Historia Grodźca: Od przeszłości po współczesne wyzwania

Zagłębie Dąbrowskie to region charakteryzujący się znaczną degradacją środowiska przyrodniczego i dziedzictwa kulturowego. Gwałtowny rozwój przemysłowy, który rozpoczął się w połowie XIX i na początku XX wieku, zdewastował tradycyjny krajobraz wiejski i miejski, poważnie naruszając lokalny ekosystem. Industrializacja, w postaci licznych hut, walcowni, przędzalni oraz linii kolei warszawsko-wiedeńskiej, radykalnie zmieniła oblicze regionu. W późniejszych latach, w okresie PRL, lokalizowano tu kolejne wielkie zakłady, takie jak „Huta Katowice” w Dąbrowie Górniczej czy Elektrociepłownia „Łagisza” w Będzinie, co jeszcze bardziej upodobniło Zagłębie do sąsiedniego Górnego Śląska. W rezultacie niewiele pozostało tu miejsc cichych, spokojnych, z nienaruszoną przyrodą i zachowanymi śladami odległej przeszłości człowieka, a te, które przetrwały, nadal są zagrożone przez dalszy „rozwój”.

zdjęcie przemysłowego krajobrazu Zagłębia Dąbrowskiego z widocznymi kominami i zakładami

Będzin - miasto o bogatej, choć zniszczonej, historii

Będzin to średniej wielkości miasto przemysłowe. Znajduje się tu wiele starych, molochowatych zakładów pracy, które pamiętają lata dawnej świetności, choć dzisiaj często chylą się ku upadkowi. Jest też sporo wielkich osiedli mieszkaniowych, w tym ponurych blokowisk z wielkiej płyty. Stara część miasta to głównie niepamiętające remontu kamienice, szarobure i niemiłe dla oka. Są jednak w Będzinie takie miejsca szczególne, mityczne, wpisane od dawien dawna w miejski krajobraz, znane chyba każdemu mieszkańcowi okolicy, popularne, owiane legendami.

Zamek w Będzinie

Jednym z takich miejsc jest będziński zamek z połowy XIV stulecia, wzniesiony przez króla Kazimierza Wielkiego. Zamek zachował się w dobrym stanie do dzisiaj i funkcjonuje jako obiekt o charakterze muzealnym.

zdjęcie będzińskiego zamku

Góra Świętej Doroty - „Zagłębiowski Olimp”

Innym szczególnym i charakterystycznym punktem w będzińskim krajobrazie jest Góra św. Doroty, położona na terenie dzielnicy Grodziec. Na tym wzniesieniu znajduje się obecnie kościółek pod wezwaniem św. Doroty. Obiekt ten, pochodzący z XVII wieku (wzniesiony w roku 1653), jest pod opieką konserwatora zabytków. Historia tego miejsca jest jednak znacznie starsza i sięga czasów kultury łużyckiej (XIV-III w. p.n.e.), kiedy to na wzgórzu znajdowała się osada mieszkalna i pogańskie miejsce kultu. We wczesnym średniowieczu usytuowano w tym miejscu drewniane grodzisko. Ślady przeszłości Góry św. Doroty od dawna zajmowały uwagę archeologów, którzy prowadzili na jej terenie prace wykopaliskowe - szczyt wzgórza to stanowisko archeologiczne wpisane do rejestru zabytków.

Góra św. Doroty stanowi jedno z izolowanych wzniesień Garbu Tarnogórskiego. Widoczna jest z oddali, góruje nad okolicą, a dawniej, przed epoką silnych zanieczyszczeń powietrza i zabudowy wysokimi blokami, była widoczna z bardzo odległych miejsc pobliskiego Śląska - stąd nadana jej poetyczna nazwa „Zagłębiowskiego Olimpu” (mieszkańcy okolicy mówią po prostu o „Dorotce”). Miejsce to ma ważne znaczenie dla kultury regionu - od okresu zaborów stanowiło punkt pielgrzymowania do słynącego z cudów obrazu Matki Boskiej z Dzieciątkiem Jezus i źródełka na zachodnim zboczu, a tradycja ta przetrwała do dnia dzisiejszego. W wydanym w 1939 roku „Przewodniku po Zagłębiu Dąbrowskim” czytamy: „Kościółek św. Doroty jest otoczony szczególną czcią przez lud śląski, który za czasów rozbiorów odbywał pielgrzymki do Grodźca”.

Marianna i Dionizjusz Czubalowie, którzy zebrali i opracowali opowieści ludowe tego regionu, przytaczają w książce „Podania i opowieści z Zagłębia Dąbrowskiego. Sto lat temu i dzisiaj” następującą historię: „W Grodźcu na Dorotce jest kościół, a jak się z góry schodzi, to jest kapliczka i tam jest źródełko. Mówią, że jak sobie kto obmyje w nim oczy, to pomaga. Niewidomi to przyjeżdżali, nie wiadomo skąd, obmywać oczy”. Źródełku temu przypisywano uzdrawiającą moc.

rysunek przedstawiający Górę Świętej Doroty z kościółkiem

Znaczenie ekologiczne Góry św. Doroty

Góra św. Doroty stanowi ważny element krajobrazu i symboliczny punkt odniesienia w przestrzeni kulturowej, co znalazło wyraz w uznaniu tego miejsca za strefę ochrony krajobrazu obiektów o wartościach kulturowych i strefę ochrony archeologicznej. Samo wzgórze i okolica mają także spore znaczenie dla lokalnego ekosystemu. Szczytowy fragment Góry św. Doroty został uznany przez Radę Miasta Będzina w 1993 roku za obszar chronionego krajobrazu. W ramach opracowania „Studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego miasta Będzina” wytyczono ten obszar do Ekologicznego Systemu Obszarów Chronionych (ESOCH) województwa. W „Waloryzacji przyrodniczej miasta Będzina” cały ten teren wraz z przyległościami (Wzgórze Parcina i obszar zwany „Za górą”) wskazano do objęcia ochroną jako zespół przyrodniczo-krajobrazowy.

Szczytowe partie Góry św. Doroty porasta niewielki lasek, z występującymi m.in. bukami, dębami, jesionami i klonami w wieku około 50 lat. Wzgórze jest otoczone przez tereny rolnicze i nieużytki porolne oraz niewielkie skrawki półnaturalnych obszarów (łąki ciepłolubne i pasma krzewów) ze stanowiskami roślin chronionych - dziewięćsiła bezłodygowego i powojnika prostego. Licznie na tym terenie występują ptaki, m.in. pustułki, makolągwy, kląskawki, zięby, czarnogłówki, wilgi, kosy, pierwiosnki, muchołówki szare, kukułki, skowronki, świergotki drzewne, które mają tu często miejsca lęgowe.

Turystycznie- historycznie. Co zwiedzić w Będzinie? "Dorotka" czyli Góra św. Doroty. Cz. 1/7

Zagrożenia dla Góry św. Doroty

Wydawać by się mogło, że na zdegradowanym przyrodniczo i uprzemysłowionym terenie każde takie miejsce jak Góra św. Doroty powinno doczekać się starannej ochrony i traktowania w kategoriach perełki, którą należy zachować w dobrej kondycji. Niestety, współczesne czasy to epoka, w której często brakuje poszanowania dla świętości - zarówno przyrodniczych, jak i kulturowych. Dotychczas „Dorotce” i okolicy nie zagrażało nic szczególnego. Od kilkunastu lat w Będzinie stale spada wysoki niegdyś poziom zanieczyszczenia powietrza na skutek schyłku ciężkiego przemysłu. W okolicy Góry św. Doroty regres przeżywa też rolnictwo - część pól od niedawna przekształca się w ugory i przyroda powoli odzyskuje swoje „włości”. Jakiś czas temu okolice u podnóża góry zaczęły być odwiedzane przez miłośników terenowych rajdów samochodowych i motokrosowych, czego efektem były przepłaszane ptaki i poryta oponami gleba. Nie oni jednak stanowią obecnie największe zagrożenie dla skarbów przyrodniczych i kulturowych tego miejsca.

Na horyzoncie pojawił się bowiem ktoś większy. Trudno powiedzieć, co było najpierw - czy plany tajemniczego inwestora, który zainteresował się terenami w okolicy wzgórza i skłonił władze miasta do przeznaczenia ich pod inwestycję, czy też może to samorządowcy wpadli na pomysł „rozwinięcia” także tego skrawka terenu i wystawili go na „pożarcie” inwestora. Faktem jest w każdym razie, że tymi cennymi przyrodniczo i kulturowo terenami zainteresowali się tzw. ludzie interesu, a władze miejskie pomyślały o zmianie planu zagospodarowania przestrzennego tak, by im to ułatwić. To z ich inicjatywy to „mało rozwojowe” miejsce ma zamienić się w „park rozrywki” pełen wszelakich atrakcji. Wspomniani inwestorzy na Górze św. Doroty zamierzają m.in. zlokalizować wyciąg narciarski. Napowietrzna kolejka miałaby wwozić chętnych do stacji zlokalizowanej na wzgórzu, skąd mogliby na nartach zjechać po przygotowanej na stoku trasie narciarskiej. Wedle planu inwestycji, stok narciarski ma mieć charakter całoroczny, co powoduje konieczność zbudowania klimatyzowanej hali o szerokości około 50 metrów, długości około 400 metrów i wysokości około 8 metrów. Stok i hala miałyby przecinać na dużej długości korytarz ekologiczny, znacznie utrudniając lub uniemożliwiając wędrówkę zwierząt. Sam stok powstałby na tym terenie, który planowano objąć ochroną w formie zespołu przyrodniczo-krajobrazowego, w miejscu licznego występowania roślin prawnie chronionych.

rysunek lub wizualizacja planowanego stoku narciarskiego na Górze Świętej Doroty

To jednak nie koniec atrakcji. U podnóża góry i na okolicznych terenach planuje się zlokalizować inne inwestycje, w nieco mniej „zakopiańskim” stylu, ale też „rozwojowe”. Mają tu powstać obiekty o charakterze sportowym: wyścigowy tor kartingowy, autodrom, stadnina koni wraz z torem hipicznym i wybiegami. Do tego liczne obiekty o charakterze gastronomicznym, usługowym i handlowym, a także place zabaw. Żeby wszystkie te „cuda” mogły sprawnie działać, potrzebne będą nowe drogi dojazdowe, duże parkingi (na kilkaset samochodów) i stacje transformatorowe. Łącznie inwestycje te, wraz z trasą zjazdową, halą i kolejką mają zająć teren o powierzchni około 100 hektarów.

Lokalizacja takiej inwestycji na terenie cennym przyrodniczo i kulturowo budzi poważne wątpliwości. Trudno wyobrazić sobie funkcjonowanie obok siebie miejsca wędrówek zwierząt, występowania roślin chronionych, pięknego krajobrazu, zabytku i miejsca kultowego z wyciągiem narciarskim, halą, sklepami, parkingami i torami wyścigów samochodowych. Pewne jest, że realizacja tego pomysłu spowoduje prędzej czy później nie tylko fizyczną degradację tego terenu, ale i zniszczenie jego niepowtarzalnej atmosfery, gdzie przyrodniczo-krajobrazowe piękno współgra harmonijnie z tradycjami religijnymi i pamiątkami przeszłości. I to niezależnie od tego, ile pomysłodawcy i ewentualni realizatorzy projektu naopowiadają się o ekologii, nasadzeniach zieleni, przepustach dla zwierząt, utylizacji odpadów itp. „Dorotka” trwa majestatycznie nad Będzinem i Zagłębiem od tysięcy lat. Jak długo jeszcze „Zagłębiowski Olimp” stanowić będzie stanowisko bytowania roślin i zwierząt oraz symboliczny punkt krajobrazu i miejsce sakralne?

Historia Ochotniczej Straży Pożarnej „Grodziec”

Pożary były zmorą każdej miejscowości, w której dominowała drewniana zabudowa. W Królestwie Polskim w XIX i na początku XX wieku najczęściej dotykały one tereny wiejskie. Pomoc miejscowej ludności w gaszeniu ognia nie zawsze wystarczała, a nierzadko żywioł okazywał się silniejszy od człowieka. Stąd też zaistniała potrzeba stworzenia służb, które mogłyby w znaczącym stopniu ograniczyć skutki katastrof. W latach 30. XIX wieku w Warszawie zaczęła działać zawodowa straż pożarna. Pierwsza Ochotnicza Straż Pożarna powstała w 1864 roku w Kaliszu, a po niej powstawały kolejne. W 1898 roku, z inicjatywy Rosyjskiego Towarzystwa Ogniowego, weszły w życie zapisy ustawy „O Straży Ogniowej w Królestwie Polskim”, co umożliwiło, jak twierdzi historyk Marek Nita, „oficjalne powoływanie społecznej straży pożarnej złożonej z ochotników”.

Grodziec i problem pożarów

Również w Grodźcu (obecnej dzielnicy Będzina) pożary stanowiły poważny problem. Dlatego też Jan Jakub Ciechanowski, który w 1844 roku nabył dobra Grodziec, trzy lata później ubezpieczył je od ognia. Ówczesna „Ustawa o ubezpieczeniu nieruchomości od pożaru” rozróżniała cztery klasy rodzajów zabudowań ze względu na użyty do ich budowy materiał: klasa pierwsza dotyczyła budynków wykonanych z kamienia, których dachy były pokryte blachą lub dachówką, natomiast klasa czwarta odnosiła się do wszelkiego rodzaju zabudowań (prócz murowanych), krytych słomą lub trzciną. Wspomniana ustawa w każdej klasie przewidywała trzy stopnie niebezpieczeństwa od ognia, a oprócz tego przepisy wspominały także o czwartym, „wyjątkowym stopniu niebezpieczeństwa”. Pierwszy stopień traktował o „budowlach mieszkalnych bez ognisk” oraz „budowlach mieszkalnych zwyczajnych”, a czwarty o infrastrukturze przemysłowej.

O ile ubezpieczenie grodzieckiego majątku od ognia było jak najbardziej rozsądną decyzją, o tyle nie dawało gwarancji, iż zapobiegnie to pożarowi. W 1887 roku „Gazeta Warszawska” doniosła, iż: „wszczął się pożar browaru parowego we wsi Grodziec, w pow. Będzińskim, w gub. Piotrkowskiej.” W roku 1901, w wyniku pożaru w Grodźcu, spłonęło 19 zagród włościańskich. Tak wydarzenie to opisywał „Kurjer Sosnowiecki”:

„Z 19 na 20 czerwca powstał (…) w Grodźcu pożar. Zgorzało 19 domów mieszkalnych włościańskich, nie licząc budynków gospodarczych. Zaalarmowano wszystkie straże naszej okolicy o godzinie pół do 6 po poł. Pierwsza na miejsce pożaru przybyła straż z walcowni Milowice, następne w następującym porządku: z kop. hr Renarda, z fabr. Ditla, Fitznera i Gampera, w końcu z huty Katarzyna. Z sikawek prywatnych pierwsza przybyła sikawka z kopalni „Saturn”. Brak wody utrudniał walkę z ogniem, udało się go jednak w końcu umiejscowić, gdyż budynki dworskie i sam dwór zostały ocalone. Walka była nadzwyczaj trudna, gdyż wiatr ten największy wróg strażaka, szedł w kierunku dworu. Wielką odwagą odznaczył się topornik A. Nowakowski, który widząc lament jakieś kobiety przed palącym się domem i dowiedziawszy się, że o cały majątek chodzi, bo w pokoju został kufer, wpadł do pokoju, mając palący się dach i pułap nad sobą, w mgnieniu oka wyniósł rzeczony kufer, w którym ów mniemany majątek miał się mieścić. Okazało się tymczasem, że w kufrze prócz kilku starych koszul, staników i kaftaników było zaledwie gotówki!.. 1 rb. 35 kop. W chwilkę potem dach i pułap runęły ! Administracja dóbr Grodziec łaskawie dostarczyła strażakom furmanek dla powrotu do domu. Zaznaczamy w końcu, że ugoszczono suto strażaków na dworskim podwórzu, nie czyniąc względów strudzonym 8 godzinną mozolną pracą pp. (...)”

Jak widać w obu opisanych przypadkach (w 1887 i 1901 roku) niezbędna okazała się pomoc straży pożarnych z sąsiednich miejscowości. Był to dowód na to, iż w sytuacji zagrożenia zdrowia i życia ewentualne antagonizmy oraz rozbieżne interesy między zagłębiowskimi miastami i towarzystwami przemysłowymi stawały się nieistotne. Niektórzy właściciele zgorzałych zabudowań, odbudowując swoje domy, nie odtwarzali ich takimi jakimi były pierwotnie, ale stawiali budynki mieszkalne o wyższym standardzie. Jest o tym mowa w pamiętniku z lat 60. XX wieku autorstwa urodzonego w 1898 roku w Grodźcu mjr Bolesława Zagórnego. Tak opisuje on budowę nowego domu spalonego w pożarze w 1901 roku: „W ciągu roku nowa chata została wybudowana. (…) Już podpiwniczona, kryta papą, ściany z drewna i cegły. W chacie są trzy pokoje z kuchnią i sień bez studni”.

Powołanie grodzieckiej OSP

W 1909 roku rozpoczęto starania o założenie w Grodźcu Towarzystwa Ochotniczej Straży Ogniowej. Pomysłodawcami tego przedsięwzięcia byli: Marceli Turski, Stanisław Ulanowski, Jan Wieczorek, Stanisław Ciapała i Piotr Zagórny. Udało się w tej sprawie zyskać poparcie władz powiatu będzińskiego. Aby gubernator (w tym przypadku piotrkowski) zatwierdził - zgodnie z ówczesnym prawem - powstanie ochotniczej straży pożarnej, należało przesłać do jego kancelarii projekt statutu organizacji, informacje o pożarach z ostatnich trzech lat oraz o poniesionych w ich wyniku stratach, jak również spis osób pretendujących do roli czynnych bądź wspierających członków straży.

Niestety, część mieszkańców była przeciwna powstaniu Towarzystwa, obawiając się, iż po jego utworzeniu zostaną obarczeni obowiązkiem jego utrzymania, co wiązałoby się z roczną składką. Co istotne, większość mieszkańców wsi, która nie posiadała prawa głosu na zebraniu, nie miała nic przeciwko planowanemu przedsięwzięciu. Wielu z nich zapisało się na członków mającej powstać we wsi straży. Wśród nich byli zarówno rolnicy, jak i robotnicy, pracownicy umysłowi, a nawet właściciel grodzieckiego majątku - Stanisław Ciechanowski wraz ze swoim synem Janem, a także Stanisław Skarbiński senior oraz proboszcz grodzieckiej parafii - ks. Wincenty Cheliński. Dopiero dwa lata później, w 1911 roku, udało się przekonać włościan do zmiany zdania, chociaż nadal pozostawali dość sceptyczni. Ostatecznie grodziecką ochotniczą straż pożarną udało się powołać do życia w roku 1912.

Historyk pożarnictwa - Tadeusz Olejnik, pisząc o grodzieckiej Ochotniczej Straży Pożarnej, przywołuje fragment artykułu, opublikowanego w magazynie „Zorza” w 1912 roku, w którym tak oto została opisana grodziecka straż: „Dzięki jednostkom z inteligencji zawiązała się Straż Ogniowa ochotnicza, na ochotników zapisało się zaledwie 5 gospodarzy, a reszta sami robotnicy z kopalni i cementowni. Jeszcze na urządzenie tej Straży ogniowej nikt z gospodarzy kopiejki nie dał, mówią mądrale, że nam tej „biedy” nie potrzeba, więc straż ogniowa na wsi to bieda!”

zdjęcie członków Ochotniczej Straży Pożarnej

Grodziecką straż wspierało finansowo Grodzieckie Towarzystwo Kopalń Węgla i Zakładów Przemysłowych, które - do czasu jej powstania - dotowało będzińską straż pożarną. W sprawozdaniu Grodzieckiego Towarzystwa Kopalń za rok 1913 znajdujemy informację, iż przedsiębiorstwo przeznaczyło fundusze ze swoich zysków m.in. na wsparcie OSP. Grodziecka straż przeszła pierwszy poważny test najprawdopodobniej w lipcu 1916 roku, kiedy to we wsi miał miejsce duży pożar. Pochłonął on wówczas 50 domów i 70 stodół. Nie wiadomo, czy były ofiary śmiertelne. Według pamiętnika Jana Nawrota, Stanisław Ciechanowski nie zgodził się wówczas na wykorzystanie wody ze swojej sadzawki do gaszenia pożaru. Jednakże z powodu luk w materiale źródłowym nie sposób obecnie zweryfikować tej informacji.

W 1932 roku grodziecka straż obchodziła dwudziestolecie swojego istnienia. Wówczas miała miejsce uroczystość poświęcenia nowego sztandaru OSP. Ciekawostką jest fakt, iż przez pewien czas, w okresie dwudziestolecia międzywojennego, w Grodźcu funkcjonowała tzw. warta nocna, która miała za zadanie wykrywać ewentualne ogniska pożarów. Własne służby pożarnicze stworzyły z czasem także Grodzieckie Towarzystwo Kopalń i lokalna fabryka cementu portlandzkiego. W zbiorach Centralnego Muzeum Pożarnictwa w Mysłowicach znajduje się sztandar Ochotniczej Straży Pożarnej Zakładów „Solvay” w Grodźcu, a także samochód marki Bedford.

Grodziec w 1926 roku - perspektywa urzędnicza

W Archiwum Państwowym w Katowicach zachował się fragment dokumentu z 1926 roku, najprawdopodobniej autorstwa urzędników ówczesnej gminy Grodziec. Ukazuje on w syntetyczny sposób sytuację Grodźca w liczbach, w takich dziedzinach jak ludność, gospodarka, infrastruktura drogowa, szkolnictwo itd. Tego rodzaju źródło historyczne w przystępny sposób pozwala przyjrzeć się, jak prawie sto lat temu wyglądało życie w obecnej dzielnicy Będzina, a także ukazuje samoocenę lokalnych urzędników.

Demografia i infrastruktura

Gmina Grodziec według ostatniego powszechnego spisu ludności z 1921 roku liczy 8252 mieszkańców, w tym: 8202 mieszkańców narodowości polskiej i wyznania rzymsko-katolickiego, oraz 50 mieszkańców narodowości obcej, wyznania mojżeszowego. W gminie Grodziec jest stacja kolejowa towarowa, zaś najbliższa stacja osobowa znajduje się w Będzinie, w odległości 4 kilometrów. Poczta, telegraf i Posterunek Policji Państwowej są w Grodźcu.

Gospodarka rolna

W gminie Grodziec są gospodarstwa wyłącznie rolne. Wartość ziemi w gminie wynosi od 1200 zł do 1500 zł za jedną morgę. Serwitutów, ani też wspólnoty gruntowej nie ma. Przeciętny dochód z jednej morgi wynosi 300 zł rocznie. Z maszyn rolniczych są tutaj: 4 kieraty i 3 młocarnie, oraz inne drobniejsze maszyny, jak: siewniki, młynki itp. Żywy inwentarz domowy w gminie Grodziec stanowi: 400 koni, 385 krów, 38 cieląt, 31 owiec, 218 kóz i 108 świń. Gatunek zwierząt jest zwyczajny.

Instytucje społeczne i religijne

Parafia znajduje się w Grodźcu. Kościół oraz budynki kościelne znajdują się w dobrym stanie. Dozór Kościelny składa się z 4 członków. Przewodniczący Dozoru powołany został w 1925 roku na mocy konkordatu, pozostali zaś członkowie Dozoru w 1919 roku. Dozór Kościelny powziął ważne uchwały, takie jak: w sprawie remontu budynków gospodarczych parafialnych, w sprawie usunięcia kapliczki w Grodźcu przy ul. Grudkowskiej, oraz uchwalenie budżetu parafialnego na 1925 rok.

W gminie Grodziec jest jeden szpital Powiatowej Kasy Chorych na powiat Będziński, utrzymywany przez tę Kasę, posiadający 40 łóżek, nie uposażony do walki z epidemiami, posiadający osobne oddziały położnicze. Specjalnego przytułku w gminie nie ma. W Grodźcu jest ochronka, która mieści się w domu Łukasza Goli przy ul. Będzińskiej. Ochroniarką jest Pelagia Forkasiewiczowa. W roku 1925/26 korzystało z niej 71 dzieci. Powyższa ochronka utrzymywana jest z funduszów gminnych, pod Zarządem Gminnej Komisji Zdrowia i Opieki Społecznej.

Ostatni autochton u władzy

Rok 1926 w Grodźcu był ostatnim, kiedy władzę w gminie sprawował autochton. Od 1927 roku był nim Stanisław Kempa, który postanowił otworzyć nowy rozdział w historii ówczesnej gminy. Skutkiem tej decyzji była konfrontacja z lokalnymi elitami, a nawet władzami sanacyjnymi. Grodziec okresu dwudziestolecia międzywojennego to coraz intensywniejszy rozwój przemysłu, postęp zmian urbanizacyjnych, lokalne przetasowania polityczne. To także epilog niezwykłego świata, który już wtedy znajdował się na marginesie życia ówczesnej wsi - świata autochtonów-włościan.

zdjęcie wykopków na zboczu wzgórza Parcina w Grodźcu, około 1938 roku

Zmiany nazw ulic w Będzinie a ustawa dekomunizacyjna (2016)

1 kwietnia 2016 roku weszła w życie ustawa, która spowodowała zmiany nazw wielu ulic w Będzinie. Zmiany te, wynikające z ustawy dekomunizacyjnej, obejmowały między innymi:

  • ul. Stanisława Gawlika na ul. dr. Bohaterów Getta Warszawskiego,
  • ul. 15 grudnia na ul. 3 Maja,
  • ul. Wawrzyńca Stalickiego na ul. św. rtm. Podjazie,
  • ul. XXXV-lecia PRL na ul. bp. Waryńskiego, ob. Siemońska,
  • ul. Józefa Podsiadły na ul. gen. Boczna,
  • ul. Wincentego Pstrowskiego na ul. Kościuszki,
  • ul. Armii Ludowej na ul. Al. Stefana Okrzei,
  • ul. Pawła Findera na ul. Rynek (Stary Rynek)/pl. Prezydenta Ignacego Mościckiego,
  • ul. Małgorzaty Fornalskiej na ul. Folwarczna,
  • ul. Karola Świerczewskiego na ul. Al. Krakowska,
  • ul. Janka Krasickiego na ul. prof. Władimirskaja,
  • ul. Marcelego Nowotki na ul. gen. Boczna,
  • ul. Przodowników Pracy na ul. św. Doroty,
  • ul. ZBoWiD-u na ul. mjr. Józefa Podsiadły,
  • ul. Józefa Skalskiego na ul. Stanisława Skalskiego,
  • ul. Władysława Kniewskiego na ul. Jana Kochanowskiego,
  • ul. Henryka Rutkowskiego na ul. Adama Mickiewicza,
  • ul. Wirginiusza Chmielewskiego na ul. Juliusza Słowackiego,
  • ul. 9 Maja na ul. ks. Kard. Wyszyńskiego,
  • ul. I Armii Wojska Polskiego na ul. Tadeusza Kościuszki,
  • ul. Dąbrowszczaków na ul. ks. bp. Teodora Kubiny,
  • ul. Walki Młodych na ul. dr. Stanisława Gawlika,
  • ul. Gwardii Ludowej na ul. gen. Władysława Sikorskiego,
  • ul. Władysława Hibnera na ul. Jana III Sobieskiego,
  • ul. Leona Kruczkowskiego na ul. Stanisława Staszica,
  • ul. Anastazego Kowalczyka na ul. Marii Konopnickiej,
  • ul. Lucjana Szenwalda na ul. Henryka Sienkiewicza.

Krytyka procesu dekomunizacji

Mieszkańcy Będzina, tacy jak mieszkaniec ulicy Stanisława Gawlika (która stała się ulicą dr. Bohaterów Getta Warszawskiego), wyrażali zaskoczenie i niezadowolenie z powodu braku konsultacji społecznych. Wiele osób, zwłaszcza starszych mieszkańców, którzy byli pracownikami Huty Będzin, było przyzwyczajonych do dotychczasowych nazw. Krytykowano brak dialogu ze strony władz miejskich oraz opieszałość w informowaniu o tak istotnych zmianach, mimo powołania przez Radę Miejską komisji ds. analizy zmian nazw budowli, obiektów i urządzeń użyteczności publicznej. Brak konsultacji z mieszkańcami doprowadził do poczucia ignorowania ich opinii i potrzeb. Tylko w przypadku ulicy Skalskiego (zmiana imienia z Józefa na Stanisława) zmiana była niemal niezauważalna dla mieszkańców, co nie miało miejsca w innych przypadkach.

Kwestia zmiany dokumentów, aktualizacji danych w urzędach (jak ZUS, wydział Ksiąg Wieczystych, wydział Geodezji) oraz konieczność zmian tablic z nazwami ulic na budynkach (zwłaszcza w przypadku wspólnot mieszkaniowych, które niedawno inwestowały w nowe elewacje z grafikami) budziły oburzenie i generowały dodatkowe koszty oraz stracony czas dla tysięcy mieszkańców. Sugerowano, że można było wybrać neutralne nazwy, takie jak „Hutnicza” czy „Huciana”, które lepiej kojarzyłyby się z lokalną historią i przemysłem, zamiast narzucać zmiany bez uprzednich konsultacji.

tags: #ul #nowotki #grodziec #bedzin #remiza