Żuk Strażacki: Od Służby do Drugiego Życia lub Złomowania

Samochód dostawczy Żuk, produkowany w Fabryce Samochodów Ciężarowych w Lublinie, stał się ikoną polskiej motoryzacji. Jego wytrzymałość i uniwersalność sprawiły, że przez dziesięciolecia służył w wielu branżach, w tym również jako nieoceniony pojazd Ochotniczej Straży Pożarnej. Dziś, kiedy wiele z tych maszyn zakończyło swoją służbę, ich los bywa różny: od zezłomowania, przez sprzedaż kolekcjonerom, aż po pieczołowitą renowację, która przywraca im dawny blask.

Początki i Ewolucja Żuka w Polskim Pożarnictwie

Inicjatywa premiera Eugeniusza Kwiatkowskiego w 1936 roku doprowadziła do rozpoczęcia budowy Centralnego Okręgu Przemysłowego (COP). Jego nadrzędnym celem było uprzemysłowienie centralnej Polski oraz przeciwdziałanie skutkom wielkiego kryzysu z początku lat 30. W ramach tego ambitnego projektu, firma Lilpop Rau i Loewenstein z Warszawy zgłosiła udział w przedsięwzięciu, kupując teren pod budowę nowoczesnej montowni samochodów w Lublinie-Tatarach. Poświęcenie fundamentów odbyło się 27 września 1938 roku, lecz wybuch wojny uniemożliwił uruchomienie produkcji. Po wojnie, w grudniu 1948 roku, władze partyjne postanowiły zbudować na tym samym miejscu montownię pod nazwą Fabryka Samochodów Ciężarowych Lublin. W powojennej Polsce brakowało średniego samochodu dostawczego, dlatego w Lublinie rozpoczęto prace konstrukcyjne nad tego typu pojazdem. Początkowo kierował nimi inż. Roman Skwarek. Zakładowe biuro konstrukcyjne rozpoczęło prace nad projektem Żuka w 1956 roku, a kierownictwo nad zespołem konstruktorów sprawował wtedy inż. Stanisław Tański. Nadwozie i sylwetkę Żuka opracował Julian Klamiński. Silnik i podzespoły oparto na elementach stosowanych w samochodach osobowych Warszawa. Prototyp Żuka zaprezentowany został po raz pierwszy w 1958 roku na Międzynarodowych Targach Poznańskich, a seryjna produkcja ruszyła w 1959 roku.

W latach 60. Żuki były samochodami adekwatnymi do potrzeb i warunków. W połowie lat 60. były projektowane także na eksport. Jedno z zamówień na wersję pożarniczą nadeszło z Egiptu, co skłoniło biuro konstrukcyjne do opracowania modelu A14, dostosowanego do afrykańskich warunków klimatycznych. W 1966 roku rozpoczęto produkcję tego modelu - wyłącznie na eksport. Dwa lata później ruszyła produkcja wersji pożarniczej także na rynek krajowy, oznaczono ją symbolem A15.

Zdjęcie historycznego modelu Żuka A15 w barwach strażackich

W nadwoziu Żuka A15 wyodrębniono kabinę dla kierowcy, przedział dla dwuosobowej załogi i sprzętu. W wersji podstawowej Żuk przewoził: motopompę Polonia typu P03, smok ssawny, rozdzielacz, trzy prądownice, 90 metrów węża tłocznego, topór, łom i kilof. Na dachu znajdowała się drabina trzyprzęsłowa i bosak. Tam też umieszczono światła migowe i syrenę. Wersję pożarniczą przystosowano do przewozu przyczepy wyposażonej w 200 metrów węży tłocznych, nawiniętych na bęben. Maksymalna prędkość pojazdu wynosiła 95 km/h, przy zużyciu paliwa 14 l na 100 km. Żuki cieszyły się dobrą opinią strażaków, głównie ze względu na małe gabaryty, zwrotność i wyposażenie. W zbiorach Wielkopolskiego Muzeum Pożarnictwa w Rakoniewicach, w dziale polskich samochodów pożarniczych, znajduje się Żuk A15 wyprodukowany w 1968 roku, jeden z pierwszych tego typu w Polsce.

W 1977 roku rozpoczęto produkcję unowocześnionej wersji pożarniczej A 151 C, która również znajduje się w zbiorach Centralnego Muzeum Pożarnictwa. Pojazd napędzał czterocylindrowy silnik o mocy 77 KM. Poruszał się on z maksymalną prędkością 95 km/h. Nadwozie, podobnie jak u poprzednika, przeznaczono do przewozu trzech osób. W montowni FSC Lublin planowano uruchomienie produkcji autopomp do tych modeli. Ostatecznie podjęto współpracę ze Świdnicką Fabryką Urządzeń Przemysłowych, która rozpoczęła seryjną produkcję autopomp w 1983 roku. W Świdnicy skonstruowano dla Żuka pompę o wydajności 200 l/min, bez możliwości zasysania wody z źródeł otwartych. Konstruktorzy rozważali umieszczenie autopompy przy przednim zderzaku, aby wygospodarować wolną przestrzeń w kabinie załogi. Takie rozwiązanie pozwoliło uzyskać w tylnej części kabiny wolne miejsce na zbiornik z tworzywa sztucznego o pojemności 400 l, napełniany z hydrantu. Eksponat muzealny zjechał z taśmy produkcyjnej w 1989 roku i stanowił wyposażenie OSP w Dąbrówce Małej koło Katowic.

Strażackie Żuki na "Emeryturze": Złomowanie, Sprzedaż i Konserwacja

Wraz z postępem technologicznym i wymogami Krajowego Systemu Ratowniczo-Gaśniczego (KSRG), starsze modele pojazdów, w tym Żuki, musiały ustąpić miejsca nowocześniejszym samochodom. Wielokrotnie oznaczało to koniec ich służby i perspektywę zezłomowania. Jednakże, dzięki zaangażowaniu pasjonatów i świadomości historycznej, wiele strażackich Żuków uniknęło tego losu, zyskując drugie życie jako eksponaty, pojazdy rajdowe lub cenne obiekty kolekcjonerskie.

Ocalenie Zabytków i Pasja Renowacji

Niekiedy to prawdziwy cud ratuje strażackiego Żuka przed zezłomowaniem. Tak było w przypadku 39-letniego czerwonego Żuka straży pożarnej z miejscowości Tłuczań (gm. Wadowice). Auto po remoncie dostało nowe życie i zostało wpisane do rejestru zabytków, stając się jedynym takim strażackim zabytkiem w powiecie wadowickim. Dzięki pomysłowości i zaangażowaniu strażaków, pojazd wyprodukowany w 1978 roku, choć nie będzie już jeździł do pożarów, stanowi świadectwo historii.

Zdjęcie odrestaurowanego zabytkowego Żuka strażackiego

Podobny los czeka Żuka, którego zabrali do Sieradza trzej pasjonaci starej motoryzacji: młodszy brygadier Jarosław Wasylik, ogniomistrz Piotr Obałka i ogniomistrz Konrad Kuświk. Ich ambitny plan zakłada odrestaurowanie samochodu, który czasy świetności i służby w straży pożarnej ma już dawno za sobą. "Wszyscy służymy już trochę w straży pożarnej i przed laty jeździliśmy takimi pojazdami do akcji ratowniczych. Dziś jelcze, stary i żuki praktycznie wszędzie zostały wyparte przez mercedesy, czy many. Żuka chcemy więc zachować jako pamiątkę po dawnym polskim pożarnictwie" - mówi mł. bryg. Jarosław Wasylik. Na początek najważniejszą rzeczą będzie postawienie Żuka na sprawnych kołach tak, by mógł bez większych problemów trafić do warsztatu, czy lakierni. Strażacy liczą się z tym, że pojawią się przeszkody, takie jak brak oryginalnych części zamiennych, i liczą na wsparcie innych fanów starych samochodów. Szacują, że Żuk powinien przypominać pojazd jak spod igły w przeciągu roku, ale podkreślają, że nie ma pośpiechu, gdyż Żuk jest już na "emeryturze".

Sprzedaż do Kolekcji: Żuki z OSP Zblewo

Dwa strażackie samochody Żuk, które służyły w OSP Zblewo, również doczekały się "emerytury". Choć nie były wysłużone, samochody tej generacji są już mocno przestarzałe technologicznie. Dwa Żuki z OSP Zblewo okazały się nie lada gratką dla kolekcjonerów, gdyż są w doskonałym stanie technicznym. Starszy, tak zwany "smutas" z 1969 roku, przejechał zaledwie 10 000 kilometrów. Drugi, młodszy, 43-latek, miał na liczniku 23 000 km. Samochody osiągnęły dość wysoką cenę: starszy został sprzedany za 14 760 zł, a młodszego sprzedano za 6273 zł. Niespodziewanie wysoka cena świadczy o tym, że takich Żuków już prawie nie ma na rynku, a ich wartość kolekcjonerska rośnie.

Kreatywne Wykorzystanie i Adaptacje Starych Żuków

Stare Żuki, nawet te "na złomie", wciąż inspirują do kreatywnych rozwiązań. Poszukując informacji na temat budowy bagażnika dachowego do Żuka, użytkownicy forów internetowych dzielą się doświadczeniami i pomysłami. Jeden z użytkowników, poszukując wymiarów i informacji na temat stworzenia bagażnika dachowego, wspominał, że szukał gotowych rozwiązań "ze strażackiego", ale nie znalazł. Opisał swoją wcześniejszą "złombolową" konstrukcję: "4 nogi od wanny przykręcone do rynienek. Nogi połączone drutem zbrojeniowym a na to na spawany kawałek stalowej bramy :)". Mimo że ta prowizoryczna konstrukcja wytrzymała podróż, ostatecznie trafiła na złom. Inny użytkownik doradzał, aby na czołowe rurki bagażnika nałożyć piankę do termoizolacji instalacji CO, aby zapobiec gwizdaniu od powietrza. Takie historie pokazują, że duch Żuka i jego adaptacji, nawet z wykorzystaniem elementów "ze złomu", wciąż żyje wśród pasjonatów.

Jak Polski Żuk podbił Egipt i został Ramzesem

tags: #zuk #strazacki #na #zlomie