Pożary w Walencji: Incydenty i Skutki

portalcenter.cl

W ostatnich miesiącach region Walencji w Hiszpanii zmagał się z kilkoma poważnymi incydentami pożarowymi, które miały znaczące konsekwencje materialne i ludzkie. Chociaż nie odnotowano pożaru w słynnym oceanarium, region doświadczył tragicznych zdarzeń, w tym zniszczenia luksusowego jachtu oraz katastrofalnego pożaru budynku mieszkalnego w stolicy prowincji.

Pożar luksusowego jachtu w porcie Denia

W hiszpańskim porcie Denia, położonym w prowincji Walencja, doszło do potężnego pożaru luksusowego jachtu pod polską banderą. Jednostka, warta miliony euro, doszczętnie spłonęła, a przyczyna pożaru do dziś pozostaje nieznana. Zdarzenie miało miejsce w nocy, a w akcję ugaszania ognia zaangażowanych było kilkanaście zastępów miejscowej straży pożarnej.

Luksusowy jacht płonący w porcie w Denii

Płonął 21-metrowy katamaran nazwany „Still Alive”, który w momencie pożaru znajdował się na suchym doku. Na miejsce zdarzenia zadysponowano aż 11 jednostek straży pożarnej z Denii, Benidormu i Benissy. Płomienie były widoczne z całej okolicy, co skłoniło służby do natychmiastowego zarządzenia ewakuacji sąsiednich łodzi, jak podało Costa Blanca FM.

Właścicielem jednostki był Piotr Misztal, znany polski biznesmen. W chwili wybuchu pożaru na pokładzie jachtu nikt się nie znajdował. Piotr Misztal w rozmowie z „Dziennikiem Łódzkim” relacjonował: „Jacht zapalił się samoistnie. Około godziny pierwszej w nocy dostałem telefon, wszyscy przebywaliśmy wtedy w Polsce. Obudzono nas z informacją, że jacht się pali. Na jachcie nikogo nie było, ponieważ nie wolno tam nocować, załoga była w hotelu”.

Według właściciela, „Still Alive” był wart ponad 7 milionów euro netto i w momencie zdarzenia przechodził standardowy remont. „Jak co roku malowano spód jachtu, zabezpieczano go, dodatkowo polerowano kadłub, do tego stopnia, że się śmialiśmy w porcie, że nie potrzebujemy lustra. A stan techniczny w środku - to było wszystko perfekcyjne. Spłonęło wszystko, doszczętnie” - opowiadał biznesmen w rozmowie z TVN24. Jacht był niemal gotowy do wypłynięcia, miał zostać zwodowany jeszcze tego samego dnia, a następnie wyruszyć w rejs do Majorki i Las Palmas. Misztal dodał w rozmowie z „Wprost”: „Mieliśmy już kupione bilety, żeby przylecieć i sprawdzić, czy wszystko działa poprawnie - a działało, w stu procentach. Ostatecznie nie polecieliśmy, bo nie było już do czego wracać”.

Z pożaru ocalały jedynie boczne części kadłuba, natomiast dwa piętra nadbudowy całkowicie się spaliły. Zespół śledczy, w skład którego wchodzili strażacy, policjanci i prokurator, przeprowadził pierwsze oględziny. „Chodzili po jachcie i nic nie znaleźli, ma być następna wizytacja, będziemy o niej poinformowani. Ja nie wiem, czy w ogóle kiedykolwiek ktoś znajdzie powód tego pożaru” - przyznał właściciel. W wyniku zdarzenia nikt nie ucierpiał. Śledztwo w sprawie przyczyn pożaru jest w toku. Hiszpańskie media informowały również, że w tym samym porcie miały spłonąć także dwie inne, mniejsze jednostki.

Tragiczny pożar budynku mieszkalnego w dzielnicy Campanar

22 lutego po południu w jednym z mieszkań w bloku w dzielnicy Campanar w Walencji wybuchł pożar o dużych rozmiarach. Ze względu na silny wiatr, ogień szybko rozprzestrzenił się na sąsiednie budynki. To tragiczne zdarzenie doprowadziło do śmierci 10 osób i spowodowało spalenie 138 mieszkań.

Płonący budynek mieszkalny w dzielnicy Campanar w Walencji

Raport opublikowany przez dziennik Levante-EMV wskazuje, że przyczyną tragedii był wyciek łatwopalnej substancji chłodniczej z lodówki w jednym z mieszkań. Śledczy z hiszpańskiej policji kryminalnej uważają, że pożar wybuchł w wyniku wydostania się izobutanu oraz pojawienia się iskry w tylnej części lodówki. Chociaż policyjni eksperci już kilka dni po pożarze podejrzewali awarię jednego z urządzeń elektrycznych jako źródło tragedii, nie byli w stanie od razu określić dokładnej przyczyny pojawienia się ognia.

Walencja: strażacy ratują mieszkańców, podczas gdy płomienie ogarniają blok mieszkalny

14-piętrowy budynek mieszkalny został całkowicie objęty ogniem. To, co stało się w tym bloku, wyglądało jak sceny z filmu katastroficznego. Ludzie musieli skakać z balkonów w poszukiwaniu ratunku, gdy płomienie niszczyły ich mieszkania. Kilka osób zostało poważnie rannych. Pierwsze jęzory ognia pojawiły się wczesnym popołudniem, a ogień rozprzestrzeniał się błyskawicznie, zajmując korytarze i klatki schodowe, odcinając mieszkańcom drogi ucieczki.

Na miejscu szybko zjawili się strażacy. Z żywiołem walczyło około 20 jednostek. Zorganizowano polowe szpitale, aby udzielać pomocy poszkodowanym. Walka z ogniem była bardzo trudna ze względu na jego szybkie rozprzestrzenianie się. Kilkanaście osób, w tym strażacy, zostało rannych. Niestety płomienie przeniosły się także na kolejny budynek. W pobliżu miejsca pożaru władze miasta zorganizowały dwa polowe szpitale. Jeden z przerażających filmów pokazuje strażaka skaczącego z płonącego wieżowca na skokochron, co świadczy o desperacji i heroizmie podczas akcji ratunkowej.

tags: #oceanarium #walencja #pozar