Historia Bogatyni i okolic naznaczona jest tragicznymi wydarzeniami, w których strażacy ochotnicy wykazali się niezwykłym poświęceniem. Pamięć o tych, którzy oddali życie na służbie, niosąc pomoc innym, pozostaje żywa w lokalnej społeczności. Artykuł ten przypomina o ofiarach, w tym o strażakach OSP, którzy zginęli podczas pełnienia swoich obowiązków w kontekście powodzi w Bogatyni oraz innych tragicznych zdarzeń.
Powódź w Bogatyni - Sierpień 2010 i Tragiczny Bilans
Skutki powodzi i ofiary cywilne
W powodzi na Dolnym Śląsku utonęły dwie osoby. Jedna w Bogatyni tuż po tym jak rzeka Miedzianka zalała miasto, druga w Radomierzycach, gdy pękła tama zbiornika Niedów. Biuro prasowe wojewody dolnośląskiego poinformowało, że czwartą ofiarą sierpniowej powodzi w Bogatyni, którą odnaleziono dopiero w środę, czyli 3 dni po powodzi, jest kobieta. Została ona odnaleziona wśród gałęzi, prawdopodobnie przygnieciona przez drzewo. Jak poinformował Robert Korzeniowski z Centrum Zarządzania Kryzysowego Dolnośląskiego Urzędu Wojewódzkiego, kobieta została odnaleziona wśród gałęzi. Do tej pory ofiarami sierpniowej powodzi są dwie kobiety w Bogatyni i jeden strażak OSP.
Zniszczone domy, zerwane mosty i jedna ofiara śmiertelna - z takim tragicznym bilansem zaczęła się niedziela w Bogatyni na Dolnym Śląsku. Burmistrz Bogatyni, Andrzej Grzmielewicz, wygłosił dramatyczne słowa na antenie TVN24, mówiąc: „Części miasta nie ma”. Dodał: „Ratujemy się tak, jak możemy” i zaapelował, by „oddawać to, co można do szkoły numer trzy”. Podkreślił również, że „Część ludzi wyciągamy na linach, brakuje amfibii i helikopterów.” Strażak zginął po tym, jak została przerwana tama zbiornika Niedów Elektrowni Turów i 7-metrowa fala zalała okoliczne miejscowości na trasie Bogatynia-Zgorzelec oraz przedmieścia samego Zgorzelca. Woda oszczędziła centrum Zgorzelca, zalewając głównie przedmieścia.

Tragiczna śmierć Andrzeja Traczewskiego
W Gronowie w powiecie zgorzeleckim odbył się pogrzeb Andrzeja Traczewskiego, 55-letniego strażaka ochotnika, który zginął w czasie powodzi. Andrzej Traczewski razem z kolegami w sobotę, 7 sierpnia, wiózł samochodem worki na piasek do zagrożonej zalaniem wsi Ręczyn. Gdy auto było pomiędzy Radomierzycami a Ręczynem, w pobliżu mostu na rzece Witce, na drodze 352 ze Zgorzelca do Bogatyni, pękła zapora w pobliskim Niedowie. Miliony litrów wody ruszyły wtedy z wielką siłą w dół potoku, który w oka mgnieniu zamienił się w szeroką na kilkaset metrów, rwącą rzekę. Wielka masa uderzyła w strażacki samochód.
Paweł Frątczak, rzecznik Państwowej Straży Pożarnej, mówił po wypadku, że „Strażak został zmyty przez gwałtowną falę wezbraniową”. Dodał również: „Dwóch kolegów usiłowało go uratować. Niestety, nie udało się im”. Ciało Andrzeja Traczewskiego zostało odnalezione dopiero następnego dnia, w niedzielę, 8 sierpnia.
Pożegnanie i hołd dla Andrzeja Traczewskiego
W ostatnią drogę z panem Andrzejem wyruszyli z wiejskiego kościółka przyjaciele z Ochotniczej Straży Pożarnej w Gronowie i koledzy ze wszystkich ochotniczych straży w powiecie zgorzeleckim. W pogrzebie wziął także udział wojewoda dolnośląski Rafał Jurkowlaniec, który przekazał rodzinie przyznany pośmiertnie strażakowi Medal za Ofiarność i Odwagę. Ceremonia pogrzebowa miała uroczystą oprawę. Wdowa po strażaku wyraziła wdzięczność, mówiąc: „Chcę podziękować wszystkim, którzy przyczynili się do jej przygotowania”.
Strażacy z Gronowa nie chcą rozmawiać o tym, co się stało, bardzo to przeżywają i są załamani. Kazimierz Olczak, prezes OSP w Gronowie, mówił nawet kolegom, że chce się wycofać z pracy w straży. Henryk Kurzyński, komendant OSP w Gronowie, zastrzegł: „Powiem tylko tyle, że Andrzej to był dobry człowiek i dobry strażak. Ale nic więcej mówić nie będę. Mnie tam z nimi nie było. Miałem jechać na tę akcję dopiero w niedzielę”. Wdowa po strażaku z bólem wspominała: „No poszedł! Co zrobić?! Zawyła syrena, to poszedł. Zawsze chodził pomagać ludziom, taki był”. Andrzej Traczewski osierocił dwóch synów i trzyletnią wnuczkę. Kazimierz Słabicki, zastępca wójta gminy Zgorzelec i prezes Ochotniczych Straży Pożarnych w powiecie zgorzeleckim, zapewnił, że rodzina dostanie odszkodowanie i będzie otoczona opieką.
Pamięć o Krystianie Dułaku - Hołd w Bogatyni
Tragiczna śmierć na służbie
W Jednostce Ratowniczo-Gaśniczej Państwowej Straży Pożarnej w Bogatyni rozległy się sygnały świetlno-dźwiękowe, by oddać hołd Krystianowi Dułakowi, strażakowi ochotnikowi z OSP Sierakowice, który zginął na służbie. Krystian Dułak przez ponad 20 lat działał w szeregach OSP Sierakowice, pełniąc przez wiele lat funkcję wiceprezesa. Strażak zginął 13 sierpnia podczas akcji gaśniczej w zakładzie przetwórstwa mięsnego w Kawlach. W trakcie rozpoznania pożaru stracono z nim kontakt, a jak się okazało, spadł z wysokości około 7-8 metrów do wnętrza hali.
Wzruszające pożegnanie i symboliczna pamięć
Strażacy z OSP Sierakowice w poruszających słowach pożegnali swojego druha: „Nikt z nas nie był przygotowany na taki finał, miała to być normalna akcja ratownicza jak dziesiątki innych, ale niestety stało się inaczej. Jest nam bardzo ciężko pogodzić się z tak ogromną stratą (...). Sam nigdy nikomu nie odmawiałeś pomocy, zawsze służyłeś radą. Jednak teraz zostałeś powołany przez Św. Floriana do jego Jednostki. My musimy podjąć Twoje wyzwanie i kontynuować Twoje dzieło i dbać o bezpieczeństwo lokalnej społeczności tak, jak o tym zawsze mówiłeś. Dla Ciebie nie było rzeczy niemożliwych”.
Hołd oddany Krystianowi Dułakowi przez strażaków z Bogatyni to symboliczny gest solidarności i pamięci o bohaterze, który oddał życie, chroniąc innych. Jego historia przypomina o tym, że praca strażaka to nie tylko zawód, ale przede wszystkim misja, która wymaga ogromnej odwagi i poświęcenia.
