Sprawa Tartaku Krzysztofa Pietrzaka w Bydgoszczy i Incydent Podpalenia

Sprawa tartaku należącego do Krzysztofa Pietrzaka w Bydgoszczy, zlokalizowanego przy ulicy Ujejskiego 44, stanowiła istotny punkt w dyskusji publicznej ze względu na jego rolę w blokowaniu budowy II etapu Trasy Uniwersyteckiej. Działka, na której znajdował się tartak, została wywłaszczona na potrzeby tej inwestycji.

Historia Konfliktu i Próby Egzekucji

Tartak przy ulicy Ujejskiego przez rok skutecznie blokował rozbudowę Trasy Uniwersyteckiej, zwłaszcza w miejscu, gdzie nad al. Jana Pawła II miał przebiegać wiadukt. Właściciel, Krzysztof Pietrzak, uważał, że jego część działki została niewłaściwie wyceniona przez rzeczoznawcę i odmawiał opuszczenia terenu. Wojewoda od roku szukał firm, które podejmą się wywozu sprzętu, jednak kilka przetargów na egzekucję zakończyło się fiaskiem.

Mapa Bydgoszczy z zaznaczoną Trasa Uniwersycka i lokalizacją tartaku

Incydent Podpalenia Sprzętu Firmy Egzekucyjnej

W listopadzie Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie podtrzymał w I instancji decyzję ministra inwestycji i rozwoju, który w czerwcu uchylił tytuł wykonawcy na egzekucję tartaku, wydany w styczniu 2018 roku przez wojewodę Mikołaja Bogdanowicza. Zdaniem ministerstwa wojewoda wskazał złego wierzyciela w tej decyzji, którym powinien być urząd wojewody, a nie, jak ostatecznie znalazło się w dokumentach - prezydent Bydgoszczy.

Podpalenie w Gdyni

W ostatnim czasie gdańska prokuratura umorzyła sprawę podpalenia sprzętu jednej z gdyńskich firm. Wspomniane przedsiębiorstwo zawarło z Kujawsko-Pomorskim Urzędem Wojewódzkim umowę na wykonanie w maju 2018 roku egzekucji tartaku przy ulicy Ujejskiego (czyli pół roku szybciej niż ją faktycznie przeprowadzono). Przed rozpoczęciem egzekucji w Gdyni doszło do pożaru, który zniszczył niezbędny do wykonania zlecenia sprzęt. Bydgoscy policjanci sprawdzali podpalenie gdyńskiej firmy, która miała dokonać egzekucji tartaku przy ul. Ujejskiego. W Trójmieście spłonęły maszyny warte ponad milion złotych. Do pożaru w Gdyni doszło w nocy z soboty na niedzielę (19/20 maja). O godzinie 2:18 strażacy z Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej byli na miejscu. Dziewięć zastępów gasiło ogień do rana. Straty po pożarze oszacowano na ponad milion złotych. Sprzęt należał do gdyńskiej firmy Kraz, która na mocy umowy z Kujawsko-Pomorskim Urzędem Wojewódzkim w poniedziałek (28 maja) miała dokonać egzekucji bydgoskiego tartaku. Już od początku śledczy podejrzewali, że na gdyńskim Oksywiu mogło dojść do podpalenia, bo ogień wybuchł jednocześnie w kilku punktach.

Reakcja Władz i Śledztwo

Adrian Mól, rzecznik prasowy wojewody kujawsko-pomorskiego, poinformował, że zaplanowana na 28 maja egzekucja tartaku przy ul. Ujejskiego w Bydgoszczy nie dojdzie do skutku. Rzecznik wojewody na początku tygodnia poinformował, że „wykonawca (egzekucji - przyp. red.)". Jeśli chodzi o pożar w Gdyni, to szczerze współczuł właścicielowi. Prosił o powstrzymanie się z komentarzami co do sprawców, zakładając, że to w ogóle było podpalenie. Dodał, że tym powinny zajmować się organy ścigania z prokuraturą, a nie internauci, oraz że jest do pełnej dyspozycji, gdyby policja, prokuratura, itp. chciały cokolwiek wyjaśniać.

Otrzymano również informację, że od wczesnych godzin porannych na terenie tartaku przy ulicy Ujejskiego pracowali policjanci z Gdańska. Miało to związek z prowadzonym dochodzeniem w sprawie podpalenia, do jakiego doszło w firmie z Gdyni, która miała przeprowadzić egzekucję tartaku. Grażyna Wawryniuk, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Gdańsku, nadzorującej śledztwo w sprawie podpalenia na terenie firmy Kraz, potwierdziła, że działania policjantów na zlecenie prokuratury w Bydgoszczy trwają. Ewakuacja bydgoskiego dworca PKP zakończyła się, przeszukanie tartaku przy ul. Ujejskiego należącego do Krzysztofa Pietrzaka również. Funkcjonariusze z Gdańska wywieźli stamtąd kilka komputerów, telefony komórkowe i karty pamięci.

Oświadczenie Krzysztofa Pietrzaka

Krzysztof Pietrzak, który walczył z miastem o odpowiednią wycenę za działkę, po raz kolejny odciął się od sprawy spalonego sprzętu. W rozmowie z "Gazetą Wyborczą" poinformował, że śledczych interesował sprzęt elektroniczny - komputery, nośniki danych. Właściciel tartaku wydał je prokuratorowi. Stwierdził: „Policja miała prawo mnie podejrzewać. Ta sprawa jest co najmniej dziwna. Doskonale rozumiem prokuraturę, że sprawdza mnie, ale dzięki temu, że to robimy, przynajmniej wiem, iż mnie wykluczy. Dobrze zatem, że przejechali. Policja naprawdę zachowywała się w porządku wobec mnie i całej rodziny”.

"Chińczycy w gdyńskim porcie" - co wiadomo trzy miesiące po premierze reportażu "Superwizjera"?

Właściwa Egzekucja Tartaku

Niedawno udało się, z wolnej ręki, znaleźć firmę, która podjęła się zadania egzekucji tartaku. Ostatecznie jednak nie utrudniała całej procedury. W poniedziałek o godzinie 7:00 rozpoczęła się egzekucja tartaku przy ul. Ujejskiego w Bydgoszczy. W niedzielę wieczorem ulica już była nieprzejezdna, a terenu pilnowali policjanci. Egzekucja rozpoczęła się w poniedziałek rano i przebiegała spokojnie, właściciel tartaku Krzysztof Pietrzak nie sprawiał problemów. Teren wokół zakładu był jednak cały czas zamknięty i pilnowany przez wielu policjantów. Około godziny 10:00 na terenie firmy pojawiły się ciężarówki i ciężki sprzęt. Właściciel tartaku współpracował z firmą, która dokonywała egzekucji. Na miejscu była grupa dziennikarzy.

Komentarz Krzysztofa Pietrzaka

Po godzinie 8:00 wyszedł do nich Krzysztof Pietrzak, by skomentować to, co się dzieje. Stwierdził: „Doszło do jawnego złamania prawa z wielu artykułów. Wojewoda doskonale o tym wie. Jedyną możliwością było szarpać się z policją, ale to bezmyślne. Od początku mówiłem, że będę postępował zgodnie z prawem, żeby pokazać ludziom, że wojewoda kłamie, że złamał prawo. To, co się dzisiaj dzieje, to jest upadek państwa polskiego. Tyle razy przecież deklarowałem wolę współpracy. Mówiłem "chcecie nas wywozić, to zróbcie to, dostaniemy odszkodowanie". Po co było to robić? Nagłośnimy tę sprawę w mediach międzynarodowych, bo to jest skandal”. Skomentował również: „To upadek państwa polskiego”.

Oficjalne Stanowisko Wojewody

Po wystąpieniu Krzysztofa Pietrzaka, rzecznik wojewody kujawsko-pomorskiego Adrian Mól przesłał komunikat, związany z rozpoczętą egzekucją. W nim podkreślono, że działania Wojewody jako organu egzekucyjnego są w pełni legalne. Wynikają one m.in. z ustawy o egzekucji w administracji (art. 20 § 1 pkt. 1), a zobowiązani mieli wiedzę o konieczności opuszczenia działek przy ul. Ujejskiego od 12 września 2016 roku, tj. od momentu wydania przez Wojewodę decyzji ZRID (Zezwolenie na Realizację Inwestycji Drogowej). Wśród zarzutów - podważających przeprowadzaną procedurę egzekucyjną - wielokrotnie padało stwierdzenie, że nie wszystkie podmioty z działek przy ul. Ujejskiego zostały poinformowane o obowiązku zdania terenu. Wyjaśniono, iż decyzje ZRID wydawane są co do ściśle oznaczonej nieruchomości. Informowani są właściciele oraz użytkownicy wieczyści ujawnieni w wypisie z rejestrów gruntów. Niezależnie od tego, proces wywłaszczeniowy nie jest wstrzymywany przez brak powiadomienia nieujawnionych w rejestrze spadkobierców właścicieli nieruchomości. Wszystkim wywłaszczonym przysługuje prawo do odszkodowania. W przypadku właścicieli nieruchomości, której dotyczy dzisiejsza egzekucja, Prezydent Bydgoszczy wypłacił już zobowiązania.

Drugim nieprawdziwym zarzutem, według komunikatu, było twierdzenie, iż w związku z postanowieniem Ministra Inwestycji i Rozwoju o umorzeniu postępowania egzekucyjnego działania Wojewody są nielegalne. Wojewoda nie zgodził się z rozstrzygnięciem Ministra i zaskarżył je do sądu administracyjnego. Do czasu wydania prawomocnego wyroku Minister wstrzymał wykonanie swojego postanowienia, co pozwalało na prowadzenie egzekucji według wcześniej obranej procedury. Podkreślono, że żadna ze stron ani żaden z organów czy sądów nie kwestionuje statusu Wojewody jako organu egzekucyjnego w przedmiotowej sprawie.

Spór o Mienie po Egzekucji

Krzysztof Pietrzak, właściciel tartaku Bydgoszcz, który skutecznie blokował budowę II etapu Trasy Uniwersyteckiej, chciał odebrać majątek pozostały po grudniowej egzekucji działki na Wzgórzu Wolności. Powiedział: „To, co widzę na placu, to jest jakaś kpina. 74 razy wskazywałem egzekutorowi, że wszystko ma jechać do nowej siedziby firmy w Otorowie, a wywiózł to do magazynów na ulice Przemysłową”. Egzekutor odmówił jednak wywiezienia maszyn we wskazane miejsce.

Do odbioru majątku z egzekucji wezwał go Kujawsko-Pomorski Urząd Wojewódzki. Pietrzak mówił, że 15 stycznia wystąpił do wojewody o zwrot maszyn, ale z UW pojawiła się odpowiedź, że sam ma sobie je odebrać. Komentował: „To co teraz widzę na tym placu to jest śmiech na sali. Albo to nie zostało tutaj zwiezione, bo to jest 5 procent tego, co jest moje, albo ktoś to stąd ukradł”. Obraz na placu był opisywany jako „nędza i rozpacz”: sterty trocin, trochę pni i desek usypanych w kopce, resztki murów, jakieś drobne stalowe elementy, niebieska folia i kilka butelek po wódce leżących na wierzchu.

Pietrzak pokazywał dokumenty, twierdząc: „Tartak Bydgoszcz na stan 10 grudnia miał towaru magazynowego wartości 600 tysięcy złotych. Mówimy o samym drewnie, wyrobach i półfabrykatach”. Zastrzegł, że pokaże tylko to, ponieważ idzie z tym do ministra sprawiedliwości. Urzędnicy obecni na miejscu nie byli w stanie wskazać elementów należących do tartaku Bydgoszcz i do firmy Best Wood. Uznali, że to Pietrzak powinien wiedzieć, co chce odebrać. Jeden z urzędników mówił: „Takie przepisy są i takie leżące tu przedmioty panu wydam, tu leżą. Ma pan prawo obejść cały teren i sprawdzić”. Adwokat Pietrzaka dopytywał urzędnika, czy ten jest pewien, że jakakolwiek maszyna została na plac dowieziona. Urzędnik odpowiedział: „Nie jestem upoważniony do udzielania takich informacji”, a potem przyznał, że na placu nie widzi „rzeczy ruchomych”, które można wydać.

Zdjęcie placu po egzekucji tartaku, z widocznymi resztkami drewna i gruzu

Kontekst Prawny i Polityczny

W grudniu Krzysztof Pietrzak skierował przeciwko wojewodzie zawiadomienie do prokuratury. Informowano również, że w najnowszym sondażu przeprowadzonym przez lokalną gazetę, w wyborach na prezydenta Bydgoszczy Krzysztof Pietrzak mógł liczyć na ponad 11 procent głosów, wyprzedzając Tomasza Latosa (26 proc.) i Rafała Bruskiego (39,7 proc.). Krzysztof Pietrzak mówił także: „Właśnie robię zakupy, kupuję głównie sprzęt elektroniczny, bo zostałem bez kontaktu ze światem”.

tags: #tartak #bydgoszcz #pietrzak #podejrzany #o #podpalenie