Kabaret „Pożar w Burdelu” to zjawisko kulturalne, które narodziło się z potrzeby serca i poszukiwania alternatywnej przestrzeni twórczej w Warszawie. Rozpoczynając swoją działalność w piwnicy Klubu Chłodna 25, stworzył świat alternatywnej stolicy, w którym można było bezkarnie kreować wszystko, co tylko przyszło do głowy. Konwencja opierała się na chaotycznym montowaniu różnych skojarzeń i piosenek, co czyniło początki cudownie nieobliczalnymi.
Wówczas warszawska kultura była przewidywalna, brakowało alternatywnych scen, które mogłyby stanowić jungowski cień dla oficjalnego nurtu. „Pożar w Burdelu” udowodnił, że determinacja twórców pozwala przyciągnąć wspaniałą widownię. Jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci i zarazem prowadzącym wieczór jest Burdeltata, w którego rolę wciela się aktor Andrzej Konopka.
Ewolucja i unikalna formuła „Pożaru w Burdelu”
Kiedy Klub Chłodna 25 przestał istnieć, trupa wyruszyła w wędrówkę, grając w kolejnych przestrzeniach. Przełomem była decyzja o wejściu na większą scenę, dla trzystu osób, co zbiegło się z narodzinami Teatru WARSawy w przestrzeni dawnego kina Wars. Tam zagrali pierwszy większy spektakl - „Gorączka powstańczej nocy” - który dowiódł, że grupa aktorów z Chłodnej świetnie funkcjonuje jako prawdziwa trupa teatralna. To był moment, w którym zespół zabrał się do pracy, budując własną strukturę, widownię i markę. Twórcy wymyślili hybrydową formułę, która powoli rozsadza formę kabaretu.
Michał Walczak i Maciej Łubieński, twórcy kabaretu, podkreślają, że jest to „trochę fabryka piosenek, a trochę muzeum Warszawy”, odnotowujące rozmaite wydarzenia z historii miasta, będące autoironicznym i czułym narratorem stolicy. Nazwa kabaretu „oddaje tryb pracy, bo wszystko powstaje bardzo szybko, bardzo spontanicznie. Ten chaos dosyć długo trwa. To płonie szybko, jak pożar, jest przyjemne i trochę grzeszne. Można wokół tego zbudować całą ideologię”.

Terapeutyczny wymiar sztuki i przyszłe projekty
Niepokój odczuwany przez twórców, wynikający z grozy codziennych newsów i realnych demonów, jest odreagowywany w hałaśliwy sposób, co jest na pewno terapeutyczne. Wbrew opinii o dobrym czasie dla kabaretu, Walczak uważa, że to bardzo dobry czas dla teatru, ponieważ istnieje „głód głębszej opowieści” i potrzeba przefiltrowania chaosu newsów przez soczewkę mitów i baśni. Świat bieżący interesuje ich na tyle, na ile potrafią rozpoznać, jakie sny tkwią pod spodem, i są przekonani, że tylko teatr ma narzędzia do tego, aby dobrze to rozpoznać.
„Pożar w Burdelu” ma swój aspekt profetyczny, czerpiąc z jungowskiej zbiorowej nieświadomości. Absurdalna wyobraźnia twórców wielokrotnie rymowała się z wyobraźnią polityków, na których zaczęli patrzeć jak na „trupę teatralną z własnym repertuarem”. Kabaret żonglował takimi hasłami jak „retro-futuro”, czyli próba pójścia do przodu przy jednoczesnym cofnięciu się, charakterystyczna dla polskiego konserwatyzmu, co Zygmunt Bauman określił jako retrotopię.
Fascynacja motywami śmierci, wskrzeszania trupów i życia po życiu w „Pożarze w Burdelu” jest postrzegana jako badanie karnawału, w którym życie i śmierć splatają się, a „beka ze śmierci” i karnawalizowanie tych tematów to ciekawy żywioł na scenie. Ma to także wymiar oczyszczający i daje rockandrollową energię. W polskiej kulturze masowej do tej pory omijano te tematy, choć naród i Warszawa zostały brutalnie doświadczone przez los. Zmierzenie się z traumatycznym momentem i jego przetransformowanie mogłoby być źródłem ogromnej siły, co udowodniono musicalem o Powstaniu Warszawskim, gdzie tabuizowany temat został przedstawiony w konwencji absurdalnej komedii, dając „nieprawdopodobną energię”.
Nadchodzący rok będzie szczególny ze względu na stulecie niepodległości Polski. W ramach pięciolecia istnienia, „Pożar w Burdelu” zamierza zmienić formułę, sprawić, żeby spektakle były dojrzalsze i bardziej uniwersalne. Zespół planuje udoskonalić teatralną formę musicalu biograficznego, tworząc cykl przedstawień o nietypowych Polakach - panteon słabo znanych, czasem zapomnianych patriotów-odmieńców. Pierwszy spektakl z cyklu, roboczo nazwany „Sto wskrzeszeń na stulecie Polski”, osnuty będzie wokół postaci słynnego międzywojennego medium Franka Kluskiego (Teofila Modrzejewskiego). Kolejne plany obejmują musical o Józefie Bemie, patriocie, który stał się muzułmaninem, a także kolejną odsłonę powstańczego musicalu, gdzie głównym bohaterem byłby jedyny czarnoskóry powstaniec warszawski.
Od klubokawiarni do Nowego Teatru: sukces i uznanie
„Pożar w Burdelu” przeszedł długą drogę - od klubokawiarni na Chłodnej 25 w Warszawie, po deski Nowego Teatru i Muzeum Historii Żydów Polskich. W lutym tego roku kabaret zagościł na scenie Nowego Teatru w hali warsztatowej przy ul. Madalińskiego, a miesiąc później wystąpił w nowym budynku Muzeum Historii Żydów Polskich na Muranowie, na terenie dawnego getta. Ich występy w tych miejscach odkrywały nowe znaczenia ważnych punktów na mapie stolicy.
ZACHODNIE WYBRZEŻE I Teatr Żeromskiego I trailer
Intrygującym pomysłem było zaproszenie kabaretu do teatru, aspirującego do miana centrum awangardowej myśli i mekki sztuki wysokiej, a także modnego za sprawą gospodarza, Krzysztofa Warlikowskiego - prawdopodobnie najpopularniejszego polskiego reżysera teatralnego. Jeszcze odważniejszym posunięciem okazała się propozycja występu w Muzeum Historii Żydów Polskich.
W międzyczasie trupa otrzymała nagrodę „Wdecha” od „Gazety Co Jest Grane” za Wydarzenie Roku 2013, jeszcze przed spektakularnymi występami dla kilkusetosobowej widowni. Już kilka miesięcy wcześniej kabaret zyskał renomę jako „elitarna” rozrywka na poziomie i „najsłynniejszy kabaret stolicy”, a tłumy chętnych nie mieściły się w sali. Można mówić o „mainstreamie lokalnym”, obejmującym to, czym delektuje się „warszawska inteligencja”.
Profesjonalizm i nawiązania do tradycji
Mimo całej rubaszności burdelowych dowcipów, zespół nazywający siebie „Burdelem ARTYSTYCZNYM” wytwarza wśród widzów poczucie obcowania ze sztuką. Przyczynia się do tego idea powrotu do korzeni. Scenki, zwane „numerkami”, odgrywają zawodowi, dobrze śpiewający aktorzy z warszawskich teatrów. Teksty piszą: Michał Walczak (dramaturg, reżyser) oraz Maciej „Max” Łubieński (dziennikarz, varsavianista i muzyk). Siłą kolejnych odcinków są liczne piosenki skomponowane przez Wiktora Stokowskiego, a nic nie dodaje przedstawieniu energii tak jak żywy multiinstrumentalny band.
Ten profesjonalizm wywołuje skojarzenia z legendami polskiego kabaretu, takimi jak Dudek czy STS. Korzenie, do których sięga Burdeltrupa, dotykają samej skały macierzystej, jaką jest pierwszy w historii kabaret, paryski Chat Noir. Pośrodku rozległej sceny stoi okrągły podest, za bordową zasłoną kryje się miniświat perwersyjnej bohemy, bawiącej się pod francuskojęzycznym szyldem „Le Bordel Artistique”.

Andrzej Konopka - Burdeltata
Andrzej Konopka, w roli Burdeltaty, wita „klientów” słowami: „Dom schadzek, dom złego prowadzenia się, dom diabła. Albo po prostu: le bordel artistique, czyli burdel artystyczny. I tu są przewidziane brawa”. Odgrywa on kluczową rolę w show, prowadząc je z charakterystycznym dla siebie humorem i interakcją z publicznością. Burdeltata nie szczędzi inwektyw wobec widowni, tak jak robili to Aristide Bruant w Le Chat Noir czy Jan August Kisielewski w Zielonym Baloniku.
Andrzej Konopka tłumaczy, że twórcy projektu, Michał Walczak i Maciej Łubieński, dawali aktorom i muzykom dużą samodzielność i wolność. W pewnym momencie Konopka skorzystał z możliwości robienia innych rzeczy, wycofując się z kilku odcinków „Pożaru”. Paliwem do scenariuszy było zawsze to, co działo się w ich życiu, co pozwalało na tworzenie mocnego komentarza do rzeczywistości, w tym do rozpadu grup i wspólnot, zarówno w zespole, jak i w kraju.

Artystyczna droga Andrzeja Konopki
Andrzej Konopka pochodzi z Wyśmierzyc, do niedawna najmniejszego miasta w Polsce. Pochodzi z rodziny nieposiadającej artystycznych tradycji - matka jest nauczycielką, ojciec ślusarzem. Jego ambicje artystyczne pojawiły się dość późno, dopiero w liceum. Początkowo jego droga była kręta: próbował zdawać na AWF, ukończył studium nauczycielskie z wychowaniem fizycznym i przez rok pracował jako nauczyciel WF-u w Warszawie. To właśnie wtedy zdał sobie sprawę, że musi coś zmienić, by nie zostać „zgorzkniałym facetem, który do końca życia będzie robił to, czego nie lubi”.
W Warszawie trafił do Teatru Nowego Adama Hanuszkiewicza, gdzie pracował jako montażysta, mając jednocześnie możliwość pojawiania się na scenie, co miało pomóc w eksternistycznym zdawaniu dyplomu. Ostatecznie zdał egzamin na Wydział Lalkarski w Białymstoku, a w kolejnym roku - na wymarzoną PWST w Krakowie, mając już 25 lat i jasno sprecyzowane cele.
W czasie studiów miał szczęście spotkać wielu wybitnych wykładowców, takich jak Jerzy Grałek, Izabela Olszewska, Mikołaj Grabowski, Jan Peszek, Jerzy Trela oraz Edward Dobrzański, u którego zdobywał podstawowe zadania aktorskie. Miał również okazję pracować przy dyplomie „Wujaszek Wania” z rokiem Mai Ostaszewskiej, gdzie spotkał Krystiana Lupę, którego wspomina jako „czarodzieja, który odciska mocne piętno na osobach z nim pracujących”.
Po studiach trafił za Mikołajem Grabowskim do Teatru Nowego w Łodzi, gdzie przez cztery lata intensywnie żył teatrem w zespole silnych indywidualności, takich jak Tomasz Karolak, Jakub Przebindowski, Magdalena Boczarska. Wspomina ten okres jako niezwykle kształtujący, mimo braku dogłębnego poznania miasta. Szczególnie dobrze pamięta spektakl otwierający dyrekcję Grabowskiego - „Prorok Ilja” Tadeusza Słobodzianka, a także swoją pierwszą główną rolę w „Zamęcie albo Hurlyburly” Davida Rabe’a. Ciekawym, choć traumatycznym, doświadczeniem było też spotkanie z Kazimierzem Dejmkiem i praca nad niedokończonym „Hamletem”.
Następnie Andrzej Konopka pracował w Laboratorium Dramatu Tadeusza Słobodzianka w Warszawie, co było kontynuacją łódzkich doświadczeń. Cenił ideę konfrontowania młodych dramatopisarzy z publicznością i aktorami. W 2010 roku powrócił pod skrzydła Mikołaja Grabowskiego w Teatrze IMKA, gdzie zagrał w „Opisie obyczajów”.
Z Michałem Walczakiem spotkał się po raz pierwszy przy sztuce „Boski romans” w 2012 roku, spektaklu dotykającym religijności. Walczak najwyraźniej dostrzegł w Konopce człowieka, który „nosi w sobie temat polskiego katolicyzmu i trochę się z nim boksuje”, co doprowadziło do stworzenia postaci Księdza Marka, duszpasterza hipsterów, w „Pożarze w Burdelu”. To właśnie na Chłodnej 25 wszystko się zaczęło, kiedy Walczak w swój „nieinwazyjny sposób zarażania pasją” zaproponował stworzenie czegoś „kompletnie głupiego i bez sensu”.
„Pożar w Burdelu” jako lustro Warszawy i Polski
Burdeltrupa, po opuszczeniu Klubu Komediowego Chłodna 25, postanowiła wyruszyć w miasto z misją opowiadania o Warszawie. Aby nie zamykać się wyłącznie w żartach z aktualności, które mogłyby się zdezaktualizować, postanowili dotknąć niezmiennie bolesnej historii miasta. Grali „socrealistyczną rock operę o Pałacu Kultury” w Barze Studio, zaryzykowali z Powstaniem Warszawskim (co okazało się sukcesem), a w Nowym Teatrze przybliżyli historię Mokotowa. Wykorzystują formułę „docere, delectare, movere”, czyli nauczać, bawić i wzruszać, która jest obecna w ich spektaklach. Tematyka lokalna, jak Mokotów, Puławska, ulice Madalińskiego, czy postaci takie jak lwy spod dawnego kina Moskwa, lumpeksy, święty Andrzej Bobola, przeplata się z kontekstem ogólnopolskim.
W kabarecie występują stali bohaterowie, na czele ze stołecznymi władzami, takimi jak pani prezydent HGW, marszałek Veturilo i admirał Inspiro, a także wykwintnisie z placu Zbawiciela i hipsterzy ze swoim duszpasterzem Księdzem Markiem. Siła burdelowego dowcipu tkwi w operowaniu tym, co najbardziej swojskie (gwarancja sympatii widzów) i najbardziej aktualne (gwarancja podziwu wobec refleksu artystów).

Program „Pożaru w Burdelu” jest przeznaczony dla konkretnej grupy odbiorców - inteligencji, która potrzebuje humanistycznej erudycji do zrozumienia burdelowego dowcipu. Lokalność jest atutem, który usprawiedliwia jego „warszafkość”, a widzowie odnajdują w nim odniesienia do modnych miejsc jak Charlotte czy Wilcza. Kabaret w przewrotny sposób odbija sny Polaków i ich popkulturowe wyobrażenie szczęścia.
W spektaklach poruszano również problemy na międzynarodową skalę, jak napięte stosunki rosyjsko-ukraińskie, ale też satyrycznie wykpiono prawicowych satyryków. Zespół uwidacznia nowomowę medialną, parodiuje język, jakim mówi się o psychice i ciele, tnie ostrzem satyry reprezentantów różnych opcji: Kościół, „patriotów” z Marszu Niepodległości, aktywistów miejskich czy środowisko Krytyki Politycznej.
Każdy odcinek to komentarz do wydarzeń, którymi żyje Polska, poruszając takie kwestie jak śmieciowe umowy, kredyty, strach przed utratą pracy. Kabaret portretuje Warszawę i jej mieszkańców - tygiel, w którym mieszają się ludzie z całego kraju, odwołując się do lemingów, hipsterów i słoików.
Wyzwania i przyszłość
W ostatnim czasie „Pożar w Burdelu” zmagał się z wewnętrznymi wyzwaniami, w tym z problemami finansowymi po zniknięciu menedżera. Andrzej Konopka podkreśla, że projekt jest obecnie „w formie przejściowej”, a zespół, który bardzo się rozrósł, trudno zebrać. Mimo to Konopka wierzy, że projekt nie upadnie, a zmiana taktyki działania i przekształcanie doświadczeń życiowych w paliwo do scenariuszy pozwoli na dalszy rozwój. Maciej Łubieński, zapowiadając telewizyjny debiut z kontrowersyjnym przedstawieniem „Fabryka Patriotów”, wskazuje, że kabaret wciąż reaguje na bieżące wydarzenia społeczne i polityczne, oswajając lęki, ucząc zrywać maski i zachowywać dystans do samych siebie. Z początkiem listopada w Teatrze Rampa miała miejsce premiera „Rasputina”, nowego spektaklu muzycznego, współtworzonego przez ludzi z „Pożaru w Burdelu”, wykorzystującego sztuczną inteligencję i grafiki.
Mimo „masowienia” publiczności, na widowni wciąż zasiada sporo „swoich”, do których można puszczać oczko. Kabaret oswaja lęki, uczy zrywać maski, które nakładamy, i zachowywać dystans do samych siebie. Pozwala „schamić się, ale w sposób kulturalny”. Twórcy nie boją się zarzutu lokalności, wierząc, że zakorzenienie w miejscu jest w cenie. Pozostaje czekać, jakie miejsca w stolicy postanowi jeszcze odkryć na nowo Burdeltrupa i jakim nadadzą kabaretowe znaczenie.