ORP „Orzeł” to największa i najmłodsza zarazem polska jednostka podwodna, zwodowana w 1985 roku i dostosowana do natowskich standardów obowiązujących okręty podwodne. Główne zadania „Orła” to zwalczanie okrętów nawodnych, podwodnych oraz transportowców przeciwnika, prowadzenie rozpoznania oraz transport grup specjalnych. Jednostka może osłaniać przejścia bojowych zespołów okrętowych oraz morskie linie komunikacyjne. Od lutego 2014 roku okręt przebywał w Stoczni Marynarki Wojennej w Gdyni, gdzie prowadzono jego remont. Prace miały trwać 9 miesięcy, jednak ich przebieg znacząco się wydłużył, a jednostka zmagała się z kolejnymi incydentami.
Incydent pożarowy z września 2017 roku
27 września wieczorem 2017 roku na pokładzie ORP "Orzeł" doszło do pożaru na terenie Portu Wojennego w Gdyni. Początkowo media, w tym tygodnik "Polityka" i czytelnicy Trojmiasto.pl, informowały o ogniu w przedziale z akumulatorami podczas ich rozładowywania oraz o intensywności pożaru wymagającej zalania jednostki dużą ilością piany gaśniczej, co miało doprowadzić do zalania wyposażenia.

Oficjalne wyjaśnienia kmdr. por. Czesława Cichego dla Defence24.pl oraz ustalenia Głównej Komisji ds. Awarii Okrętowych MW i Żandarmerii Wojskowej, nadzorującej śledztwo, sprecyzowały fakty. Pożar wybuchł podczas rozładowywania akumulatorów, nie w "przedziale z akumulatorami", lecz w przedziale piątym, gdzie znajduje się tablica do podłączania przewodów wysokoprądowych z "skrzynki elektrycznej" mola i instalacji okrętowej. Przyczyną było zapalenie się izolacji kabli elektrycznych, które dochodziły do skrzyni rozłącznej ładowania i rozładowywania akumulatorów. Końcówki przewodów nie zostały odpowiednio mocno dokręcone, a prąd o bardzo wysokim natężeniu spowodował ich nagrzewanie i zapłon. Straty okazały się niewielkie - uszkodzone zostały jedynie skrzynki połączeniowe do ładowania baterii akumulatorów i zasilania z lądu oraz tory kablowe. Nikt z marynarzy nie ucierpiał.
Działania załogi i wyjaśnienia
Przebieg wypadku wskazuje na wzorowe działania członków załogi ORP „Orzeł”. Kiedy nie zadziałał system czujników przeciwpożarowych, pierwszy mechanik próbował uruchomić system halonowy włącznikiem z przedziału czwartego. Gaz "poszedł" jednak nie w przedziale piątym, a w czwartym, gdzie znajdowała się załoga. Mechanik wykazał się refleksem i odwagą, zasłaniając ręką (w rękawicy roboczej i dielektrycznej) wylot gazu, chroniąc tym samym ludzi i odnosząc jedynie niewielkie odmrożenia. Jednocześnie oficer wyłączył i ponownie włączył system halonowy w przedziale piątym. Ogień ugaszono siłami załogi (prawdopodobnie sześciu osób), a jednostki Straży Pożarnej z Portu Wojennego Gdynia Oksywie wezwano zgodnie z procedurami, lecz pełniły one rolę asysty. Załoga przezornie nie użyła pokładowego systemu pianowego (WPŁ), lecz system gazowy (halonowy), chroniąc w ten sposób urządzenia okrętowe przed zalaniem.
Jak działa okręt podwodny? / Okręt podwodny klasy Typhoon // Największy okręt podwodny, jaki kiedykolwiek zbudowano.
Kmdr ppor. Radosław Pioch, rzecznik 3 Flotylli Okrętów, wyjaśnił, że pierwsze prace po wypadku wiązały się z czyszczeniem zadymionych urządzeń oraz weryfikacją stanu technicznego przyrządów na pokładzie. Pożar nie dotarł do silnika elektrycznego, który jest osłonięty szczelnym, metalowym "kokonem". Specjaliści twierdzili, że naprawa i czyszczenie przedziału nie powinny trwać dłużej niż trzy tygodnie. ORP „Orzeł” ma zdublowany system ładowania akumulatorów z lądu (Rosjanie zamontowali podobną tablicę rozdzielczą w kiosku), co pozwala na dalsze wykonywanie zadań, co potwierdziło przeprowadzenie ładowania i rozładowania wszystkich baterii akumulatorów już po pożarze.
Dochodzenie i konsekwencje
Główna Komisja ds. Awarii Okrętowych MW orzekła, że załoga okrętu nie ponosi winy za wybuch pożaru, a podjęte przez marynarzy działania pozwoliły znacząco zminimalizować straty. Żandarmeria Wojskowa pod nadzorem Prokuratury Okręgowej w Poznaniu prowadzi śledztwo w sprawie pożaru. Na wniosek Żandarmerii powołano biegłych z zakresu pożarnictwa i energetyki, którzy przygotowują ekspertyzy. Jak dotąd nikomu nie postawiono zarzutów. Należy podkreślić, że okręt w czasie pożaru nie przebywał bezpośrednio na terenie Stoczni Marynarki Wojennej, lecz w Porcie Wojennym Oksywie, jednak nie został jeszcze oficjalnie przyjęty po remoncie w SMW. Skrzynia rozdzielcza, od której rozpoczął się pożar, oraz włączniki halonowego systemu przeciwpożarowego były remontowane lub certyfikowane, co może wskazywać na błąd w stoczni, ponieważ załoga nie wykonywała prac w feralnej skrzynce.
Długotrwały remont i poprzednie incydenty
Remont ORP „Orzeł” trwał znacznie dłużej niż zakładano. Okręt podwodny miał pozostać w suchym doku tylko przez 9 miesięcy, ale podczas wychodzenia z niego uległ awarii w 2015 roku. Zahaczył burtą o element konstrukcji pływającego doku w Stoczni Marynarki Wojennej. Uszkodzenia obejmowały m.in. półkluzę rufową lewej burty, pogięte i popękane wzmocnienia konstrukcyjne oraz poszycie kadłuba lekkiego, a także śrubę, która musiała zostać wymieniona. Dodatkowo uszkodzeniu uległa burta pływającego doku. Sprawę kolizji utajniono, a Ministerstwo Obrony Narodowej milczało na temat jej przebiegu i przyczyn, co spotkało się z krytyką.

Te dwa incydenty - kolizja z dokiem i pożar - pokazały, że ukrywanie informacji za klauzulą tajemnicy nie tylko nie pomaga w naprawieniu sytuacji, ale również przynosi katastrofalne skutki wizerunkowe i często szkodzi załodze oraz całej Marynarce Wojennej. Milczenie MON zostało wykorzystane do atakowania Marynarki Wojennej i deprecjonowania wartości okrętu.
Wyzwania związane z przywróceniem pełnej sprawności
Pomimo opanowania pożaru i wstępnych prac, droga do pełnej sprawności ORP „Orzeł” okazała się długa i wyboista. Komenda Portu Wojennego w Gdyni ogłosiła przetarg na remont jednostki w marcu 2018 roku, obejmujący wymianę czujek systemu analizy składu atmosfery, naprawy zbiornika paliwowo-balastowego i systemu analizy wodoru.
Problemy z wykonawcami
ORP „Orzeł” boryka się z problemami w znalezieniu firm chętnych do wykonania kluczowych napraw. Komenda Portu Wojennego od dawna nie jest w stanie rozstrzygnąć przetargów na:
- Systemy hydroakustyczne: Naprawa kompleksu hydroakustycznego MGK-400, stacji hydroakustycznej do poszukiwania min MG-519 i stacji hydrolokacyjnej do pomiaru kawitacji MG-512. Trzy firmy początkowo zainteresowane wycofały się, wskazując na nierealistyczne terminy. Przetarg unieważniono.
- Peryskopy: Cztery próby znalezienia firmy do naprawy dwóch peryskopów PZKG-11 zakończyły się anulowaniem z powodu braku ofert. Problemy obejmowały przeciekanie, wibrowanie i usterki mechanizmu obracania.
- Instalacja elektryczna: Przetarg na wymianę części systemu elektrycznego służącego do zasilania okrętu i ładowania baterii po pożarze również został dwukrotnie unieważniony z powodu braku ofert. Konieczne jest wykonanie od podstaw kilku części.
Biorąc pod uwagę fakt, że nie udało się rozstrzygnąć tych przetargów, istnieją wątpliwości co do rzeczywistej sprawności ORP „Orzeł”. Okręt, po pięciu latach przerwy w normalnej służbie, zaliczył co prawda zadanie O1 (przygotowanie do wyjścia z bazy), ale zadanie O2 (gotowość bojowa) wymaga sprawności wszystkich systemów. Ponadto, w okresie postoju w stoczni zmienił się dowódca ORP „Orzeł” - poprzedni odszedł zaraz po kolizji z dokiem, a jego następca po kilku miesiącach zrezygnował ze służby.

Stan polskiej floty podwodnej i przyszłe perspektywy
ORP „Orzeł”, liczący sobie 33 lata i nieprzechodzący modernizacji, reprezentuje poziom radzieckiej technologii wczesnych lat 80. Formalnie jest najsilniejszym polskim okrętem podwodnym. W służbie pozostają jeszcze dwie eks-norweskie jednostki typu Kobben, które mają już ponad pół wieku i są przeznaczone do wycofania w najbliższych latach, reprezentując symboliczny potencjał bojowy. To oznacza, że polska flota podwodna znajduje się na progu zawału.

Program "Orka", zakładający zakup trzech nowych okrętów podwodnych wyposażonych w rakiety manewrujące, boryka się z opóźnieniami. Mimo zapewnień z końca 2017 roku o kluczowych decyzjach, po przejęciu MON przez Mariusza Błaszczaka słuch po programie zaginął. Oficjalnie trwają "analizy", a nowe okręty mają pojawić się dopiero w połowie przyszłej dekady. Pojawiają się również wątpliwości co do zdolności polskiego przemysłu do budowy i remontu okrętów podwodnych, zwłaszcza biorąc pod uwagę trudności z remontem ORP „Orzeł”. Kwestia odbioru sprzętu po remoncie i odpowiedzialności za usterki pozostaje palącym problemem, który dotyczy wszystkich zakupów w Siłach Zbrojnych.
Jak działa okręt podwodny? / Okręt podwodny klasy Typhoon // Największy okręt podwodny, jaki kiedykolwiek zbudowano.
Bieżące zdarzenia z ORP „Orzeł” są skrzętnie odnotowywane i mogą zaważyć na zewnętrznej ocenie stanu polskiej floty podwodnej. W przyszłym roku Polska Marynarka Wojenna będzie obchodziła 100-lecie istnienia, a pytanie o to, które okręty dotrwają do tych chwil pod biało-czerwoną banderą, pozostaje otwarte.