Dariusz P. z Jastrzębia-Zdroju: Sprawa domniemanego podpalenia domu i śmierci rodziny

Wkrótce można spodziewać się aktu oskarżenia w sprawie domniemanego podpalacza z Jastrzębia-Zdroju. Zdaniem prokuratury, Dariusz P. jest odpowiedzialny za śmierć swojej żony i czworga dzieci. Badania psychiatryczne wykazały, że Dariusz P. jest poczytalny.

Po pożarze Dariuszowi P. współczuła cała Polska. Wydał album upamiętniający swoich bliskich, podkreślając swoją głęboką wiarę i mówiąc w wywiadach, że Bóg wystawił go na próbę. Policjanci szybko ustalili jednak, że Dariusz P. kłamał. Biegli wykazali, że było to podpalenie, a dowody wskazywały, że to właśnie Dariusz P. zaplanował i zrealizował tę zbrodnię.

zdjęcie domu po pożarze

Życie rodzinne i podejrzenia

Matka Dariusza P., Urszula, rozmawiała z dziennikarzami "Uwagi!", udostępniając listy wysyłane do niej z aresztu. Wyrażała zdziwienie jego zachowaniem, wspominając go jako "kochany synek dawniej", ale jednocześnie miała wątpliwości co do jego niewinności: "Ale potem przychodzi druga myśl, co by się mogło stać, żeby coś takiego potwornego zrobić? Co by go tak opętało? Nie wiem".

Kolega najstarszych córek Dariusza P. opisał życie w jego rodzinie jako "przepełnione uśmiechem" i czuć było "tę miłość", ale również "pewną sztywność w relacjach i taką twardą rękę". Zwracano dużą uwagę na to, żeby wszystko było zrobione zgodnie z wolą głowy rodziny, co narzucał ojciec dziewczyn. Ten rygor nie wszystkim odpowiadał i mimo że były to "w większości bardzo spokojne osoby", to nawet im to przeszkadzało, a czasami były z tego powodu przygnębione.

Najstarsza córka, Justyna, obawiała się kolejnej tragedii. Dzień przed pożarem powiedziała swojemu koledze, że boi się, że jej dom znowu zostanie podpalony. Mówiła o "klątwie na jej domu czy czymś takim", a jej ojciec "nie chciał za bardzo o tym słyszeć".

Śledztwo i dowody

W maju zeszłego roku w pożarze domu jednorodzinnego w Jastrzębiu-Zdroju zmarło pięć osób: 41-letnia Joanna i czworo dzieci w wieku od 4 do 18 lat. Z siedmioosobowej rodziny ocalał tylko siedemnastoletni syn Wojciech i 42-letni ojciec rodziny Dariusz P. Mężczyzna początkowo twierdził, że pożar był nieszczęśliwym wypadkiem.

Policja dość szybko wykluczyła wersję wypadku jako przyczynę pożaru. Eksperci z zakresu pożarnictwa jednoznacznie wykazali, że budynek został podpalony - równocześnie w sześciu miejscach. Wykazano również, że telefon mężczyzny logował się podczas pożaru w pobliżu domu.

schemat domu z zaznaczonymi miejscami podpalenia

Dariusz P. utrzymywał tymczasem, że gdy płonął jego dom, przebywał w oddalonym o kilkanaście kilometrów warsztacie stolarskim. Twierdził, że przyczyną pożaru mogło być zwarcie w przedłużaczu. Według informacji dziennikarzy, Dariusz P. wkrótce zmienił zdanie, mówiąc, że budynek został podpalony. Zeznał, że rzekomy podpalacz wysłał do niego kilka SMS-ów z kondolencjami i przeprosinami. Policja ustaliła jednak, że to Dariusz P. sam wysyłał do siebie SMS-y z dwóch różnych telefonów. Domniemany podpalacz miał też wpłacić na konto Dariusza P. kilkadziesiąt tysięcy złotych w ramach rekompensaty. Kamery na autostradzie zarejestrowały jednak auto Dariusza P. w drodze do Opola, a pracownik banku rozpoznał Dariusza P. jako osobę, która wpłaciła pieniądze na własne konto.

Motyw finansowy i problemy z prawem

Dariusz P. miał długi, ponad 2 miliony złotych. Trzy tygodnie przed wybuchem pożaru wykupił w kilku towarzystwach ubezpieczeniowych polisy na wypadek śmierci swojej i żony. Wkrótce po tragedii zwrócił się do dwóch z nich o wypłatę ponad miliona złotych odszkodowania. Pieniędzy jednak nie dostał ze względu na trwające śledztwo.

Dom rodziny P. płonął już wcześniej, wówczas nikt nie ucierpiał, a Dariusz P. otrzymał pieniądze z ubezpieczenia. Kilka miesięcy przed drugim pożarem Dariusz P. wykupił polisę na życie żony na około miliona złotych.

Wobec Dariusza P. prowadzone były wcześniej inne sprawy karne o charakterze gospodarczym. Podczas zleconych w ich ramach badań, przeprowadzonych w warunkach ambulatoryjnych, biegli uznali go za niepoczytalnego. Prokuratura i pełnomocnik rodziny ofiar podkreślali jednak, że uznanie P. za niepoczytalnego w poprzednich sprawach nie oznacza, że taką samą opinię biegli wydadzą o nim w postępowaniu dotyczącym śmierci jego bliskich.

Proces i wyrok

Prokuratura postawiła Dariuszowi P. zarzut zabójstwa pięciu osób i usiłowania zabójstwa jednej. Trzy tygodnie przed pożarem domu, w którym zginęła rodzina, mężczyzna ubezpieczył żonę na wypadek śmierci.

Według biegłych z zakresu pożarnictwa, zarzewia ognia w domu znajdowały się w sześciu miejscach. Żaluzje okienne były zamknięte i zablokowane w taki sposób, by nie można ich było otworzyć. W domu nie było też śladów włamania. Z opinii biegłych, którzy badali logowania telefonu podejrzanego, wynikało, że w czasie wybuchu pożaru Dariusz P. był w pobliżu domu.

Biegli, którzy przez kilka tygodni obserwowali Dariusza P. w szpitalu psychiatrycznym przy areszcie śledczym we Wrocławiu, uznali go za poczytalnego. Stwierdzili u niego cechy osobowości psychopatycznej, wskazując m.in. na płytkość uczuć, wymuszony płacz, łatwość wysławiania się, powierzchowny urok, egocentryzm i brak wyrzutów sumienia.

Proces Dariusza P. toczył się od maja 2015 roku. Prokuratura żądała dla niego dożywocia z możliwością ubiegania się o warunkowe zwolnienie najwcześniej po 35 latach. Podobnej kary chcieli oskarżyciele posiłkowi.

Dariusz P. i jego obrońca przekonywali, że pożar był przypadkowy i wnosili o uniewinnienie. Twierdzili, że motyw finansowy był nielogiczny, a sam P. podkreślał, że w czasie, gdy doszło do pożaru, miał około 2 mln zł długów, więc pieniądze z ubezpieczenia pozwoliłyby mu pokryć tylko niewielką część zobowiązań.

Sąd Okręgowy w Rybniku skazał Dariusza P. na dożywocie za podpalenie domu, w którym zginęła jego żona oraz czworo dzieci. Mężczyzna będzie mógł się ubiegać o warunkowe zwolnienie najwcześniej po 35 latach. Sędzia nie miała wątpliwości, że to Dariusz P. podłożył ogień w sześciu miejscach swojego domu i celowo zepsuł rolety w oknach, aby jego najbliżsi nie mogli się z niego wydostać.

Sąd uznał, że motywem działań oskarżonego była nie tylko chęć uzyskania pieniędzy z ubezpieczenia, ale również chęć uzyskania swoistej wolności od rodziny, którą stworzył. Pieniądze miały być jedynie środkiem do realizacji tego celu.

MĘKA PANA JEZUSA - Poranny Sąd u Kajfasza | Wizja bł. Anny Katarzyny Emmerich

Najstarszy syn, Wojciech, przeżył pożar tylko dlatego, że się obudził. Sędzia podkreśliła, że oskarżony chciał zabić członków swojej najbliższej rodziny, wiedząc, co robi, i skazując ich na pewną śmierć.

tags: #dariusz #p #pozar #w #jastrzebiu #uwaga