Szczęśliwy zbieg okoliczności i szybka reakcja
Mieszkańcy bloku przy ul. Jarockiej 57 mogą mówić o ogromnym szczęściu. Dzięki przypadkowo przejeżdżającym w środku nocy młodym ludziom udało im wydostać się z płonącej pułapki. Wczoraj w ratuszu opowiedzieli o tej tragicznej nocy.
Kiedy Robert Szeląg wraz z trójką znajomych wracali z pracy i przewozili kolegów do domów, zauważyli ogień na dachu bloku przy ulicy Jarockiej. "Kiedy podjechaliśmy pod blok, kilkanaście minut po godzinie 2, ogień na dachu był wielkości dużego ogniska" - mówił Robert Szeląg. Natychmiast podjęli działania ratunkowe.

Akcja ratunkowa mieszkańców
Podczas gdy jeden z kolegów parkował samochód i dzwonił na numer alarmowy 112, pozostali trzej pobiegli do klatek schodowych, zaczęli dzwonić do domofonów i walić w drzwi mieszkań. "Zaczęliśmy od samej góry i zbiegaliśmy na dół" - relacjonuje Robert Szeląg. Jak zaznaczył, nie każdy od razu otworzył drzwi, niektórzy nie chcieli uwierzyć w powagę sytuacji. "Musieliśmy mówić, że to nie jest żart, że naprawdę się pali i trzeba uciekać."
Sytuacja szybko się pogarszała. "Kiedy wyszliśmy z bloku, paliła się już połowa dachu, a ogień przechodził na drugą stronę" - dodaje chłopak.
Relacje ocalonych
Magdalena Sienkiewicz, jedna z mieszkanek, opowiedziała o szoku, jakiego doświadczyli: "Byliśmy w szoku. Nikt z nas nie spodziewał się, że może nas dotknąć taka tragedia. Blok jest z 2000 roku. Nie jest stary i jako wspólnota dbamy o niego, przechodzi wszystkie kontrole. Myśleliśmy tylko o tym, żeby jak najszybciej wybiec na dwór. To dzięki naszym bohaterom w ciągu 12 minut udało się ewakuować cały blok."
Agnieszka Ornatowska mieszkała na najwyższym piętrze, nad jej mieszkaniem wybuchł pożar. "Po tym, jak zostaliśmy obudzeni, dym czuć było już w całym naszym mieszkaniu. Zerwaliśmy się z łóżek i pobiegliśmy na dół po dwóch synów. Na szczęście udało nam się ich szybko ubrać i w ostatniej chwili wybiegliśmy z mieszkania. Za nami zawalił się, palący się jeszcze dach, więc szybka reakcja tej czwórki chłopaków uratowała nam życie. Gdyby nie oni, nie mielibyśmy szans na ucieczkę."
Kobieta podkreśliła również traumę, jaką przeżyły dzieci: "Najbardziej szkoda nam dzieci. Przeżyły ogromną traumę. Mimo, że nie widziały zniszczonych mieszkań, to jest to dla nich cały czas szok."

Skutki pożaru i działania naprawcze
Mieszkańcy z trzech najbardziej zniszczonych mieszkań tymczasowo zamieszkali u rodzin. W asyście strażaków mogli wrócić tylko po najpotrzebniejsze rzeczy. Przez cały dzień po pożarze mieszkańcy wspólnie sprzątali i zabezpieczali poddasze, wynosząc gruz i pociętą blachodachówkę. Prowizorycznie zabezpieczano konstrukcję plandekami, by chronić przed wodą.
Kolejna ekipa podjęła prace nad tymczasowym remontem dachu, mającym zabezpieczyć blok do czasu generalnego remontu, który mieszkańcy mają nadzieję przeprowadzić wiosną.
Magdalena Sienkiewicz przyznała, że nie wiadomo, kiedy lokatorzy będą mogli wrócić do swoich mieszkań. "Dach jest zniszczony w 80 procentach, prawdopodobnie trzeba go będzie wyremontować w całości. Mimo, że strażacy starali się ograniczyć straty, wiele mieszkań jest zalanych. Ciężko jest dzisiaj znaleźć firmę remontową, bo wszyscy naprawiają szkody w kraju po ostatnich wichurach. Mimo wszystko, mamy nadzieję, że do lata wyremontujemy i dach i nasze mieszkania."
Podziękowania dla bohaterów
W ratuszu odbyło się spotkanie prezydenta Piotra Grzymowicza i dyrektora wydziału zarządzania kryzysowego Mieczysława Wójcika z pogorzelcami i młodymi ludźmi, którzy rozpoczęli akcję ratunkową. Młodzi bohaterowie otrzymali oficjalne podziękowania od prezydenta miasta. "Chciałbym serdecznie podziękować za waszą postawę. Odpowiedzialność, jaką na siebie wzięliście na pewno wynikała z dobrego wychowania i oceny sytuacji, jaką na miejscu zastaliście" - mówił Piotr Grzymowicz.
Informacje o pożarze
Pożar wybuchł w nocy z 16 na 17 listopada. Straż pożarna otrzymała zgłoszenie o godzinie 2:33, kiedy wszyscy mieszkańcy bloku spali. Na miejsce przybyło 14 zastępów straży pożarnej. Z budynku ewakuowano 46 osób. Do swoich mieszkań wrócili tylko lokatorzy z najniższych pięter. Lokatorzy z najwyższych kondygnacji stracili dorobek całego życia.
Na razie jest za wcześnie, by mówić o przyczynach pożaru. Wyjaśnią je biegli z zakresu pożarnictwa.