Straż pożarna to jedyna służba mundurowa ciesząca się zaufaniem społecznym na terenie całego państwa, której członkowie, spełniający swoje marzenia z dzieciństwa pod wpływem książki „Jak Wojtek został żołnierzem strażakiem”, wyczekują jak najdogodniejszego momentu, aby osierocić od dwójki do piątki dzieci i tak czy tak znerwicowaną żonę. Z zasady za wiadomo jakie pieniądze strażacy zajmują się profesjonalnym umieraniem za przypadkowych obywateli o nikłej znajomości gazownictwa, rezydujących na piętrach, na których jedyną dostępną do gaszenia wodą jest ta z kranu, komendantów bawiących się granatnikami bądź emerytów notorycznie zapominających wyłączyć żelazko w chałupach z utwardzonej nitrogliceryny.
Kim jest Strażak Ochotnik?
W Polsce funkcjonuje około 16 tysięcy jednostek Ochotniczej Straży Pożarnej (OSP), działających jako stowarzyszenia głównie w niedużych miejscowościach, na terenie danej gminy lub powiatu. Najwięcej jednostek OSP jest w województwach mazowieckim, wielkopolskim i łódzkim. Pierwsze zorganizowane grupy pożarnicze, będące zalążkiem obecnej OSP, powstały w drugiej połowie XIX wieku.
Obecnie straż ochotnicza zajmuje się różnymi działaniami: od ratownictwa, przez działalność społeczną i kulturalną, na akcjach gaśniczych kończąc. W wielu jednostkach działają sekcje sportowe, zespoły teatralne, orkiestry itp. Patronem ochotniczej straży pożarnej, podobnie jak państwowej, jest św. Florian, a jej święto przypada 4 maja.
Ochotnicy udzielają wsparcia m.in. przy wypadkach samochodowych, odpompowują wodę w czasie powodzi, usuwają połamane drzewa lub gniazda żądlących owadów, a także biorą udział w gaszeniu pożarów. Na miejsce zdarzenia często trafiają wcześniej niż karetka. Działając na terenie miejscowości, w których mieszkają, znają prawie każdego, co bywa zarówno atutem, jak i źródłem dodatkowej presji.

Codzienność Ochotnika: Między Pasją a Poświęceniem
Motywacja i Pasja
Dla wielu strażaków ochotników, takich jak Asia z OSP Konstantynów, praca w straży to pasja i nawyk. "Kiedy słyszę syrenę, a właśnie wychodzę na imprezę, zmieniam plany i biegnę do straży w miniówce i adidasach. Czasem jak wracam już do domu, syrena znów wyje i trzeba lecieć z powrotem." Asia w straży jest już od 20 lat, a jej dziadek, również ochotnik, zabierał ją na motorze na zbiórki i zawody, kiedy była dzieckiem. Nie wyobraża sobie życia bez tej adrenaliny.

Arek, na co dzień pracownik budżetówki z OSP Bechcice (województwo łódzkie), dowiaduje się o akcjach z SMS-a. Aplikacja informuje go o zdarzeniu specyficznym, głośniejszym dźwiękiem, więc nawet bez czytania treści od razu wie, o co chodzi. "Gdy jest w pracy, ale nie ma nic pilnego do zrobienia, szef pozwala mu jechać. W czasie sierpniowych wichur usuwaliśmy zniszczenia całą dobę. Zadzwoniłem do pracy i zgłosiłem, że nie mogę przyjść. Kierownik skomentował tylko: 'Ku chwale ojczyzny'" - wspomina.
Radek, prezes OSP w Konstantynowie Łódzkim, podkreśla, że najtrudniej jest, gdy w wypadku biorą udział dzieci. "Mam swoje, więc od razu myślę: 'A jakby to były one?'" Żeby nie zwariować, Radek podczas akcji nauczył się działać jak maszyna. "Podchodzę do człowieka jak do sprzętu. Wyłączam myślenie, nie dopuszczam emocji i działam zgodnie z algorytmem, jaki mam w głowie. Nie chodzi o to, że brakuje mi empatii, ale wyłączając uczucia, jestem bardziej skupiony i mogę efektywniej pomóc ludziom. Poza tym chroni mnie to psychicznie."

Beata, pedagog i ochotniczka z OSP Konstantynów, prowadzi Młodzieżową Drużynę Pożarniczą. "Zapisało się 26 dzieci w wieku od 7 do 17 lat" - opowiada. Na zbiórkach stawia nacisk na pierwszą pomoc. "Dla dzieci pomaganie to frajda. Chodzi o to, żeby ratowanie miały we krwi, działały z automatu. Straż uczy podstaw - szacunku, pracy w grupie, przyjaźni i niesienia pomocy, takiej bezwarunkowej i bezpłatnej. No i dzieci nie siedzą przed komputerem."
Szkolenie i Wyposażenie
Leszek, skarbnik z OSP Bechcice, opisuje obowiązkowy trzymiesięczny kurs na strażaka ochotnika. "Wkładasz nomeks, czyli strój strażacki, i rękawice, zakładasz maskę i hełm, a na plecy - aparat powietrzny. Wchodzisz do pomieszczenia z bieżnią, drabinką i młotem. Przez kilka minut biegniesz, wspinasz się po drabince, ale musisz złapać rytm, bo ona cały czas jedzie do góry. A potem wykonujesz 20 uderzeń pięciokilogramowym młotem."
Kolejny etap to komora - ciemny i pełen dymu labirynt wąskich korytarzy, gdzie jest gorąco, słychać krzyki płonących ludzi i płacz dzieci. "Żeby go przejść, trzeba przesuwać szyby, kłaść się bokiem, czołgać. I w tym momencie wielu ludzi wpada w panikę, ma objawy klaustrofobii, dusi się. Jeśli przejdzie się ten etap, dalsze to łatwizna - zagadnienia techniczne, BHP, kurs pierwszej pomocy. Dziś aktywny członek OSP nie jest gorzej wyszkolony niż zawodowy strażak" - mówi z dumą Leszek.
Warto wspomnieć, że nomeks, choć jest ognioodpornym ubraniem bojowym, to "posiada właściwości termoaktywne (latem grzeje, ale za to zimą ziębi)". Kursy organizowane są raz, dwa razy do roku, dla około 30 osób, a chętnych jest wielu, przez co długo się na nie czeka.

Zdecydowanie najważniejszym elementem wyposażenia remizy są wozy strażackie - obiekty podziwu i (często niezdrowego) zainteresowania dzieci w wieku przedszkolnym, a zarazem jedyny powód do dumy połowy gmin, których wójtowie posiadali wystarczająco znajomości, to znaczy szczęścia w konkursach o ich zdobycie. Wszystkie z wozów przygotowane są na każde zdarzenie losowe do tego stopnia, że w dzisiejszej Warszawie powstańcy listopadowi zamiast Arsenału szturmowaliby remizy. Z tego właśnie powodu nie wiadomo również, do czego służy trzy czwarte przecinaków, węży, pomp i innych bajerów, do czasu nastania potrzeby usunięcia skutków wybuchu elektrowni atomowej bądź coraz to nowszych katastrof naturalnych.
Finanse i Poświęcenie
Dramatyczna sytuacja pana Stefana z Toprzyn, ochotnika strażackiego, pokazała luki w systemie. Po utracie pracy w tartaku i zarejestrowaniu się jako bezrobotny, pomimo początkowego pobierania zasiłku, jego członkostwo w zarządzie OSP doprowadziło do odebrania mu świadczeń. Ustawodawstwo nie uwzględnia łączenia funkcji społecznych w OSP z normalnym zatrudnieniem, co wpłynęło nie tylko na niego, ale i na innych członków.
Zgodnie z Ustawą z dnia 24 sierpnia 1991 r. o ochronie przeciwpożarowej, członkowie OSP uczestniczący w działaniach ratowniczych lub szkoleniach pożarniczych otrzymują ekwiwalent pieniężny, który nie może przekraczać 1/175 przeciętnego wynagrodzenia, ogłoszonego przez Prezesa Głównego Urzędu Statystycznego. Ekwiwalent wypłacany jest z budżetu gminy, i to ona ostatecznie decyduje o jego wysokości.
Leszek wyjaśnia: "Owszem, mamy wypłacany ekwiwalent pieniężny w wysokości 12 zł za każdą godzinę akcji wyjazdowej, ale tu jest masa innej pracy, którą wykonuje się za darmo. Kiedy wracamy po zdarzeniu, musimy uzupełnić paliwo, sprzątnąć samochód, wysuszyć odcinki, czyli węże. Niektórzy się obrażają na taką robotę, bo myślą, że są tu tylko od wyjazdów na akcję. Tymczasem bywa, że pożar trwa 30 minut, a czyszczenie węży zajmuje 3 godziny. Oprócz tego mamy szkolenia, remontujemy budynek straży, prowadzimy akcje promocyjne, bierzemy udział w świętach państwowych. Jest co robić."
Andrzej, prezes OSP Bechcice (62 lata), dodaje, że co roku wójt z funduszem sołeckim przekazuje pewne środki. "Na kolejny rok dostaliśmy już 13 tys. Ale to kropla w morzu potrzeb." Strażacy muszą sami organizować fundusze. "Uzbieraliśmy pieniądze z zabaw, darowizn i kupiliśmy nowe hełmy, rękawice, ubrania bojowe, buty. Każdy zestaw to 2500 zł, a nas jest wyjeżdżających 19 chłopa. Kupowaliśmy je przez kilka lat." Żeby oszczędzać, wszelkie prace w jednostce strażacy wykonują samodzielnie. Sami stawiali ogrodzenie, remontowali salę w remizie, zakładali klimatyzację, pomagali kłaść kostkę przed budynkiem. "A ileż my dni spędziliśmy na malowaniu i reperowaniu naszego auta gaśniczego, żeby wyglądało lepiej i działało sprawniej! Chłopaki wstawiły w nim autopompę, załatały dziurę w zbiorniku, naprawiły silnik, wymieniły sygnalizację."

Leszek wraz z kolegami z ochotniczej straży pożarnej od 10 lat organizuje Sylwestra w remizie, by w ten sposób zarabiać na funkcjonowanie jednostki. "Co roku przygotowujemy cztery ciepłe posiłki. Na pierwszy ogień idzie zupa meksykańska, nasze danie popisowe. Po zupie podają jeszcze bigos, kluski śląskie z sosem, a na koniec barszczyk z pasztecikami. Wszystko robione przez nas. Sami dekorujemy salę, gotujemy i serwujemy jedzenie. Goście zawsze wychodzą z imprezy zadowoleni, jedzenie widać im smakuje. W tym roku na koniec września mieliśmy już zamkniętą listę chętnych na Sylwestra w remizie, nawet plakatów nie trzeba było wywieszać."
Społeczny Odbiór i Trudności
Ciężko jest, gdy jedziesz na miejsce i wśród ofiar widzisz znajomych. Radek wspomina: "Kiedyś na przykład reanimowaliśmy mamę kolegi. W takich sytuacjach czuje się wyjątkową presję. A tu na przykład nie idzie, nie widać efektów. 'Co można jeszcze zrobić?' - myślisz gorączkowo i spinasz się bardziej. Zaczynasz zastanawiać się, jak spojrzysz kumplowi i jego żonie w twarz, jeśli się nie powiedzie."
Arek z OSP Bechcice opowiada o akcji przy pożarze klasztoru w Lutomiersku: "Już z daleka widać było jęzory ognia liżące klasztorne wieże. Na miejscu białe kaski ochotników mieszały się z czerwonymi hełmami straży państwowej. Niektórzy strażacy już weszli na dach, inni podstawiali drabiny, wokół wszędzie ogień. Właśnie skończyła się ewakuacja ludzi z kościoła, głównie były to starsze kobiety. Stanęły w grupie i patrzą na płonący klasztor. Nagle wyjmują różańce i na klęczki. Zaczynają się modlić. My z wężami, a one z różańcami. Biegamy między nimi, bo ogień z dachu kościoła coraz bardziej się rozprzestrzenia. Każdy w nerwach. Wiadomo, czasem któryś z nas rzuci bluźnierstwo. A w tle modlitwa i płomienie." Akcja trwała do drugiej w nocy. Arek dodaje, że podczas gaszenia trochę wody dostało się do środka klasztoru. "No nie wiem, panowie, co przyniosło więcej szkody - ten ogień czy ta wasza woda", skomentował na koniec ksiądz. "Takie podziękowanie - wzrusza ramionami Arek. - Już nawet nie miałem siły z nim dyskutować."

Na szczęście nie wszyscy tak reagują. Po jednej z akcji ochotnicy znaleźli przed budynkiem straży pudło pełne izotoników i batonów. Innym razem - laurki i zabawki od dzieci, które ewakuowali z miejsca wypadku. Kiedy jadą do przycięcia drzew zagrażających posesji, gospodarze mają dla nich kawę czy herbatę. Strażacy nie policzą podziękowań składanych mimochodem na ulicy. Asia wspomina: "O, to pani! - krzyczy kobieta spotkana w galerii handlowej, w której pracuje na co dzień. Kilka dni wcześniej Asia pomagała ratować jej syna chorego na epilepsję. - Nie mogła się nadziękować, niemal w pas mi się kłaniała."
Dla Asi, jako kobiety w straży, niektóre sytuacje są trudniejsze. "Tata, dziadek, ojciec chrzestny też byli ochotnikami. I to oni mnie tu przyprowadzili. Ale dzisiaj kręcą z niechęcią głowami, gdy wyjeżdżam do pożaru. 'Kto to słyszał, żeby dziewczyna w takie rzeczy się pchała'." Podobnie uważają niektórzy strażacy z innych jednostek, gdy po raz pierwszy widzą ją w akcji. Asia przyznaje jednak, że niektórych rzeczy nie jest w stanie zrobić tak jak koledzy. Sama nie rozetnie na przykład całego samochodu, by wyciągnąć ofiarę. Może najwyżej przeciąć oboje drzwi, ale całe auto z dachem to już nie, bo nie ma siły. "Dlatego ja najczęściej wchodzę do środka samochodu, udzielam ofiarom pierwszej pomocy i wsparcia psychicznego. To również bardzo ważne, więc kompleksów nie mam" - mówi.

Strażak Ochotnik w Ujęciu Nonsenspedycznym
Niekiedy życie strażaka ochotnika może przybrać absurdalne, wręcz nonsensowne oblicze, niczym w komediowej fabule. Na przykład, pewnego razu w kawiarni Belli wybuchł pożar, a dym buchał z budynku. Dylis Price, mama małego rudowłosego Normana Price’a, oraz Bella Lasagne, właścicielka kawiarni, stały przed płonącym budynkiem. Komendant Basil Steele zarządził akcję: "Oho! W kawiarni Belli wybuchł pożar. No, chłopcy." Strażak Sam, na wyciągniku, wlewał wodę do komina, gasząc pożar, a Elvis upewniał się przez szybę, że nic w kawiarni się nie zapaliło. "Jak zwykle Sam, jak zwykle" - skomentowała Bella.
Okazało się, że za pożar odpowiadał Norman Price. Bella Lasagne nie kryła oburzenia: "O, ty gnoju! Przez ciebie muszę zapłacić za remont! Dylis Price: O, ty gówniarzu! (...) Uderzając Normana raz po raz wałkiem: Będziesz mi pyskował gówniarzu!? Będziesz mi pyskował!? Dylis Price: Przyłóż porządnie gnojowi. Niech dostanie nauczkę!" W wyniku tego incydentu komendant Basil Steele wyraził obawy: "W związku z wypadkiem Normana, centrala uważa, że istnienie naszej remizy może być co najmniej wątpliwe..." W dalszej części zdarzeń Elvis Cridlington został zwolniony, a sytuacja przerodziła się w chaos z udziałem policji, oskarżającej Elvisa o próbę zabicia strażaków, co Sam z ironią zdementował: "Nie... Lepiej nie. Zadzwońmy po policję. Strażak Sam: Elvis chciał nas zabić. Policjant: To nieładnie. Sarah Jones: Właśnie, wujku Samie, nie wolno kłamać." Ostatecznie wszyscy, łącznie z Bellą Lasagne i Dylis Price, zostali wprowadzeni do policyjnej furgonetki jako "dziwacy".
Tego typu humorystyczne, choć zniekształcone, przedstawienie pracy strażaków doskonale oddaje ducha Nonsensopedii, gdzie codzienność przeplata się z absurdalną interpretacją, a bohaterowie stają się ofiarami komicznych okoliczności.
tags: #strazak #ochotnik #nonsenspedia