Strażacy, zawsze zaangażowani, szybcy i skuteczni, a przede wszystkim chętni do pomocy i gotowi do poświęceń, z pasją wykonują swoje obowiązki. Nierzadko narażają własne życie i zdrowie. Urazy nóg, od złamań po mniejsze kontuzje, stanowią znaczącą część wypadków w służbie i poza nią, rodząc wiele pytań dotyczących procedur, odszkodowań i powrotu do sprawności.
Dramatyczne Historie Urazów Nóg w Służbie Strażackiej
Przypadek Adama Szybińskiego: Walka o Powrót do Służby
Adam Szybiński, mający 26 lat, od 12 działa charytatywnie w OSP Grójec, poświęcając niemal połowę swojego życia na pomoc innym. 4 stycznia 2019 roku, podczas działań ratowniczo-gaśniczych, doszło do wypadku. Adam wspomina: "Niewiele pamiętam. Ból, cisza i niebieskie, migające światło." Od prawie 3 lat Adam walczy, by odzyskać sprawność i móc dalej pomagać innym jako strażak. "Dziś ból nie pozwala mi normalnie funkcjonować. Nie pozwala mi spać ani myśleć o czymkolwiek innym! A ja po prostu chcę żyć!" Szansą Adama jest operacja i kolejna tura rehabilitacji.

Tragiczny Wypadek Jacka Rozonki: Amputacja i Walka o Sprawiedliwość
Również tragiczny wypadek dotknął 29-letniego Jacka Rozonkę, postawnego i doświadczonego kierowcę wozu strażackiego. W pożarniczym renault, kierowanym przez Jacka, znajdowali się także Marcin Kosiedowski i drugi Jacek Godlewski. Wóz, jadący na sygnale do pożaru, wpadł w poślizg na wąskiej, mokrej ulicy i uderzył w drzewo, natychmiast stając w ogniu. Koledzy natychmiast wyskoczyli, ale Jacek Rozonka nie mógł się ruszyć - jego lewa noga została zakleszczona między drążkiem kierownicy a drzwiami.
Marcin Kosiedowski, dowódca drużyny, próbował uwolnić uwięzionego kolegę, przecinając karoserię. Udało mu się w ostatniej chwili wyszarpnąć poparzonego kierowcę z płonącej szoferki przez otwór po przedniej szybie, tuż przed eksplozją butli ze sprężonym powietrzem. Jacek Rozonka trafił do szpitala w Bydgoszczy, gdzie musiano mu amputować lewą nogę powyżej kolana. Poparzenia prawie połowy ciała leczono w ośrodku leczenia ciężkich oparzeń w Gryficach. Stan pacjenta był tak zły, że transportowano go samolotem.

Przez wiele tygodni Jacek był w śpiączce farmakologicznej. Kiedy odzyskał świadomość, "przeżył prawdziwy szok", widząc brak nogi. "Czy warto żyć? Jak pracować bez nogi?" - bił się z myślami, ale ostatecznie pogodził się z losem, głównie dla żony i syna. Rodzina i koledzy strażacy wykazali się niezwykłą solidarnością, organizując zbiórki krwi (prawie 200 dawców oddało ok. 100 litrów), pieniędzy na protezę oraz wspierając Jacka w powrocie do normalności. Jacek Rozonka, otoczony opieką i serdecznością, pod okiem psychologa, nabierał nadziei na lepszą przyszłość, szczególnie po tym, jak dzięki rehabilitacji zaczął chodzić.
Niestety, bydgoska prokuratura oskarżyła Jacka Rozonkę o spowodowanie wypadku przez niedostosowanie prędkości do warunków jazdy. Groziło mu trzy lata więzienia, co wywołało powszechne oburzenie strażaków, prasy i profesorów prawa. Debatowano, z jaką prędkością powinni jechać strażacy do pożaru, aby nie zostać oskarżonym o przekroczenie szybkości. Paweł Frątczak, rzecznik prasowy komendanta kujawsko-pomorskich strażaków, podkreślał potrzebę zmiany przepisów prawa ruchu drogowego, wskazując, że wozy PSP rzadko uczestniczą w kolizjach drogowych, a strażacy nie powinni być traktowani jak piraci drogowi.
W kontekście wypadku pojawiła się także dyskusja o jakości wozów Renault Midliner. Koledzy Jacka byli przekonani, że w innym samochodzie wypadek nie byłby tak groźny, a "Renault nie jest ciężarówką szanowaną przez strażaków". Komenda Główna PSP natomiast dystansowała się od tych opinii, wskazując na homologację i certyfikaty pojazdów. Wypadek Jacka Rozonki okazał się być wynikiem "tragicznej w skutkach, ale tylko pomyłki" osoby, która zgłosiła nieistniejący pożar, będąc przekonaną, że widzi ogień.
Mimo ciężkiej protezy i długiej rehabilitacji, Jacek Rozonka walczy o powrót do normalności. Ma nadzieję na zakup nowej protezy, która pozwoli mu na płynniejsze ruchy. Ubezpieczenie i odszkodowanie (28 tys. zł za stuprocentowy uszczerbek zdrowia) okazały się niewystarczające. "Straż to było dla mnie coś więcej niż praca" - mówi pan Jacek, marząc o powrocie do służby, choćby jako stróż czy dyspozytor.
Aspekty Prawne i Proceduralne Wypadków w Służbie
Kwalifikacja Wypadku: "Przyczyna Zewnętrzna" i "Samookaleczenie"
Kwestia kwalifikacji urazu jako wypadku w służbie jest kluczowa dla możliwości uzyskania odszkodowania. Zdarzenie jest uznawane za wypadek, jeżeli jest nagłe, wywołane przyczyną zewnętrzną, ma związek ze służbą i powoduje uraz. Dyskusja dotycząca strażaka, który uderzył nogą w narożnik łóżka podczas przygotowań do zmiany służby, ilustruje złożoność tego zagadnienia.
Wiele pytań budziło pojęcie "przyczyny zewnętrznej". Oznacza ono, że przyczyna urazu nie leży w samym strażaku (np. nie była związana z zawałem serca czy wylewem). W przypadku zderzenia z przedmiotem, czynnik zewnętrzny występuje jak najbardziej. Pojawia się także kwestia "samookaleczenia" - czy byłoby to celowe działanie? Jeśli okoliczności zdarzenia nie wskazują na umyślność (np. kopnięcie w łóżko w złości), a uraz jest wynikiem nieszczęśliwego zbiegu okoliczności, to nadal powinien być to wypadek w związku ze służbą.

Procedura Zgłaszania Wypadku i Rola Komisji
W przypadku wypadku w służbie kluczowe jest prawidłowe zgłoszenie i dokumentacja. "Pierwszy dokument i to niezwłocznie po wypadku robi dowódca zmiany czyli meldunek o wypadku a zaraz po nim dowódca JRG w asyście dowódcy zmiany oględziny miejsca wypadku." Istnieje pewien zakres czynności, które musi wykonać dowódca zmiany/JRG, a później komisja powypadkowa. Co do sporządzania meldunku, "meldunek może każdy sporządzić kto ma wiedze o zdarzeniu wypadkowym włącznie z poszkodowanym a przed wszystkim poszkodowany jeżeli stan zdrowia i okoliczności na to pozwalają."
Komisja powypadkowa ustala okoliczności i przyczyny wypadku oraz jego związek ze służbą. W jej kompetencjach leży ocena, czy uraz jest obecny, ale nie ocena, czy jest to uszczerbek trwały. Obecnie, "po ostatnich zmianach wysłanie na Komisje lekarską, która to stwierdza rodzaj uszczerbku, jest obowiązkowa jeśli został stwierdzony wypadek w służbie, zatem funkcjonariusz musi zostać wysłany na komisje bezwzględnie." Należy pamiętać, że komisja orzeka i przyznaje procenty za uszczerbek na zdrowiu.
Niektóre przypadki, jak np. potknięcie się strażaka wchodzącego po schodach w jednostce na służbę i pęknięcie stopy, bywają uznawane za wypadek w służbie. Ważne jest to, że odszkodowanie z MSW (Ministerstwo Spraw Wewnętrznych) przysługuje za wypadki w związku ze służbą, a nie w drodze do czy ze służby - w tych przypadkach zazwyczaj pokrywa je PZU lub inne ubezpieczenie prywatne.
Kwalifikacja do Służby Po Urazie Nogi
Pojawia się również pytanie, czy przebyte poważne złamanie nogi eliminuje z pracy w straży pożarnej. Osoba, która 5 lat temu doznała otwartego, wieloodłamowego złamania nogi, obecnie jest w pełni sprawna, biega i ćwiczy na siłowni bez problemów. Mimo widocznej blizny po urazie, jeśli "nie ma powikłań to nie będzie raczej problemów". "Liczby się sprawność a nie co się wydarzyło kiedyś" - to kluczowa zasada, którą stosują komisje lekarskie.

Strażacy w Akcjach Ratowania Osób i Zwierząt z Urazami Nóg
Akcja Ratunkowa w Bieszczadach: Złamana Noga Turysty
Strażacy, w szerokim sensie ratownicy, często są wzywani do pomocy osobom, które doznały urazów nóg poza służbą. Przykładem jest koszmarny wypadek turysty podczas wyprawy na szczyt Borsuk w Bieszczadach. Niefortunne potknięcie na pustkowiu zakończyło się bardzo bolesnym złamaniem podudzia. W akcję ratunkową zaangażowali się ratownicy z Bieszczadzkiego GOPR oraz Strażnicy Graniczni, którzy zabezpieczyli złamaną nogę. Ratownicy przypominają o pobieraniu aplikacji "Ratunek" przed wyjściem w góry.
Złamana Noga Nastolatka na Placu Zabaw
Kolejnym przypadkiem, gdzie niezbędna była interwencja Państwowej Straży Pożarnej, było zdarzenie na placu zabaw przy ulicy Malczewskiego. Dwaj mężczyźni, w tym 18-letni obywatel Niemiec, huśtali się na urządzeniu przeznaczonym dla osób niepełnosprawnych. Huśtawka przygniotła nogę jednego z nich, powodując otwarte złamanie w okolicy stawu skokowego. Strażacy z JRG nr 1, po przybyciu na miejsce, musieli użyć poduszek powietrznych i nożyc hydraulicznych, aby uwolnić nogę poszkodowanego. Następnie zabezpieczyli medycznie poszkodowanego, unieruchamiając złamaną nogę i udzielając wsparcia psychicznego, po czym przekazali go Zespołowi Ratownictwa Medycznego.
Nietypowa Interwencja: Ratowanie Bociana ze Złamaną Nogą
Zakres działań strażaków obejmuje również ratowanie zwierząt. Renata Kata z Więckowic zauważyła bociana ze złamaną nogą, który wylądował na kominie jej domu. Ptak był wycieńczony i nie był w stanie odlecieć. Na pomoc wezwano strażaków z OSP Więckowice, którzy z drabiną przystąpili do akcji. Delikatnie zdjęli bociana z komina i od razu zauważyli jego mocno odstającą, złamaną nogę. Ranny ptak został przekazany wojnickim weterynarzom. Lekarze stwierdzili, że złamanie nie jest świeże, a jego uratowanie jest trudne i być może konieczna będzie amputacja.
Bocian został umieszczony w inkubatorze i czekał na przetransportowanie do specjalistycznego ośrodka, który przyjmuje "bociany-inwalidów". Jak podkreśla Radosław Fedaczyński z Ośrodka Rehabilitacji Zwierząt Chronionych w Przemyślu, złamana noga to jedna z najważniejszych części ciała bociana, a jej amputacja uniemożliwiłaby mu latanie i lądowanie. Mimo trudnych prognoz, wybawcy bociana, w tym Renata Kata, mieli nadzieję na jego powrót do zdrowia, poruszona wdzięcznym spojrzeniem ptaka.
Złamania Nóg Poza Służbą: Poszukiwanie Odszkodowania
Pani Jadwiga, mimo emerytury, jest osobą aktywną. Kilka dni temu poślizgnęła się na nieodśnieżonym chodniku i złamała nogę. "W lewej nodze poczułam silny ból i nie mogłam wstać. Byłam przekonana, że to złamanie, dlatego szybko zadzwoniłam po pogotowie". Okazało się, że chodnik koło budynku był odśnieżony niedokładnie, z warstwą lodu pod śniegiem. Pani Jadwiga miała już tę samą kość strzałkową złamaną 28 lat temu, a teraz znowu zmaga się z powikłaniami, wydając na leki ponad 140 złotych.
W takiej sytuacji, poszkodowana może ubiegać się o odszkodowanie. Termin przedawnienia takiej sprawy wynosi trzy lata od chwili wypadku. Aby ustalić odpowiedzialnego za odśnieżanie, "jedyne, co można w tej sprawie zrobić, to zgłosić sprawę do dzielnicowego. Wtedy policja ustali, kto jest właścicielem tego budynku i kto poniesie odpowiedzialność za ten wypadek. Jeżeli właścicieli jest kilku, będą odpowiadać solidarnie" - wyjaśnia Jerzy Zięba z Kancelarii Adwokackiej w Kielcach.
Ważne jest, aby poszkodowana udokumentowała okoliczności wypadku i podała świadków zdarzenia. Później powinna próbować załatwić sprawę polubownie z właścicielem, a jeśli posiada polisę ubezpieczeniową, może z niej wypłacić odszkodowanie. Pani Jadwiga, ze złamaną nogą w gipsie na sześć tygodni, z całkowitym zakazem wstawania, boryka się z uciążliwościami leczenia i obawą przed jego przeciągnięciem. Liczy na to, że ustalenie właściciela chodnika pozwoli jej uzyskać należne odszkodowanie.
