Sąd Okręgowy w Krakowie ogłosił wyrok 25 lat więzienia dla Mirosława W. z Wolbromia za podpalenie swojej żony. Tragedia rozegrała się w nocy z 27 na 28 sierpnia 2016 roku, kiedy mężczyzna oblał benzyną swoją żonę leżącą w łóżku, a następnie ją podpalił. W wyniku odniesionych rozległych poparzeń kobieta zmarła 1 listopada zeszłego roku. Prokurator oskarżył Mirosława W. o zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem, żądając dla sprawcy dożywocia. Sąd apelacyjny podtrzymał wyrok sądu okręgowego z grudnia 2017 roku, uznając, że mężczyzna działał ze szczególnym okrucieństwem.
Przebieg dramatycznych wydarzeń
Pięcioosobowa rodzina Mirosława W. i Bernadetty W. mieszkała w małym domu w Wolbromiu. Choć nie było tam większych konfliktów, mężczyzna miał problem z alkoholem, a pod jego wpływem stawał się nieobliczalny.

Feralnej nocy, z soboty na niedzielę, Mirosław W. wrócił późno do domu, będąc pod wpływem alkoholu. Miał 1,5 promila alkoholu w wydychanym powietrzu. Okazało się, że nietrzeźwy 48-latek oblał benzyną swoją żonę, 37-letnią Bernadettę, leżącą już w łóżku. Kobieta ubrana w koszulę nocną szykowała się do snu. Mirosław W. nie pozwolił jej wstać z łóżka, przytrzymując ją za rękę, a następnie odrzucił kanister i wyciągnął zapalniczkę.
Próby ratunku i świadectwo ofiary
W czasie, gdy doszło do zdarzenia, w domu była jeszcze dwójka starszych dzieci Bernadetty - 18-letni Albert i 15-letnia Kamila, dla których Mirosław W. był ojczymem. Dzieci słyszały awanturę w pokoju rodziców. Syn i córka pobiegli, próbując zapobiec tragedii, chcąc wyrwać zapalniczkę z ręki mężczyzny, a potem gasili płonącą kobietę. Sam Mirosław W. podczas pożaru doznał tylko lekkich oparzeń, ugasił płomienie na sobie i wyszedł na zewnątrz, nie podejmując żadnej akcji ratunkowej dla żony. Sąd podkreślał, że oskarżony zrobił to w obecności dzieci.
Bernadetta W., mimo rozległych poparzeń, początkowo była przytomna. Jeszcze zdążyła zadzwonić na policję i do kuzynki. Strażakom wyznała: „To mój nietrzeźwy mąż oblał mnie benzyną i podpalił”, wskazując również miejsce, gdzie udał się jej mąż.
Poszkodowani i akcja ratunkowa
Kobieta trafiła do szpitala z poparzeniami całego ciała. Miała poparzone 70-73 procent powierzchni ciała. Ranne zostało także najmłodsze, wspólne dziecko małżeństwa - wówczas 4-letnia Jadzia, która doznała poparzeń II stopnia na rękach i przedramieniu. Mąż kobiety również miał obrażenia na dłoniach i nogach. Gaszenie pożaru domu, który również został podpalony, trwało ponad dwie godziny, a udział w akcji brało sześć zastępów straży pożarnej.

Walka o życie i śmierć Bernadetty W.
Stan pacjentki był określany jako ciężki. Lekarze twierdzili, że jeśli przeżyje, będzie to cud. Rodzina cały czas żyła nadzieją, a stan Bernadetty raz się poprawiał, raz pogarszał. Niestety, po trzech miesiącach walki o życie, Bernadetta W. zmarła 1 listopada 2016 roku w wyniku poparzeń.
Postępowanie sądowe i obrona oskarżonego
Prokuratura Rejonowa w Olkuszu postawiła Mirosławowi W. zarzut zabójstwa z zamiarem bezpośrednim. Mężczyzna początkowo nie przyznawał się do winy, zasłaniając się upojeniem alkoholowym i niepamięcią. Twierdził, że nie pamięta, aby podpalił żonę. W kolejnych zeznaniach próbował się usprawiedliwiać, twierdząc, że został sprowokowany, bo żona od lat go poniżała i ośmieszała. Rzekomo chciał ją tylko wystraszyć, oblał benzyną i miał w ręce zapalniczkę, ale nie wie, co się stało później.

Jednakże, obciążały go zeznania rodziny, w tym nieżyjącej już Bernadetty, która wskazała go jako sprawcę tuż po zdarzeniu. Sąd podkreślał, że oskarżony oblał żonę benzyną po twarzy, wzniecając potem ogień. Kiedy pojawiły się płomienie, nie podjął żadnej akcji ratunkowej.
Wyrok sądu i jego uzasadnienie
Sąd Okręgowy w Krakowie stwierdził, że Mirosław W. działał w bezpośrednim zamiarze pozbawienia życia żony Bernadetty. Sąd nie miał żadnych wątpliwości co do winy oskarżonego i w grudniu 2017 roku skazał Mirosława W. na 25 lat pozbawienia wolności. Sąd apelacyjny podtrzymał ten wyrok, uznając, że mężczyzna działał ze szczególnym okrucieństwem.
Skutki tragedii dla rodziny
Po tragicznych wydarzeniach dzieci Bernadetty W. - Albert, Kamila i Jadzia - zostały bez matki, a ich ojczym/ojciec znalazł się w więzieniu. Wolbrom. Dzieci mieszkają teraz razem z babcią w mieszkaniu komunalnym. Znajomy rodziny opowiada, że „radzą sobie jakoś. Albert gra w Przeboju Wolbrom, Kamila tańczy w zespole w domu kultury”. Dodał jednak: „Tylko, że kolejny raz zasiądą do wigilii bez swojej mamy”.