Śledztwa Anity Gargas: Od podpaleń do inwigilacji państwowej

Program „Magazyn śledczy Anity Gargas” regularnie porusza tematykę kontrowersyjnych wydarzeń, w których pojawiają się wątki działalności służb specjalnych i możliwych manipulacji politycznych. Analizuje kulisy zdarzeń, które budzą społeczne emocje i wskazują na patologie w funkcjonowaniu państwa. W centrum uwagi często znajdują się przypadki, gdzie działania służb rodzą pytania o ich bezstronność i przestrzeganie praw obywatelskich, w tym incydenty takie jak podpalenia o niejasnym tle.

Tematyczne zdjęcie przedstawiające lupę nad dokumentami lub symbolizujące śledztwo

Kulisy Kontrowersyjnych Wydarzeń - Synagoga i Budka Strażnicza

Podpalenie Synagogi im. Nożyków w 1997 roku: Oskarżenia i Kontekst Polityczny

Jednym z tematów poruszanych w kontekście politycznych manipulacji jest tajemnicze podpalenie synagogi im. Nożyków w Warszawie w 1997 roku. O ten akt wandalizmu próbowano wówczas oskarżyć działaczy antykomunistycznej organizacji - Ligi Republikańskiej Mariusza Kamińskiego. Powstaje pytanie, dlaczego działacze Ligi znaleźli się na celowniku policji politycznej, podczas gdy w kręgu zainteresowania śledczych nie było żadnych organizacji antysemickich. To rodziło wątpliwości, czy służby specjalne III RP grały kartą antysemityzmu w celu skompromitowania i wykluczenia z życia politycznego środowisk konserwatywnych. Pojawia się także kwestia, komu obecnie zależy na tym, aby Polska postrzegana była na świecie jako kraj antysemitów oraz czy ostatnie wydarzenia mające na celu podtrzymanie mitu Polaka-antysemity są elementem wojny informacyjnej.

Archiwalne zdjęcie synagogi im. Nożyków w Warszawie z okresu zdarzenia

Podpalenie Budki pod Ambasadą Rosyjską w 2013 roku: Skandal i Konsekwencje

Szczególną uwagę „Magazyn śledczy Anity Gargas” poświęcił kulisom podpalenia budki wartowniczej przed ambasadą rosyjską podczas Marszu Niepodległości w 2013 roku w Warszawie. Po raz pierwszy przed kamerą wystąpili świadkowie zdarzeń, w tym podejrzany o podpalenie budki. Młody chłopak z Radomska, mimo niewiarygodnych świadków i „lipnego” okazania policyjnego, spędził dwa miesiące w areszcie za niewinność, stając się kozłem ofiarnym gry politycznej.

W tle tego wydarzenia rysuje się szerszy kontekst, w tym afera taśmowa, z udziałem Elżbiety Bieńkowskiej, Pawła Wojtunika oraz Bartłomieja Sienkiewicza. Na taśmach opublikowanych w ramach afery taśmowej, Paweł Wojtunik, ówczesny szef CBA, mówił: „Znaczy Bartek ma ze mną taki problem, że Bartek się nauczył zarządzać wszystkim przez telefon. Nawet jak siedzieliśmy na tej trybunie, to szef BOR-u do niego telefonem, czy śmigłowiec nie może dalej latać. No ja pierniczę. No to minister. Jak on do mnie zadzwonił, czy może śmigłowiec dalej latać, czy nie. Jakbym go pierdyknął telefonem. (…) Widzisz, ale facet nauczył ich, że on dzwoni i on im rozkazuje. I tak samo poszli, spalili budkę pod ambasadą, bo minister osobiście wymyślił taką… wiesz z takiego…”. Bartłomiej Sienkiewicz, ówczesny minister Spraw Wewnętrznych, w kontekście innych kompromitujących nagrań stwierdził, że „Państwo polskie istnieje tylko teoretycznie”.

Program zadaje kluczowe pytania: Komu zależało na wywołaniu zamieszek, za które odpowiedzialność miała spaść na uczestników marszu? W jaki sposób zachowywała się policja podczas manifestacji? Dlaczego nie zabezpieczyła newralgicznych punktów na trasie?

Zdjęcie z Marszu Niepodległości 2013, ukazujące płonącą budkę przed ambasadą rosyjską

„Ustawa Inwigilacyjna” i Kontrola Służb Specjalnych

Geneza i Kontrowersje wokół Ustawy z 2016 roku

Bez wątpienia służby muszą dysponować odpowiednimi narzędziami w celu skutecznej realizacji swoich zadań, szczególnie w burzliwej rzeczywistości XXI wieku. Tzw. ustawa inwigilacyjna, przyjęta 15 stycznia 2016 r., wzbudzała emocje jeszcze przed jej uchwaleniem. Dotyka ona tak delikatnych zagadnień, jak uprawnienia służb specjalnych, których działania siłą rzeczy w znacznej mierze pozostają tajemnicą dla społeczeństwa, przez co mogą stanowić niebezpieczeństwo dla praw i wolności obywatelskich.

Konieczność przyjęcia ustawy w ciągu sześciu tygodni od zaprzysiężenia nowego rządu Prawa i Sprawiedliwości oraz ówczesna perspektywa zbliżających się Światowych Dni Młodzieży i szczytu NATO w Warszawie, implikowały niewskazany w tak delikatnej materii pośpiech. Brak dostatecznej debaty uniemożliwił wypracowanie społecznego konsensusu, dlatego spór formalno-prawny wciąż, w cztery lata po uchwaleniu ustawy, trwa. Błędem byłoby jednak postrzeganie tego zagadnienia jedynie w takich ramach.

Kontekst Społeczno-Polityczny i Kryzys Demokracji Liberalnej

Wydając sprawiedliwy osąd należy uwzględnić także szerszy społeczno-polityczny kontekst. Od kilku lat wyraźne stało się globalne zjawisko kryzysu demokracji liberalnej, w Polsce przejawiające się poprzez rządy (od 2015 r.) Prawa i Sprawiedliwości. Liberalizm z wszystkimi jego sprzecznościami i kompromisami jest zjawiskiem chwili, oferującym negocjacje i poszukiwanie kompromisu, co, jak zauważał wybitny niemiecki prawnik Carl Schmitt, wynika z liberalnej metafizyki. Niemożność przewidzenia kierunku zmian i naturalnie pojawiające się w takich warunkach tendencje autorytarne, stwarzają szereg zagrożeń, przede wszystkim dla praw i wolności obywateli. Szansą natomiast, jak zauważył Victor Orbán, jest stworzenie sprawnego państwa, realizującego interesy narodowe, których „nawet istnienie zostało zakwestionowane” przez demokrację liberalną.

Zmianom sprzyjają inne fundamentalne przemiany, od kryzysów migracyjnego czy klimatycznego po kryzys ekonomiczny, który nadejdzie po pandemii koronawirusa. Kornel Morawiecki w 2015 r. grzmiał z mównicy sejmowej: „Prawo jest ważną rzeczą, ale prawo to nie świętość (…) nad prawem jest dobro Narodu! (…) Prawo, które nie służy narodowi to jest bezprawie!” Słowa te dobrze charakteryzują intencje rządzących z Prawa i Sprawiedliwości oraz charakter wprowadzanych przez nich przemian. Rządzący dążą do maksymalnego upolitycznienia sytuacji, co w warunkach silnej polaryzacji społecznej, prowadzi do aroganckiego narzucania sporej części narodu tego, co przez wąską technokratyczną kastę uznane zostało za jego „dobro”. Carl Schmitt definiował „polityczność” jako dążenie do jednoczenia się ludzi według różnicy między przyjacielem i wrogiem.

Zmiany w sądownictwie, np., doprowadziły do symbolicznego wręcz wycofania w 2018 r. przez Adama Bodnara, Rzecznika Praw Obywatelskich, wniosku do Trybunału Konstytucyjnego ws. zasad inwigilacji. Bodnar uzasadnił decyzję brakiem szansy na niezależne i merytoryczne rozpoznanie sprawy przez TK w obecnej sytuacji, obawiając się, że wyrok Trybunału mógłby zamrozić stan prawny niezgodny ze standardami konstytucyjnymi i europejskimi. Sytuacja ta wskazuje na patologię świadczącą o głębokim kryzysie polskiego państwa. Władza zamknęła się w swojej „wieży z kości słoniowej”, nie słuchając głosów „z drugiej strony barykady”, interpretowanych jako element rozgrywki politycznej. Co więcej, jeden ze „zbuntowanych” organów państwa kwestionuje kompetencje innych organów i ponad nie przedkłada ośrodki „obce”, zagraniczne, przy obojętnej postawie społeczeństwa. W 2016 r., po protestach obywatelskich, prezydent Andrzej Duda deklarował konieczność reformy uprawnień służb, jednak od tego czasu strona rządowa przestała zajmować się tematem. Pod koniec 2019 r. Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu zwrócił się do polskiego rządu o wyjaśnienia w sprawie inwigilacji, a RPO poprosił o zgodę na złożenie opinii "przyjaciela sądu". Alexis de Tocqueville sytuację taką określał jako „demokratyczny despotyzm”, charakteryzujący się nadopiekuńczą władzą i biernym społeczeństwem, dotkniętym zanikiem więzi społecznych i indywidualizmem.

Infografika przedstawiająca koncepcję kryzysu demokracji liberalnej

Wcześniejsze Problemy z Nadzorem i Zalecenia

Problem z nadzorem polskich służb (nie tylko specjalnych) nie jest czymś nowym. Oburzenie wciąż wzbudza sprawa „Starucha”, prowokacji m.in. na Marszu Niepodległości w 2012 r. czy podpalenia budki przed rosyjską ambasadą na tymże Marszu w roku 2013. Wszystkie te sprawy zakwalifikować można jako polityczne, a w każdym z nich w związku z niejasnymi działaniami służb cierpiały niewinne osoby.

W 2014 r. Najwyższa Izba Kontroli (NIK) informowała o potrzebie stworzenia mechanizmów nadzorczych dla polskich służb, alarmując, że „obowiązujące przepisy ograniczają możliwość sprawowania skutecznego nadzoru nad służbami specjalnymi przez Prezesa Rady Ministrów (…) w wielu obszarach służby specjalne, pozbawione zewnętrznego cywilnego nadzoru, kontrolują same siebie”. W tym samym roku wydana została Strategia Bezpieczeństwa Narodowego, w której stwierdzono, że „konieczne jest skorygowanie systemu nadzoru nad nimi oraz zwiększenie ich zdolności do przygotowania zintegrowanego produktu informacyjnego”.

Ważne były również wyroki międzynarodowe: Trybunału Sprawiedliwości UE (TSUE) w sprawach połączonych C-293/12 i C-594/12, gdzie orzeczono niezgodność zapisów tzw. dyrektywy retencyjnej z art. 7 i 8 Karty Praw Podstawowych. Dyrektywa ta wprowadzała mechanizm prewencyjnego gromadzenia danych w związku z atakami terrorystycznymi. TSUE stwierdził m.in. konieczność informowania jednostki o pobieraniu jej danych telekomunikacyjnych po zakończeniu działań. Dodatkowo ukazał się wyrok Trybunału Konstytucyjnego (TK), wedle którego niektóre przepisy dotyczące uprawnień służb obowiązujące w Polsce okazały się niezgodne z Konstytucją - w efekcie ich obowiązywanie miało zakończyć się 18 miesięcy po publikacji wyroku. Według TK niejawne pozyskiwanie informacji poprzez czynności operacyjno-rozpoznawcze powinno odbywać się jedynie w celu „zapobiegania poważnym przestępstwom, ich ścigania i wykrywania”, a katalog przestępstw powinien być zamknięty i regularnie weryfikowany. Dr Alfred Staszak z Katedry Prawa Karnego i Postępowania Karnego Uniwersytetu Zielonogórskiego stwierdził, że ciągłe rozszerzanie katalogu przestępstw w Ustawie o Policji świadczy o potrzebie wypracowania nowej koncepcji kontroli operacyjnych i podsłuchu procesowego. Niejasny jest też status osób, które mają kontakt z osobą objętą kontrolą operacyjną.

Krytyka i Oceny Ustawy Inwigilacyjnej po Uchwaleniu

W uzasadnieniu projektu ustawy inwigilacyjnej stwierdzono, że „musi [ona] zapewniać przewidywalność rozstrzygnięć organów władzy publicznej wobec jednostek” oraz, że służyć ma „pogłębieniu zaufania obywateli do organów państwowych”. Jednak projekt został poddany ostrej krytyce. Biuro Analiz Sejmowych stwierdziło, że jest on niezgodny z prawem UE chroniącym ochronę danych osobowych i prywatności. Skrytykowała go również Krajowa Rada Sądownictwa oraz częściowo Sąd Najwyższy za rozwiązania godzące w prawa i wolności jednostki. W podobnym tonie wypowiedziała się Krajowa Izba Radców Prawnych, Naczelna Rada Adwokacka oraz Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych.

Po przyjęciu ustawy Biuro Trybunału Konstytucyjnego stwierdziło, że „ustawa jedynie częściowo realizuje wyrok z 30 lipca 2014 r., a dodatkowo wprowadza inne rozwiązania prawne, których wyrok TK w sprawie o sygn. K 23/11 nie wymagał bądź, do których w ogóle się nie odnosił”. Zwrócono także uwagę, że nadal nie zapewniono „ochrony konstytucyjnych praw osób poddanych kontroli operacyjnej”, czyli nie uwzględniono konieczności informowania osób o prowadzonych wobec nich czynnościach operacyjno-rozpoznawczych.

Jak zauważa Fundacja Panoptykon, ustawa inwigilacyjna wprowadziła trzy fundamentalne zmiany dotyczące uprawnień służb do pozyskiwania danych telekomunikacyjnych i internetowych:

  1. Ułatwiła dostęp do danych internetowych - obecnie Policja i inne służby mogą pozyskiwać dane internetowe bezpośrednio od firm bez udziału ich pracowników z wykorzystaniem tzw. bezpiecznego łącza. Brak jest jasnego określenia, czym dane internetowe właściwie są (wiadomo tylko, że nie są treścią komunikatów), co rodzi ryzyko masowej inwigilacji i zbierania danych „na wszelki wypadek”.
  2. Wprowadziła mechanizm pozornej kontroli nad pobieraniem danych. Sprawuje ją właściwy sąd okręgowy, a Policja lub służba specjalna w okresach półrocznych przekazują sprawozdania. Sąd może zapoznać się z materiałami uzasadniającymi pobranie danych, ale, jak wskazuje praktyka, czyni to dosyć rzadko z powodu natłoku spraw i braku wyspecjalizowanych komórek sądowych.
  3. Zmniejszyła przejrzystość działania służb poprzez wprowadzenie m.in. przesłanki pozyskiwania danych w postaci „zapobiegania przestępstwom” lub „działalności analitycznej” obok pozyskiwania ich w ramach prowadzonych postępowań. Dodatkowo zmalała chęć służb do informowania społeczeństwa o rozmiarach prowadzonych działań. We wcześniejszych latach np. ABW nie miała problemu z udostępnianiem takich informacji, lecz od wejścia w życie ustawy inwigilacyjnej służba zaczęła zasłaniać się „zagrożeniem dla interesu państwa”.
Infografika przedstawiająca proces pozyskiwania danych przez służby i mechanizmy kontroli

Brak Niezależnego Nadzoru w Polsce

Polska jest jednym z trzech krajów Unii Europejskiej (obok Łotwy i Czech), w których nie występuje pozasądowe ciało przyjmujące skargi obywateli na działania służb. W naszym kraju nie informuje się również obywatela na żadnym etapie postępowania o byciu przedmiotem ich zainteresowania. Na obie te kwestie zwrócono uwagę w raporcie eksperckim stworzonym pod patronatem Rzecznika Praw Obywatelskich. Ich uwzględnienie i skorygowanie przez osoby decyzyjne w kraju zaistniałaby szansa na powstanie sprawnie działających służb, posiadających kredyt zaufania społecznego wynikający z pewnej, bezpiecznej z punktu widzenia interesu narodowego, przejrzystości działań, będącej normą w państwach Unii Europejskiej. Niestety, w obecnej sytuacji raczej nie ma co na to liczyć.

Grafika symbolizująca przejrzystość i kontrolę nad służbami

tags: #anita #gargas #magazyn #sledczy #podpalenie #budki