Aresztowanie Norberta B. i jego związek ze zbrodnią miłoszycką
Prokuratura postawiła Norbertowi B., strażakowi z Jelcza-Laskowic, zarzut dokonania gwałtu i zabójstwa 15-letniej Małgorzaty Kwiatkowskiej. Zatrzymanie Norberta B. jest efektem tytanicznej pracy policjantów i prokuratorów, a minister sprawiedliwości i prokurator generalny Zbigniew Ziobro ocenił, że wymiar sprawiedliwości, przynajmniej w części, naprawia dawne błędy. Zatrzymany Norbert B. w chwili zbrodni miał 19 lat i pracował jako ochroniarz w dyskotece w Miłoszycach, gdzie w sylwestra bawiła się Małgosia.
Mężczyzna został zatrzymany na wniosek Wydziału Zamiejscowego Prokuratury Krajowej we Wrocławiu. Norbert B. był zawodowym strażakiem, pełniącym służbę w Państwowej Straży Pożarnej w Jelczu-Laskowicach. Do zatrzymania doszło rankiem, chwilę po zakończeniu służby, nie na terenie jednostki. Wszyscy koledzy z jednostki byli w ogromnym szoku. Kapitan Damian Terlecki, zastępca dowódcy straży w Jelczu-Laskowicach, potwierdził, że próbują wyjaśnić, co się stało. Od 2004 roku Norbert B. służył w straży pożarnej w Jelczu-Laskowicach, a w 2015 roku został awansowany na ogniomistrza i był starszym operatorem sprzętu specjalnego. Jego dotychczasową służbę podwładni oceniali jako wzorową, a bryg. inż. Krzysztof Gielsa, zastępca komendanta powiatowego PSP w Oławie, zaznaczył, że B. jest strażakiem, który wyjeżdża do pożarów i ratuje ludzkie życie.

Historia zbrodni miłoszyckiej i niesłuszne skazanie Tomasza Komendy
Do zbrodni miłoszyckiej doszło w noc sylwestrową z 31 grudnia 1996 roku na 1 stycznia 1997 roku. 15-letnia Małgosia Kwiatkowska bawiła się wówczas na zabawie sylwestrowej w dyskotece "Alcatraz" w Miłoszycach. Dziewczyna była ostatni raz widziana tuż po północy, gdy wychodziła z dyskoteki w towarzystwie mężczyzny. Jej ciało znaleziono następnego dnia na podwórku jednej z posesji, za stodołą, leżące nago w śniegu i całe we krwi, mając na sobie tylko skarpetki. Małgosia zmarła wskutek wyziębienia organizmu i odniesionych ran. Była brutalnie zgwałcona, wykrwawiała się, miała pogryzienia i uszkodzone narządy wewnętrzne. Mówiono, że w nocy słyszano krzyki "mamo!", ale nikt się tym nie zainteresował.
W 2003 roku za gwałt i zabójstwo 15-latki Tomasz Komenda został niesłusznie skazany na 15 lat więzienia, a rok później sąd drugiej instancji zaostrzył mu karę do 25 lat. Przesiedział w więzieniu 18 lat za zbrodnię, której nie popełnił. Dopiero 15 marca wrocławski sąd penitencjarny warunkowo zwolnił Komendę z dalszego odbywania kary, a 16 maja Sąd Najwyższy oczyścił go ze wszystkich zarzutów. Wniosek prokuratorów z Wrocławia do SN zawierał 90 stron i opisywał 18 nowych dowodów świadczących o niewinności Komendy. Tomasz Komenda zapowiedział, że będzie domagał się 18 milionów złotych odszkodowania i zadośćuczynienia. Obecnie śledczy z Łodzi prowadzą odrębne śledztwo, wyjaśniające, jak doszło do niesłusznego skazania Komendy.

Rola Norberta B. w początkowym śledztwie i nowe dowody
Norbert B. był sąsiadem Małgosi, mieszkał w tej samej miejscowości i na tej samej ulicy w Jelczu-Laskowicach. Pracował jako ochroniarz w dyskotece "Alcatraz", gdzie dziewczyna bawiła się w noc sylwestrową. Mimo to, podczas pierwszego przesłuchania zeznał, że nie znał dziewczyny ani nigdy jej nie widział, choć później przyznał, że kojarzył ją z widzenia.
Jego nazwisko pojawiło się w śledztwie już kilka miesięcy po zbrodni. Feralnej nocy do godziny 23:00 sprzedawał bilety wstępu, a potem, jak zeznał, sprzedawał piwo za barem i bawił się z innymi osobami. Był jednak zaangażowany w sprawę, nawiązując kontakt z dziennikarką Radia Wrocław Jolantą Krysowatą, której udzielił wywiadu w mieszkaniu rodziców ofiary. W reportażu radiowym B. stwierdził, że na dyskotece pojawili się m.in. syn lokalnego biznesmena i były policjant Mirosław D. Opowiadał również o pogróżkach, które otrzymywał w związku ze zbrodnią: "Od dwóch tygodni miałem telefony z pogróżkami, które w 50 procentach zostały spełnione. Zostałem napastowany przez osoby podpłacone. Mówili, że stracę życie, stracę dziewczynę. Mówili, że podpłacą kogoś, żeby mnie załatwili".
Rodzice Małgosi powiadomili policję o tym, że Norbert B. może mieć informacje w sprawie zabójstwa ich córki. Jednak podczas przesłuchania nie powtórzył nazwisk, które wymienił dziennikarce, tłumacząc, że "Pani Krysowata podała mi chyba dwa nazwiska mężczyzn, których ona podejrzewała o dokonanie tego zabójstwa. Teraz tych nazwisk nie pamiętam. Ja potwierdziłem, że był jeden i drugi, ale mówiłem jej, że nie jestem tego stuprocentowo pewny".
Incydenty z zastraszaniem i zaniedbania w śledztwie
Norbert B. skarżył się również na zastraszanie. W 1997 roku złożył zawiadomienie na policję, gdy został zaatakowany przez dwóch mężczyzn. Zeznał, że w kwietniu, cztery miesiące po morderstwie, odwoził koleżankę z Miłoszyc, a na przystanku podeszło do niego dwóch mężczyzn, którzy próbowali go dusić i wyrzucić z auta. Jak się później okazało, byli to policjanci z Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu, pracujący nad wyjaśnieniem zabójstwa Małgosi. Sprawa nie została pociągnięta dalej. Potem miał zostać napadnięty raz jeszcze, ale i to nie zostało sprawdzone. Norbert B. mówił policji, że od kwietnia 1997 do maja 1998 roku otrzymał ponad 40 telefonów z pogróżkami, które nie ustały nawet, gdy zamieszkał w jednostce wojskowej we Wrocławiu. Jako winnego zabójstwa Norbert B. wskazał syna miejscowego biznesmena.
Mimo wielu wątków łączących go ze zdarzeniem, Norbert B. został wykluczony z kręgu podejrzanych na podstawie badań DNA i odcisku szczęki w początkowej fazie śledztwa. Nowe dowody, w tym badania DNA i odcisku szczęki, świadczą jednak przeciwko niemu, co doprowadziło do ponownego otwarcia sprawy i jego zatrzymania. Sąd przy rozpatrywaniu zażaleń obrońcy i prokuratora podtrzymał swoje wcześniejsze uzasadnienie i wskazał, że prokuratorzy powinni uwiarygodnić swoje tezy dotyczące zabójstwa. Norbert B. nie przyznaje się do winy.
Prezydent "jak dziecko we mgle". Tykająca bomba Tuska. Sędziowie złamią prezesa TK? | BEZ TRYBU
Poszukiwania trzeciego sprawcy
W czerwcu 2017 roku do aresztu trafił już Ireneusz M., któremu prokuratura postawiła takie same zarzuty jak Norbertowi B.: gwałtu ze szczególnym okrucieństwem i zabójstwa 15-letniej Małgosi. Dowody to m.in. opinie genetyczne, a sąd decydując o jego aresztowaniu napisał o "prawdopodobieństwie graniczącym z pewnością".
Zatrzymanie Norberta B. nie kończy sprawy, gdyż w zbrodnię miłoszycką może być zamieszana jeszcze jedna osoba. Na miejscu zbrodni blisko 25 lat temu miało znajdować się DNA trzech osób. "Poszukujemy jeszcze jednej osoby, która mogła mieć związek z tym drastycznym przestępstwem" - podkreślił Zbigniew Ziobro. Śledczy z Wrocławia wytypowali i przesłuchali wszystkich mężczyzn, którzy byli mieszkańcami Miłoszyc i okolic, a w chwili zbrodni mieli ponad 15 lat, pobierając od każdego próbki do badań genetycznych. To dzięki postępowi w technice udało się dotrzeć do prawdy.