W Nysie, kamienica przy ulicy Reymonta 31 stała się miejscem serii niepokojących zdarzeń pożarowych, które w ciągu ostatnich lat miały miejsce aż pięć razy. Incydenty te znacząco wpłynęły na życie mieszkańców i stan techniczny budynku, rodząc pytania o bezpieczeństwo oraz efektywność zarządzania nieruchomością i jej ubezpieczenia.
Seria pożarów i ich konsekwencje
W czerwcu tego roku jeden z pożarów strawił najwyższe piętro budynku. W środku nocy, w wyniku zdarzenia, 25 osób zostało ewakuowanych. Niecały miesiąc później ogień ponownie pojawił się, tym razem na parterze. Policja w toku śledztwa złapała podpalacza, który przyznał się do winy, wskazując na celowe działanie jako przyczynę jednego z incydentów.

Skutki wielokrotnych pożarów są widoczne i odczuwalne dla lokatorów. Kiedy ogień podgrzał pomieszczenia, popękały szyby w oknach, co spowoduje, że "kiedy tylko przyjdzie prawdziwa jesień, będzie tu hulał wiatr". Mieszkańcy zmagają się z bezpośrednimi uszkodzeniami - na głowę Justynie Wilkaniec spadł kawałek tynku, a na parterze w podłodze jest taka dziura, że Jolanta Wilkaniec kilka razy prawie na niej nogi połamała. Ściany są czarne po pożarach. Sytuacja ta budzi frustrację wśród mieszkańców, co wyraziła Stanisława Chmurowska słowami: "- Za co my płacimy czynsze?".
W kamienicy mieszka siedem rodzin. Część lokali jest własnością prywatną, natomiast część należy do gminy Opole.
Problemy z remontami i ubezpieczeniem
W obliczu zniszczeń konieczne stały się prace remontowe. Grzegorz Kowalewicz, kierownik działu technicznego w firmie Feroma, zarządzającej nieruchomością, wymienia zakres wykonanych prac. Obejmowały one naprawę instalacji gazowej, wymianę instalacji elektrycznej, pokrycie dachu w miejscu, gdzie się spalił, remont klatki schodowej na wyższych piętrach oraz wymianę drzwi. Łączny koszt tych prac wyniósł 11 tys. 677 zł, a środki te pochodziły z funduszu remontowego lokatorów.

Jednak kluczowym problemem pozostaje kwestia ubezpieczenia budynku. Po czerwcowym pożarze Feroma przedstawiła kosztorys robót firmie ubezpieczeniowej. Ta wyliczyła, że wspólnocie mieszkaniowej należy się jedynie 4 tys. 602 zł. Spółka zarządzająca odwołała się od tej decyzji i, jak podaje, "czeka na odpowiedź od ubezpieczyciela". Sytuację komplikuje fakt, że w lipcu podpalacz ponownie dał o sobie znać, a szkód za ten pożar ubezpieczyciel również do wczoraj nie zrekompensował. Mieszkańcy dziwią się: "- Dlaczego Feroma nie potrafi tego wyegzekwować?", na co Grzegorz Kowalewicz odpowiada: "- Robimy, co możemy".
Dodatkowo, na odnowienie klatki schodowej potrzeba niewielkiej sumy, szacowanej na 2 do 3 tys. zł. Niestety, wspólnota nie dysponuje tymi środkami na funduszu remontowym, w związku z czym mieszkańcy muszą "uzbroić się w cierpliwość".