Kalifornijskie pożary stanowią jedno z największych zagrożeń naturalnych dla regionu, a często także i całego kraju. Powodów występowania pożarów jest wiele, jednak na terenie Stanów Zjednoczonych za blisko 85% przypadków odpowiedzialne są działania antropogeniczne. Ze względu na zmiany klimatyczne oraz długotrwałe susze występujące na terenie Kalifornii, w ostatnich latach zaobserwowano drastyczny wzrost intensywności pożarów, a tym samym wynikających z nich skutków obejmujących m.in. koszty akcji gaśniczych czy wypłacanie odszkodowań, a także negatywny wpływ na zdrowie przejawiający się głównie w postaci chorób układu oddechowego.
Kalendarium Ostatnich Kataklizmów i Obraz Zniszczeń
Potężne pożary, które na początku 2025 roku nawiedziły Kalifornię, stały się w USA tematem bardzo burzliwych dyskusji. Kataklizm, który w styczniu spustoszył przedmieścia Los Angeles, objął teren o powierzchni ponad 23 tysięcy hektarów. Ewakuowano ponad 200 tysięcy ludzi, zginęło 30 osób. Zdarzenie było tym bardziej medialne, że pożary dotknęły miejscowości, w których mieszkają gwiazdy filmowe. Oprócz styczniowych wydarzeń, pożar nazwany Silver Fire rozpoczął się pod koniec marca i w kilka dni spalił około 650 hektarów terenu, zmuszając kilkaset osób do ewakuacji. Szczególnie niepokojące było zagrożenie dla jednych z najstarszych drzew na świecie - sosen długowiecznych z chronionego obszaru Ancient Bristlecone Pine Forest, z których najstarsze mają ponad 4 tys. lat. Pożar ten wybuchł na wschodnich zboczach gór White Mountains i rozprzestrzeniał się przez silny wiatr, co utrudniało działania gaśnicze.
Narodowe Międzyagencyjne Centrum ds. Pożarów (National Interagency Fire Center, NIFC) alarmowało o podwyższonym zagrożeniu pożarowym w rejonie już 2 stycznia. 6 stycznia gubernator Kalifornii Gavin Newsom ogłosił mobilizację zasobów do walki z potencjalnymi pożarami: 65 wozów strażackich, siedem helikopterów, siedem cystern z wodą oraz 109 strażaków. Główne przedsiębiorstwa energetyczne, takie jak Southern California Edison i San Diego Gas & Electric, ogłosiły ewentualność prewencyjnego odcięcia dostaw prądu. Zamknięto większość szkół oraz ograniczono możliwości aktywności na zewnątrz. Autostrada Pacific Coast Highway została częściowo zamknięta z uwagi na zagrożenie dla ruchu drogowego. W ramach przygotowań napełniono 114 zbiorników wodnych w Los Angeles. 7 stycznia miasto Los Angeles ogłosiło stan wyjątkowy w związku z prognozowanym nasileniem wiatrów, co spowodowało przerwy w dostawach prądu na przestrzeni ponad 20 000 km.
10 stycznia w regionie panowały już cztery znaczące pożary, które rozprzestrzeniały się w błyskawicznym tempie z powodu ekstremalnej intensywności wiatru i roślinności: z jednej strony nagromadzonej suchej biomasy, a z drugiej strony roślin łatwopalnych i/lub pirofitycznych. Do najważniejszych z nich należały:
- Pożar w Palisades: Wybuchł w pobliżu luksusowej dzielnicy Pacific Palisades w Los Angeles i szybko rozprzestrzenił się na powierzchnię 20 km². Władze zarządziły obowiązkową ewakuację wzdłuż odcinków autostrady Pacific Coast Highway oraz w sąsiednich rejonach, a centrum rekreacyjne Westwood zostało przekształcone w schronisko dla osób zmuszonych do ucieczki. W południe strażacy poinformowali, że silne wiatry przyspieszały rozwój ognia „o trzy boiska piłkarskie na minutę”. Natychmiastowy nakaz ewakuacji wydano dla mieszkańców Santa Monica, Malibu i Brentwood. 9 stycznia do godz. 11.26 pożar objął już 69,7 km².
- Pożar Eaton: Pożar zarośli w kanionie Eaton, nazwany pożarem Eaton, wybuchł 7 stycznia około godz. 18.15 w rejonie Altadena-Pasadena. Początkowo objął powierzchnię 20 akrów (0,081 km²). Do godz. 19.12 ogień rozprzestrzenił się na co najmniej 200 akrów (0,81 km²). W wyniku zagrożenia ewakuowano 95 seniorów z ośrodka Terraces at Park Marino. Wkrótce ewakuację rozszerzono na Pasadenę oraz północne rejony Sierra Madre i Arcadii. 8 stycznia do godz. 10.36 powierzchnia pożaru osiągnęła już 43 km².
- Pożar Hurst: 7 stycznia o godz. 22.10 czasu lokalnego straż pożarna Los Angeles zgłosiła pożar roślinności w północnym Sylmar, nazwany pożarem Hurst, który początkowo objął powierzchnię 50 akrów (0,20 km²).
- Pożar Kenneth: Wybuchł 9 stycznia o 14.30 czasu lokalnego w pobliżu wejścia na szlak przy Victory Boulevard w dzielnicy West Hills w Los Angeles. Szybko rozprzestrzenił się na powierzchnię 50 akrów, a władze zarządziły obowiązkową ewakuację.
Do 15 stycznia przeszło 25 osób zginęło w wyniku pożarów, a ponad 12 000 budynków zostało zniszczonych. Szeryf hrabstwa Los Angeles Robert Luna zapowiedział, że dokładna liczba ofiar zostanie określona po przeprowadzeniu szczegółowych poszukiwań. Pożar Palisades okazał się najtragiczniejszym w regionie Los Angeles pod względem strat materialnych. JPMorgan szacuje straty ubezpieczeniowe w wyniku pożarów na ponad 20 mld dolarów. Jak podaje tamtejszy Departament Leśnictwa i Ochrony Przeciwpożarowej (Cal Fire), z powodu niszczycielskich pożarów życie straciło co najmniej 29 osób, a zniszczeniu uległo około 17 tysięcy budynków. Według najnowszych szacunków AccuWeather całkowite straty ekonomiczne spowodowane pożarami w południowej Kalifornii wynoszą od 250 do 275 mld dolarów.
Pożar w Palisades, który wybuchł w Kalifornii 7 stycznia, pozostawił po sobie ogromne straty - ogień zniszczył niemal 7 tys. domów i budynków oraz spalił ok. 9 tysięcy hektarów w rejonie Pacific Palisades oraz wzdłuż wybrzeża Pacyfiku. Łączne straty spowodowane przez pożary w Kalifornii szacuje się na ponad 17 tysięcy zniszczonych budynków oraz niemal 16 tys. hektarów ziemi. Władze Los Angeles określają styczniowe pożary jako jedne z najbardziej niszczycielskich w historii regionu.
Życie w ciągłym zagrożeniu skłania niektórych ludzi do wyjazdu. Dobrym przykładem jest tu historia Christiny Welch z Santa Rosa, o której jakiś czas temu materiał zrobiło BBC. Welch mówiła tam m.in., że dobrze pamięta dzień, kiedy ogień zbliżył się na zaledwie kilka kilometrów od jej domu. Działo się to w trakcie pożarów, które pustoszyły Kalifornię w październiku 2017 roku. Te powtarzające się doświadczenia stały się dla niej impulsem do porzucenia Kalifornii. Eksperci ostrzegają, że jeśli trend ten się utrzyma, migracja spowodowana zmianami klimatycznymi może się nasilić, a miasta przyjmujące nowych mieszkańców - zarówno te w Kalifornii, jak i poza nią - będą zmuszone do intensywnych inwestycji w rozwój infrastruktury i adaptację do nowych warunków. W USA wewnętrzne migracje klimatyczne powoli stają się zatem rzeczywistością.

Kluczowe Przyczyny Niszczycielskich Pożarów
Czynniki Klimatyczne i Geograficzne
Kalifornia - przede wszystkim jej południowa część - charakteryzuje się klimatem śródziemnomorskim. Występowanie pożarów jest na tych terenach naturalnym zjawiskiem - szczególnie w sezonie letnim, gdy wysoka temperatura i niska wilgotność sprzyjają ich powstawaniu. Najbardziej niszczycielskie pożary występują jednak w okresie jesienno-zimowym - wieją wówczas silne, suche wiatry, które - jak podkreślają eksperci - zwiększają tempo rozprzestrzeniania się ognia. Naukowcy zauważają, że dodatkowym czynnikiem, który wpłynął na skalę pożarów oraz spowodowanych przez nie zniszczeń, był także brak opadów - sprawiło to bowiem, że roślinność była wyjątkowo sucha i podatna na zapłon.
Narastająca susza stała się jednym z kluczowych czynników, które od tygodni zaostrzały sytuację w południowej Kalifornii. Od późnego lata zeszłego roku region niemal całkowicie pozbawiony był opadów, co eksperci łączą z klimatycznym zjawiskiem El Niño - Southern Oscillation (ENSO). El Niño i La Niña to dwa przeciwstawne oblicza ENSO, czyli zjawiska wpływającego m.in. na temperatury oceanów oraz wzorce opadów i wiatru. Podczas El Niño wody powierzchniowe w równikowym Pacyfiku nagrzewają się, co zazwyczaj skutkuje obfitymi opadami w południowej Kalifornii. Z kolei La Niña, z chłodniejszymi wodami, przesuwa szlaki deszczu na północ, przynosząc susze w regionach takich jak południowa Kalifornia. Do końca grudnia tamtego roku większość hrabstwa Los Angeles znajdowała się w stanie umiarkowanej suszy, a roślinność, zwykle wilgotna o tej porze roku, była wyschnięta.
Wyjątkowo intensywne wiatry Santa Ana przyniosły niszczycielskie podmuchy osiągające prędkość 80-130 km/h w zamieszkanych obszarach hrabstw Los Angeles i Ventura, takich jak Dolina San Gabriel czy Basen Los Angeles. W wyższych partiach terenu, jak pasma górskie południowej Kalifornii, prędkość ta wzrastała nawet do 160 km/h, co czyniło je jednymi z najsilniejszych w historii regionu. Santa Ana to suche, gorące wiatry katabatyczne, które powstają, gdy zimne, gęste powietrze spływa z Wyżyny Kolorado w stronę wybrzeża, przyspieszając w wyniku kompresji adiabatycznej podczas opadania. Narodowa Służba Pogodowa (National Weather Service, NWS) w Los Angeles opisała te warunki jako potencjalnie „zagrażające życiu”. Niska urbanizacja na styku osiedli i przyrody oraz niska zabudowa luksusowych przedmieść Los Angeles również wpływa na ryzyko pożarowe. Kiedy już ogień pojawi się w dolnych partiach gór, rozgrzane powietrze unosi się do góry, jeszcze bardziej ogrzewając schodzące z gór wichury i wysuszając glebę.

Roślinność i Biomasa
Po intensywnych opadach w sezonach deszczowych dwóch poprzednich lat gwałtownie wzrosły (a potem gwałtownie wyschły) trawy, krzewy i drzewa. Ponadto z powodu suszy, ale również chorób i innych czynników w ostatnich latach w Kalifornii zginęło około 36,3 mln drzew; nic nie wskazuje na to, by powstała w ten sposób łatwopalna biomasa została usunięta. Na domiar złego naturalna i sprowadzona roślinność południowej Kalifornii obejmuje wiele gatunków pirofitów. Jeśli chodzi o tę naturalną, jest to między innymi - a może przede wszystkim - chaparral, czyli charakterystyczne kalifornijskie zimozielone zarośla. W ekosystemie Los Angeles, pokrytym chaparralem, pożary w górach mają miejsce co roku. Jedna z głównych roślin chaparralu, Adenostoma Fasciculatum, potrzebuje wręcz ognia, jej nasiona kiełkują bowiem lepiej po ekspozycji na ekstremalnie wysoką temperaturę. Podobnie jest z charakterystyczną dla regionu manzanitą, a także białą i czarną szałwią.
Problem nie kończy się też na naturalnych pirofitach. Po pożarze w 2007 r. straż pożarna w Escondido w Kalifornii nie bez powodu zaleciła ograniczenie sadzenia palm, wskazując, że niektóre gatunki ze względu na swoją budowę lub brak odpowiedniej pielęgnacji mogą stanowić zagrożenie pożarowe. Podkreślono wówczas, że zaniedbane palmy płoną niczym pochodnie, a ich opadłe liście są w stanie przenosić ogień na znaczne odległości; zjawisko to widoczne było podczas obecnych pożarów. Do łatwopalnych roślin w Los Angeles należą też sprowadzone tam w XIX w. eukaliptusy. Podczas gdy palmy, eukaliptusy i drzewa iglaste (ozdobne cedry, jałowce) cechują się wysoką łatwopalnością, drzewa i krzewy liściaste dzięki wilgotnym liściom i niższej zawartości żywicy są mniej łatwopalne.
Aby zminimalizować zagrożenie pożarowe, Kalifornia wdrożyła szczegółowe przepisy regulujące zarządzanie roślinnością. Zgodnie z obowiązującym California Fire Code (2022) kluczowe znaczenie mają przepisy zawarte w sekcji 4906. Zgodnie z tymi wytycznymi nowe nasadzenia muszą być dobierane w taki sposób, by ograniczać obecność łatwopalnej roślinności w pobliżu budynków i dróg. W obszarach o bardzo wysokim zagrożeniu pożarowym wszystkie nowe plany krajobrazowe muszą uwzględniać 30- i 100-stopowe strefy zarządzania roślinnością wokół struktur użytkowych. Strategie te ograniczają np. nasadzenia w pobliżu budynków gatunków wysokiego ryzyka, takich jak eukaliptusy czy palmy.
Czynniki Antropogeniczne i Urbanizacja
Silne wiatry oraz miesiące suszy stworzyły warunki do katastrofalnych pożarów w Los Angeles w styczniu. Jednakże duży wpływ na zaistniałą sytuację miało także rozrastanie się zabudowy mieszkalnej w obrębie, a także w okolicach wzgórz, które są szczególnie narażone na pożary. Większość domów, które zostały uszkodzone lub zniszczone, znajdowała się w pobliżu wzgórz porośniętych łatwopalną roślinnością. Nawet gęste dzielnice miejskie, takie jak Altadena, były podatne na żarzące się iskry z pobliskich płonących wzgórz. W całych Stanach Zjednoczonych, także w Kalifornii, miliony Amerykanów przeprowadzają się do miejsc zagrożonych pożarami, zwłaszcza na obrzeża miast, gdzie tereny zabudowane graniczą z lasami, łąkami i krzewami.
Szybki rozwój tych obszarów, znanych jako Wildland-Urban Interface (WUI), przyczynia się do powstawania zagrożenia pożarowego dla ludzi i mienia. Przykładem jest obecny pożar Palisades, w którym pożar krzewów szybko rozprzestrzenił się na 1000 domów. W latach 1990-2020 liczba domów w częściach Kalifornii narażonych na pożary wzrosła o 40%, podczas gdy liczba domów w mniej łatwopalnych rejonach (takich jak centra miast) wzrosła tylko o 23%. Innym czynnikiem są awarie infrastruktury energetycznej oraz łatwopalne materiały używane do konstrukcji domów w tym rejonie.
W celu zwiększenia odporności na ogień budynków w strefach zagrożenia, dachy muszą być wykonane z materiałów o klasie odporności na ogień A (najwyższy poziom odporności na ogień). W obszarach WUI elewacje muszą być wykonane z materiałów niepalnych lub trudnopalnych, takich jak cement włóknisty, tynk, cegła czy kamień. Szyby powinny być wykonane z podwójnego szkła hartowanego (lub szkła laminowanego), w celu zwiększenia odporności na ciepło, a drzwi zewnętrzne - z materiałów niepalnych (np. metalowe). Izolacja wewnętrzna i zewnętrzna powinna być wykonana z materiałów ognioodpornych (np. wełna mineralna). Gołym okiem widać, że budynki, które przetrwały w tegorocznych pożarach, ocalały nie ze względu na szczęście czy bożą prominencję, jak sugerują niektórzy, a przede wszystkim dlatego, że zbudowane zostały z materiałów niepalnych wedle powyższych wytycznych. Innym częstym obrazkiem są spalone domy wśród ocalałych drzew - to domy drewniane, pokryte najprawdopodobniej płytą kartonowo-gipsową i styropianem oraz/lub dachówką bitumiczną. W takich przypadkach dobór roślin niepalnych (lub takich, które przenoszą ogień, same mu nie ulegając) połączył się z doborem złych materiałów budowlanych.

Wyzwania w Akcjach Gaśniczych i Infrastruktura
Kryzys wzmocniły z pewnością cięcia budżetowe w Departamencie Straży Pożarnej Los Angeles (Los Angeles Fire Department, LAFD). W 2024 r. wyniosły one 17,6 mln dolarów. Decyzja ta, wprowadzona przez burmistrz Karen Bass, spotkała się z ostrą krytyką - również ze strony Kristin Crowley, szefowej LAFD, która ostrzegała, że ograniczenie finansowania może osłabić zdolności operacyjne w sytuacjach kryzysowych.
Infrastruktura wodna w Los Angeles napotkała poważne trudności podczas wybuchu pożarów, ponieważ główny zbiornik wodny Santa Ynez, mieszczący 117 mln galonów, był nieczynny od lutego zeszłego roku. Sytuację komplikowało szybkie wyczerpanie się trzech mniejszych zbiorników w Pacific Palisades, z których każdy mieścił około 1 mln galonów (3800 m³). Do wczesnego ranka 8 stycznia ich zasoby zostały całkowicie wykorzystane. Straż pożarna zgłaszała poważne problemy z dostępem do wody - wiele hydrantów w okolicy albo nie działało wcale, albo dostarczało wodę pod zbyt niskim ciśnieniem. Brak wody w zbiornikach spotęgował problemy z ciśnieniem w sieci wodociągowej, co uniemożliwiło strażakom wykorzystanie pomp do transportu wody, gdy pożar wymykał się spod kontroli. Ostatecznie strażacy musieli zwiększyć przepływ do przeszło 2100 litrów na sekundę, by utrzymać właściwe ciśnienie i zaczęli wykorzystywać prywatne baseny jako źródła wody. Ze wsparciem przybyli strażacy z innych regionów Kalifornii; do akcji włączono również 395 więźniów. Akcję ratowniczą komplikowały niespodziewane wypadki, w tym kolizja samolotu gaśniczego z bezzałogowym dronem, który nielegalnie znajdował się w strefie zakazu lotów. To zdarzenie wymusiło awaryjne lądowanie.
Winnice to naturalna bariera dla ognia! [Kalifornijscy strażacy]
Reakcje Społeczne, Dezinformacja i Debata Publiczna
Potężne pożary, które na początku 2025 roku nawiedziły Kalifornię, stały się w USA tematem bardzo burzliwych dyskusji. Spierano się głównie o to, czy winna tragedii - obok innych czynników - była też zmiana klimatu. Na ten temat wypowiadali się m.in. Donald Trump i Elon Musk, obaj byli przy tym oskarżani o szerzenie dezinformacji. Donald Trump, wtedy jeszcze prezydent elekt, obarczył winą za pożary gubernatora Kalifornii, Gavina Newsoma, twierdząc, że winna jest polityka środowiskowa stanu. Według Trumpa Kalifornia przekierowuje słodką wodę do ochrony terenów podmokłych i dzikiej przyrody, co spowodowało jej braki w hydrantach.
W mediach społecznościowych pojawiły się na przykład sugestie, że pożary w Los Angeles zostały wywołane celowo za pomocą „kierunkowej broni energetycznej” (ang. Directed Energy Weapons). Pod tą nazwą miałyby się kryć lasery lub emitery mikrofal, używane jakoby przez rząd lub bliżej niesprecyzowane tajne organizacje. Część zwolenników tego typu hipotez sugeruje wręcz, że pożary mają coś wspólnego z jak najbardziej realnie istniejącymi, a zlokalizowanymi na Alasce urządzeniami programu HAARP (ang. High-frequency Active Auroral Research Program). HAARP wystartował w roku 1993 jako projekt wojskowy, obecnie jest kontynuowany przez Uniwersytet w Fairbanks. Jego celem jest badanie jonosfery - najwyższej, zjonizowanej część ziemskiej atmosfery. Najważniejszym instrumentem w HAARP jest nadajnik radiowy o dużej mocy działający w paśmie wysokiej częstotliwości.
Wśród doniesień o skali zniszczeń pojawiają się także głosy krytyki - uwagi o braku odpowiedniego przygotowania służb, nieudolności sztabu kryzysowego, braku inwestycji w materiały ogniotrwałe czy starzejącej się infrastrukturze wodociągowej. Ta sieć, jak zauważają niektórzy, jest przecież tą samą, z której korzystają na co dzień mieszkańcy. 8 stycznia władze Pasadeny ogłosiły alert dotyczący jakości wody z powodu zanieczyszczeń i zwiększonej mętności.

Wnioski Naukowe i Perspektywy na Przyszłość
Międzynarodowy zespół naukowców z USA, Holandii, Danii, Belgii, Francji, Szwecji i Wielkiej Brytanii, chcąc przyjrzeć się bliżej sprawie ostatnich wydarzeń, przeprowadził badania nad wpływem zmian klimatu na warunki pogodowe sprzyjające pożarom w Los Angeles. Analiza naukowców wskazuje, że w obecnym klimacie - gdy temperatura jest o około 1,3 stopnia Celsjusza wyższa w stosunku do epoki przedindustrialnej - ekstremalne warunki pożarowe, podobne do tych, które miały miejsce w styczniu 2025 roku, występują przeciętnie raz na 17 lat. „Wzrost częstotliwości i intensywności ekstremalnych warunków pożarowych w Kalifornii jest konsekwencją zmian klimatycznych napędzanych przez spalanie paliw kopalnych” - podkreśla zespół naukowców analizujących zjawisko. Jak zaznaczają badacze, modele klimatyczne wykazały, iż ocieplenie klimatu spowodowane działalnością człowieka zwiększyło prawdopodobieństwo wystąpienia ekstremalnego FWI (Fire Weather Index) aż o 35 proc. Eksperci zauważają także, że dodatkowo okres suszy w latach 1950-2023 wydłużył się o średnio 23 dni. To zły znak - oznacza to bowiem dłuższe nakładanie się sezonu suchych wiatrów i wysokiego ryzyka pożarowego. Modele sugerują, że w scenariuszu wzrostu średniej globalnej temperatury o 2,6 stopnia Celsjusza do końca XXI wieku, wskaźniki FWI dodatkowo wzrosną - mogą skoczyć nawet o 35 proc.
Naukowcy zaznaczają, że katastrofalne pożary ujawniły słabości infrastruktury wodnej Los Angeles. „System zaopatrzenia w wodę jest dostosowany do gaszenia typowych pożarów, ale nie do zarządzania tak ogromnymi pożarami, jakie miały miejsce w styczniu 2025 roku” - czytamy. Jak sugerują badacze, konieczne będą inwestycje w bardziej odporną infrastrukturę wodną oraz skuteczniejsze zarządzanie ciśnieniem w sieci wodociągowej. Wszystkie analizowane przez naukowców dane wskazują, że zmiany klimatu w znacznej mierze przyczyniły się do powstania i rozprzestrzeniania się pożarów w Los Angeles. „Wzrost temperatur, wydłużenie okresu suszy oraz coraz częstsze ekstremalne warunki pogodowe zwiększają ryzyko wystąpienia katastrofalnych pożarów w przyszłości.”
Krytyka braku odpowiedniego przygotowania dotyczy również kwestii zarządzania wodą. Nikt nie pomyślał o ochronie terenów poprzez wodę, nikt nie zastanowił się nad przywracaniem naturalnych ekosystemów, które mogłyby zminimalizować skutki pożarów. Co więcej, nikt nie rozważył możliwości wykorzystania do gaszenia wody morskiej, mimo że majestatyczny widok na Ocean Spokojny jest codziennością mieszkańców Miasta Aniołów. Oczywiście można wykluczyć jej bezpośrednie użycie w walce z pożarem, ale dlaczego nie skorzystać z technologii odsalania? Zagospodarowanie wód opadowych jest tym, na co władze miasta powinny postawić w pierwszej kolejności. Choć w LA opady deszczu do częstych nie należą, to gdy już pada, deszczówka jest w stanie znacząco wesprzeć systemy zarządzania wodą. Niestety miasto nie korzysta z takich rozwiązań. Woda opadowa nie jest zbierana w sposób systematyczny, a brak odpowiednich regulacji sprawia, że ten problem pozostaje nierozwiązany. Nie ma tam również terenów przeznaczonych do renaturyzacji czy na tworzenie zielono-błękitnej infrastruktury, co sprawia, że rozwiązania te stają się jedynie pomysłami, które od lat nie mogą doczekać się realizacji.
Dr Andrzej Czech w swoim komentarzu w mediach społecznościowych zamieścił zdjęcie ukazujące zielono-błękitną oazę, która powstała wśród lasów zniszczonych przez pożar w Oregonie w 2021 r. Za uratowanie tego terenu były odpowiedzialne bobry, które sprytnie i skutecznie nawodniły teren, tworząc rozlewisko. To przykład tego, jak proste rozwiązania, oparte na renaturalizacji, mogą być skuteczne.

Jednym z pierwszych poważnych podsumowań wydarzeń w Kalifornii jest opublikowany przez Next 10 oraz UC Berkeley Center for Community Innovation raport „Rebuilding for a Resilient Recovery: Planning in California’s Wildland Urban Interface”. Zawiera on możliwe scenariusze odbudowy zniszczonych terenów, wskazując przy tym na ich implikacje w postaci gwałtownego wzrostu kosztów oraz negatywnego wpływu na dostępność mieszkań w obliczu trwającego kryzysu. Raport podkreśla, że ileż terenów wymaga zupełnie innego podejścia do zagospodarowania? Ile obszarów mogłoby pełnić funkcje ekosystemowe, stając się naszą naturalną ochroną przed żywiołami - suszami, pożarami, powodziami? Skoro eksplorujemy kosmos, to dlaczego nie potrafimy zastosować prostych rozwiązań tu, na Ziemi?

tags: #kalifornia #pozar #co #mowialudzie