Wydarzenia i historie ze świata strażaków

Życie i służba strażaków obfitują w różnorodne wydarzenia - od triumfów sportowych po tragiczne wypadki. Poniżej przedstawiamy przegląd najnowszych historii związanych ze strażakami, zarówno tych radosnych, jak i niestety smutnych.

Thematic photo of a firefighter in action or a symbolic image of a firefighter's helmet

Sportowe osiągnięcia strażaka

Wojciech Kuszpa, strażak Państwowej Straży Pożarnej w Szczytnie, osiągnął znaczące sukcesy w zawodach kolarskich na początku sezonu.

Pierwszy start w Lubaniu

Pierwszy start sekc. Wojciecha Kuszpy odbył się 25 kwietnia w Lubaniu. Trasa liczyła 25 kilometrów i nie należała do łatwych, charakteryzując się interwałowym i technicznym profilem. Mimo trudnych warunków, Kuszpa przejechał dystans w czasie 36 minut i 42 sekund. Ten wynik zapewnił mu 3. miejsce w kategorii M30.

Wymagająca trasa drugiej rywalizacji

Trasa kolejnych zawodów była jeszcze bardziej wymagająca, składała się z dwóch rund po 28 kilometrów. Obejmowała długie podjazdy, techniczne zjazdy oraz wąskie, kręte odcinki. Także tutaj Kuszpa utrzymał wysoką formę, ponownie kończąc rywalizację na 3. miejscu w swojej kategorii wiekowej. Podwójne podium na starcie sezonu to wyraźny sygnał jego doskonałej kondycji. W Komendzie Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Szczytnie nie kryją zadowolenia z jego wyników.

Tragiczne wypadki i śmierć strażaków

Niestety, służba strażaków wiąże się również z ogromnym ryzykiem, czego dowodem są liczne tragiczne wypadki, które w ostatnim czasie dotknęły środowisko strażackie.

Tragiczna śmierć Roberta Brzostka

Robert Brzostek († 43 l.), strażak z Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej nr 15 na Targówku, zginął w tragicznym wypadku, do którego doszło 13 kwietnia. Poza służbą dorabiał jako kierowca ciężarówki, aby wspomagać swoją rodzinę. Mężczyzna stracił życie podczas wykonywania tych obowiązków, gdy wymieniał koło w ciągniku siodłowym, a pojazd go przygniótł. Mieszkańcy Krasnego w powiecie przasnyskim, gdzie mieszkał, nie mogą otrząsnąć się po jego śmierci. Wpis informujący o tragedii zapełnił się komentarzami, a post skomentowała również żona strażaka, pisząc: „Moje Serce Ukochane”. Uroczystości pogrzebowe Roberta Brzostka odbyły się we wtorek po świętach (22 kwietnia) w kościele w Krasnem.

Wypadek 16-letniego strażaka ochotnika w Bustryku

Dramat rozegrał się w niewielkim Bustryku w gminie Poronin. W piątek około godziny 8 rano śmieciarka uderzyła w 16-latka jadącego na hulajnodze elektrycznej. Jak wynika ze wstępnych ustaleń policji, kierowca ciężarówki wjeżdżał tyłem na jedną z posesji i nie zauważył nadjeżdżającego nastolatka. „Tygodnik Podhalański” informuje, że ofiara wypadku to 16-letni Aleksander, który był wyróżniającym się członkiem młodej drużyny strażackiej z Ochotniczej Straży Pożarnej w pobliskim Sierockiem.

Aspirant sztabowy Roman Wieczorek, rzecznik zakopiańskiej policji, przekazał: „Ze wstępnych ustaleń policjantów zakopiańskiej drogówki wynika, że kierujący pojazdem ciężarowym wykonując manewr cofania na pobliską posesję nie ustąpił pierwszeństwa osobie poruszającej się na hulajnodze. W efekcie doszło do wypadku i poważnych obrażeń ciała u 16-latka. Pomimo podjętej akcji ratunkowej i długiej reanimacji młody mężczyzna zmarł”. 61-letni kierowca śmieciarki w chwili zdarzenia był trzeźwy. Wszystkie okoliczności tragedii bada prokuratura. Jak podaje „Tygodnik Podhalański”, msza żałobna za duszę zmarłego rozpocznie się w czwartek 25 lipca o godzinie 11 w kościele parafialnym w Zębie.

Ostatnia podróż Marka Kapery

Strażacy z OSP w Wolinie z ogromnym smutkiem i niedowierzaniem przyjęli wiadomość o śmierci swojego przyjaciela, Marka Kapery. Marcin Cieśla, jego kolega z jednostki, był ostatnią osobą, która z nim rozmawiała i trzymał go za rękę w roztrzaskanym samochodzie. Marek Kapera niedługo miał wydawać za mąż córkę i zostać dziadkiem. W poniedziałek jechał jak co dzień do pracy, niestety była to jego ostatnia podróż. Zginął tragicznie między Dargobądzem a Międzyzdrojami.

Marcin Cieśla, widząc wypadek, zatrzymał się. Okazało się, że to samochód Marka. - „Był przytomny. Wyglądało, że z tego wyjdzie” - wspomina Marcin Cieśla. - „Przeszkadzała mu maseczka tlenowa. Prosił żebym ją zdjął.” Marek Kapera był strażakiem od wielu lat, pracował w świnoujskiej Państwowej Straży Pożarnej i ochotniczej w swoim rodzinnym Wolinie. Wszyscy go lubili. Wolińscy koledzy mówią o nim, że był koleżeński i bardzo sympatyczny. Andrzej Ożyński z OSP w Wolinie opowiada: - „Od lat prowadził młodzieżową drużynę pożarniczą. Młodzi go uwielbiali. Przygotowywał ich do ogólnopolskiego turnieju wiedzy pożarniczej, robił szkolenia. Przygotowywał też naszych strażaków do zawodów sportowo - pożarniczych.” Mundur był jego chlubą. - „Był dumny z tego, że jest strażakiem.”

Dla strażaków z jednostki w Świnoujściu wieść o śmierci Marka była szokiem. Jacek Nowak z jednostki PSP mówi: - „Trudno nam mówić o nim w czasie przeszłym. Jest tak, jakby zaraz miał wejść do nas i rzucić jak zwykle 'co słychać chłopaki?'” Marek zajmował się w jednostce wydawaniem i załatwianiem ekwipunku. Marcin Mroczkowski wspomina: - „Chciałem nowe buty, bo stare były już zniszczone. Przyszły za duże. Poprosiłem, żeby mi je wymienił. Nie było żadnego problemu. Już nigdy nie będzie tak samo.” Kilka dni przed śmiercią Marek był chory. Dopiero co mieli wspólne strażackie ognisko, gdzie żartował i fajnie się bawili.

Emotional photo of firefighters paying tribute

Brygadier Piotr Głodowski nie nacieszył się emeryturą

Przed kilkoma miesiącami bryg. Piotr Głodowski przechodził na zasłużoną emeryturę. Żegnano go z honorami. Nikt wówczas nie przypuszczał, jak strasznie potoczą się koleje losu. Strażacy z Człuchowa (woj. pomorskie) przekazali tragiczne wieści: ich były dowódca nie żyje. Okoliczności tej tragedii wyjaśniają policjanci. We wtorek, 17 grudnia, przekazano nowe szokujące ustalenia. Bryg. Piotr nie nacieszył się zasłużoną emeryturą, powołano go na wieczną wartę. W dniu 16.12.2024 r. zmarł bryg. w st. spocz. Piotr Głodowski. Strażacy podkreślali podczas oficjalnego pożegnania: - „Jego uśmiech i pozytywne podejście do życia sprawiały, że nawet w najtrudniejsze dni potrafił zarazić nas swoim optymizmem. Tak go zapamiętamy - niech spoczywa w pokoju. Łączymy się w bólu z rodziną i bliskimi zmarłego. Wszystkim pogrążonym w smutku składamy najszczersze kondolencje.”

Śmiertelny wypadek strażaka pod Bydgoszczą

Tragedia pod Bydgoszczą wstrząsnęła lokalną społecznością. W poniedziałkowym wypadku, pod Bydgoszczą, zginął strażak - podał portal szczecinek112.pl. W miejscowości Mąkowarsko na drodze krajowej nr 25 zderzyły się cztery auta: trzy osobówki i jeden samochód ciężarowy. 49-letni strażak zginął na miejscu. Do szpitala trafiły dwie osoby z forda.

Policjanci we wtorek, 17 grudnia, przekazali nowe ustalenia. W specjalnym komunikacie policjanci z Bydgoszczy podali: „Ze wstępnych ustaleń policjantów pracujących na miejscu wynika, że zdarzenie miało swój początek w momencie, gdy 29-letni kierujący fordem focusem, na łuku drogi, zjechał na przeciwny pas ruchu i zderzył się najpierw z ciężarowym mercedesem, a następnie jadącym za nim peugeotem. W wyniku tego kierowca ciężarówki stracił panowanie nad pojazdem.” Policjanci prowadzą, pod nadzorem prokuratora, czynności zmierzające do wyjaśnienia wszystkich okoliczności tego tragicznego w skutkach zdarzenia.

Wypadki z udziałem pojazdów strażackich

Do tragicznych zdarzeń dochodzi również podczas dojazdów strażaków do akcji ratowniczych, co stanowi dodatkowe ryzyko w ich służbie.

Wypadek wozu strażackiego w Mrokowie

Strażacy z OSP jadący do poważnego pożaru zderzyli się z autem osobowym. W wyniku wypadku jedna osoba zginęła, druga w stanie krytycznym trafiła do szpitala. Według informacji uzyskanych przez Miejskiego Reportera, wszystko zaczęło się od dużego pożaru pola w Łazach pod Warszawą. Pożar objął nieużytki, ale niebezpiecznie zbliżał się do pobliskich magazynów. Na miejsce ruszyły więc zastępy straży pożarnej - nie tylko państwowej, lecz także jednostki OSP.

Wóz strażacki z Ochotniczej Straży Pożarnej w Kotorydzu, jadąc do niego na sygnale, zderzył się z autem osobowym na skrzyżowaniu w Mrokowie. Po kolizji pojazd straży przewrócił się, miażdżąc zaparkowany samochód, a następnie częściowo wpadł do rowu. Dwie osoby podróżujące autem osobowym zostały uwięzione wewnątrz pojazdu. Strażacy przy użyciu sprzętu hydraulicznego wydobyli poszkodowanych. Niestety, jedna z osób zginęła na miejscu zdarzenia. Druga z nich w chwili wypadku była nieprzytomna i w stanie krytycznym. Ciężko ranna osoba została przetransportowana śmigłowcem Lotniczego Pogotowia Ratunkowego do warszawskiego szpitala. Pięciu strażaków uczestniczących w wypadku opuściło przewrócony wóz o własnych siłach i nie odniosło obrażeń. Do akcji ratunkowej skierowano pięć zastępów straży pożarnej, trzy zespoły ratownictwa medycznego oraz śmigłowiec LPR.

Kolizja operacyjnego wozu WSKR w Warszawie

Jakby mało było potężnego pożaru i wypadku z ofiarą śmiertelną, w trakcie dojazdu do miejsca tego tragicznego wypadku, wóz operacyjny Wojewódzkiego Stanowiska Koordynacji Ratownictwa również miał kolizję drogową. Pojazd Komendy Wojewódzkiej Państwowej Straży Pożarnej w Warszawie zderzył się z BMW na skrzyżowaniu Alei Krakowskiej z Ulicą Hynka. W tym zdarzeniu nikt nie ucierpiał.

Proces badania ruchu drogowego

Aspekty prawne wypadków drogowych

Często po tragicznych wypadkach drogowych z udziałem strażaków pojawiają się skomplikowane kwestie prawne dotyczące odpowiedzialności za zdarzenie.

Wypadek w Czernikowie: spór o pierwszeństwo

W grudniu ubiegłego roku w miejscowości Czernikowo pod Toruniem doszło do zderzenia ciężarowego wozu strażackiego strażaków-ochotników z ciągnikiem siodłowym z naczepą. Do sądu trafił akt oskarżenia w tej sprawie. W wyniku zderzenia zginął 62-letni kierowca wozu strażackiego i siedząca obok niego 30-letnia druhna. Dwóch kolejnych strażaków zostało poważnie rannych, a trzeci, który również był w samochodzie, nie odniósł większych obrażeń.

Kierowca wozu strażackiego wymusił pierwszeństwo

Strażacy OSP Czernikowo jechali - jak wówczas informowano - w trybie alarmowym do pożaru. Wóz strażacki wyjeżdżał na drogę główną - krajową drogę nr 10, kiedy doszło do zderzenia z samochodem ciężarowym. Jego 63-letni kierowca nie odniósł poważniejszych obrażeń, ponieważ uderzył w wóz strażacki prawą stroną kabiny. Niemal rok po wypadku śledczy uznali, że winę za wypadek ponosi kierowca samochodu ciężarowego jadący drogą z pierwszeństwem.

Strażacy bez sygnałów uprzywilejowania

Początkowo komunikaty policyjne i strażackie informowały, że wóz strażacki jechał w trybie alarmowym. Śledczy ustalili jednak, że wóz nie miał włączonych ani świateł uprzywilejowania, ani sygnałów alarmowych. Okazało się więc, że nie był pojazdem uprzywilejowanym. Musiało to wpłynąć również na jego widoczność, ponieważ do wypadku doszło o 5 rano, gdy było jeszcze ciemno. Niemniej jednak, nie wpływa to w żaden sposób na kwestię pierwszeństwa - kierowcy innych samochodów mają obowiązek umożliwienia przejazdu pojazdom uprzywilejowanym, natomiast nigdzie w kodeksie nie jest napisane, że pojazd uprzywilejowany ma pierwszeństwo. Przeciwnie, jest napisane, że kierowcy pojazdów uprzywilejowanych mogą nie stosować się do przepisów pod warunkiem zachowania szczególnej ostrożności.

Prędkość kluczowa w ocenie winy

Szefowa Prokuratury Rejonowej w Lipnie, Alicja Cichosz, wyjaśniła, dlaczego śledczy winą za wypadek obarczyli kierowcę ciężarówki, a nie strażaka. Zadecydowała o tym odczytana z tachografu prędkość jazdy. Prokurator Cichosz poinformowała: „Kierowca samochodu ciężarowego został oskarżony o spowodowanie wypadku drogowego ze skutkiem śmiertelnym. Mężczyzna jechał za szybko o około 23 km/h i nie zachował szczególnej ostrożności, dojeżdżając do skrzyżowania z drogą podporządkowaną. Grozi za to do ośmiu lat pozbawienia wolności.” Jednocześnie przyznała, że zachowanie kierowcy przyczyniło się do tragicznego wypadku, ale główną przyczyną było wjechanie pojazdu straży pożarnej na skrzyżowanie bez sygnałów świetlnych i dźwiękowych. Kierowca ciężarówki w toku śledztwa nie przyznał się do winy. Prokuratura, mimo zagrożenia wysoką karą, nie wniosła o zastosowanie żadnych środków zapobiegawczych wobec oskarżonego. Aby teza prokuratury obroniła się w sądzie, biegli będą musieli wykazać, że gdyby kierowca ciężarówki jechał z prędkością 50 km/h, to miałby możliwość uniknięcia wypadku.

Podobny wyrok w sprawie wypadku w Miedzianej Górze

W sądzie zapadł już jeden wyrok, w którym skazano kierowcę poruszającego się drogą z pierwszeństwem pojazdu, tylko dlatego, że jechał za szybko. Sprawa dotyczyła głośnego wypadku, do którego doszło w maju 2018 roku na drodze krajowej nr 74 w miejscowości Miedziana Góra pod Kielcami. Kobieta prowadząca samochód osobowy skręcała w lewo w taki sposób, że wjechała wprost pod samochód ciężarowy. W wyniku wypadku zginęły cztery osoby - dwie kobiety poniosły śmierć na miejscu, a w szpitalu zmarły kolejna kobieta i dwuletnie dziecko. Kierowcy ciężarówki nic się nie stało.

Ponad rok po wypadku ruszył proces 21-letniego kierowcy samochodu ciężarowego. Prokuratura oskarżyła go o spowodowanie wypadku, ponieważ biegli uznali, że prowadził samochód z prędkością około 90 km/h w miejscu, gdzie obowiązywało ograniczenie do 50 km/h. Kierowcy, który nie przyznał się ani do stworzenia zagrożenia w ruchu drogowym, ani spowodowania wypadku drogowego, również groziło osiem lat więzienia. Po kilkuletnim procesie sąd ostatecznie uznał, że winę za wypadek ponoszą oboje kierujący i skazał kierowcę ciężarówki na rok więzienia, dodatkowo na dwa lata pozbawiając go prawa jazdy.

Rzecznik Sądu Rejonowego w Kielcach, Tomasz Durlej, mówił po ogłoszeniu wyroku, że sąd uznał, że winnymi tego wypadku są kierowcy obu pojazdów. „Przekraczając prędkość oskarżony uniemożliwił sobie podjęcie manewru obronnego przed nieprawidłowo wykonującym manewr zmiany pasa ruchu samochód osobowy, który wymusił na nim pierwszeństwo przejazdu. Na skutek tego przekroczenia prędkości i z drugiej strony rażącego naruszenia zasad bezpieczeństwa w ruchu drogowym przez osoby pokrzywdzone, doszło do tego wypadku” - powiedział Durlej.

tags: #strazak #przejechal #60 #tys #km