Poważne złamanie rzepki kolana i intensywna rehabilitacja: osobista historia

Poniższa historia jest osobistym świadectwem walki z poważnym urazem kolana i długotrwałym procesem rehabilitacji, który doprowadził do niezwykłego powrotu do sprawności.

Wypadek w Tatrach i diagnoza

Wypadek miał miejsce 2 stycznia w Tatrach Wysokich, w wyniku którego poszkodowany doznał wieloodłamowego złamania rzepki kolana lewego (14-częściowego) z przemieszczeniami. Ten poważny uraz spowodował, że - jak sam przyznaje - „troszkę świat mi się załamał”.

Zdjęcie Tatr Wysokich lub infografika przedstawiająca złamanie rzepki

Leczenie szpitalne i pierwsze wyzwania w rehabilitacji

Pierwsza operacja odbyła się 4 stycznia. W szpitalu im. Tytusa Chałubińskiego w Zakopanem poszkodowany trafił na dobrego, ambitnego i młodego chirurga z doświadczeniem, pana Chowańca. Niestety, pierwsze doświadczenia z rehabilitantami były negatywne.

Rehabilitanci w szpitalu, zdaniem pacjenta, „tylko odbębniali robotę i mówili wyrywkowo”. Jako przykład podaje sytuację, w której kazali mu wykonywać ćwiczenia „naciąganie skurczanie mięśni pod gipsem” bez wytłumaczenia ich celu. Dopiero później, na własną rękę, dowiedział się, czemu miały służyć. Przy wypisie po dwóch tygodniach ze szpitala kazano mu chodzić z kulami, których nigdy wcześniej nie trzymał w rękach i nie wiedział, jak się nimi posługiwać. Podsumowując, ze strony rehabilitantów była to „totalna olewka”.

Przełom w rehabilitacji: wsparcie doświadczonej terapeutki

Po powrocie do domu nastąpił przełom. Poszkodowany miał szczęście trafić na 65-letnią rehabilitantkę z Krakowa, która kilka miesięcy wcześniej przeprowadziła się w rejon, gdzie mieszkał. Podjęła tam pracę, dorabiając do emerytury. Pani ta, jak się okazało, przeszła w swoim życiu podobno aż 19 przypadków złamanych kolan, co dawało jej ogromne doświadczenie. „Katowała” pacjenta ćwiczeniami non stop po 5 godzin dziennie, nieraz.

Trening wzmacniający kolana | 20-minutowa rehabilitacja łagodząca ból kolana

Poważne komplikacje i druga operacja

Po czterech miesiącach od pierwszej operacji doszło do niefajnej sytuacji. Cały system drutów (określany jako „popręg Webera i druty Kirschnera”), które były zakotwiczone w kolanie, przekręcił się (podczas spania w nocy) o 180 stopni. W wyniku tego druty przebiły kolano na wylot, wychodząc przez skórę nad rzepką. Towarzyszył temu silny ból i wydobywał się z rany „dziwny płyn”.

Decyzja była natychmiastowa: powrót do szpitala. Tam zatamowano „wyciek”, a dwa dni później pacjent przeszedł drugą operację, polegającą na usunięciu drutów z nogi. Sytuacja była o tyle trudna, że usunięcie drutów nastąpiło zaledwie cztery miesiące po złamaniu 14-częściowej rzepki, a standardowo takie druty wyciąga się po około roku. Istniało ryzyko, że kolano mogło się z powrotem „rozpaść na puzzle”, gdyż pełny zrost kości jeszcze nie nastąpił.

Przyczyny komplikacji: dwie wersje

W kwestii przyczyn tej komplikacji istnieją dwie wersje:

  • Wersja lekarzy: Zbyt intensywne ćwiczenia.
  • Wersja pacjenta i rehabilitantki: Świetnie złożone kości, ale mały błąd przy składaniu drutów.

Kto ma rację, poszkodowany nie ma pojęcia.

Dalsza rekonwalescencja i spektakularne postępy

Po drugiej operacji pacjent przez miesiąc nic nie robił z nogą, czekając na pełny zrost. Spowodowało to zanik mięśni i konieczność rozpoczęcia ćwiczeń od nowa. W tym okresie osiągnął już zgięcie w nodze na około 90 stopni, z czego był zadowolony. Codziennie, przez około dwie godziny, chodził na basen (nie pływając, lecz ucząc się chodzenia w wodzie po szyję; pływać lekko zaczął dopiero później).

Miesiące mijały, a pacjent, będąc ostrożnym i pod okiem pani Ewy, ćwiczył każdego dnia. Całe swoje życie skupił na odpowiednich ćwiczeniach, diecie, basenie i ponownie ćwiczeniach - i tak w kółko. Jak to się zakończyło? Sam pacjent twierdzi, że „podobno cudem i niezwykłym przypadkiem”, pozostawiając ocenę innym.

Stan na dzień 28 września 2011 roku (prawie 10 miesięcy po wypadku):

  • Zgięcie w nodze: pięta dotyka pośladka, co oznacza ponad 120 stopni.
  • Potrafi przebiec okrążenie na stadionie.
  • Pływa dziennie minimum 50 długości basenu żabką.
  • Jeździ bez większego wysiłku na rowerze (tylko na podjazdach ma trudności, nie może stanąć na pedałach i mocno pedałować).
  • Po raz pierwszy od wypadku był w Tatrach, w Dolinie Pięciu Stawów.

Zdaniem wielu osób, jego przypadek jest niezwykle ciekawy. Sam dziwi się, że z każdym dniem ma coraz większe możliwości.

Filozofia rehabilitacji: ból jako część procesu

Podczas pobytu w sanatorium z ZUS-u, który trwał trzy tygodnie, poszkodowany spotkał osoby po wypadkach motocyklowych, ze złamanymi kolanami lub zerwanymi ścięgnami. Niektórzy z nich byli po 2-3 latach rehabilitacji i nie potrafili zgiąć nogi więcej niż 90-100 stopni. Prowadzili rehabilitację w myśl zasady, że „rehabilitacja nie powinna boleć”.

Pani Ewa, jego rehabilitantka, nauczyła go, że rehabilitacja powinna boleć. „Ja codziennie płakałem z bólu, ale efekty są” - zaznacza. Często kolano nadal dokucza, „koli, jakby ktoś mnie młotkiem walnął”, co wywołuje płacz. Nie wiadomo, czy to uczucie ustąpi, czy będzie towarzyszyć mu do końca życia, ale wie jedno: ma szansę, zarówno dla siebie, jak i dla innych, zdobyć Mont Blanc za 2-3 lata. „Może się uda, kto wie” - kończy swoją opowieść, pozdrawiając „kolanowców” i udając się na basen.

Chronologia kluczowych wydarzeń

  • 2 stycznia: Wypadek w Tatrach.
  • 4 stycznia: Operacja nr 1.
  • Około 17 kwietnia: Druty wyszły z nogi (4 miesiące po pierwszej operacji).
  • Około 20 kwietnia: Operacja nr 2 (usunięcie drutów).
  • 28 września 2011 roku: Aktualny stan, prawie 10 miesięcy od wypadku.

tags: #strazak #sam #james #ma #zlamane #koleno