Tragiczny incydent w Białym Dunajcu i problem alkoholowy w OSP na Podhalu

W nocy z 1 na 2 sierpnia w remizie Ochotniczej Straży Pożarnej w Białym Dunajcu doszło do bójki. Jej konsekwencje okazały się tragiczne: 25-letni strażak-ochotnik został brutalnie pobity przez kolegę z jednostki. W ciężkim stanie, z poważnym urazem głowy, trafił do szpitala w Nowym Targu.

Śmierć młodego strażaka i reakcje społeczne

Po blisko dziesięciu dniach walki o życie, w niedzielę 11 sierpnia, młody człowiek zmarł. W miejscu, gdzie go znaleziono, mieszkańcy ustawili symboliczny krzyż i znicze. Prokuratura Rejonowa w Zakopanem wszczęła postępowanie w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci 25-latka, Pawła Ziętkowicza. Śledztwo ruszyło, jednak brak zarzutów wobec kogokolwiek zbulwersował lokalną społeczność, a rodzina zmarłego zaczęła wyrażać poważne wątpliwości co do jego przebiegu.

Znicze i symboliczny krzyż w miejscu odnalezienia poszkodowanego strażaka

Głos Kościoła i problem alkoholowy

Do sprawy odniósł się ksiądz Witold Józef Kowalów, pochodzący z Białego Dunajca redaktor naczelny pisma "Wołanie z Wołynia". Kapłan, odwołując się do własnych doświadczeń rodzinnych z podobnymi, niewyjaśnionymi zdarzeniami sprzed lat, użył określenia "ukręcona sprawa".

Ksiądz Kowalów wprost wskazał na alkohol jako największy problem społeczności Białego Dunajca. W swoich mediach społecznościowych wyraził załamanie liczbą alkoholików wśród mieszkańców, podając, że 1/3 jego klasy z podstawówki to osoby uzależnione. Zadał również retoryczne pytanie, dlaczego strażacy urządzili "popijawę" z okazji rocznicy Powstania Warszawskiego, zamiast skupić się na bardziej odpowiednich obchodach.

Oświadczenie OSP Biały Dunajec

We wtorek wieczorem OSP Biały Dunajec opublikowało w mediach społecznościowych oświadczenie w sprawie śmierci 25-latka:

  • "W związku z tragiczną śmiercią jednego z członków naszej jednostki OSP składamy szczere kondolencje rodzinie zmarłego."
  • "Jednocześnie na prośbę Policji dla dobra postępowania nie podajemy żadnych informacji na temat zdarzenia, ale zapewniamy, że współpracujemy z organami w celu wyjaśnienia wszystkich okoliczności."
  • "Uprzejmie prosimy o cierpliwość i powstrzymanie się od krzywdzących komentarzy i osądów, które nie służą ani naszej społeczności, ani dobremu imieniu zmarłego."

Wątpliwości rodziny i przebieg śledztwa

Rodzina zmarłego Pawła Ziętkowicza, po blisko pięciu miesiącach od tragedii, zdecydowała się ponownie zabrać głos. Matka zmarłego wspomina, że wraz z córką znalazły syna nieprzytomnego w krzakach, z "strasznymi ranami głowy" i krwawiącego. Pojawił się alkohol w remizie, a sytuację zaostrzył tlący się od dawna konflikt.

Kontrowersje wokół opinii biegłego

Zakopiańska prokuratura dysponuje ekspertyzą biegłego, która sugeruje, że Paweł Ziętkowicz nabawił się śmiertelnego urazu głowy sam, na przykład w wyniku nieszczęśliwego upadku. Siostra zmarłego, Agnieszka Ziętkowicz, stanowczo sprzeciwia się tej tezie. Jak podkreśla, Paweł miał ranę po przeciwnej stronie głowy niż ta, na której leżał, gdy go znaleziono. Jej zdaniem, biegły pominął istotne okoliczności, takie jak fakt, że krzaki powinny zamortyzować upadek, a ogromny uraz czaszki nie mógł powstać w takich warunkach.

Zdjęcie Pawła Ziętkowicza, uśmiechniętego i szczęśliwego

Niejasności dotyczące nagrania monitoringu

Rodzina Ziętkowiczów wskazuje także na nagranie z kamer monitoringu zainstalowanego na jednym ze sklepów w pobliżu miejsca odnalezienia Pawła. Reporter Onetu, który widział nagranie, potwierdza, że widać na nim zmarłego idącego pewnie w kierunku remizy, a po kilku minutach wracającego bardzo wolno, zataczającego się i trzymającego za głowę, po czym nagle upadającego. Co istotne, na nagraniu widoczny jest również inny mężczyzna, który skręca w to samo miejsce, co Paweł, chwilę przed jego upadkiem. Rodzina twierdzi, że prokuratura pomija ten kluczowy dowód.

Katastrofa samolotu gaśniczego. Ogień trawi Puszczę Solską

Oburzenie społeczności lokalnej

Mieszkańcy Białego Dunajca i okolicznych wsi na Podhalu wyrażają swoje oburzenie brakiem konkretnych zarzutów. "Nie żyje chłopak i państwo przeszło nad tym do porządku dziennego?" - pyta mieszkaniec Łukasz. Panuje powszechne przekonanie, że prokuratura nie oskarżyła nikogo, ponieważ zaangażowane osoby mają "plecy" i są chronione. "Za bicie psa są dziś zarzuty, a tu nie ma winnych" - dziwi się inny mieszkaniec, Zygmunt, dodając, że "Biały Dunajec to nie Warszawa. Tu po północy ludzie nie spacerują dla sportu", co sugeruje, że obecność drugiego mężczyzny na nagraniu nie jest przypadkowa.

Stanowisko Prokuratury

Prokuratura Okręgowa w Nowym Sączu broni się, twierdząc, że pracuje skrupulatnie, choć powoli. Prok. Justyna Rataj-Mykietyn informowała pod koniec listopada, że śledczy oczekują na inne opinie biegłych, po otrzymaniu których podjęta zostanie decyzja o dalszych krokach. Prokuratura Generalna, poprzez rzeczniczkę Annę Adamiak, potwierdziła, że Prokuratura Okręgowa w Nowym Sączu objęła sprawę nadzorem służbowym i nie stwierdziła nieprawidłowości w działaniach prokuratury w Zakopanem. Minister Sprawiedliwości i Prokurator Generalny Adam Bodnar na razie nie widzi podstaw do interwencji w to śledztwo, podkreślając autonomię i niezależność prokuratorów.

Noc tragedii: szczegóły wydarzeń

Paweł Ziętkowicz miał wolny wieczór 1 sierpnia i odpoczywał po pracy w restauracji jako pizzer. Wieczorem zadzwonili do niego inni strażacy, prosząc o pomoc w myciu aut w remizie przed odpustem. Paweł początkowo odmawiał, ale ostatecznie przystał na prośbę, by przywiózł burgery z pobliskiej restauracji. Było to około godziny 22:00.

Wszystko wskazuje na to, że mycie samochodów przerodziło się w spotkanie z alkoholem. W remizie oprócz Pawła i dwóch lub trzech młodszych druhów pojawił się także 41-letni strażak, którego kuzyn zmarłego określił jako osobę, która "tępiła" Pawła, wyśmiewała go i rzucała obelgi. Około północy remizę odwiedził prezes Wiesław Walkosz, ale po stwierdzeniu, że wszystko jest gotowe na kolejny dzień, udał się do domu, a impreza trwała dalej.

Według relacji bliskich, w pewnym momencie Paweł został uderzony przez innego mężczyznę. Wywiązała się szarpanina i bójka. Około godziny 2 w nocy rodzice Pawła zostali obudzeni głośnym nawoływaniem i uderzaniem w okno. Matka zmarłego, Anna Ziętkowicz, relacjonuje: "Krzyczał ten, co syna zabił... On przyprowadził go tu pobitego. Krzyczał do męża: "Władek, bier go!"". Syn, choć oszołomiony i krwawiący z nosa, rozmawiał z matką, skarżąc się, że został pobity i że nie wie, gdzie ma telefon i kluczyki do auta. Po krótkiej chwili wrócił po swoje rzeczy do remizy, a matka i siostra ruszyły za nim, odnajdując go nieprzytomnego w krzakach, z zmasakrowaną głową.

Zdjęcie remizy OSP w Białym Dunajcu

Inne incydenty z udziałem nietrzeźwych strażaków na Podhalu i w Polsce

Problem nietrzeźwości w służbach ratowniczych, w tym wśród strażaków ochotników, nie jest odosobnionym przypadkiem. W ostatnich latach doszło do kilku głośnych incydentów:

Incydent w Skawie

Podczas akcji gaśniczej w Skawie, mężczyzna, który okazał się nietrzeźwy (blisko 1,8 promila alkoholu w wydychanym powietrzu), przejechał samochodem po wężach, drabinach nasadkowych oraz aparacie powietrznym, bezpośrednio zagrażając życiu ratowników. Mężczyzna został zatrzymany przez policję, a sprzęt uległ zniszczeniu.

Wypadek w Skawinie

W gminie Skawina, wóz strażacki jadący na akcję wypadł z drogi i przewrócił się na bok. Badanie wykazało, że kierowca strażak-ochotnik był kompletnie pijany (prawie dwa promile alkoholu). W pojeździe znajdowało się czterech strażaków, jeden z nich odniósł obrażenia i trafił do szpitala. Wypadek spowodował utrudnienia w ruchu na drodze krajowej nr 44.

Pijany kierowca w Tchórznicy Włościańskiej

W Tchórznicy Włościańskiej (woj. mazowieckie) ochotnicza straż pożarna została wezwana do wypadku samochodowego. Na miejscu okazało się, że 31-letni strażak, który kierował wozem bojowym, był pijany. Mężczyzna został zatrzymany przez policję w celu wytrzeźwienia i dalszych czynności.

tags: #pijany #strazak #podhale