Pożary i Podpalenia w Białymstoku

W Białymstoku odnotowano serię podpaleń, które obejmowały zarówno kontenery na odpady, samochody, jak i historyczne budynki, nierzadko w kontekście zawiłych procesów deweloperskich i niszczenia dziedzictwa. Służby policyjne intensywnie działają, by wykrywać sprawców tych czynów, jednak skala problemu jest znacząca.

Fala Podpaleń Kontenerów i Samochodów

Białostoccy policjanci zatrzymali 67-letniego mieszkańca miasta, podejrzanego o serię podpaleń kontenerów na odpady. Mężczyzna usłyszał zarzut zniszczenia mienia. Decyzją sądu najbliższe trzy miesiące spędzi w areszcie. Do pierwszego zdarzenia doszło na początku kwietnia w centrum Białegostoku. Kilka dni później, w środku nocy, dyżurny białostockiej komendy ponownie odebrał zgłoszenia o płonących kontenerach w kilku miejscach w centrum miasta.

Sprawą zajęli się kryminalni z białostockiej „jedynki”. Dzięki analizie nagrań z monitoringu ustalili tożsamość sprawcy. Okazał się nim 67-letni mieszkaniec Białegostoku. Na wniosek śledczych sąd zdecydował o jego tymczasowym aresztowaniu na okres trzech miesięcy. Ogień spowodował straty przekraczające 40 tys. zł, uszkadzając m.in. budynki i monitoring.

Problem podpaleń dotyka również pojazdów. W nocy z czwartku na piątek w Białymstoku płonął kolejny samochód. W środę późnym wieczorem na jednym z parkingów na osiedlu Wygoda przy ul. 42 Pułku Piechoty również płonął samochód. Zdarzenia te budzą pytania o to, czy w mieście grasuje seryjny podpalacz.

Pożar sfilmowany przez Internautę przy Zagórnej

Inne incydenty obejmowały pożar w pawilonach przy ul. Zagórnej, który wybuchł we wtorek po godzinie 2 w nocy. Od początku mieszkańcy osiedla podejrzewali, że było to podpalenie. Powstałe straty wstępnie oszacowano na 600 tysięcy złotych. Jeszcze w trakcie trwającej akcji gaśniczej uwagę policjantów przykuło zachowanie dwóch pijanych mężczyzn, którzy telefonami komórkowymi starali się nagrać pożar i działania podejmowane na miejscu przez służby ratownicze.

Skutki pożaru na ul. Zagórnej

Pożary Budynków i Walka o Dziedzictwo

W Białymstoku coraz częściej pojawia się problem celowego niszczenia historycznych obiektów, często w kontekście zagospodarowania przestrzennego i nacisków deweloperskich. Można już mówić o białostockim stylu i metodzie, jak wyczyścić działkę, wyprzedzając objęcie historycznego domu ochroną prawną.

Historyczne Bojary w Ogniu

Dzielnica Bojary, niegdyś podbiałostocka wieś, potem sukcesywnie włączana do miasta, ściśle zabudowana niedużymi drewnianymi domami, przylega do centrum. O ile Bojary uniknęły zniszczenia w czasach komuny, to wolności już nie zaznały. Dziś to miszmasz starych kamienic, zabytkowych drewnianych domów mieszkalnych, domów powojennych, willi budowanych w latach dziewięćdziesiątych oraz bloków stawianych przez deweloperów, gdzie tylko uda się coś wcisnąć.

Ul. Koszykowa na białostockich Bojarach (fot. Martyna Bielska / Onet)

Serce historycznej dzielnicy Bojary to ulice Staszica, wybrakowana Chopina, wciąż wybrukowana Koszykowa i przerzedzona Wiktorii. Na tej ostatniej stał kiedyś drewniany dom pod numerem 6/1. W zakonspirowanym tu mieszkaniu w 1905 r. kilka razy przebywał Józef Piłsudski. Na potrzeby ewentualnej ucieczki z domu przy Wiktorii prowadził specjalny podkop na sąsiednią parcelę przy równoległej ul. Koszykowej. W 2010 r. miasto sprzedało działkę razem z domem. Dwa lata później dom stanął w płomieniach. Był jednym z najokazalszych na Bojarach. Pożar wybuchł nagle. W środku nie koczowali bezdomni. Ogień zagrażał sąsiednim zamieszkałym drewnianym domom. Temperatura była tak wysoka, że u sąsiada rozpuściła się papa pokrywająca ganek. Przez kolejne sześć lat ruina przy Wiktorii 6/1 straszyła przechodniów, aż zniknęła. Pojawił się blaszany płot, a działka zarosła krzakami. Dziś przed płotem stoi dwujęzyczna tablica informacyjna i punkt na trasie turystycznej ścieżki spacerowej Szlak Bojar. Tuż nad tablicą na ogrodzeniu ktoś napisał czerwoną, ściekającą farbą: "podpalacze i władza to jedno".

Deweloperskie Nowe Bojary przy ul. Łąkowej w Białymstoku (fot. Martyna Bielska / Onet)

Miś Bojarski, element nowego turystycznego szlaku „Białystok WidziMisie”, został przez mieszkańców przechrzczony na „Misia Podpalacza z Bojar”, o którym mówi się, że „tu zaczynał, a dziś działa w innych rejonach miasta”.

Miś Bojarski przez mieszkańców Białegostoku zwany podpalaczem z Bojar (fot. Martyna Bielska / Onet)

4 lutego 2012 r., o godzinie 5:20, miał miejsce pożar opuszczonego drewnianego budynku z 1902 r. przy ul. Skorupskiej 19. Przez prawie 3 godziny, w temperaturze -25 st. C, ogień gasiło sześć zastępów straży pożarnej. Straty oszacowano na 200 tys. zł. Całkowicie spłonęło poddasze, częściowo parter domu. "Przypuszczalną przyczyną pożaru mogło być podpalenie" - dwa dni później przekazał rzecznik prasowy podlaskich strażaków. Dziś parcela stoi pusta.

W maju 2012 r. kolejny raz palił się drewniany dom przy ul. Chopina 3. Opuszczony w czerwcu 2005 r., a już w październiku został podpalony przez "nieznanych sprawców". Administrowany przez Zarząd Mienia Komunalnego, przed drugim pożarem planowo miał być przekazany stowarzyszeniu Nasze Bojary do stworzenia tu izby bojarskiej. Służby konserwatorskie widziały możliwość odbudowania domu po pierwszym pożarze, ale nigdy do tego nie doszło. Działka dzisiaj stoi pusta, a parkują na niej mieszkańcy okolicznych bloków.

19 czerwca 2012 r. po godzinie pierwszej w nocy strażacy znaleźli ciało mężczyzny w płonącym budynku przy ul. Piasta 35. Drewniany dom z lat 20. poprzedniego wieku był dobrze zachowany przez właścicieli. W 2005 r. pracownicy konserwatora sporządzili kartę ewidencji zabytku. Dzisiaj nie ma po nim śladu, za to między stare domy wciśnięty jest dwupiętrowy klocek, a za nimi kolejne.

Dom na białostockich Bojarach przy ul. Piasta 35 w 2005 r., spłonął w 2012 r. (fot. Antoni Oleksicki / WUOZ Białystok)

W tamtym czasie przez miasto przetoczyła się seria podpaleń. Także na osiedlu sąsiadującym z Bojarami w czerwcu 2012 r. spalił się należący do miasta opuszczony dom, a w nim czterech bezdomnych. Kilka tygodni później biegły z zakresu pożarnictwa stwierdził, że doszło do podpalenia. Wyniki sekcji zwłok wykazały, że ofiary pożaru śmiertelnie się zaczadziły. Pożar przy ul. Ciepłej 38 wybuchł w korytarzu i odciął drogę ucieczki tym, którzy byli w środku. Mało prawdopodobnym było więc, że ogień mógł zaprószyć któryś z bezdomnych. Dziś pod tym adresem jeden z deweloperów już sprzedaje 306 mieszkań, które są w budowie. Średnia cena apartamentów na siedmiu piętrach to 13 tys. zł za m kw.

Na rogu ulic Starobojarskiej i Łąkowej, w domu na rogu 15 sierpnia 1921 r. gościł Józef Piłsudski, po tym, jak odebrał honorowe obywatelstwo miasta. W swoich progach przyjmował go prezydent Białegostoku Bolesław Szymański. Obecny prezydent Tadeusz Truskolaski, 90 lat po wizycie marszałka w domu na Bojarach, w listopadzie 2011 r. zapowiadał w mediach, że nie wyklucza wniosku do konserwatora, by dawny dom Szymańskiego uznać za zabytek. W grudniu dom płonie. Dziś stoi tu blok zbudowany przez firmę, a ku chwale Piłsudskiego deweloper ufundował i przykleił do fasady bloku tablicę na wzór kartusza, a na nim "czekoladowe" popiersie marszałka. Kiedy prezydent Truskolaski podzielił się pomysłem wpisania domu do rejestru, w tym miejscu obowiązywał miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego, który otwierał drogę mieszkaniówce wielorodzinnej. Gdyby stał tu dom wpisany na listę zabytków, ulotniłaby się wizja dewelopera o wielkomiejskości miasta z murowanymi blokami.

Kartusz Józefa Piłsudskiego na elewacji nowego bloku przy Starobojarskiej 30 (fot. Martyna Bielska / Onet)

Zniszczenia Zabytkowych Obiektów

3 grudnia 2024 r. przed czwartą nad ranem strażacy otrzymali zgłoszenie o pożarze domu przy ul. Młynowej 63 na osiedlu Bema. Na miejscu stwierdzono rozwinięty pożar pustostanu. Czterema prądami wody nacierano na jego ognisko, ochraniając bezpośrednio zagrożony drewniany budynek tuż obok płonącego domu. Przez ponad 3 godziny przy Młynowej pracowało 19 strażaków. Szybko okazało się, że dwa tygodnie wcześniej prezydent Białegostoku zarządzeniem włączył ten dom do gminnej ewidencji zabytków. Był wystawiony na sprzedaż. Murowany budynek z lat międzywojennych już bez dachu stoi na działce między ulicami Mohylowską i Witebską. Miejski konserwator zabytków szybko zgłosił prokuraturze przestępstwo zniszczenia w wyniku podpalenia i pożaru zabytku. Nieużytkowany dom był też włączony do wojewódzkiej ewidencji zabytków. W ostatnich latach siedem podobnych zawiadomień trafiło do prokuratury, ale tylko jedno zakończyło się karą finansową nałożoną na sprawcę dewastacji zabytku.

Strażacy gaszą pożar domu przy ul. Młynowej, 3 grudnia 2024 r. (fot. Piotr Wyszyński / PSP Białystok)

W kwietniu 2024 r. strażacy gasili pożar dwupiętrowej neorenesansowej kamienicy z oficynami z końca XIX w. przy ul. Dąbrowskiego 14 naprzeciwko kościoła św. Rocha, w centrum miasta. Od lat stała pusta i niszczała. Miasto sprzedało ją w prywatne ręce w marcu 2014 r., a jej remont planowany był na koniec 2015 r., lecz nigdy się nie rozpoczął. Kilka miesięcy po pożarze dwóch pomieszczeń kamienicy prokuratura umorzyła postępowanie z powodu niewykrycia sprawcy. W opinii z zakresu pożarnictwa biegły stwierdził, że najprawdopodobniej było to podpalenie, ponieważ przy jednej ze ścian od strony podwórza znaleziono miejsce, gdzie zaczął się pożar, a po drugiej stronie kamienicy, od strony ulicy, ujawniono pojemnik z łatwopalną cieczą.

Przy ul. Artyleryjskiej 2/5 do końca 2014 r. stała unikatowa w skali kraju modernistyczna willa wzniesiona w 1936 r. Wybudował ją i mieszkał tu z rodziną Józef Zaczeniuk, znany białostocki budowlaniec i filantrop. Niezamieszkały budynek z dwukondygnacyjną, kubiczną bryłą niszczał przez lata. Widniał w ewidencji zabytków, ale konserwator rozpoczął procedurę wpisania drewnianej willi do rejestru zabytków. Choć właścicielki wiedziały, że nie można majstrować przy willi, w listopadzie 2014 r. po cichu zrównały ją z ziemią. Działały z premedytacją, ponieważ miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego pozwalał tu na budowę bloku. Sąd ustalił, że kobiety w momencie rozbiórki miały podpisaną umowę przedwstępną z jednym z białostockich deweloperów na kwotę sięgającą 430 tys. zł. Sąd skazał właścicielki na zapłatę 300 stawek dziennych po 20 zł oraz nawiązkę po 10 tys. zł na rzecz Towarzystwa Opieki nad Zabytkami. Deweloper dostał czystą działkę, a kilka lat później, w 2022 r., sprzedawał już mieszkania w planowanym tu bloku.

Willa przy ul. Artyleryjskiej, styczeń 2010 r. (fot. Marcin Onufryjuk / Agencja Wyborcza.pl)

Ten sam deweloper w swoje plany wciągnął kolejną budowę bloku na działce, gdzie wcześniej stał zabytek, tym razem niedaleko opery, przy ul. Oskara Sosnowskiego 7 (dawniej Grunwaldzka 7). 30 maja 2020 r. w sobotę nad ranem spalił się na tej działce opuszczony dom z 1905 r., w którym w międzywojniu mieszkała rodzina Tazbirów, z której wywodzi się Janusz Tazbir, znany polski historyk. Dom był zabytkiem ewidencyjnym i jednym z przystanków na białostockim Szlaku architektury modernistycznej. Rok wcześniej paliła się tu drewniana szopa, ale wówczas ogień nie rozprzestrzenił się na główny budynek.

Pożar drewnianego domu przy ul. Grunwaldzkiej, 30 maja 2020 r. (fot. KMP Białystok)

Tragiczna Historia: Spalenie Wielkiej Synagogi

Białystok ma również w swojej historii tragiczne wydarzenie związane z ogniem. 27 czerwca 1941 roku rozpoczęła się zagłada białostockich Żydów. Tego dnia niemieccy okupanci spalili Wielką Synagogę wraz z setkami uwięzionymi w niej ludźmi, co stanowiło jeden z najokrutniejszych aktów tamtych czasów.

tags: #bialystok #podpalenia #pozar #angielska