Pożary przez wieki stanowiły istotny element życia człowieka, budziły lęk i respekt, dotykając zarówno jednostek, jak i większych społeczności, w tym miejskich. Ze względu na ich poważny wpływ na życie miast - gospodarkę, architekturę i przestrzeń - były często odnotowywane w dokumentach miejskich czy kronikach klasztornych. Niektóre tego typu wydarzenia udokumentowane są dodatkowo przez historyczną ikonografię. Przykładem może być obraz popularnie zwany „Pożar Lublina” z kościoła oo. Dominikanów, przedstawiający ocalenie miasta z pożogi w 1719 roku dzięki cudowi relikwii Drzewa Krzyża Świętego.
Pożar Fary pw. Podwyższenia Krzyża Świętego w Tczewie (1982)
Charakterystycznym elementem Starego Miasta w Tczewie jest Fara pw. Podwyższenia Krzyża Świętego z wysoką wieżą. Cztery dekady temu, dokładnie 29 sierpnia 1982 roku, wybuchł pożar, który zniszczył kościelną dzwonnicę. Wielu mieszkańców Tczewa pamięta ten dzień i ogień, który strawił drewniane zwieńczenie świątyni. Jeden ze świadków, mieszkaniec Tczewa od dziecka, opisywał swoje wspomnienia z tego pamiętnego dnia: „Pamiętnej niedzieli 29 sierpnia 1982 roku zdziwił mnie uliczny gwar, gdy wyjrzałem przez okno ujrzałem płonącą wieżę i przeraził mnie ten widok. Powiedziałem do żony Barbary „nasza fara się pali””. Wykonał wówczas kilka zdjęć z okna i z dachu kamienicy, które później ukazały się w publikacjach o farze i albumach Józefa Golickiego.
Kilka minut po godzinie siódmej rano, przypadkowy przechodzień zauważył dym wydobywający się z drewnianej dzwonnicy kościoła farnego. Ogień szybko objął drewnianą część wieży, a palące się szczątki, niesione wiatrem, zaczęły spadać na dach nawy głównej kościoła. Przybyli strażacy rozpoczęli błyskawiczną akcję, koncentrując się przede wszystkim na ochronie dachu, aby zapobiec jego zawaleniu i uszkodzeniu gwiaździstych sklepień fary. Sytuacja była na tyle poważna, że sprzęty z wnętrza kościoła, wraz z zabytkowymi dziełami sztuki, zostały ewakuowane do sąsiadującego z farą kościoła pw. św. Stanisława Kostki. Dopiero przybycie dodatkowych jednostek straży pożarnej z terenu ówczesnego województwa gdańskiego pozwoliło na opanowanie sytuacji.
Skutki i odbudowa
Pożar spowodował duże straty. Uszkodzony został dach nad nawą główną, stopieniu uległy dzwony, a organy uległy zniszczeniu. Dzięki ofiarnej postawie parafian i szybkiej akcji ewakuacyjnej wiele elementów wyposażenia udało się ocalić. W ciągu kolejnych lat wieża otrzymała nowe, murowane zwieńczenie, uzupełniono całą więźbę i położono nowe dachówki.
To smutne wydarzenie w dziejach tczewskiej Fary odnotowała także Skarbnica Tczewska - Tczewska Biblioteka Wirtualna, która przygotowała specjalną wystawę poświęconą temu wydarzeniu. Fotografie opublikowane na stronie Skarbnicy pochodzą z kroniki „Pożary w Tczewie” (w oprac. ks. D. Cichockiego).

Pożar kościoła pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Nowogardzie (2005)
W sobotę 3 grudnia 2005 roku, podczas wieczornej Mszy Świętej, kościół pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Nowogardzie stanął w płomieniach. Przyczyną pożaru było nieumyślne podpalenie przez 13-letnią dziewczynkę bawiącą się z koleżanką zapałkami na schodach prowadzących do wieży kościoła. Alarm wszczęto kwadrans po godzinie 18:00. Organista Adam Karman, grający w kościele od 53 lat, oraz dziewczynki zostali ewakuowani z chóru przy pomocy drabiny. Dwadzieścia osób obecnych na Mszy Świętej opuściło kościół bez paniki.
Na miejsce pożaru szybko przybyły sekcje Państwowej Straży Pożarnej z Nowogardu i Goleniowa oraz ochotnicze straże pożarne z okolicy. Akcja ratunkowa prowadzona była w trudnych warunkach. Obiekt o wysokości ponad 30 metrów był trudno dostępny z powodu otaczających budynków i wysokich drzew. Paląca się wieża, zbudowana z elementów drewnianych i posiadająca mało otworów okiennych, wytworzyła efekt komina. Pożar był podsycany przez ciąg kominowy, trawiąc coraz wyższe części wieży, która okazała się niemożliwa do uratowania. Strażacy postawili sobie za cel ocalenie dachu kościoła, zapobieżenie przerzuceniu się ognia na wnętrze, a także uratowanie zabytkowego, XVI/XVII-wiecznego ołtarza i ambony. Cel ten powiódł się. Wieża wewnątrz wypaliła się doszczętnie. Trzy dzwony runęły w dół i pękły, zegar zatrzymał się na godzinie 18:41, a na chórze spaliły się organy pochodzące z pierwszej połowy XX wieku, co było wielką stratą. W obu połaciach dachów blisko wieży nastąpiły ubytki dachówek. Zadymienie kościoła spowodowało okopcenie ścian, na których znajdowały się malowidła, jednak nie było typowego zapachu spalenizny.
Odbudowa i wsparcie społeczności
Strażacy oddali kościół po zabezpieczeniu pogorzeliska w poniedziałek o godzinie 17:00. We wtorek rozpoczęto odgruzowywanie. Piątego grudnia towarzyszono ekspertom nadzoru budowlanego podczas oględzin i spotkania, które miało zadecydować o dalszym użytkowaniu kościoła. Zalecono oddzielić część nawową kościoła od spalonej wieży, stawiając przegrodę zabezpieczającą - tymczasowy mur o szerokości 24 cm, zabudowany do pełnej wysokości arkady. Teren wokół wieży polecono ogrodzić parkanem dla bezpieczeństwa. Prace te ruszyły szybko, a mur wznosił się już do zachowanej balustrady chóru. Ksiądz proboszcz Grzegorz Zaklika, pragnący uszanować tradycję, odprawiał Msze Święte przez wszystkie dni po katastrofie w nieuszkodzonej kaplicy z udziałem sióstr zakonnych. Narada przyniosła pozytywną decyzję o możliwości dalszego użytkowania kościoła, a już w sobotę i niedzielę odprawiano Msze Święte z udziałem wiernych.
„Dla nas wszystkich to był wstrząs - relacjonuje Ksiądz Proboszcz. - Przeżyliśmy to bardzo głęboko, nie tylko mieszkańcy Nowogardu. Przychodziły sygnały od osób z całej Polski i ze świata, że się z nami łączą, współczują, że chcą pomagać. Przeżyli to też niemieccy ewangelicy, byli mieszkańcy miasta, którzy w piątek modlili się z nami na Roratach. Gdy w niedzielę ich spotkałem, płakali tu, przy kościele. Jednocześnie na płaczu się nie skończyło, bo to nieszczęście wywołało niespotykane dotychczas zaangażowanie, chęć pracy, chęć pomocy, aby można było jak najszybciej sprawować świętą liturgię.” Każdego dnia wiele osób przychodziło do pracy, całe ekipy, wykonując potrzebne zadania. Ekspert dr Stefan Nowaczyk ocenił stan murów wieży. Kościół, jak wszystkie obiekty sakralne archidiecezji, był ubezpieczony. Powstał pomysł, by z miedzianej blachy z pokrycia wieży wykonać cegiełki na odbudowę z wygrawerowanym widokiem kościoła. Społeczność miasta wykazywała duże przywiązanie do świątyni i chęć szybkiej jej odbudowy.
Historyczne pożary nowogardzkiej fary
To nie był pierwszy pożar w historii nowogardzkiej fary. Niszczona była wielokrotnie pożarami, które często nawiedzały miasto. W 1559 roku spaliła się od uderzenia pioruna, a Ludwik von Everstein fundował dla niej cenny ołtarz główny. Kościół później jeszcze kilkakrotnie doznawał poważnych szkód od kolejnych pożarów (1595, 1638, 1640, 1699, 1761). W 1918 roku rozebrano zniszczone uderzeniem pioruna górne partie wieży, odbudowując ją w prostych formach.
#4 Szokujący pożar w Rouen: powtórka tragedii Notre Dame? - Monet/Georges Duby/Ryszard Lwie serce
Pożar Kościoła Farnego św. Michała w Lublinie (1653)
Pożar z 1653 roku wydarzył się w okolicy Kościoła Farnego św. Michała w Lublinie. Informacje o nim pochodzą z opracowań historycznych, które, mimo braku bezpośrednich odwołań do źródeł z epoki, są wiarygodne dzięki podawaniu dokładnej i identycznej daty w obu opracowaniach: 10 września 1653 roku. Twórcy bazowali na dokumentach kościelnych, co czyni ich relacje wartościowymi.
Jan Ambroży Wadowski wskazuje, że „spłonęła wieża kościelna”, a Jadwiga Kuczyńska precyzuje, że zniszczeniu uległ „hełm wieży kościoła św. Michała”. Poważne zniszczenia potwierdza koszt odbudowy: mieszczanie „wydali wówczas na restauracyę osiemnaście tysięcy złotych ówczesnych”. Kwota ta była dwukrotnie większa niż cena naprawy trzech dzwonów odlanych dla kościoła św. Michała, co świadczy o jej znaczeniu na ówczesne standardy. W XVII wieku, w obliczu niestabilnej sytuacji politycznej i ciągłych wojen, taka hojność mieszkańców dowodzi ich zaangażowania w utrzymanie Kościoła Farnego. Jadwiga Kuczyńska stwierdza, że „mieszczanie mimo borykania się z licznymi przeciwnościami szybko uporali się ze wzniesieniem nowego zwieńczenia wieży.” Niestety, wysiłki samego duchowieństwa nie wystarczyły, by uchować Kościół Farny do czasów współczesnych.
Zakres zniszczeń
Brak jest dokładnych danych opisujących pozostałe zniszczenia na terenie miasta, jednak wiadomo, że pożar wieży kościelnej nie rozpoczął się w tym miejscu, a „ogień płonących pobliskich domów poniesiony podmuchem wiatru ogarnął hełm wieży kościoła św. Michała”. Można wnioskować, że płonęło więcej niż jedno domostwo, lecz brak wzmianek w innych źródłach sugeruje, że zasięg pożogi nie był zbyt wielki. Co ciekawe, ogień przeniesiony na dach wieży z niższych zabudowań nie dotknął znacząco dachu nad nawą świątyni, gdyż dokumenty nie wspominają o konieczności jego odbudowy.
Historia pożarów Fary w Starej Wschowie
Kościół farny w Starej Wschowie, mimo pożarów, ciągle stoi w tym samym miejscu. Nie wiadomo dokładnie, kto go założył ani kiedy powstał, choć są podejrzenia, że mógł to być jeden z polskich monarchów: Kazimierz Wielki lub Władysław Jagiełło. Z archiwalnych zapisków wynika, że murowana świątynia pojawiła się pod koniec XV wieku, ale już w 1529 roku strawił ją wielki pożar miasta. Odbudowa trwała ponad 50 lat i zakończyła się w 1582 roku. Trzydzieści lat wcześniej świątynię przejęli luteranie, a katolicy odzyskali ją w 1604 roku. W 1675 roku kościół ponownie spłonął i przez pół wieku stał pusty, będąc w tym okresie we władaniu jezuitów. W 1786 roku ukończono remont wnętrza kościoła.
Kościół farny we Wschowie kryje kilka ciekawostek. Jego wieża, będąca najwyższą budowlą w okolicy, ma 68 metrów wysokości. W świątyni znajdują się również organy z 1544 roku oraz wiele innych elementów sprzed kilku stuleci.
Pożary w Mogilnie (XVIII-XIX wiek)
Pierwsze lata rządów zaborczych zaznaczyły się dla Mogilna wielkim pożarem, który nawiedził miasto w nocy z 14 na 15 kwietnia 1777 roku. Pożar wybuchł w północnej stronie rynku, w domu, w którym mieściła się kwatera rotmistrza stacjonowanej w mieście komendy pruskiej, Lipskiego. Wskutek silnego wiatru ogień szybko przeniósł się na sąsiednie domy. Spłonęło około 30 domów przy rynku oraz ratusz, który stał na miejscu dzisiejszego zboru protestanckiego. W pożarze zginęły cztery osoby: Augustyn Cerkaski z dwiema córkami i Zofia Zbychorska. Spalone szczątki pochowano na cmentarzu przy kościele farnym. Oprócz domów przy rynku spalił się także szpital, którego część przeznaczona była na mieszkanie dla organisty. W domu cechmistrza Franciszka Cerkaskiego spłonęły dokumenty dotyczące założenia bractwa św. Anny i bractwa różańcowego. Proboszcz ks. opat Kosiński własnym kosztem odbudował szpital przy kościele farnym po jego spaleniu.
W 31 lat po opisanym pożarze, dnia 30 września 1808 roku, nowy, groźniejszy pożar nawiedził miasto, spalając prawie całe Mogilno. Pastwą płomieni stało się 89 domów. Nieszczęście było tym większe, że na odbudowę z funduszy państwowych nie było można otrzymać większych zasiłków, dlatego jeszcze w 1815 roku około 30 spalonych domostw nie było odbudowanych.