Rodzinne szczęście Andrzeja (60 l.) i Teresy (56 l.) Szymańskich prysło w ułamku sekundy. W poniedziałkowe popołudnie ich córka Marta K. (†34 l.) zginęła w tragicznym wypadku koło wsi Węglewo na Dolnym Śląsku.
Szczegóły tragicznego zdarzenia
Marta wracała rowerem z oddalonego o 25 kilometrów Rawicza, gdzie pracowała jako salowa w szpitalu. Jak opowiadał Faktowi zrozpaczony ojciec Marty, w sobotę zepsuł się jej samochód, dlatego po raz pierwszy pojechała rowerem do pracy.
Dramat rozegrał się około godziny 17.00. Nagle z dachu wozu strażackiego spadł prawie 3-metrowy, ciężki, metalowy bosak strażacki i uderzył Martę w głowę. Kobieta spadła z roweru.
- Nasza kochana córeczka umarła w strasznych męczarniach. Na miejscu było już pogotowie i trwała akcja reanimacyjna. Niestety Marta zmarła - relacjonuje ojciec.
Zgłoszenie pożaru lasu, do którego spieszyli się strażacy, okazało się fałszywe. Samochód należał do Ochotniczej Straży Pożarnej (OSP) w Żmigrodzie.
Tragedia wydarzyła się na drodze między Żmigrodem a Węglewem. Bosak, który zabił Martę (†34 l.), znajdował się na dachu pojazdu strażackiego.

Przebieg akcji i wstępne ustalenia
Strażacy ochotnicy jechali na sygnale do fałszywego zgłoszenia o pożarze lasu. Mijając rowerzystkę, nawet nie zauważyli, że sprzęt odpiął się od ich wozu.
- Potwierdzam, że doszło do tragicznego w skutkach wypadku - mówi st. kpt. Daniel Mucha, rzecznik komendy wojewódzkiej PSP we Wrocławiu. - W poniedziałek policja zbierała materiały dowodowe w tej sprawie. Przyczyny wypadku nie zostały ustalone, policja będzie prowadziła postępowanie w celu wyjaśnienia, w jaki sposób bosak odczepił się od pojazdu straży pożarnej - dodaje.
Pojazd OSP Żmigród, którym strażacy jechali na interwencję, to średni wóz bojowy, wyposażony w zbiornik wody i autopompę. Bosak, o długości około trzech metrów, był zamocowany na dachu i w niewyjaśnionych okolicznościach się odczepił. Narzędzie to ma drewniany trzonek zakończony ciężkim metalowym hakiem i jest używane m.in. do prac przy pożarach.
- Ustalane są okoliczności tego zdarzenia. Prokuratura prowadzi czynności w celu wyjaśnienia, w jaki sposób bosak odczepił się od pojazdu ochotniczej straży pożarnej - mówi asp. szt. Wiadomo już, że strażacy byli trzeźwi.
Do wypadku doszło w poniedziałek wieczorem na gminnej drodze pomiędzy Żmigrodem a Węglewem. Strażacy nie zauważyli, że z dachu pojazdu odpadł bosak, który trafił w głowę jadącą poboczem rowerzystkę. Zorientowali się dopiero, kiedy zostali skierowani do tego wypadku.
Strażacy podjęli akcję reanimacyjną i wezwali karetkę pogotowia.
- Kierowca wozu strażackiego i załoga byli trzeźwi. Samochód spełniał wszystkie normy. Miał uprawnienia do uczestnictwa w akcjach ratowniczych - powiedział polsatnews.pl st. kpt. Podkreślił, że załoga była bardzo doświadczona i często wyjeżdżała na akcje. - Na razie nie jest jasne, dlaczego sprzęt się odpiął i spadł z dachu. Będzie to szczegółowo badane - powiedział st. kpt. Wyjaśnił, że w kabinie podczas jazdy na sygnałach jest bardzo głośno.
Okoliczności wypadku ustala także policja pod nadzorem Prokuratury Rejonowej w Trzebnicy. - Próbujemy ustalić, dlaczego bosak oderwał się z dachu. Na razie nie może być mowy o jakichkolwiek zarzutach - powiedział asp. szt.

Ofiara i jej rodzina
Pani Marta osierociła dwoje dzieci: 15-letnią Klaudię i 8-letniego Tomasza.
Kontekst sytuacji pogodowej i działań straży
Warto zaznaczyć, że w dniach poprzedzających wypadek, blisko tysiąc dolnośląskich strażaków PSP i OSP walczyło ze skutkami wichury, która przeszła nad województwem. Siła wiatru sięgała 115 km/h, powodując liczne szkody. Na Śnieżce w Karkonoszach odnotowano porywy wiatru o prędkości 195 km/h. Wichura uszkodziła m.in. 14 budynków mieszkalnych i 7 gospodarczych. Do godzin południowych tego dnia strażacy odebrali blisko 90 zgłoszeń, a do godziny 20.00 odnotowali 142 interwencje związane z usuwaniem skutków wichury. W akcjach użyto ponad 200 samochodów.
Zdarzenia związane z atakami wichury miały różnorodny charakter. We Wrocławiu liczne połamane drzewa i konary tarasowały ulice i chodniki. W Oławie powalone przez wichurę drzewo zgniotło dwa zaparkowane samochody i wbiło się w okno jednego z mieszkań. Na szczęście, mimo silnych wichrów i znacznych uszkodzeń, nie odnotowano ofiar w ludziach. W wielu miejscach strażacy usuwali nadłamane konary drzew wiszące nad placami zabaw dla dzieci, a także zabezpieczali uszkodzone dachy. Doszło również do zerwania linii energetycznych przez powalone drzewa.