 1864 roku. Już 10 września odbyły się pierwsze ćwiczenia ze sprzętem zakupionym przez magistrat i od tego czasu takie ćwiczenia prowadzono dwa razy w tygodniu. W 1872 r. powstała dodatkowo Zawodowa Straż Pożarna. Na jej siedzibę obrano kościół klarysek, których zakon został rozwiązany. Bramę dla konnych wozów przebito w ścianie od strony ul. Jagiellońskiej. Stajnie i magazyn na furaż dla koni mieścił się w sąsiednim budynku. W 1893 r. strażacy otrzymali pierwszą sikawkę parową.
Ochotnicza Straż Pożarna w Golęczewie powstała w 1921 roku, ale już kilkanaście lat wcześniej wieś miała swoją sikawkę, a mieszkańcy ubezpieczali się od pożaru. W zachowanym w Gnieźnie archiwum Komisji Osadniczej odnaleziono dokumenty z 1904 roku, w tym rachunek za strażacką sikawkę wraz ze szczegółową specyfikacją jej wyposażenia, a także korespondencję dotyczącą ustalenia ostatecznej ceny sprzętu. Okazało się, że producentem sikawki była renomowana firma Gustav Ewald z Kostrzyna nad Odrą, a przedmiotem transakcji był model o numerze katalogowym 196.
Szczegóły techniczne sikawek Gustava Ewalda
Sikawka ssąco-ciśnieniowa ze skrzynką na wodę i na resorach - nr 196-200, produkowana przez firmę Gustava Ewalda, charakteryzowała się solidną konstrukcją. Wóz sikawki był wykonany w całości z kutego żelaza, z wysokimi kołami, w całości na resorach, przygotowany do kierowania, z nowym wyłącznikiem sprężynowym, hamulcem dźwigniowym, końcówką węża z boku, dzwonkiem i 2 latarniami. Wyposażony był w miejsca dla 4 osób, z czego dwa przednie siedzenia były gotowe do użytku jako pojemniki na sprzęt. Wałek węża był zdejmowany i posiadał uchwyty do przenoszenia, korbę na nim można było odkręcić.
Akcesoria obejmowały: 6-metrowy wąż ssący w 3 długościach ze złączami śrubowymi, mosiężną przyssawkę z pływakiem korkowym, 5-metrowy gumowany wąż ciśnieniowy, 1 rurkę spryskującą, 2 ustniki, olejarkę, młotek, przeciągacz i dołączone klucze.
Dane dla sikawki nr 196:
- Średnica cylindra: 100 mm
- Szerokość ustników: 12
- Dostarczanie wody przy 50-55 podwójnych uderzeniach w litrach: 180-200
- Rzut poziomy w metrach: 27-29
- Cena: 1295 marek. Wyposażenie w dwie dysze i zawory odcinające podnosiło cenę o 85 marek.
Miejscem stacjonowania sikawki był wielofunkcyjny budynek na ul. Dworcowej, do dziś zwany starą remizą. Po I wojnie światowej większość niemieckich osadników sprzedała swoje gospodarstwa, a w 1921 roku powstała oficjalnie „polska” OSP. Stary sprzęt pozostał, o czym świadczą fotografie z końca lat 20-tych lub z lat 30-tych.
Firma Louis Tidow i jej sikawki
Powstanie i rozwój firmy
Międzynarodowe targi pożarnictwa Interschutz rozsławiły Hanower na cały świat, a stolica Dolnej Saksonii ma także udokumentowane tradycje wytwarzania sprzętu pożarniczego. W 1837 r. powstała tam firma Louis Tidow, która pod koniec XIX w. została potentatem w produkcji sikawek strażackich. Firma powstała w dzielnicy Badenstedt, na południowy zachód od zabytkowego śródmieścia. Jej założycielem był Louis Tidow (ur. 12 maja 1805 r.). Udokumentowane źródła rodziny Tidow sięgają połowy XIV w. Przodkowie założyciela słynnej firmy zajmowali się hodowlą owiec i rolnictwem. Louis Tidow rozpoczął działalność zarobkową od produkcji maszyn dla tkalni. Kompleks fabryczny składał się z pięciu hal, dużego placu i garaży. Leżał przy jednej z odnóg głównej linii kolejowej. Po 1871 r. wytwórczość firmy zdominował ręczny sprzęt strażacki. Louis Tidow był solidnym menadżerem, osobiście doglądał produkcji, pilnował dbałości o klienta.
Okres świetności pod Konradem Tidowem
Po śmierci założyciela w 1878 r. zakład przejął jego syn Konrad (ur. w 1842 r., zm. w 1923 r.). To był najlepszy okres w historii fabryki. Produkowano w niej ręczne sikawki strażackie, konne wozy pogotowia, sikawki parowe, hydrofory podające wodę do kilku mniejszych sikawek, małe sikawki pachowe z jednym cylindrem i tłokiem, zwijadła przystosowane do przyczepienia do wozów konnych, wiadra skórzane oraz przewoźne beczki na wodę o pojemności od 100 do 450 l. Najwięcej zamówień pochodziło od straży w małych miastach i wsiach położonych na terenie Dolnej Saksonii. Stałymi odbiorcami były ponadto towarzystwa ubezpieczeniowe z terenu dawnej wschodniej Fryzji (dziś to północne Niemcy), z Akwizgranu (Bawaria), Lubeki oraz od Zarządu Garnizonu Pruskich Kolei Królewskich. Produkty nabywały również towarzystwa ubezpieczeniowe z Prus Zachodnich i Poznańskiego. W ramach umowy wszystkie towarzystwa ubezpieczeniowe miały pełnomocnictwo do rekomendowania wyrobów tylko tej firmy. Prawdopodobnie z tego powodu kilka egzemplarzy sikawek Louisa Tidowa znajduje się w Polsce.

Sukcesy eksportowe i upadek
Firma produkowała sikawki na eksport. W ostatniej tercji XIX w. uczestniczyła w wystawach krajowych i międzynarodowych. W 1874 r. otrzymała srebrny medal w Bremie, a w 1883 r. srebro w Amsterdamie. Dyplomem honorowym wyróżniono ją na wystawie w Szlezwiku (1875 r.), a nagrodą krajową w Dreźnie (1880 r.). Firma brała udział w większości wystaw sprzętu rolniczego na terenie Dolnej Saksonii: w Hanowerze, Celle, w Hamburgu, Kassel i Hildesheim.
Pojawienie się na rynku pożarniczym motopomp było pierwszą oznaką kłopotów. Firmy, których wytwórczość opierała się na dziewiętnastowiecznych technologiach, stanęły przed koniecznością dostosowania się do wyzwań motoryzacji. Niestety, firma L. Tidow nie sprostała temu zadaniu. Zarząd podjął decyzję o prowadzeniu akwizycji sprzętu motorowego znanej w Niemczech firmy Hermann Koebe z Lückenwalde koło Berlina. Fabryka Louis Tidow zakończyła działalność około 1927 r.
Sikawki Louisa Tidowa w polskich muzeach
W zbiorach Centralnego Muzeum Pożarnictwa w Mysłowicach znajdują się dwie sikawki tej firmy. Starsza pochodzi z około 1904 r. W katalogach określana była mianem sikawki dla małych gmin. Pojazd składał się ze zbiornika na wodę i mechanizmu tłocznego z zaworami patentu Tidow. Wersja ta nie miała siedziska dla woźnicy i zwijadła. Tego typu sikawkę wykonywano w dziewięciu wersjach. Różnice wynikały z wymiaru średnicy cylindrów. Najmniejsza wynosiła 77 mm, z wydajnością od 100 do 110 l/min i podawaniem wody na wysokość do 20 m. Sikawka z największą średnicą - 140 mm miała wydajność do 400 l/min i podawała wodę na wysokość 28 m. Strażom pożarnym oferowano za dodatkową opłatą osprzęt, w postaci węża ssawnego z koszem, węży tłocznych w trzech średnicach, nasadę, prądownicę, smarownicę, młotek i komplet kluczy. Na życzenie montowano hamulec i małe siedzisko dla woźnicy.
Drugą sikawką tej firmy w zbiorach CMP jest eksponat z około 1910 r. W katalogu firmowym figurowała pod nazwą „nowoczesna sikawka miejsko-terenowa, model Rendsburg”. Nazwa modelu pochodziła od miasta w północnych Niemczech. Nadawanie sikawkom konnym, a potem samochodom pożarniczym tego typu nazw było powszechne. Nazwa pochodziła zwykle od pierwszego zamówienia na dany model. Sikawkę Rendsburg wyróżniało spośród innych sikawek konnych zastosowanie dźwigni do blokady resorów. Gdy poruszała się po nawierzchni brukowanej, odbezpieczano blokadę, zwiększając tym samym komfort jazdy, natomiast w terenie piaszczystym blokowano resory, co pozwalało osiągnąć większą prędkość. Tidow produkował pięć wersji tego modelu. Różnica wynikała z wymiaru średnicy cylindra.

Muzea Pożarnictwa: skarbnice historii
Muzeum Pożarnictwa w Przeworsku
Muzeum Pożarnictwa w Przeworsku gromadzi około 1400 eksponatów, a także ponad 400 teczek z aktami i dokumentami dotyczącymi historii ochotniczych straży pożarnych oraz zbiór ponad 2,5 tysiąca fotografii archiwalnych. Muzeum powstało w 1974 roku z inicjatywy Leona Trybalskiego, kolekcjonera i pasjonata historii pożarnictwa, którego rodzina od lat była związana ze strażą. Leon Trybalski przekazał swoją kolekcję pod warunkiem powstania muzeum, chcąc zapewnić zachowanie cennego dziedzictwa. Jest to jedyne tego typu muzeum na Podkarpaciu, prezentujące postęp techniki ratowniczej na przestrzeni ostatnich 150 lat. Większość zgromadzonych eksponatów pochodzi z terenu powiatu przeworskiego. Nad całością zbiorów czuwa rzeźbiona w drewnie figurka patrona strażaków - Świętego Floriana z 1823 roku.
W Muzeum Pożarnictwa w Przeworsku można poznać fascynującą historię walki z ogniem. Muzeum posiada jedną z największych kolekcji sikawek w Polsce, obejmującą modele XIX-wieczne wiedeńskiej firmy Wm. Knaust, a także sikawki z Lwowa, Sanoka, Krakowa, Warszawy i Tarnowa. Każdy eksponat jest unikatowy.
Muzeum Pożarnictwa w Oseredku
W Muzeum Pożarnictwa w Oseredku w gminie Susiec można znaleźć stary, nysy, wóz konny i ręczną sikawkę oraz całe mnóstwo innych pamiątek, które mówią o tym, jak kiedyś gasiło się pożary. Wyjątkowe miejsce założył strażak zawodowy oraz wieloletni komendant OSP - Jan Łasocha. Założyciel gromadził sprzęty, których strażacy już nie używali i marzył, by ocalić je od zapomnienia i zniszczenia. Dziś muzeum opiekuje się jego syn, Szczepan.
W muzealnej remizie jest kilka sal. W jednej znajdują się głównie motopompy, sikawki ręczne i inny sprzęt strażacki, w drugiej stoją wspomniane stary, nysy… a i żuk się znajdzie. Jest też sala ze zdjęciami, sztandarami, naszywkami strażackimi i kolekcją aż 300 miniaturowych wozów strażackich. Na zdjęciu widać sikawkę ręczną jednocylindrową „Tryumf”.
Od sikawek do motopomp i współczesnych pojazdów
Wielkie pożary i nowe technologie
Drewniana zabudowa, dachy ze słomy i brak odpowiedniej ochrony przeciwpożarowej sprawiały, że prawdopodobieństwo wybuchu pożaru było znacznie większe niż obecnie. Często zdarzało się, że zanim pomoc dotarła na miejsce, ogień trawił całe budynki. Strażacy mogli jedynie ratować sąsiednie domy, zapobiegając rozprzestrzenianiu się płomieni. W takich sytuacjach często płonęły całe wioski i miasta.
Szczególnie dramatycznym przykładem jest pożar, który wybuchł w Przeworsku w 1930 roku. Ogień objął dzielnicę żydowską, niszcząc doszczętnie rynek i ulicę Kazimierzowską. Straż pożarna z Przeworska, założona w 1896 roku, nie była w stanie sama opanować żywiołu. Na pomoc przybyły jednostki z Łańcuta, Jarosławia, cukrowni, Mikulic i okolicznych miejscowości. Mimo wysiłków wielu jednostek, spłonęło 45 domów.
Użycie sikawek wymagało bliskości zbiornika wodnego. W przypadku braku studni, stawu czy rowu, konieczne było dowożenie wody beczkami lub beczkowozami. Podczas pożaru w Przeworsku wodę dowożono z rzeki Mleczki, oddalonej o około kilometr. Pożar był na tyle spektakularny, że relacjonowały go gazety w Polsce i za granicą. Prawdopodobną przyczyną było przewrócenie świecy, choć istniały też inne teorie.
Narodziny motopomp
Pięć lat po tragicznym pożarze, w 1935 roku, władze Przeworska, zdając sobie sprawę z wysokiego ryzyka pożarowego i niewystarczającej roli sikawek, zakupiły pierwszą dla miasta motopompę. To urządzenie, wyposażone w zbiornik na paliwo i silnik, stanowiło znaczący krok naprzód w możliwościach gaśniczych. Wóz do przewozu motopompy z tamtego okresu można oglądać w Muzeum Pożarnictwa w Przeworsku. Sikawki były używane do lat 60. XX wieku, kiedy to zaczęły pojawiać się samochody strażackie.
W Muzeum Pożarnictwa w Przeworsku można zobaczyć unikatowy model samochodu Star 20 z 1953 roku, choć obecnie wymaga on konserwacji. W latach 60. i 70. powszechnie używano modeli Star 21, 25, 26, które do dziś służą w niektórych ochotniczych strażach pożarnych.
Prawdziwym skarbem w kolekcji muzeum jest amerykański Dodge. Jest to unikatowy pojazd, który posiadają tylko dwa muzea w Polsce: w Przeworsku i w Alwerni. Dodge'e, produkowane na potrzeby armii, trafiły do Polski z USA w ramach pomocy UNRRY po II wojnie światowej. Ten konkretny egzemplarz dotarł na tereny byłego województwa przemyskiego w 1963 roku, służąc w Kańczudze, a następnie w Świętoniowej. W 1987 roku trafił do muzeum jako wysłużony pojazd, a w 2014 roku przeszedł konserwację.
Ruffian 2007 Lektor PL
tags: #stare #sikawka #strazackie