W ostatnich tygodniach i miesiącach miejscowość Leszczydół Stary w województwie mazowieckim stała się świadkiem kilku tragicznych zdarzeń, w których ogień strawił dorobek życia rodzin. Mimo ogromu strat, w obliczu nieszczęścia, mieszkańcy Leszczydołu Starego wykazali się niezwykłą solidarnością i gotowością do pomocy poszkodowanym sąsiadom.
Pożar domu rodziny Szymańskich: Wielki Czwartek w ogniu
Dla rodziny państwa Szymańskich z Leszczydołu Starego Wielki Czwartek rozpoczął się tragicznie, kiedy to płomienie strawiły ich rodzinny dom. Zgłoszenie o pożarze wpłynęło do straży pożarnej o godzinie 7:46. Do zdarzenia zostały zadysponowane liczne zastępy straży pożarnej, w tym JRG Wyszków oraz jednostki Ochotniczej Straży Pożarnej z Lucynowa Dużego, Rybna, Komorowa, Rząśnika i Somianki.
Przebieg akcji gaśniczej

W chwili przybycia pierwszych zastępów straży, widoczny był intensywny dym, który wydostawał się spod dachu. Paliło się poddasze w jednorodzinnym budynku mieszkalnym. Działania straży pożarnej polegały w pierwszej kolejności na zabezpieczeniu miejsca zdarzenia. Następnie podano jeden prąd wody w natarciu na pożar od wewnątrz przez rotę strażaków, wyposażoną w sprzęt ochrony układu oddechowego.
Na poddaszu panowała bardzo wysoka temperatura, co uniemożliwiało bezpośrednie dotarcie do źródła ognia. Jak relacjonował st. kpt. Daniel Wachowski z KP PSP Wyszków, w tym czasie kolejna rota strażaków wykonała otwór w dachu z kosza podnośnika hydraulicznego. Celem tego działania było usunięcie nagromadzonych gazów pożarowych. Następnie uruchomiono wentylator, rozpoczęto natarcie nadciśnieniowe i szybko zlokalizowano zagrożenie. Po ugaszeniu pożaru usunięto na zewnątrz spalone wyposażenie domu oraz przystąpiono do niezbędnych prac rozbiórkowych konstrukcji i pokrycia dachowego. Akcja gaśnicza trwała ponad trzy godziny, a pożar został ugaszony po trzech godzinach od zgłoszenia.
Dramat rodziny Szymańskich
Pożar doszczętnie zniszczył dach i poddasze, a parter domu został zniszczony od wody użytej do gaszenia ognia. Rodzina Szymańskich znalazła się w niezwykle trudnej sytuacji. Pani Jola, mama Wioletty, otrzymała wiadomość o płonącym domu, będąc w drodze do neurochirurga z powodu nowotworu przysadki mózgowej. Jej mąż, pan Wiesław, dotarł pod swoją posesję dzięki uprzejmości szefa, który przywiózł go pod samą bramę.
W domu podczas pożaru przebywał najmłodszy brat Wioletty oraz niepełnosprawny wujek, którym zajmują się państwo Szymańscy. Na szczęście, chłopakowi udało się uciec, a wujka wynieśli sąsiedzi. Dzięki temu, nikomu nic się nie stało. Wioletta, córka państwa Szymańskich, z bólem opowiadała o tamtych chwilach: "Tacie ugięły się nogi, mama skończyła pod kroplówką w karetce. A ja z rodzeństwem… Staliśmy i patrzyliśmy. Nic nie dało się zrobić."
Sąsiedzka pomoc i zbiórka na odbudowę

Remont domu, który wymaga totalnej renowacji, zdecydowanie przewyższa możliwości finansowe państwa Szymańskich. W obliczu tej tragedii, znajomi i przyjaciele natychmiast ruszyli z pomocą. Założono internetową zbiórkę, aby pomóc pogorzelcom w odbudowaniu dachu nad głową. Inicjatorka zbiórki, Martyna Lis, podkreślała: "Założyłam tę zbiórkę, ponieważ rodzinie ciężko zebrać myśli, kiedy w pamięci ma się trawiący przez ogień dobytek rodzinny, pełen wspomnień, ciepła i wielu historii." Zbiórka prowadzona jest na stronie zrzutka.pl pod hasłem „Odbudujmy spalone poddasze i dach”, a każdy grosz jest na wagę złota.
Pomoc dla niepełnosprawnego rodzeństwa Zdunków po pożarze
Mieszkańcy Leszczydołu Starego już wcześniej udowodnili swoją niezwykłą zdolność do mobilizacji i niesienia pomocy potrzebującym. Przykładem jest historia niepełnosprawnego rodzeństwa Zdunków - Elżbiety (43 l.), Zbigniewa (45 l.) i Wojciecha (41 l.), którzy w czerwcu stracili swój dom w pożarze. Wszyscy troje są niepełnosprawni umysłowo, a rok wcześniej zmarł ich ojciec, pozostawiając ich bez opieki.
Tragiczne zdarzenia i sytuacja rodziny Zdunków
W czerwcu tego roku w ich domu wybuchł pożar. Na szczęście, nikomu nic się nie stało, ale z mieszkania niewiele udało się uratować. Rodzeństwo Zdunków, pozbawione dachu nad głową i wsparcia, znalazło się w dramatycznej sytuacji.
Przykład sąsiedzkiej solidarności
Wtedy to sąsiedzi z Leszczydołu Starego zakasali rękawy i zabrali się do pracy. Jak powiedział sołtys wsi, Krzysztof Kuchta (52 l.), "Nie mogliśmy ich tak zostawić". Mężczyzna postanowił działać i nie czekał długo na odzew. Społeczność pokazała, że w dzisiejszych czasach, gdy często każdy dba tylko o najbliższych, możliwy jest rzadki przykład sąsiedzkiej solidarności i bezinteresownej pomocy innym.
Pomoc płynęła z każdej strony: "Każdy pomógł, jak tylko mógł. Niektórzy kupowali materiały budowlane, inni zakasali rękawy i pracowali przy remoncie. Ktoś oddał kanapę, pralkę, ktoś inny regał albo dywan. Ludzie przynosili nawet obrazy i firanki" - zachwalał swoich sąsiadów sołtys. Do pomocy przy remoncie przyłączyły się także władze gminne. Dzięki wspólnym wysiłkom udało się także zatrudnić dla rodzeństwa opiekunkę, Marię Adamkiewicz (51 l.), co zapewniło im niezbędne wsparcie w codziennym funkcjonowaniu.
Historie rodzin Szymańskich i Zdunków z Leszczydołu Starego są świadectwem nie tylko tragedii, jaką niesie ze sobą pożar, ale przede wszystkim siły ludzkiego ducha i wartości społeczności, która w obliczu nieszczęścia potrafi zjednoczyć się i okazać wsparcie.
tags: #leszczydolu #starego #pozar #domu