W służbie ratowniczej i porządkowej, operacje z wykorzystaniem śmigłowców niosą ze sobą specyficzne wyzwania i ryzyka. Historia polskiego ratownictwa odnotowała zarówno dramatyczne wypadki podczas ćwiczeń z desantem, jak i tragiczne katastrofy lotnicze, w których strażacy odgrywali kluczową rolę w akcjach poszukiwawczych i ratunkowych.
Dramatyczny wypadek podczas ćwiczeń na poznańskiej Ławicy
W lipcu 2017 roku na lotnisku na poznańskiej Ławicy doszło do dramatycznego wypadku podczas ćwiczeń. Zarejestrował go telefonem komórkowym jeden z uczestników, a nagranie krążyło wśród poznańskich policjantów. W ćwiczeniach uczestniczyli strażacy z grupy ratownictwa wysokościowego oraz poznańscy antyterroryści. Nad starym terminalem strażacy trenowali desant, czyli szybki zjazd na linie z policyjnego śmigłowca na dach budynku.

Taki zjazd odbywa się bez asekuracji - uczestnik ćwiczeń zjeżdża na linie, obejmując ją rękoma i nogami, bez dodatkowych zabezpieczeń. Nad przebiegiem desantu czuwa w śmigłowcu instruktor, który komunikuje się z pilotem i podejmuje decyzję o zjeździe kolejnych trenujących. Jeśli instruktor dostrzega zagrożenie, przerywa ćwiczenia. Nagranie pokazało, że silny wiatr przesunął śmigłowiec, ale według informatorów, błąd popełnili także policjanci. Na każdych ćwiczeniach bezpieczeństwo jest najważniejsze.
Katastrofa śmigłowca Kania Podlaskiego Oddziału Straży Granicznej
Śmigłowiec Kania, należący do Podlaskiego Oddziału Straży Granicznej, zaginął w sobotę przed godziną 18:00. Jego załoga wykonywała rutynowy lot patrolowy z Białegostoku do Mielnika. Na pokładzie śmigłowca Kania (rocznik 2006) były trzy osoby, w tym pilot z 15-letnim stażem. Śmigłowca szukało od wczoraj 14 zastępów straży pożarnej i 70 strażaków, funkcjonariuszy SG oraz policjantów. Poszukiwania utrudniał trudno dostępny, zalesiony teren, w którym spadła maszyna.

Wrak znaleziono nad ranem, dwieście metrów od granicy - po stronie białoruskiej. Teren, na który spadł, jest osłonięty drzewami. Szczątki helikoptera były rozrzucone po polu, na którym leżały zrolowane bele słomy. Warunki ukształtowania terenu, mgła i ciemności mogły w pierwszej chwili utrudniać odnalezienie wraku. Przyczyny wypadku nie są na razie znane. Wiadomo już, że powołane zostaną dwie komisje, które wyjaśnią przyczyny wypadku. Jedna to Komisja Badania Wypadków Lotniczych z Polski, która już jedzie na miejsce wypadku, drugą powołała strona białoruska. Grupa dochodzeniowo-śledcza z tamtejszym prokuratorem jest już na miejscu. Wiceminister Rapacki powiedział, że o przyczynach wypadku trudno na razie mówić. Rodziny zmarłych zostały otoczone opieką psychologiczną i mają otrzymać "wszelką niezbędną pomoc". Stwierdzono, że to nie była skomplikowana katastrofa lotnicza, a okoliczności dość jednoznacznie wskazywały trop.
Katastrofa prywatnego śmigłowca w Cierpiszu, powiat łańcucki
W zalesionym terenie w okolicach miejscowości Cierpisz w powiecie łańcuckim rozbił się prywatny śmigłowiec Robinson R44. Na ziemię runęła maszyna, która wystartowała wcześniej z lotniska w Krośnie. Śmigłowiec runął na drzewa i zapalił się po zderzeniu z ziemią. Zgłoszenie o wypadku wpłynęło do służb około godziny 15:50. Początkowo informowano, że do zdarzenia doszło w okolicach Malawy. W katastrofie śmigłowca zginęło dwóch mężczyzn.
TOPR - przyziemienie śmigłowca w Kotle Gąsienicowym w celu ewakuacji poszkodowanego narciarza
St. bryg. Marcin Betleja, rzecznik prasowy podkarpackiego komendanta wojewódzkiego PSP, przekazał, że informacje o wypadku śmigłowca niedaleko Rzeszowa w terenie bardzo trudno dostępnym otrzymano około godziny 15:50. W momencie, gdy na miejsce dojechali strażacy, śmigłowiec spłonął. Dojazd do miejsca katastrofy wymagał wykorzystania quadów. Na miejscu wciąż pracowało kilkudziesięciu strażaków i żołnierzy. Teren był bardzo trudny i quady jednostek ochrony przeciwpożarowej pomogły w dotarciu, gdyż dojazd samochodem osobowym był niemożliwy. Terytorialsi pomagali także zespołowi ratownictwa medycznego, którego pojazd ugrzązł w terenie.

W sieci pojawiły się liczne relacje osób, które widziały maszynę przed katastrofą. Osoba z Kamienicy Górnej napisała, że śmigłowiec „zatoczył dwa kółka nad koronami drzew, jakby szukał miejsca do lądowania”, co było dość nietypowe w tej okolicy. Kolejne obserwacje pochodziły z rejonu Brzostka i Woli Zgłobieńskiej, gdzie świadkowie mówili, że „leciał bardzo nisko i niespokojnie”. Jeden ze świadków opowiadał, że mgła była tak gęsta, że nie było widać nic na pięć metrów: „Słyszałem, że coś leciało, ale nic nie było widać. Po chwili dostałem telefon, że niedaleko spadł helikopter”. Śmigłowiec, który rozbił się w Cierpiszu, to Robinson R44 Raven II - popularny lekki model cywilny. Maszyna była użytkowana w Polsce, a wcześniej latała m.in. w Austrii i Niemczech.
tags: #strazak #spadl #z #helikoptera