Piotr Wojciechowski i Ochotnicza Straż Pożarna w Bródkach

Artykuł poświęcony jest działalności Ochotniczej Straży Pożarnej w Bródkach, położonej w gminie Lwówek, oraz osobie Piotra Wojciechowskiego, prezesa tej jednostki i komendanta miejsko-gminnego OSP w Lwówku. Przedstawiamy bogatą historię OSP Bródki, jej znaczące osiągnięcia, a także pasję Piotra Wojciechowskiego do historii i militariów, która stała się inspiracją do działań edukacyjnych i kulturalnych.

Zdjęcie grupowe strażaków OSP Bródki przed remizą

OSP Bródki - Historia i Działalność

Początki i najstarsze zapisy

Jednostka Ochotniczej Straży Pożarnej w Bródkach należy do jednych z najstarszych w powiecie nowotomyskim. Pierwszy zapis o funkcjonowaniu zorganizowanego systemu ochrony pożarowej we wsi Bródki można znaleźć w archiwum pruskim w Bydgoszczy z roku 1824. Wówczas zapisano, że „sprzęt do gaszenia ognia jest własnością dworu i on też jest odpowiedzialny za jego utrzymanie. Ten sprzęt obsługują mieszkańcy wsi. Do tego należały 4 haki, 6 wiader, 1 beczka. Poza tym dodatkowo o 2 haki, 6 wiader i 1 beczkę postarała się wieś i stanowi to jej własność. W czasie pożaru działaniami kieruje sołtys Stachowiak Walenty”. Wiadomo, że dowódcą straży do 1919 roku, czyli swej śmierci, był Stachowiak Franciszek - były podoficer armii pruskiej. W czasie I Wojny Światowej na polach bitewnych ginie dwóch członków straży: Pospieszyński Stanisław w 1915 r., i Stachowiak Franciszek w 1916 r. - wspomina prezes OSP Piotr Wojciechowski.

Współczesna jednostka i jej kadra

Obecnie jednostka liczy 21 członków. Naczelnikiem jest Krzysztof Nasiadek, a prezesem Piotr Wojciechowski, który pełni także funkcję komendanta miejsko-gminnego OSP w Lwówku.

Szeroki zakres działań OSP Bródki

Straż zajmuje się nie tylko gaszeniem pożarów i likwidacją miejscowych zagrożeń, ale także prowadzi działalność kulturalną i historyczną. W każdy nowy projekt czy pomysł zaangażowani są wszyscy druhowie. Zabezpieczanie uroczystości, dbanie o porządek czy oprawa muzyczna w kościołach wykonywana przez druhny OSP Bródki to tylko namiastka tego, co robią strażacy z małych Bródek. Strażaków można podziwiać, bo co skończą jeden projekt, to już myślą o kolejnym. W tym roku organizują Powiatowe Obchody Odzyskania przez Polskę Niepodległości, a już niedługo światło dzienne ujrzy praca magisterska Druhny Marii z Jednostki OSP Bródki, która będzie przedstawiała jednostkę pod kątem edukacji historycznej. Jak widać, Jednostka działa prężnie i jest wielką radością i dumą dla społeczności lokalnej.

Floriany - Ogólnopolskie Sukcesy OSP Bródki

Jednostka OSP Bródki jest jedną z dwóch jednostek w kraju, która zdobyła po raz drugi Floriana - strażackiego Oscara. Poprzez projekt i wygraną jednostka OSP Bródki pokazała, że nie tylko gasi i likwiduje zagrożenia, ale potrafi także pisać projekty, pozyskiwać środki i pracować na rzecz lokalnego środowiska.

"Sadzawka św. Floriana" - estetyka przestrzeni publicznej

W 2017 r. jednostka została laureatem w kategorii: estetyka przestrzeni publicznej za projekt „Sadzawka św. Floriana - Bródki w akcji, będzie strefa rekreacji”, realizowany w latach 2015/2016. Głównym celem projektu było zagospodarowanie zaniedbanej sadzawki w centrum wsi, stworzenie strefy rekreacji i wypoczynku oraz miejsca spotkań dla mieszkańców. Istotnym założeniem była również budowa drogi do sadzawki i ujęcia wody w celu ewentualnego czerpania wody do działań bojowych. Najważniejszym celem było jednak stworzenie wspólnoty i więzi przy realizacji przedsięwzięcia, a co za tym idzie zaangażowanie się mieszkańców wsi do pracy społecznej. Jednostka pozyskała fundusze z Urzędu Miasta i Gminy Lwówek, Funduszu Sołeckiego wsi Bródki oraz z Urzędu Marszałkowskiego Województwa Wielkopolskiego.

W gali finałowej konkursu „FLORIANY”, 4 maja 2017 r. w Otrębusach pod Warszawą, brali udział: burmistrz Miasta i Gminy Lwówek Piotr Długosz, Piotr Wojciechowski - prezes OSP Bródki, który jest jednocześnie komendantem miejsko-gminnym Ochotniczych Straży Pożarnych we Lwówku, sołtys wsi Bródki Florian Grocholewski oraz druhna OSP Bródki Maria Wojciechowska. Uroczystość rozpoczęła się mszą odprawioną przez ks. kard. Kazimierza Nycza. Wydarzenie uświetniła koncertem orkiestra OSP Nadarzyn. Później nastąpiło ogłoszenie wyników oraz wręczenie nagród dla najlepszych inicjatyw jednostek OSP w Polsce. OSP Bródki z racji zwycięstwa w kategorii estetyka przestrzeni publicznej otrzymała statuetkę oraz inne nagrody wręczone przez Kapitułę Konkursową, w składzie której zasiadł m.in. prezes ZG ZOSP RP Waldemar Pawlak. Galę finałową zakończył koncert Zespołu Pieśni i Tańca Mazowsze.

Statuetka Florianów OSP

"Bródki - Ziemia Ojców Naszych" - kultura i tradycja

Rok później Jednostka otrzymała kolejnego Floriana w kategorii: kultura i tradycja za projekt „Bródki- Ziemia Ojców Naszych”. Tym razem idea była bliższa sercom strażaków, ponieważ dotyczyła tego, czym strażacy z Bródek mogą się pochwalić - kultywowaniem tradycji. W ramach projektu przygotowali m.in.: Gminne Obchody Święta Konstytucji 3 Maja z udziałem wszystkich Jednostek OSP z terenu Gminy, wyjazd dzieci szlakiem piastowskim, który był realizowany przy pomocy nauczycieli z Zespołu Szkoły i Przedszkola.

Piotr Wojciechowski - Pasja do Historii i Militariów

Piotr Wojciechowski to nie tylko aktywny strażak i działacz społeczny, ale także pasjonat historii i zawołany kolekcjoner broni. Jego zaangażowanie w życie lokalnej społeczności przejawia się również w działalności edukacyjnej.

Piotr Wojciechowski prezentujący eksponaty ze swojej kolekcji broni

Kolekcjoner i edukator

Działającymi na wsi stowarzyszeniami są też ochotnicze straże pożarne, a wieść gminna zawiodła do Bródek - do straży, która od lat rozbija bank z dotacjami na swoje, najczęściej edukacyjne, projekty. Piotr Wojciechowski, znany z zamiłowania do historii, poznał się z Michałem Dworczykiem, dyrektorem Muzeum Pamiątek Wojsk Inżynieryjnych w Gozdowicach. Współpraca obejmuje naprawę broni do muzeum. Piotr, posiadając rozległą wiedzę, chętnie dzieli się nią z młodzieżą. „Historycy czasem nie potrafią „sprzedać” ciekawie młodzieży i dzieciom historii. A ja pokażę kilka egzemplarzy i dzieciaki szeroko otwierają oczy” - mówi Piotr. Opowiada o historii od upadku Rzeczypospolitej, przez wojny napoleońskie i powstania narodowe, aż po odzyskanie wolności w 1918 roku. „Kiedy dzieciaki zobaczą tu szablę, tu karabin, wezmą do ręki manierkę albo założą hełm na głowę, to od razu inaczej chłoną wiedzę” - dodaje.

Rodzinne tradycje wojskowe

Piotr żartuje, że pasję do militariów miał jeszcze przed urodzeniem, a to dlatego, że pochodzi z rodziny o długich tradycjach wojskowych. Nie było pokolenia, które by nie służyło w armii czy nie uczestniczyło w wojnach. Dziadkowie w pierwszej wojnie światowej służyli w armii pruskiej, jak to w zaborze pruskim. Czterech członków rodziny poległo w mundurach w drugiej wojnie światowej. Pradziad żony był żołnierzem napoleońskim, rannym nad Berezyną, którego ponoć zostawili Francuzi, a zajęli się nim Polacy.

Najbardziej odległy przodek ze strony ojca, o którym coś wiadomo, to Krzysztof Wojciechowski, który był w stałej załodze Twierdzy Jasnogórskiej i służył na pewno w 1698 roku. Imiennik Piotra, Piotr Wojciechowski, w powstaniu listopadowym był kapitanem piechoty liniowej, czyli piechoty frontowej. Ze strony mamy natomiast prapradziadek Walenty Stachowiak był żołnierzem napoleońskim, sołtysem wsi Bródki i pierwszym znanym z nazwiska komendantem straży ogniowej w Bródkach.

Unikalna kolekcja militariów

Piotr ma kilkadziesiąt szabli. Najstarsza jest szabla napoleońska z listopada 1813 roku, oryginalna, francuskiej roboty. Posiada również karabin napoleoński z tego samego 1813 roku. Najstarszy element broni w jego kolekcji to grot lancy z czasów potopu szwedzkiego, na którym jest nawet herb króla Szwecji. Wiele eksponatów to to, co pozostało po rodzinie: menażki, manierki, hełmy, broń.

Piotr opowiada dzieciakom, że rowki w szabli służą po to, żeby była lżejsza i bardziej sztywna, a także, aby krew z takiego gładkiego ostrza nie chlapała żołnierzowi po oczach. Przykładem jest polska szabla wzór nr 34, która uchodzi za jedną z najlepszych szabli w historii. Projektowanie jej trwało od 1928 do 1934 roku, aby mogła ciąć pręt o średnicy pół centymetra bez uszczerbku i przebijać blachę o grubości dwóch milimetrów bez żadnej skazy na ostrzu. Ma także bardzo ładnie zrobiony sztych - z przodu się zwęża, z tyłu - rozszerza.

Kolekcjoner podkreśla, że rzeczywistość kolekcjonowania jest inna niż się wydaje. „Często jest tak, że nie znajdujemy karabinu, tylko jego metalowe fragmenty, jedną bezkształtną bryłę «czegoś». Drewnianych części tam nie ma, bo dawno zgniły w ziemi. Wtedy kupuję drewnianą część albo sam ją dorabiam” - mówi Piotr. Pokazuje francuski lebel z pierwszej wojny, wyorany gdzieś w okolicy, do którego przyjdzie łoże z drewna i kolba, a karabin będzie jak nowy. Prezentuje również polskie karabiny z kampanii wrześniowej, takie jak FB Radom 1934, podkreślając, że była to bardzo nowoczesna broń. Zapewnia, że żaden z jego eksponatów nie wystrzeli, gdyż broń jest trwale pozbawiona używalności, z wyjątkiem czarnoprochowej ładowanej od przodu, jak karabin napoleoński.

Piotr pozuje do zdjęcia przy polskim mundurze z pierwszej wojny światowej, który zachował się świetnie. Z poczuciem humoru domontował do niego halloweenową maskę, którą gdzieś znalazł.

Zdjęcie historycznej szabli, np. Szabli wz. 34

Refleksje o historii i pamięci

Rozmawiając o broni, Piotr mówi, że pewnie niejedna sztuka w jego pokoju kogoś zabiła. „I nie lekceważymy tego, raczej odnosimy się do tego faktu z pokorą. Może i sporo duchów w tym pokoju” - rozważa. W domu Wojciechowskich panuje zwyczaj, że w Zaduszki, czyli 2 listopada, nikt do tego pokoju nie wchodzi. „Uważam, że należy się im szacunek, bez względu na to, kim byli. I że ten dzień należy zostawić im” - mówi.

Piotr Wojciechowski dzieli się również refleksjami na temat złożoności historii. Opowiada o wizycie z córką na cmentarzu żołnierzy sowieckich w Nowym Tomyślu, gdzie groby były zaniedbane, a zniczy „jak na lekarstwo”. Zaznacza, że ci żołnierze ginęli również za naszą wolność, a ich motywacje nie zawsze były polityczne. Dlatego w szkole dzieciakom zawsze mówi: „Słuchajcie, zasada jest taka. Jak spotkacie mogiłę żołnierza, to jaki by ten żołnierz nie był, zapalcie mu znicz i odmówcie zdrowaśkę, bo on też walczył za jakieś ideały. A serce każdej matki, bez względu na to, czy to Rosjanka, Francuzka czy Niemka, tak samo płacze po stracie syna”.

tags: #lwowek #piotr #wojciechowski #osp