W ostatnich latach Londyn doświadczył kilku poważnych pożarów w budynkach mieszkalnych, z których najtragiczniejszym był pożar Grenfell Tower. Incydenty te rzuciły światło na kwestie bezpieczeństwa budowlanego, regulacji oraz odporności elewacji na rozprzestrzenianie się ognia. Poniższa artykuł przedstawia kluczowe informacje dotyczące tych zdarzeń.
Tragiczne Incydenty i Ich Konsekwencje
Pożar Grenfell Tower (czerwiec 2017)
Dnia 14 czerwca 2017 roku, chwilę przed pierwszą w nocy, mieszkaniec czwartego piętra bloku Grenfell Tower w Zachodnim Londynie wezwał straż pożarną do pożaru lodówki. Strażacy przyjechali szybko i ugasili kuchnię, jednak ogień przedostał się przez okno na elewację i błyskawicznie wspiął się w górę, docierając do szczytu 24-kondygnacyjnego wieżowca (parter i 23 zamieszkane piętra) w niespełna 20 minut. Płomienie ogarnęły cały budynek, a na szczycie przeniosły się na inne strony obiektu. W ogniu, tuż przed godziną 1 w nocy, stanął wieżowiec w dzielnicy West Kensington nieopodal Notting Hill. Świadkowie zdarzenia mówili o ludziach, którzy uciekając przed płomieniami skakali z okien. Świadkowie mówili również o eksplozji elektrycznego urządzenia, która mogła być przyczyną pożaru.

W wieżowcu wybudowanym w 1974 roku znajdowało się około 120 mieszkań, w większości lokali komunalnych zarządzanych przez władze dzielnicy Kensington and Chelsea i prywatnego operatora KCTMO. W latach 2015-16 budynek przeszedł remont, w trakcie którego wymieniono m.in. okna i wzmocniono elewację. Grupa rezydentów prowadząca bloga Grenfell Action Group opublikowała jednak artykuł, w którym oceniła, że "jedynie incydent, który będzie skutkował utratą życia mieszkańców pozwoli na przeprowadzenie zewnętrznej analizy, mającej rzucić światło na działania, charakteryzujące zgubne zarządzanie tej niefunkcjonującej organizacji". Jednocześnie rezydenci oskarżyli operatora budynku KCTMO o stworzenie "niebezpiecznych warunków do życia" i "niespełnienie wymogów przepisów dotyczących bezpieczeństwa".
W wyniku pożaru Grenfell Tower śmierć poniosły 72 osoby. Do szpitali przewieziono łącznie 74 rannych, w tym wielu w stanie krytycznym. Burmistrz miasta Sadiq Khan informował, że wiele osób uznano za zaginione. Z płonącego wieżowca uratowano dużą liczbę ludzi, w tym z 20. piętra. W wieżowcu mieszkali w większości muzułmanie. Straż pożarna podała, że są ofiary śmiertelne, a BBC informowało o wielu zaginionych. Według burmistrza miasta Sadiqa Khana wiele osób było zaginionych. Wiele osób przyjechało do szpitali na własną rękę.
W akcji gaśniczej brało udział ponad 250 strażaków i 100 policjantów. Strażacy przybyli na miejsce w ciągu zaledwie kilku minut. Służby ratunkowe mówiły w trakcie gaszenia pożaru o tym, że udzielają pomocy medycznej pewnej liczbie osób. Sytuacja mogła jednak skończyć się znacznie gorzej, bo zginęły 72 osoby. Straż pożarna poinformowała, że wieżowiec został sprawdzony przez inżynierów i nie grozi zawaleniem. Policja i służby kazały ludziom odejść, ale niektórzy mieszkańcy przebijali się do środka, by zabrać dzieci na dół. Widziano świadków, którzy relacjonowali tragiczne sceny, w tym kobietę wystawiającą dziecko za okno i rodziny uwięzione w zadymionych mieszkaniach.
Jak rozprzestrzeniał się pożar Grenfell Tower
Kontekst historyczny i regulacyjny
Tragedia Grenfell stała się symbolem "przepisu na katastrofę", wynikającego z deregulacji, pogoni za zyskiem i oszczędności. Jak to możliwe, że w XXI wieku budynek położony w ekskluzywnej dzielnicy Kensington i Chelsea został obłożony łatwopalnym materiałem? W Anglii standardem jest wyłącznik dopływu prądu w każdym gniazdku, czujniki dymu i czadu w domach, coroczna kontrola urządzeń elektrycznych w wynajmowanych mieszkaniach. Pomimo niemal dwukrotnie większej liczby ludności, Wielka Brytania ma porównywalną, a często niższą niż Polska liczbę śmiertelnych ofiar pożarów na rok. Twarde dane pokazują, że od lat utrzymuje się w tej kwestii wyraźny trend spadkowy. Paradoksalnie, to właśnie te dobre statystyki i kultura przestróg i zabezpieczeń, przesądziły o tym, że Grenfell mogło się wydarzyć, tworząc złudne poczucie systemowego bezpieczeństwa. Fraza "wskaż mi ofiary" (show me the bodies) stała się tytułem książki Petera Appsa, która opisała, jak pozwolono na tę tragedię.
Publiczne dochodzenie i jego wyniki
Decyzję o wszczęciu publicznego dochodzenia (public inquiry) w sprawie Grenfell ówczesna premier Theresa May podjęła już następnego dnia, 15 czerwca, gdy budynek jeszcze się palił. Na jego czele stanął emerytowany sędzia Sir Martin Moore-Bick. W ciągu sześciu lat przeanalizowano ponad 320 tysięcy dokumentów, zebrano zeznania od ponad 1600 świadków i przesłuchano ponad 300 osób. Liczący tysiąc siedemset stron publicznie dostępny raport (pierwszą część opublikowano 30 października 2019, drugą - 4 września 2024) okazał się miażdżący dla wszystkich instytucji odpowiedzialnych za bezpieczeństwo Grenfell: od rządu przez władzę lokalną, instytucje odpowiedzialne za inspekcje bezpieczeństwa, administrację budynku, po firmy sprzedające materiały i straż pożarną. Jak pisał Apps: "Grenfell było [...] sumą zaniedbań państwa i korporacyjnych przestępstw w wielu wymiarach, epicentrum miliarda słabych punktów w materii społecznej. Przede wszystkim, było rezultatem politycznych wyborów."
Dochodzenie miało służyć otwartemu badaniu spraw kontrowersyjnych lub mających szczególnie duże znaczenie dla opracowywania prawa i procedur (public policy). Za cel stawiało nie tylko ustalenie faktów, ale wydanie rekomendacji na przyszłość. Dochodzenie w sprawie Grenfell zrekonstruowało to, co działo się niemal minuta po minucie w kilku miejscach w czasie pożaru. Szczegółowo zbadano również proces remontu bloku i sposób, w jaki nim zarządzano, obowiązujące prawo budowlane i praktykę jego stosowania, obowiązujące procedury, trening i wiedzę osób zaangażowanych w podejmowanie decyzji, kulturę instytucji państwowych i prywatnych firm, których działania zaowocowały tragedią. Choć przesłuchania były transmitowane na żywo w internecie i towarzyszyły im silne społeczne emocje, dochodzenie nie poddało się logice medialnego widowiska. Jego wyniki potwierdziły niemal wszystkie zarzuty, stawiane od pierwszych godzin przez społeczność Grenfell.
Krytyka i niedoskonałości systemu
Lokalna wspólnota, składająca się w dużej mierze z imigrantów i klasy robotniczej, od wielu lat czuła, że jest traktowana jako obywatele drugiej kategorii - a reakcja lokalnych władz na pożar tylko ją w tym utwierdziła. Obawiano się, że śledztwo da rządowi pole do wybielenia się - szczególnie że zainicjowała je premierka, która nie chciała się spotkać z ocalałymi po tragedii. Wyznaczony do prowadzenia śledztwa sędzia - biały starszy mężczyzna z tytułem arystokratycznym - jawił się w punkcie wyjścia jako przedstawiciel klasy dominującej, a nie gwarant niezależnego procesu. W Wielkiej Brytanii żywa jest pamięć skandali, w których ukrywano odpowiedzialność państwowych służb, zwalając winę na poszkodowanych obywateli, jak po tragedii na stadionie w Hillsborough w 1989 roku czy w przypadku niesłusznych oskarżeń ajentów pocztowych. Moore-Bick i jego współpracownicy odrobili lekcję Hillsborough, planując dochodzenie z uwzględnieniem uczuć straumatyzowanej społeczności, podkreślając ludzki wymiar tragedii i dbając o godność świadków.
Publiczne dochodzenie nie miało charakteru kryminalnego. Nawet jeśli wskazywało odpowiedzialność konkretnych osób, nie miało mocy prawnego orzekania o winie. Procesy karne mają się zacząć nie wcześniej niż w 2026 roku, co zdaniem Hisama Choucaira, który stracił w pożarze sześcioro członków rodziny, zadziałało jak "karta »wychodzisz z więzienia«", opóźniając sprawiedliwość i pozwalając odpowiedzialnym przećwiczyć linię obrony. Co więcej, nawet rekomendacje dochodzenia nie mają mocy prawnie wiążącej. Podobny pożar, tylko na mniejszą skalę, zdarzył się bowiem w Londynie w 2009 roku w Lakanal House (zginęło trzech dorosłych, dwójka dzieci i noworodek). Wskazano wówczas na zaniedbania w administracji, błędy popełnione w czasie remontu budynku, brak procedur straży pożarnej na wypadek ewakuacji całego bloku, luki w przepisach budowlanych, pozwalające na użycie łatwopalnych paneli na elewacji. Ani rząd, ani Londyńska Straż Pożarna (LFB) nie przełożyli wiedzy z tamtego dochodzenia na zmianę prawa i procedur.
Problem z aluminiowymi panelami kompozytowymi (ACM) był znany znacznie wcześniej. Zakaz używania materiałów łatwopalnych na londyńskich elewacjach obowiązywał od Wielkiego Pożaru w 1666 roku. Zmianę przyniosły rządy Margaret Thatcher, które zmieniły przepisy budowlane, wprowadzając w 1984 roku Building Act zastępujący 350 stron regulacji 24 ogólnymi hasłami. Sprywatyzowano także instytucje kontrolne. W 1989 roku rząd sfinansował pilotowe zewnętrzne ocieplenie budynku Knowley House przy użyciu niepalnej izolacji przymocowanej do paneli ACM. W kwietniu 1991 roku pożar błyskawicznie wystrzelił w górę, obejmując cały jedenastopiętrowy pion. Sytuacja ta wskazywała na niebezpieczeństwo związane z danym materiałem oraz nieadekwatność regulacji, gdyż panele uzyskały wymaganą Klasę 0. Rząd wyciszył sprawę i zlecił sprywatyzowanemu BRE przeprowadzenie "testu dużej skali", który wykazał błyskawiczne spalanie się paneli. Związek Zawodowy Straży Pożarnej FBU domagał się zakazu użycia wszelkich łatwopalnych materiałów na wysokich budynkach, ale ostatecznie wprowadzono zasadę używania paneli spełniających standardy brytyjskiej Klasy 0 i izolacji o ograniczonej palności, albo takich, które przeszły test dużej skali. Po wejściu w życie surowszych przepisów UE w 2005 roku, wprowadzono "okres przejściowy", który utrzymał obowiązywanie klasy 0, czyniąc Wielką Brytanię rynkiem zbytu na materiały niespełniające norm europejskich.

Firma Kingspan, potentat na rynku materiałów ociepleniowych, poddała testowi dużej skali swój flagowy produkt, izolację K15, przytwierdzoną do paneli z włókna cementowego. BRE wystawił certyfikat, zaznaczając jednak, że obowiązuje on tylko na ten konkretny system. Mimo to Kingspan reklamował swoje produkty tak, jakby certyfikat obejmował izolację K15 niezależnie od rodzaju paneli. W 2007 roku w czasie testu nowszej wersji K15 z aluminiowymi panelami wybuchło "szalejące piekło", a badanie trzeba było przerwać. Wyników jednak nie upubliczniono, a Kingspan uzyskał jeszcze dwa certyfikaty od innych sprywatyzowanych instytucji. Posiadając takie dokumenty i ogromne środki na reklamę, firma wygrywała kolejne przetargi. Przynajmniej część pracowników zdawała sobie sprawę, w czym bierze udział, o czym świadczy nieformalna wymiana SMS-owa: "Wszystko, co robimy tutaj to kłamstwo". W 2010 roku normy energooszczędności zaostrzyły się, a firma Celotex również stanęła do walki o kawałek lukratywnego tortu, rozpoznając taktykę Kingspan.
Pożar w New Providence Wharf w Poplar (maj 2021)
Strażacy opanowali pożar, który w piątek rano wybuchł w 19-piętrowym budynku mieszkalnym w Poplar we wschodnim Londynie. Sytuacja wyglądała na groźną, bo według mediów, budynek był pokryty taką samą łatwopalną elewacją jak Grenfell Tower, gdzie w 2017 roku zginęły 72 osoby. Do pożaru doszło w położonym tuż nad brzegiem Tamizy budynku będącym częścią oddanego do użytku kilka lat temu kompleksu mieszkaniowego o nazwie New Providence Wharf. W całym kompleksie mieszkaniowym znajduje się 1535 apartamentów. Pożar najprawdopodobniej wybuchł w jednym z mieszkań na ósmym piętrze, a następnie ogień rozprzestrzenił się na 9. i 10. piętro. Ogień, który wybuchł tuż przed 9:00 miejscowego czasu, o 11:30 został opanowany.

Z powodu pożaru ewakuowanych zostało 38 osób dorosłych i czworo dzieci, ale część z nich już powróciła do mieszkań. Służby ratunkowe mówiły w trakcie gaszenia pożaru o tym, że udzielają pomocy medycznej pewnej liczbie osób. Później poinformowano, że dwie osoby zostały zabrane do szpitala, ale nie doznały one obrażeń zagrażających życiu.
Pożar w South Kensington (luty/marzec 2024)
W nocy z czwartku na piątek (29 lutego / 1 marca) w ekskluzywnej dzielnicy Londynu South Kensington rozległo się przeraźliwe wycie syren. Tuż po godzinie 24:00 na parterze pięciopiętrowego apartamentowca przy Emperor's Gate pojawił się ogień. Płomienie zaczęły szybko rozprzestrzeniać się na pozostałe piętra. Gdy strażacy przybyli na miejsce, okazało się, że ogień opanował kilka poziomów apartamentowca. "Ogień rozprzestrzenił się z parteru na najwyższe piętro i dach. Załogi ciężko pracują, aby powstrzymać rozprzestrzenianie się ognia na sąsiednie budynki" - przekazał Stave Colling, dowodzący akcją ratunkową. Na miejscu zdarzenia z ogniem walczyli strażacy z londyńskich dzielnic Kensington, Fulham, Battersea, Hammersmith, Chelsea, North Kensington. Sytuację udało się opanować około godziny 4:40 nad ranem. Przyczyna pożaru na tę chwilę nie jest znana, na miejscu pracują śledczy.

W akcji gaszenia ognia udział brało 100 strażaków i piętnaście wozów strażackich. Z budynku i pobliskich zabudowań ewakuowanych zostało łącznie 160 osób, w tym piętnaście osób, które zdołały uciec z budynku jeszcze zanim nadeszła pomoc. W wyniku pożaru do szpitala trafiło jedenaście osób, wszystkie miały objawy zatrucia dymem. "Dwie osoby zostały uratowane z mieszkania na drugim piętrze za pomocą drabiny o długości 13,5 metra, dwie kolejne uwolniono z mieszkania na czwartym piętrze za pomocą drabiny obrotowej. Jedna osoba została uratowana z mieszkania na pierwszym piętrze przez ekipy korzystające z krótkiej drabiny wysuwanej" - napisano w komunikacie londyńskiej straży pożarnej.
Z powodu akcji służb, drogi w okolicy były zamknięte i prawdopodobnie taka sytuacja utrzymała się aż do porannych godzin szczytu, dlatego zalecano kierowcom unikanie tego obszaru. Nie miało to wpływu na usługi kolejowe, które kursowały normalnie.
tags: #apartament #londyn #pozar