24 listopada 1994 roku zapisał się w historii Gdańska jako dzień jednej z największych tragedii w powojennej Polsce. Podczas koncertu zespołu Golden Life w hali widowiskowej Stoczni Gdańskiej wybuchł pożar, który pochłonął życie siedmiu osób, a ponad trzysta zostało rannych. Dziś, po 30 latach, pamięć o tamtych wydarzeniach pozostaje żywa, a miejsce tragedii skłania do refleksji nad kruchością ludzkiego życia.

Przebieg tragicznego wieczoru
Ogień wybuchł około godziny 21:00. Według relacji świadków, pod drewnianą trybuną w głębi sali zapaliły się materace. Mimo interwencji ochrony, płomieni nie udało się ugasić w zarodku. Hala, będąca obiektem wybudowanym jeszcze przed wojną, była w dużej mierze wykończona drewnem i materiałami łatwopalnymi, co spowodowało błyskawiczne rozprzestrzenienie się ognia.
Publiczność, w której znajdowało się kilkaset osób, wpadła w panikę. Sytuację pogorszył fakt, że część wyjść ewakuacyjnych była zamknięta, co doprowadziło do tragicznego w skutkach zatoru. Uczestnicy koncertu, wśród których byli uczniowie szkół podstawowych i średnich, próbowali wydostać się z płonącej pułapki, tratując się nawzajem w tłumie.

Ofiary i heroizm ratowników
W wyniku pożaru zginęło siedem osób. Pierwszą ofiarą była 13-letnia Dominika Powszuk, która została stratowana w tłumie przy głównym wyjściu. Wśród ofiar znalazł się również Wojciech Klawinowski, operator telewizji Sky Orunia, który zginął, próbując wynieść z płonącej hali sprzęt telewizyjny. Pozostałe pięć osób zmarło w wyniku ciężkich obrażeń w szpitalach.
Wśród poszkodowanych i ratujących byli bohaterowie, którzy z narażeniem życia nieśli pomoc innym. Ryszard Tomczak, właściciel agencji ochrony „Securitas Service”, wyniósł z ognia kilkanaście osób, samemu doznając śmiertelnych poparzeń. Jego poświęcenie zostało upamiętnione nazwaniem jednej z gdańskich ulic jego imieniem.
Akcja ratunkowa i pomoc medyczna
Dla służb medycznych tamta noc była prawdziwym sprawdzianem. W izbach przyjęć panował chaos, a lekarze musieli mierzyć się z brakiem sprzętu i ogromną liczbą rannych. Do akcji włączyły się szpitale z Gdańska oraz specjalistyczna placówka w Siemianowicach Śląskich. Pomoc płynęła z całego kraju i zagranicy - leki, środki opatrunkowe i specjalistyczną aparaturę przekazywały m.in. Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, rządy Wielkiej Brytanii i Austrii oraz prywatni darczyńcy.
| Liczba poszkodowanych | Status |
|---|---|
| 7 | Ofiary śmiertelne |
| Ponad 300 | Osoby ranne |
| 197 | Osoby hospitalizowane |
Przyczyny i konsekwencje prawne
Zgodnie z ustaleniami prokuratury, przyczyną pożaru było podpalenie. Mimo prowadzonego przez lata śledztwa, sprawcy lub sprawców nigdy nie udało się ustalić. Sąd skazał jednak na kary więzienia w zawieszeniu kierownika hali oraz organizatorów imprezy, uznając, że zaniechali oni niezbędnych działań w celu zapewnienia bezpieczeństwa ewakuacji.

Pamięć po 30 latach
W miejscu, w którym znajdowało się jedyne otwarte wyjście z hali, wzniesiono pomnik składający się z elementów spalonej konstrukcji - kolumn i metalowej belki. Widnieje na nim napis: „Życie choć piękne tak kruche jest. Zrozumiał ten, kto otarł się o śmierć” - cytat z utworu zespołu Golden Life pt. „24.11.94”, który powstał w hołdzie ofiarom tragedii.
Każdego roku w rocznicę tych wydarzeń przedstawiciele władz miasta, ocaleni oraz bliscy ofiar gromadzą się pod pomnikiem, aby zapalić znicze i oddać hołd tym, których życie zostało przerwane w tamten listopadowy wieczór.