Wczoraj rano mama Damiana, pani Renata, zastała w jego pokoju puste łóżko - chłopak nie wrócił do domu. Pani Renata poszła do pracy i, jak sama mówi, od razu wiedziała, co się stało: „Mój syn nie żyje!”.
Wstrząsające odkrycie i identyfikacja
Zgłoszenie o pożarze strażacy odebrali około godziny 1:30. Około 80 metrów od skrzyżowania żwirówki (jadącej od Pomigacz) z drogą wojewódzką 678, auto Damiana zaczęło się palić. Świadek wezwał pomoc. Gdy strażacy przyjechali na miejsce, Volkswagen Golf cały stał w płomieniach. Na ratunek było za późno.

Strażacy przyznają, że zwłoki były spalone do tego stopnia, że niemożliwe było stwierdzenie płci i przybliżonego wieku osoby. Policja wykonuje czynności w celu ustalenia tożsamości osoby, która znajdowała się w pojeździe. Rodzina Damiana jest jednak pewna, że to on, gdyż rejestracja samochodu się zgadza. „Nie mam złudzeń, ale wciąż nie mogę w to wszystko uwierzyć” - dodaje pani Renata.
Okoliczności i przebieg pożaru
W volkswagenie, który Damian miał od Wielkanocy, instalacja gazowa została założona tydzień temu. Ogień pojawił się najpewniej w czasie jazdy, bo samochód stał na drodze, nie na poboczu. Mama Damiana, pani Renata, dywaguje: „Podejrzewam, że coś się momentalnie stopiło, zaklinował się, nie dał rady wyjść. Nie wiem...”.
Jeden z mieszkańców okolicy, który obudził się około godziny 2:00, relacjonuje: „Zobaczyłem migające światła”. Dodał również, że obok jest ruchliwa droga, więc człowiek przyzwyczaił się też do hałasu.
Śledztwo i hipotezy
W sprawie wciąż jest jednak wiele znaków zapytania. Prokurator Radziwonowicz tłumaczy, że rozważane są różne hipotezy. Będą potrzebne ekspertyzy, aby wyjaśnić przyczyny zdarzenia i ustalić dokładny przebieg tragicznych wydarzeń.

Sylwetka 21-letniego Damiana
Mama Damiana pokazuje w telefonie zdjęcia wysokiego, przystojnego 21-latka. Damian, najmłodszy z trzech synów, pręży dumną pierś w garniturze, szykując się na wesele. Na fotografiach obok niego widać młodszą, 17-letnią siostrę... albo samochody. „Uwielbiał
We wtorek Damian był w pracy. Wrócił późno, a mama odgrzała mu obiad. Niedługo później młody mężczyzna wyszedł, było to około godziny 20:00. Prawdopodobnie spotkał się z kolegą. Mieszkańcy Zalesian i rodzina mówią, że odwoził go do domu.