Pożary w Grecji, które wybuchły w lipcu 2018 roku, przyniosły tragiczne skutki, dotykając również polskich turystów. Szczególnie dramatyczna okazała się sytuacja w miejscowości Mati, gdzie ogień strawił wiele budynków i pochłonął ludzkie życia. Wśród ofiar znalazła się polska rodzina, która przebywała w hotelu Ramada.
Pożary w Grecji - skala i przebieg zdarzeń
W lipcu 2018 roku Grecja zmagała się z niszczycielskimi pożarami, które objęły region Attyki w pobliżu Aten, okolice Koryntu oraz Kretę. Pożary te należą do najtragiczniejszych w skutkach w Europie w XXI wieku, przewyższając liczbę ofiar pożarów na Półwyspie Peloponeskim w 2007 roku. Ogień zniszczył tysiące domów i wymusił ewakuację ludności z wielu miejscowości.
Grecki minister do spraw porządku publicznego, Nikos Toskas, informował o opanowaniu sytuacji, jednak zaznaczał, że pożary mogą nadal wybuchać. Prezydent Andrzej Duda złożył kondolencje rodzinom ofiar, podkreślając wagę tragedii.

Hotel Ramada w Mati - świadectwo tragedii
Miejscowość Mati, położona na wschód od Aten, stała się epicentrum tragedii. Wśród obiektów dotkniętych pożarem znalazł się hotel Ramada Attica Riviera. Jak relacjonowali świadkowie, sytuacja rozwinęła się błyskawicznie.
Pan Jarosław Korzeniowski, który przeżył pożar, opisał wstrząsające okoliczności ewakuacji. Z jego relacji wynika, że pracownicy hotelu początkowo uspokajali gości, informując, że nie ma zagrożenia. Jednak wkrótce potem hotel zaczął się palić, a goście zostali zmuszeni do ucieczki w ostatniej chwili.
"Nie poinformowano nas o zagrożeniu pożarem. Wyszedłem z hotelu, patrzę, a już w powietrzu unoszą się płonące strzępy. Spytałem na recepcji, co się dzieje, a pracownik powiedział: 'Nic, nic, nic'. Mówię, że się pali. Cały hotel zaczął się palić. Kazano nam uciekać w ostatniej chwili" - mówił pan Jarosław.
Wszędzie panował chaos. Rodzina pana Jarosława, wraz z żoną Beatą i synem Kacprem, próbowała uciec nad morze. Tam żona i syn wsiedli do łodzi, jednak pan Jarosław nie zmieścił się. To był ostatni raz, gdy ich widział.
Tragiczny finał ucieczki - utonięcie zamiast ratunku
Wśród osób próbujących ratować się z płonącego hotelu, Beata Korzeniowska i jej 9-letni syn Kacper wsiedli do łodzi wraz z ośmioma innymi turystami. Niestety, łódź oddaliła się niebezpiecznie od brzegu i zatonęła. Wszyscy pasażerowie, w tym pani Beata i Kacper, stracili życie, nie doczekawszy się pomocy.
Adam Górczewski, rzecznik biura podróży Grecos Holiday, wyjaśnił, że pani Beata i jej syn wsiedli do łodzi jeszcze przed rozpoczęciem oficjalnej ewakuacji. Ewakuacja rozpoczęła się około godziny 22, a władze greckie uznały, że nie ma jeszcze takiej potrzeby. Biuro podróży nie posiadało informacji o tym, do jakiej konkretnie łodzi wsiedli ofiary.

Odpowiedzialność i śledztwo
Pan Jarosław Korzeniowski obwinia greckie służby o nieudzielenie odpowiedniej pomocy oraz personel hotelowy o brak przeszkolenia. Twierdzi, że turyści uciekali na własną rękę, pozbawieni informacji i wsparcia ze strony hotelu, biura podróży czy władz greckich.
W związku z tragedią, w Grecji oskarżono 21 osób, w tym strażaków i przedstawicieli biura podróży Grecos, o zbrodnię przeciwko ludziom. Sprawę bada również polska prokuratura. Krakowska prokuratura okręgowa prowadzi śledztwo, które obejmuje badanie wszystkich okoliczności śmierci polskiej turystki i jej dziecka, w tym odpowiedzialność organizatora wyjazdu, obsługi hotelu oraz greckich służb ratowniczych. Ustalenia śledztwa w dużej części zależą od czynności wykonywanych przez greckie organy ścigania.
Hotel Ramada Attica Riviera, mimo tragedii, pozostał nienaruszony przez ogień. Władze hotelu i biura podróży zapewniły opiekę poszkodowanym klientom, oferując zmianę terminu lub miejsca pobytu dla osób, które zaplanowały wakacje w zagrożonym rejonie.
Konsekwencje dla turystyki i pamięć o ofiarach
Pożary w Grecji wpłynęły na branżę turystyczną, powodując spadek sprzedaży wycieczek. Jednakże, w krótkim czasie sytuacja zaczęła wracać do normy, a hotele, w tym Ramada, ponownie zaczęły przyjmować gości. Menedżerowie hoteli zapewniali o bezpieczeństwie i jakości usług.
Pan Jarosław Korzeniowski, mimo upływu lat, nie pogodził się ze stratą żony i syna. Planował odwiedzić kurort Mati, aby uczcić pamięć swojej rodziny i czwartą rocznicę ich tragicznego odejścia, deklarując dalszą walkę o ujawnienie faktów dotyczących tamtych wydarzeń.
Polscy strażacy jadą do Grecji pomagać w gaszeniu pożarów (okolice Belgradu, 20.07.2023)
Tragedia w hotelu Ramada w Mati stanowi bolesne przypomnienie o sile natury i potrzebie skutecznych systemów reagowania kryzysowego. Choć życie w regionie toczy się dalej, pamięć o ofiarach, w tym o Beacie i Kacperku Korzeniowskich, pozostaje żywa.