Historia i rozwój sikawek strażackich oraz ich znaczenie w walce z ogniem

Ogień był początkiem cywilizacji, umożliwiając człowiekowi rozwój technologiczny, lecz jednocześnie stanowił niszczycielski żywioł, prowadzący do tragedii, śmierci i strat materialnych. Kronikarz Wincenty Kadłubek pisał: „Twoja to rzecz się dzieje, gdy płonie ściana sąsiada. A lekceważone pożary zwykły przybierać na sile”. Podobnie Teodor Tiutczew, dziewiętnastowieczny rosyjski dyplomata i poeta, stwierdził, że wobec rozszalałego żywiołu człowiek staje bezradny. Jakub Haur (1632-1709), polski popularyzator wiedzy rolniczej, w traktacie „O czterech żywiołach” podkreślał, że ogień jest dobrodziejstwem, ale bywa szkodliwy, gdy używa się go z głupotą lub nieostrożnością. Władysław Smoleński (1851-1926), profesor historii Uniwersytetu Warszawskiego, krytykował zabobonną wiarę w społeczeństwie polskim, gdzie wierzono, że skutecznymi środkami zwalczania pożarów są modlitwy, chleb św. Agaty wrzucany do ognia czy supliki do św. Floriana.

Zmiana świadomości w rozumieniu pożaru jako zjawiska fizykochemicznego i metod jego zwalczania rozpoczęła się w końcu XVIII wieku. Przykładem jest wstęp do „Ustawy ogniowej” z 1773 roku dla koszar królewskich kadetów w Warszawie, gdzie wyrażono opinię, że pożar nie jest karą Boską za grzechy, lecz wynikiem ludzkiej nieuwagi i opieszałości.

Początki techniki gaśniczej: od antyku do nowożytności

Przez setki lat najdłużej stosowanymi narzędziami gaśniczymi były wiadra (dawniej drewniane lub skórzane), beczki i stągwie, a także bosaki i siekiery do rozrywania konstrukcji budynków oraz drabiny. Używano również namoczonych wodą płacht, początkowo skórzanych, a później wojłokowych, do ochrony sąsiednich dachów. Technika pożarnicza ograniczała się do prostych narzędzi, a antyczne wynalazki były zapomniane.

Niestety, nie pamiętano lub nie znano antycznego urządzenia, ręcznej pompy Ktezibiosa (285-228 r.p.n.e.), greckiego konstruktora i wynalazcy, bardzo podobnej do znacznie późniejszej konstrukcji Herona (10-70 r.n.e.) z Aleksandrii, zwanej w dawnej Polsce sikawką ogniową. To właśnie ona podlegała największym przeobrażeniom konstrukcyjnym, aby później stać się wyznacznikiem rozwoju techniki pożarniczej.

Rysunek starożytnej pompy Ktezibiosa lub Herona

Do szerszej znajomości konstrukcji antycznych pomp przyczyniło się dzieło Marka Witruwiusza (81 p.n.e.-15 n.e.), rzymskiego architekta i inżyniera wojskowego - „O budownictwie ksiąg dziesięć” - gdzie w rozdziale „O machinie Ktezibiusza, która jak najwyżej wodę podnosi” znalazł się opis pompy do gaszenia pożarów. Rozwiązania podobne do pomp Ktezibiosa i Herona mogły być znane w Europie do XVI wieku z dzieła arabskiego uczonego Al-Jazarii ibn al-Razzaz (1136-1206), wynalazcy i konstruktora. Dopiero druk przyczynił się do upowszechnienia osiągnięć naukowych i technicznych, umożliwiając łatwiejsze i powszechniejsze rozpowszechnianie nowości niż dokumenty rękopiśmienne.

Najstarszym drukowanym źródłem zawierającym opis i rysunek sikawki ogniowej jest dzieło Jacquesa Bessona (1530-1573), francuskiego matematyka i wynalazcy, wydane w 1578 roku. Besson zastosował śrubę zamiast tłoków do wytworzenia i nadania prędkości przepływowi wody, lecz rozwiązanie to, jako mało skuteczne, nie znalazło późniejszego zastosowania.

Do istotnego rozwoju w europejskiej technice pożarniczej przyczyniły się prace Hansa Hautscha (1595-1670), Georga Boecklera/Böcklera (1617-1687), Jana van der Heydena (1637-1712) oraz innych konstruktorów. Przekształcili oni i udoskonalili konstrukcję antycznego inżyniera, tworząc urządzenia mniejsze, do przenoszenia, i większe, zwane w Polsce wozowymi, do przewożenia zaprzęgami konnymi. Mimo pojawiania się coraz doskonalszych pomp, nadal używano prostych, jednotłokowych pomp, zwanych „strzykawkami”, wykonanych z drewna lub mosiądzu, które miały małą wydajność (zaledwie 3-5 litrów, czasem do 20 litrów) i były skuteczne jedynie przy gaszeniu niewielkich zarzewi ognia.

Rozwój narzędzi ogniowych w Polsce

W Polsce sikawki ogniowe były znane co najmniej od pierwszej połowy XVI wieku, na co wskazuje zamówienie stu takich sikawek po pożarze Wilna w 1542 roku u krakowskich rzemieślników Johana i Stanisława Kłodownickiego. Innym świadectwem ich obecności w tym samym okresie, tym razem w Warszawie, jest uchwała rady miejskiej z 1548 roku „Constitutio de incendio”.

Pierwszy polski opis sikawki ogniowej, wraz z rysunkiem, znajduje się w siedemnastowiecznym dziele Stanisława Solskiego (1622-1701), matematyka i architekta, zatytułowanym „Architekt Polski”. Zawiera ono szczegółowy opis konstrukcji wykonanej z drewna (dębu, gruszy i śliwy), włączając ruchome części jak tłoki i prądownica. Autor podkreślał, że maszyny te są „Instrumentem bardzo wygodnym, zwłaszcza gdzie ogień przystąpić nie dopuści [...] i ciska wodę na najwyższe dachy”. Ponad 80 lat później, Józef Osiński (1738-1802) w podręczniku „Fizyka doświadczeniami potwierdzona” opisał urządzenie do „zalewania ognia” z wężami tłoczącymi wodę, umożliwiającymi doprowadzenie wody do wnętrza palącego się budynku.

Najpowszechniejszymi konstrukcjami były maszyny obsługiwane przez dwóch lub czterech pompiarzy, choć budowniczowie proponowali urządzenia obsługiwane nawet przez kilkunastu mężczyzn. W XVIII wieku efektywność sikawki oceniano według wytycznej, że „Sikawki naylepsze są takie, które blisko trzy beczki wody w iedney minucie do 60. lub 70. stóp w górę wyrzucać mogą [17-20 m]”.

Ilustracja przedstawiająca akcję gaśniczą w dawnej Warszawie (np. pożar Pałacu Rzeczypospolitej)

Rzadko spotykanym w polskiej ikonografii przedstawieniem sikawki ogniowej jest rysunek Jana Pawła Norblina „Pożar Pałacu Rzeczypospolitey” z 1782 roku, ukazujący akcję gaszenia z centralnie umieszczoną sikawką wozową i pracującymi pompiarzami.

Jedną z najstarszych polskich norm prawnych dotyczących narzędzi gaśniczych, mającą znaczenie ogólnokrajowe, jest zapis z konstytucji z 1632 roku (powtarzany w latach 1648, 1669, 1674 i 1678) pt. „Porządek na seymie elekcyi między Warszawą a Wolą [...]”. Dokument ten zobowiązywał wszystkich gospodarzy i właścicieli domów do posiadania naczyń z wodą, bosaków, drabin i innych narzędzi ogniowych. Za niedopełnienie groziła kara czternastu grzywien, a niszczący narzędzia ogniowe karany był sześciotygodniowym więzieniem.

Wraz z rozwojem miast i wzrostem liczby mieszkańców, zwiększała się liczba potencjalnych źródeł pożarów oraz zapotrzebowanie na narzędzia do ich gaszenia. Ustalano miejsca przechowywania sprzętu, zwracano większą uwagę na jego stan techniczny, a także wyznaczano urzędników odpowiedzialnych za ten obszar. Za dowożenie wody i dużych sikawek wozowych odpowiadały nie tylko cechy (np. piwowarów), ale także konfraternie furmanów i fiakrów oraz poczta - organizacje dysponujące końmi. Pod koniec XVII stulecia większe miasta polskie miały już urządzenia gaśnicze. Do końca XVIII wieku władze miejskie i cechy kupowały droższe sikawki przenośne (wiadrowe) i przewoźne (wozowe). Mieszczanie zaś sami musieli wyposażać swoje kamienice i warsztaty w najprostsze sikawki typu „strzykawka”, drabiny, bosaki i naczynia z wodą.

Interesującym dokumentem jest warszawski „Porządek ogniowy” ustanowiony przez marszałka Stanisława Lubomirskiego w 1779 roku, dotyczący Starej i Nowej Warszawy. Według niego w mieście, oprócz 24 studni publicznych, znajdowało się 75 stągwi, 14 sikawek wozowych (w tym kilka wężowych), 15 sikawek wiadrowych, 142 mosiężne sikawki typu „strzykawka”, 366 wąworków (wiader), 102 bosaki i 42 drabiny. Po raz pierwszy wprowadzono zasady znakowania sprzętu, co miało pomóc w utrzymaniu porządku i ułatwić kontrolę.

W połowie XIX stulecia, pod władzą zaborców, pojawiły się pierwsze przepisy normalizujące wymagania techniczne dla sprzętu gaśniczego używanego we wszystkich jednostkach administracyjnych, np. w „Zbiorze przepisów administracyjnych Królestwa Polskiego” z 1866 roku, który zawierał wytyczne dotyczące budowy sikawek ogniowych oraz sugestie cen i zatwierdzonych dostawców.

Producenci sikawek strażackich w XIX i XX wieku

Śląska Fabryka Sprzętu Strażackiego i Maszyn Gebr. Kieslich

W czerwcu 2011 roku wyeksponowano ręczną pompę gaśniczą należącą wcześniej do Ochotniczej Straży Pożarnej w Mokrej, zakupioną przez Spritzenverband z tej miejscowości. Producentem była Schlesische Feuerwehr-Geräte und Maschinenfabrik Gebr. Kieslich z Paczkowa. Maszyna posiada oryginalne malowanie z fabrycznie naniesioną nazwą właściciela „Spritzenverband Mokrau”, co czyni ją tym bardziej cenną.

Ręczna pompa gaśnicza firmy Gebr. Kieslich

Śląska Fabryka Sprzętu Strażackiego i Maszyn braci Kieslich w Paczkowie została założona w 1868 roku. Początkowo zatrudniała niewielu pracowników, ale szybko się rozwijała. Z początkiem lat 70. XIX wieku, po przystąpieniu do firmy Johanna Kieslicha (brata właściciela), przeistoczyła się w otwartą spółkę handlową. Na początku lat 80. rozpoczęła się produkcja sprzętu pożarniczego, początkowo wyłącznie ręcznych sikawek i pojazdów pożarniczych, co było związane z szybkim rozwojem gospodarczym Górnego Śląska.

W 1900 roku w firmie zatrudnionych było 80 osób. Stare zabudowania stały się niewystarczające, dlatego od 1902 roku rozpoczęto rozbudowę stanowisk roboczych i inwestowano w nowe technologie produkcyjne. W tym samym roku rozpoczęto również budowę drabin ratunkowych, co tak prężnie się rozwijało, że w 1904 roku postanowiono rozbudować ten wydział. Fabryka skupiała się przede wszystkim na budowie mechanicznych drabin ratunkowych dla straży pożarnych i przemysłu.

W oddzielnym wydziale budowano sikawki ręczne, w przeróżnych wielkościach i według najróżniejszych wymagań - dla miast, wsi oraz przedsiębiorstw. Ten wydział zajmował się również produkcją wszelkiego rodzaju armatury pożarniczej, takiej jak sprzęt i zabudowy. 1 stycznia 1911 roku założyciel firmy, po ponad 40 latach pracy, przeszedł na emeryturę i przepisał firmę swojemu synowi, inżynierowi Karlowi Kieslich, który zamierzał ją dalej rozwijać. W latach 30. XX wieku, po kryzysie gospodarczym, fabryka zajmowała się już tylko produkcją drabin mechanicznych, remontami i naprawą sprzętu pożarniczego, dostawą części zamiennych do własnych wyrobów oraz handlem sprzętem pożarniczym innych producentów. Funkcjonowała pod nazwą "Dipl. Ing. Karl Kieslich". Po 1945 roku fabryka zmieniła nazwę na Fabryka Części Pożarniczych i Sportowych i nadal produkowała m.in. drabiny pożarnicze oraz armaturę. Obecnie na jej miejscu funkcjonuje FAMAD Fabryka Maszyn i Urządzeń Przemysłowych Sp. z o.o.

Firma Louis Tidow z Hanoweru

Hanower, znany z międzynarodowych targów pożarnictwa Interschutz, ma udokumentowane tradycje wytwarzania sprzętu pożarniczego. W 1837 roku powstała tam firma Louis Tidow, która pod koniec XIX wieku stała się potentatem w produkcji sikawek strażackich. Założona w dzielnicy Badenstedt przez Louisa Tidowa (ur. 12 maja 1805 r.), którego przodkowie zajmowali się hodowlą owiec i rolnictwem. Louis Tidow rozpoczął działalność od produkcji maszyn dla tkalni. Po 1871 roku wytwórczość firmy zdominował ręczny sprzęt strażacki. Louis Tidow był solidnym menadżerem, osobiście doglądającym produkcji i dbającym o klienta. Po jego śmierci w 1878 roku zakład przejął syn Konrad (ur. 1842 r., zm. 1923 r.).

Rekonstrukcja warsztatu firmy Louis Tidow lub historyczne zdjęcie jej sikawek

Okres zarządzania Konrada był najlepszym w historii fabryki. Produkowano wówczas ręczne sikawki strażackie, konne wozy pogotowia, sikawki parowe, hydrofory podające wodę do kilku mniejszych sikawek, małe sikawki pachowe z jednym cylindrem i tłokiem, zwijadła przystosowane do przyczepienia do wozów konnych, wiadra skórzane oraz przewoźne beczki na wodę o pojemności od 100 do 450 litrów. Najwięcej zamówień pochodziło od straży w małych miastach i wsiach Dolnej Saksonii. Stałymi odbiorcami były także towarzystwa ubezpieczeniowe z terenu dawnej wschodniej Fryzji, Akwizgranu, Lubeki oraz Zarządu Garnizonu Pruskich Kolei Królewskich. Produkty nabywały również towarzystwa ubezpieczeniowe z Prus Zachodnich i Poznańskiego, a w ramach umowy miały pełnomocnictwo do rekomendowania wyrobów tylko tej firmy. Kilka egzemplarzy sikawek Louisa Tidowa znajduje się w Polsce.

Firma brała udział w wystawach krajowych i międzynarodowych, otrzymując w 1874 roku srebrny medal w Bremie, a w 1883 roku srebro w Amsterdamie. Wyróżniono ją dyplomem honorowym na wystawie w Szlezwiku (1875 r.) i nagrodą krajową w Dreźnie (1880 r.).

Pojawienie się na rynku pożarniczym motopomp było pierwszą oznaką kłopotów dla firm opierających się na XIX-wiecznych technologiach. Firma L. Tidow nie sprostała wyzwaniom motoryzacji. Zarząd podjął decyzję o prowadzeniu akwizycji sprzętu motorowego firmy Hermann Koebe z Lückenwalde koło Berlina. Fabryka Louis Tidow zakończyła działalność około 1927 roku.

W zbiorach Centralnego Muzeum Pożarnictwa w Mysłowicach znajdują się dwie sikawki tej firmy. Starsza pochodzi z około 1904 roku i w katalogach określana była mianem sikawki dla małych gmin. Składała się ze zbiornika na wodę i mechanizmu tłocznego z zaworami patentu Tidow, nie miała siedziska dla woźnicy i zwijadła. Produkowano ją w dziewięciu wersjach, różniących się średnicą cylindrów (od 77 mm do 140 mm), z wydajnością od 100 do 400 l/min i podawaniem wody na wysokość do 28 m. Za dodatkową opłatą oferowano osprzęt, taki jak wąż ssawny, węże tłoczne, nasadę, prądownicę i narzędzia. Na życzenie montowano hamulec i małe siedzisko dla woźnicy.

Drugą sikawką firmy Tidow w zbiorach CMP jest eksponat z około 1910 roku, figurował w katalogu jako „nowoczesna sikawka miejsko-terenowa, model Rendsburg”. Nazwa pochodziła od miasta w północnych Niemczech, co było powszechną praktyką. Model Rendsburg wyróżniał się zastosowaniem dźwigni do blokady resorów: odbezpieczano ją na brukowanej nawierzchni dla komfortu jazdy, a blokowano w terenie piaszczystym dla większej prędkości. Produkowano pięć wersji tego modelu, różniących się średnicą cylindra.

Firma Gustav Ewald z Kostrzyna nad Odrą

W zachowanym w Gnieźnie archiwum Komisji Osadniczej odnaleziono dokumenty z 1904 roku, w tym rachunek za strażacką sikawkę dla Golęczewskiej Ochotniczej Straży Pożarnej, która powstała w 1921 roku, choć wieś miała już sikawkę kilkanaście lat wcześniej. Producentem sikawki była renomowana firma Gustav Ewald z Kostrzyna nad Odrą (niem. Küstrin), a przedmiotem transakcji był model o numerze katalogowym 196.

Sikawka konna firmy Gustav Ewald (model 196)

Informacje o firmie Gustav Ewald pochodzą z artykułu na stronie www.custrin.de, gdzie administrator strony posiada dostęp do katalogu wyrobów z tego okresu. Model 196, sikawka ssąco-ciśnieniowa ze skrzynką na wodę i na resorach, charakteryzował się następującymi cechami i wyposażeniem:

  • Wóz wykonany w całości z kutego żelaza, z wysokimi kołami, na resorach, przygotowany do kierowania.
  • Posiadał nowy wyłącznik sprężynowy, hamulec dźwigniowy, końcówkę węża z boku, dzwonek i 2 latarnie.
  • Wyposażony w miejsca dla 4 osób, z czego dwa przednie siedzenia były gotowe do użytku jako pojemniki na sprzęt.
  • Wałek węża zdejmowany, z uchwytami do przenoszenia, korba odkręcana.

Akcesoria do sikawki nr 196:

  • 6-metrowy wąż ssący w 3 długościach ze złączami śrubowymi.
  • Mosiężna przyssawka z pływakiem korkowym.
  • 5-metrowy gumowany wąż ciśnieniowy.
  • 1 rurka spryskująca, 2 ustniki.
  • Olejarka, młotek, przeciągacz i dołączone klucze.

Dane techniczne dla sikawki nr 196:

Parametr Wartość
Średnica cylindra 100 mm
Szerokość ustników 12
Druckmannschaften (?) 8
Dostarczanie wody przy 50-55 podwójnych uderzeniach 180-200 litrów
Rzut poziomy 27-29 metrów
Cena 1295 marek (wyposażenie w dwie dysze i zawory odcinające podnosi cenę o 85 marek)

Miejscem stacjonowania sikawki był wielofunkcyjny budynek na ul. Dworcowej, do dziś zwany starą remizą. Po I wojnie światowej większość niemieckich osadników sprzedała swoje gospodarstwa, a w 1921 roku powstała oficjalnie „polska” OSP. Stary sprzęt pozostał, co potwierdza fotografia z końca lat 20. lub lat 30. XX wieku.

Inna sikawka konna z II połowy XIX wieku (1882 r.), wyprodukowana w Bremie, została pozyskana w drugiej połowie lat siedemdziesiątych z terenu powiatu świdwińskiego (miejscowość Bełtno) dzięki staraniom ówczesnego Komendanta - mł. chor. Zbigniewa Czajkowskiego. Przez prawie pół wieku była eksponowana przed budynkiem Straży Pożarnej w Świdwinie, a od 1992 roku przed obiektem KP PSP przy ul. Armii Krajowej 23. Była kilkakrotnie poddawana renowacji i utrzymywana w sprawności technicznej przez strażaków miejscowej Komendy.

Renowacji tej sikawki dokonali w 2021 roku: str. Arkadiusz Ratajczak, str. Krzysztof Giniewski oraz str. Łukasz Perenc, pracujący pod kierownictwem mł. bryg. mgr inż. Mirosława Niezgody - Zastępcy Komendanta Powiatowego PSP w Świdwinie. Za część pokazową odpowiedzialny był mł. ogn. Grzegorz Dunder wraz z drużyną.

"Spritzenverband" - Specyfika organizacji przeciwpożarowych w Królestwie Pruskim

Spritzenverband (Związek Sikawkowy) to formacje tworzone w Królestwie Pruskim na podstawie § 139 Ustawy o zarządzie i przepisach przeciwpożarowych z dnia 1 sierpnia 1883 roku. Różnica w stosunku do ochotniczych straży pożarnych (Freiwillige Feuerwehr) polegała na tym, że związek sikawkowy zawiązywano w celu połączenia kilku podmiotów, których celem było zapewnienie ochrony przeciwpożarowej. Powodem najczęściej były względy finansowe, gdyż sikawka w tamtych latach stanowiła majątek porównywalny z dzisiejszym średnim pojazdem gaśniczym. Celem nie tylko był zakup sikawki, ale również budowa remizy lub zapewnienie odpowiednich zasobów ludzkich oraz koni.

Założycielami byli zazwyczaj sołtysi lub rady sołeckie (Gemeindevorstand). Najczęściej, sądząc po treści statutów, była to struktura publiczno-prywatna, ponieważ w wielu wypadkach wśród jej założycieli znajdowali się właściciele folwarków lub innych majątków ziemskich (np. hrabia von Tiele Winckler z Mosznej w Nowej Wsi, Ogierniczu i Kujawach, czy zarządca majątku ziemskiego w Chrzelicach). Ochotnicza Straż Pożarna była zaś w całości inicjatywą oddolną, społeczną. Obie te formacje opierały się na ochotnikach. W przypadku braku chętnych tworzono przymusowe straże pożarne (Pflichtfeuerwehr), a w dużych i bogatych miastach - zawodowe straże pożarne (Kommunale Berufsfeuerwehr).

Ewolucja technologii: od siły ludzkiej i konnej do parowej i mechanicznej

Techniczny przewrót w XIX wieku przyniósł pierwsze pompy gaśnicze na parę. Pojawienie się na rynku pożarniczym motopomp było jednak pierwszą oznaką kłopotów dla firm, których wytwórczość opierała się na dziewiętnastowiecznych technologiach. Przedsiębiorstwa te stanęły przed koniecznością dostosowania się do wyzwań motoryzacji. Nie wszystkie sprostały temu zadaniu, co doprowadziło do zmian na rynku producentów sprzętu gaśniczego.

Wielkopolskie Muzeum Pożarnictwa w Rakoniewicach: skarbnica starych sikawek

Wielkopolskie Muzeum Pożarnictwa w Rakoniewicach to wyjątkowe miejsce, gdzie lokalna historia splata się z dziejami wielkopolskiej zaradności i gospodarności, solidarności obywatelskiej wobec zagrożeń i klęsk. Jest to jedna z najstarszych tego typu placówek w Polsce, powstała w 1974 roku dzięki staraniom władz miasta, działaczy PTTK oraz Ochotniczej i Zawodowej Straży Pożarnej. Od 1995 roku stanowi Oddział Zamiejscowy Centralnego Muzeum Pożarnictwa w Mysłowicach.

Kolekcja zabytkowych sikawek konnych w muzeum w Rakoniewicach

Muzeum mieści się w dawnym zborze ewangelickim z 1763 roku. Znajduje się w nim około 4 tysięcy eksponatów dokumentujących tradycję i historię straży pożarnej na terenie Wielkopolski. Są to m.in. 24 sikawki konne (lata 1786-1923, najstarsza powstała w 1786 roku, najmłodsza w 1923), hełmy (od najstarszych skórzanych po współczesne), motopompy (najstarsze z lat 30. XX wieku) oraz 24 sztandary (lata 1886-1997). Z czasem unikalna placówka rozrosła się - wokół dziedzińca postawiono nowe pawilony i włączono do muzeum sąsiadujący z poewangelickim kościołem budynek dawnej szkoły.

W Muzeum zgromadzono archaiczne, ręczne i konne sikawki, a także nieco późniejsze mechaniczne urządzenia ze słynnych wytwórni, głównie niemieckich. Samych sikawek konnych zgromadzono aż 26. Ich oryginalny i niepowtarzalny design wzrusza i budzi podziw. Te dawne unikatowe pojazdy z metalu, drewna i skóry to wspaniałe dzieła myśli technicznej polskich rzemieślników. Kolekcja 25 wozów strażackich, z najstarszymi z 1927 roku (z Węgierskiej Górki i Leszna), zachwyca urodą swoich błyszczących detali i lśniącą czerwienią karoserii. W muzeum znajdują się również kombinezony i mundury strażackie, paradne hełmy i topory. W ostatnim czasie muzeum zaopiekowało się także dekomunizowanymi sztandarami i emaliowanymi tablicami ze strażackich remiz. Najstarsze z tych strażackich chorągwi wzruszają starannie wyhaftowanymi wizerunkami Świętego Floriana, patrona strażaków. Trafiają tu również na zasłużoną emeryturę egzemplarze sprzętu wycofywanego z użytku, a także zbiory okolicznościowych medali, znaczków pocztowych i zapomnianych naklejek na pudełka zapałek, oraz pamiątki z prywatnych kolekcji.

W Muzeum Pożarnictwa można znaleźć również ekspozycję przyrodniczą oraz regionalną, prezentującą historię Rakoniewic. Stare zdjęcia uwieczniają świat dawnego miasteczka - z wybrukowanym kocimi łbami rynkiem i podcieniowymi drewnianymi domami. Muzeum przypomina również historię Michała Drzymały, którego replika słynnego wozu jest eksponowana na pamiątkę jego walki z Prusakami o dom.

Replika wozu Michała Drzymały w muzeum

Znaczenie społeczne i patriotyczne Ochotniczych Straży Pożarnych

Muzeum w Rakoniewicach przypomina też, że ochotnicze straże pożarne były w zaborze pruskim czasem jedynymi polskimi organizacjami patriotycznymi. Młodzi Polacy wstępowali do nich, by ćwiczyć tężyznę fizyczną, śpiewać polskie pieśni i wspólnie obchodzić święta narodowe. Zaborcy próbowali je kontrolować, ale nie mogli ich zakazać, gdyż pożary miast i wsi były zawsze wielką plagą, a zabudowa - w dużej części drewniana - sprzyjała przenoszeniu ognia, często kończąc się zniszczeniem całych miast. Rygorystycznie przestrzegane przepisy ogniowe niewiele pomagały.

W Polsce jako pierwszy nawoływał do tworzenia straży ogniowych Andrzej Frycz Modrzewski w swoim dziele „O poprawie Rzeczypospolitej” z 1557 roku. W zaborze pruskim kwestie te regulowały przepisy państwowe, które obligowały miasta do organizowania zawodowych, ochotniczych bądź przymusowych oddziałów straży pożarnej. Pomoc ta stała na wysokim poziomie. Nawet na wsi istniały świetnie wyposażone jednostki straży, powołane staraniem właścicieli ziemskich. Przy oddziałach strażackich tworzono chóry, orkiestry, amatorskie teatry, biblioteki i świetlice. W odrodzonej Polsce remiza stawała się najmniejszym centrum kultury, niesłusznie kojarzonym dzisiaj tylko z wiejską zabawą.

tags: #stare #sikawki #strazackie