Ochotnicza Straż Pożarna w Niepokalanowie jest jedyną na świecie jednostką, w której strażakami są wyłącznie zakonnicy. Jej historia sięga lat dwudziestych ubiegłego wieku, ściśle związanej z rozwojem klasztoru założonego przez św. Maksymiliana Kolbego.
Unikalny charakter jednostki
OSP Niepokalanów to jedyna na świecie straż pożarna, w której wszyscy strażacy to zakonnicy z klasztoru Braci Mniejszych Konwentualnych w Niepokalanowie (OFM conv). To podkreśla jej wyjątkowy charakter i głębokie zakorzenienie w życiu wspólnoty zakonnej. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu strażacy z Niepokalanowa wyruszali do pożarów w habitach. Wówczas nie można było ich tak po prostu zdjąć i powiesić na haku, dlatego bracia zakładali krótsze habity, a do tego mieli specjalne fartuchy, hełmy i pas z toporkiem. Taka forma odzieży bojowej, specjalnie skrócona, miała zabezpieczać przed ogniem. Obawy dotyczące reakcji okolicznej ludności na widok zakonników w strażackim umundurowaniu okazały się jednak płonne - wszędzie tam, gdzie bracia zakonni pojawiali się w uzbrojeniu strażackim, szybko pogłębiało się przekonanie o ich sprawności i skuteczności w opanowywaniu żywiołu.
Dopiero wejście jednostki do Krajowego Systemu Ratowniczo-Gaśniczego (KSRG) w 1999 roku wymusiło używanie standardowych strojów ochronnych, znanych z innych jednostek straży pożarnej. Mimo to, w zbiorach Centralnego Muzeum Pożarnictwa w Mysłowicach do dziś znajduje się strój paradny klasztornej OSP w Niepokalanowie.

Geneza i początki
Wizja św. Maksymiliana Kolbego
Założycielem OSP Niepokalanów był o. Maksymilian Kolbe. W 1927 roku założył on klasztor w Niepokalanowie. Początkowo wzniesiono trzy drewniane baraki: w jednym urządzono kaplicę i mieszkania dla zakonników, w drugim wydawnictwo „Rycerza Niepokalanej” z zecernią i maszynami drukarskimi, a w trzecim „elektrownię” z silnikami prądotwórczymi. Maksymilian Kolbe doceniał znaczenie ochrony przeciwpożarowej i zdawał sobie sprawę, jak duże zagrożenie mogły przedstawiać te pierwsze, skromne, przeważnie drewniane budynki-baraki Niepokalanowa, gdzie dachy były kryte papą. Ryzyko wybuchu niszczącego pożaru było więc bardzo wysokie. Troskę o bezpieczeństwo przeciwpożarowe powstającego obiektu o. Maksymilian powierzył br. Salezemu Władysławowi Mikołajczykowi, który przed wstąpieniem do zakonu był członkiem OSP w Sieradzkiem.
Tworzenie podstaw i założenie straży
Z początkiem roku 1928 zaczęto gromadzić podręczny sprzęt pożarniczy. Rozmieszczono w różnych punktach beczki do wody, gaśnice, tłumnice, skrzynie z piaskiem i łopaty. Na miejscu, bez żadnych wzorów, wykonano też kilka drabin i bosaki. Żelazną beczkę po ropie umieszczono na małym dwukołowym wózku o drewnianych kołach, imitując w ten prymitywny sposób beczkowóz strażacki. Wkrótce potem instruktor pożarniczy Kazimierz Uzarowicz z Rypina, zainteresowany powstaniem klasztoru, zaproponował założenie straży. Projekt ten zbiegł się z rozmowami br. Salezego z br. Wawrzyńcem Aleksandrem Podwapińskim, z których wyłonił się projekt utworzenia zakonnej ochotniczej placówki strażackiej. O. Florian Michał Koziura, pełniący wówczas obowiązki przełożonego (o. Maksymilian przebywał na misjach w Japonii), poparł inicjatywę i przyrzekł środki materialne na zakup sprzętu pożarniczego. W 1931 roku zakupiono jednocylindrową sikawkę typu „Tryumf” z kompletnym wyposażeniem, węże tłoczne, kilka pasów bojowych i wiaderek, uzbrojenie dla strażaków-zakonników oraz mosiężne hełmy, które pomalowano na czarno.
Dzień 2 lipca 1931 roku został przyjęty jako data założenia straży pożarnej w Niepokalanowie. W tymże roku na prośbę klasztoru przybył starszy instruktor Józef Boguszewski z Warszawy, wyznaczony przez Powszechny Zakład Ubezpieczeń Wzajemnych. Młody i energiczny instruktor ochoczo zabrał się do szkolenia. Przeprowadził on kurs dla przyszłych strażaków, na który zgłosiło się aż 50 braci, z czego 31 ochotników rozpoczęło potem normalną służbę. Po zakończeniu kursu i egzaminie przeprowadzono zebranie organizacyjne, dokonując wyboru władz straży i podziału braci na 3 oddziały.
Prezesem został ówczesny gwardian - o. Florian Koziura, naczelnikiem br. Salezy Mikołajczyk, a zastępcą naczelnika br. Wawrzyniec Podwapiński. Skład osobowy straży, oprócz wymienionego zarządu oraz dowódców oddziałowych (br. Czesław, br. Wit i br.), liczył 28 strażaków szeregowych. Po wyszkoleniu i ustaleniu władzy w wybranym Zarządzie wszystko zaczęło się normalnie funkcjonować. Niezwłocznie po zebraniu bracia strażacy zabrali się do robienia beczkowozu. Z kloca drzewa ucięto cztery koła, osadzono je na osiach, obie osie połączono razem, przyprawiono dyszel, a na tym umieszczono 200-litrową beczkę po benzynie z wyciętym otworem. Taka beczka służyła głównie na wypadek pożaru wewnątrz klasztoru. Ćwiczenia odbywały się początkowo tylko w niedzielę, ponieważ w dnie powszednie bracia byli zajęci pracą wydawniczą i budową.
Ojciec Maksymilian Kolbe bardzo interesował się swoimi strażakami. Po każdej akcji naczelnik straży meldował mu, gdzie i co gasili, co udało się uratować, a co należałoby poprawić. Zdarzało się nawet, że ojciec Kolbe jechał na akcję, pomagając na przykład nosić sprzęt czy zwijać węże. Miał on ogromny wpływ na braci strażaków, ucząc ich poświęcenia dla Boga i ludzi, troski o sprzęt oraz nieustannego doskonalenia się duchowego i fizycznego. Zarejestrowanie zorganizowanej Ochotniczej Straży Pożarnej w Niepokalanowie nastąpiło z pewnym opóźnieniem, dnia 14 czerwca 1932 roku. Sygnałem alarmowym było trzy uderzenia młotkiem w szynę, przerwa i znów trzy uderzenia itd.

Pierwszy "chrzest ogniowy": pożar elektrowni
Pierwszy poważny „chrzest ogniowy” bracia strażacy przeszli jeszcze w tym samym roku podczas gaszenia pożaru budynków własnej elektrowni na terenie Niepokalanowa. Pomiędzy drukarnią a obecną wysyłalnią stał niepozorny gmach zwany elektrownią. Dach pokryty papą stromo opadał z wysokiej, na pół leszowej, a pół drewnianej ściany na sąsiednią, o połowę niższą ściankę, do której przylegały duże szopy, akumulatornia i kuźnia. Ściany stereotypii, mieszczącej się z drugiej strony elektrowni, wykonane były z dykty, daszek kryty papą, a niezgrabne okienko przypominało domki z bajki. W środku elektrowni pracował motorek „Windyga” o sile 5 KM, obok stał większy motor „Diesla” o mocy 12 KM. Drzwi elektrowni zawsze musiały stać otworem ze względu na dym wytwarzany z motorów. Nad trzymetrową ścianką z leszu znajdował się strych z dużym zbiornikiem na wodę.
Pewnego dnia od rozgrzanej do czerwoności rury zatliła się dykta na dachu. W środku języki ognia zaczęły pełzać po ścianach przesiąkniętych ropą. Brat mechanik, widząc powagę sytuacji, wstrzymał motor i chwycił czapkę, by gasić płomienie. Niestety, pękł zbiornik z ropą, pogarszając sytuację. Pomimo silnego mrozu, wszyscy mieszkańcy Niepokalanowa wybiegli, a wkrótce zabłysły pierwsze hełmy braci strażaków. Jeden z nich rozbił gaśnicę pianową i zlikwidował część pożaru. Po uruchomieniu ręcznej sikawki pierwsze pociski wody skutecznie zaczęły zwalczać ogień. Chodziło już nie tylko o uratowanie samej elektrowni, lecz o odcięcie drogi ogniu do akumulatorni i obrabiarek ślusarskich. Pan zawiadowca stacji zaczął telefonować po straże z Sochaczewa, Błonia i Szymanowa. Przybyła też wkrótce straż z Paprotni, lecz z powodu braku wody nic nie zrobiono. Elektrownia płonęła jak stos ofiarny, zwęglone belki nie wytrzymały, a basen z wodą ze strychu runął do wnętrza. Zamiast zalać ogień, rozpalona ropa pryskała na wszystkie strony, podniecając pożar. Niektórzy bracia, widząc groźny żywioł, poszli do kaplicy szukać ratunku, odmawiając różaniec, pozostali tylko strażacy.
Po skończonej modlitwie bracia przechodzący obok elektrowni ujrzeli niesamowity widok: wróg leżał zakrwawiony w agonii. Dach z drzewa i papy pozostał prawie cały, a odcinki papierowe na strychu spaliły się tylko w części. Szopy stojące obok elektrowni pozostały nietknięte, uratowano też maszyny ślusarskie. Jak na początku była panika i zamęt, tak teraz zauważono, że ręczna sikawka działa sprawnie, a dwa wozy na małych drewnianych kółkach dostarczały wodę. Po długich zmaganiach strażacy ostatecznie obeszli całe pobojowisko i dobili dogorywającego wroga. Był to pierwszy poważny „chrzest ogniowy” niepokalanowskiej straży i długo komentowano na temat tego pożaru.

Rozwój jednostki i lata wojenne
W kolejnych latach działalności zakonna straż pożarna brała udział w licznych akcjach ratowniczo-gaśniczych, stale podnosiła swoje kwalifikacje poprzez szkolenia teoretyczne i praktyczne, unowocześniała sprzęt pożarniczy i zdobywała kolejne samochody bojowe. Od początku działalności bracia-strażacy zjednali sobie szacunek i uznanie za pełną poświęcenia służbę Bogu i bliźniemu, a zasięg terytorialny wyjazdów do pożarów już przed wojną dochodził nawet do 20 km.
Podczas II wojny światowej zakonnicy nie przerwali swej służby. W 1941 roku na autopogotowie zaadaptowano samochód osobowy „Minerva”. Do dziś w muzeum w Niepokalanowie stoi ta właśnie „Minerva”, samochód, który w czasie wojny trafił do zakonnej remizy. Część historyczną wiedzy o OSP Niepokalanów zawdzięczamy przede wszystkim braciom, którzy z wielką skrupulatnością prowadzili przez długie lata kronikę, od samego momentu założenia straży, po dziś dzień, nawet w czasie trwania wojny. W kronice opisane są akcje ratownicze, ćwiczenia, rozwój samej straży, ale także wiele miejsca poświęconego rozwojowi i rozbudowie Niepokalanowa, który rósł na ich oczach. W kronice tej widać dokładność i solidność, jakiej uczył braci sam Ojciec Maksymilian, założyciel Niepokalanowa.

Włączenie do Krajowego Systemu Ratowniczo-Gaśniczego i współczesność
W ślad za coraz szerszym zakresem zadań stawianych przed strażami ochotniczymi, OSP Niepokalanów została w 1999 roku włączona w struktury Krajowego Systemu Ratowniczo-Gaśniczego (KSRG). Od tego momentu jednostka stała się integralną częścią ogólnopolskiego systemu ratownictwa.
Bracia regularnie uczestniczą w ćwiczeniach i szkoleniach. Niektórzy z nich są ratownikami medycznymi, co zwiększa ich wszechstronność w akcjach ratowniczych. Jednostka OSP Niepokalanów jest zdolna do przyjmowania nawet śmigłowców ratunkowych, co świadczy o jej wysokich kwalifikacjach i nowoczesnym wyposażeniu. Obecnie w jednostce funkcjonuje trzech kapłanów, a pozostali to bracia zakonni. Obecnie OSP Niepokalanów liczy 24 członków, w tym 17 czynnych i 7 honorowych oraz 1 członka wspierającego - klasztor. Straż jest dla zakonników dodatkiem do życia zakonnego, ponieważ przede wszystkim są oni zakonnikami pełniącymi w klasztorze różne obowiązki, zajęcia i dyżury. Zdarza się, że właśnie przez te obowiązki nie zawsze wszyscy mogą uczestniczyć w akcjach. W straży funkcjonuje system selektywnego powiadamiania na telefon komórkowy, co jest bardzo praktyczne, gdyż w czasie modlitw nie zakłóca skupienia pozostałych braci, w przeciwieństwie do dawnych syren. OSP Niepokalanów uczestniczy w akacjach na terenie gminy i powiatu, a w ramach przynależności do Kompanii Odwodowej - także na terenie województwa.
Strażacy OSP Niepokalanów ratują sarenkę
Muzeum Pożarnictwa w Niepokalanowie
W budynku remizy OSP znajduje się również muzeum pożarnictwa. Zostało ono zorganizowane w 1941 roku przez braci Jarosława Nowakowskiego oraz Cherubina Pawłowicza. Od kilku lat z dużym zaangażowaniem prowadzi je prezes i kustosz muzeum - brat Janusz Kulak. Bogate zbiory muzeum, takie jak kolekcja wycofanego z użycia sprzętu gaśniczego, dyplomy, plakaty, wycinki z gazet opisujące akcje strażackie, sztandary czy fotografie, zgromadzone są na piętrze budynku. Są one wykorzystywane m.in. w celach naukowo-badawczych oraz pełnią ważną funkcję edukacyjną.

Jubileusz 85-lecia
Ochotnicza Straż Pożarna w Niepokalanowie świętowała 85-lecie działalności. Uroczystości rozpoczęły się Mszą Świętą w niepokalanowskiej Bazylice. Następnie nastąpił przemarsz licznych delegacji i pocztów sztandarowych pod remizę jednostki, na terenie klasztoru w Niepokalanowie, gdzie przy odśpiewaniu hymnu państwowego strażacy z OSP Teresin wciągnęli polską flagę na maszt. W dalszej części przypomniano historię niepokalanowskiej straży. Uchwalono również generała brygadiera Wiesława Leśniakiewicza jako członka honorowego OSP Niepokalanów. W trakcie spotkania głos zabierali zaproszeni goście, rozdawano dyplomy pamiątkowe, podarunki i upominki. Poświęcono także nowy wóz ratowniczo-gaśniczy na podwoziu MAN TGM.
Podczas uroczystości można było podziwiać wozy strażackie, które w poprzednich dziesięcioleciach stanowiły wyposażenie braci strażaków z Niepokalanowa. Były to zarówno pojazdy zabytkowe, jak i te, które przestały służyć całkiem niedawno lub obecnie są wykorzystywane w innych jednostkach. Historyczną „perełką” była czterokołowa bryczka konna z XIX wieku, która początkowo przekazana została dla łódzkich strażaków przez rodzinę Karola Szeiblera, a w 1931 roku trafiła do jednostki OSP Niepokalanów. Na zakończenie jubileuszu można było poczęstować się grochówką strażacką przygotowaną w kuchni polowej.

tags: #niepokalanow #ochotnicza #straz #pozar #na #kiedys