Tragiczne Wydarzenia w Jastrzębiu-Zdroju
Do tragedii doszło nocą 10 maja 2013 roku, tuż przed godziną 2 w nocy, w domu jednorodzinnym w Jastrzębiu-Zdroju. W pożarze zginęła żona Dariusza P., Joanna (40 lat), oraz czworo ich dzieci: 18-letnia najstarsza córka Justyna, 13-letnia Małgosia, 10-letni syn Marcin i 4-letnia Agnieszka. Na miejscu zginęła 18-letnia najstarsza córka P., a czterolatka - w trakcie udzielania pomocy. Potem w szpitalach w Jastrzębiu-Zdroju i Cieszynie zmarli kolejno: 10-letni chłopiec i 40-letnia matka dzieci oraz 13-letnia dziewczynka.
Ocalał jedynie najstarszy syn, który spał na poddaszu i udało mu się otworzyć okno dachowe, miał więc trochę świeżego powietrza i tyle przytomności, by zadzwonić po pomoc. Wykręcił numer do ojca, ale ojciec nie odebrał. Zadzwonił po straż, ale ta nie mogła się dostać do środka: nie można było sforsować ani drzwi, ani okien, które były osłonięte antywłamaniowymi żaluzjami. Powierzchnia pożaru była niewielka - około 15 m kw. Jego ognisko znajdowało się na piętrze domu jednorodzinnego, paliła się część schodów i szafa. Jak wykazała sekcja zwłok, przyczyną śmierci ofiar było zatrucie tlenkiem węgla.
Cała piątka spoczęła w jednym grobie na cmentarzu w Jastrzębiu-Zdroju. Żegnali ich członkowie rodziny, mieszkańcy miasta i metropolita katowicki abp Wiktor Skworc, który przed tragedią odwiedził rodzinę P. podczas swej wizytacji w parafii.

Śledztwo i Początkowe Wersje Wydarzeń
Już krótko po pożarze było wiadomo, że doszło do podpalenia. Tak wynikało z opinii biegłego z zakresu pożarnictwa. Dariusz P. tłumaczył, że ktoś, kto podpalił jego dom, wysyłał mu SMS-y z groźbami. Tuż przed ceremonią pogrzebową najbliższych wysyłał do siebie sms-y, sugerując, że pochodzą od rzekomego podpalacza.
Według wersji P., w jego domu nie doszło do żadnego podpalenia. Pożar miał się zacząć w terrarium dla żółwia. Oskarżony konsekwentnie nie przyznawał się do zabójstwa, choć przyznał, że próbował skierować śledztwo na fałszywe tory. Twierdził, że w jego domu doszło do przypadkowego pożaru, a on sam w tym czasie był w innym miejscu, w oddalonym o około 10 km zakładzie w Pawłowicach, w którym montował meble.
Wcześniejszy Pożar i Odszkodowanie
Nie był to pierwszy pożar w tym domu. Pierwszy raz ogień pojawił się w 2011 roku, od zwarcia instalacji elektrycznej. Wówczas Dariusz P. uzyskał odszkodowanie od ubezpieczyciela w wysokości około 100 tysięcy złotych.
Aresztowanie i Przedstawienie Zarzutów
Dariusz P. został zatrzymany i aresztowany w marcu 2014 roku. Gliwicka prokuratura zarzuciła mu zabójstwo pięciu osób, a także usiłowanie zabójstwa szóstej - najstarszego syna, który ocalał z pożaru. Oskarżonemu groziło dożywotnie pozbawienie wolności.
Dowody w Sprawie i Opinie Biegłych
Jak zaznaczył sędzia Marek Charuza, choć sprawa miała charakter poszlakowy, wina oskarżonego nie budziła wątpliwości - łańcuch poszlak był nierozerwalny. Wbrew twierdzeniom obrony, sprawstwo P. potwierdzały opinie biegłych i inne dowody.
Kluczowe Dowody
- Jednym z kluczowych dowodów w sprawie była opinia biegłego z zakresu pożarnictwa, jednoznacznie wskazująca na podpalenie. Ogień podłożono w domu w sześciu miejscach.
- Aby ogień mógł się łatwo rozprzestrzeniać, P. ułożył rząd poduszek z mebli ogrodowych.
- Żaluzje były zamknięte i zablokowane w taki sposób, by nie można ich było otworzyć.
- Aby zasugerować przypadkowy pożar, P. przeciął kabel zasilający, a obok przewodu położył martwą mysz. Podczas przeprowadzonej sekcji gryzonia, okazało się, że zwierzę zdechło wcześniej na skutek urazu mechanicznego. Jednocześnie stwierdzono, że kabel został przecięty.
- Z opinii biegłych, którzy badali logowania telefonu podejrzanego, wynikało, że P. w czasie wybuchu pożaru był w pobliżu domu. Dariusz P. kwestionował tę opinię, utrzymując, że był wówczas w oddalonym o około 10 km zakładzie, w którym montował meble, i często pracował nocą. Analizy logowań uznawał za niewiarygodne.
- Inną badaną w śledztwie kwestią były wiadomości SMS z pogróżkami, które P. pokazywał prokuratorom, aby skierować śledztwo na fałszywe tory - chodziło o zasugerowanie, że podpalaczem jest inna osoba, która miała mu grozić. Według biegłego lingwisty, wiadomości - zarówno u odbiorcy, jak i nadawcy tekstu - zostały sporządzone przez tę samą osobę. Ich treść porównywano też m.in. z tekstem wywiadu, którego P. udzielił dziennikarzom.
Profil Psychologiczny Oskarżonego
Biegli, którzy podczas śledztwa przez kilka tygodni obserwowali Dariusza P. w Szpitalu Psychiatrycznym przy Areszcie Śledczym we Wrocławiu, uznali go za poczytalnego. Stwierdzili u oskarżonego cechy osobowości psychopatycznej, wskazując m.in. na płytkość uczuć i wymuszony płacz, łatwość wysławiania się, powierzchowny urok, egocentryzm i brak wyrzutów sumienia.
Jak podawała prokuratura, P. najprawdopodobniej symulował niepoczytalność m.in. czerpiąc wiedzę ze znalezionej u niego w domu książki "Psychiatria kliniczna i pielęgniarstwo psychiatryczne". Wobec Dariusza P. prowadzone były wcześniej inne sprawy karne o charakterze gospodarczym, w których biegli uznali go wtedy za niepoczytalnego, co sugeruje, że książka mogła mu pomagać w symulowaniu choroby i unikaniu kary.

Motywy Zbrodni
Według sądu i prokuratury, Dariusz P. zabił, bo chciał uzyskać pieniądze z ubezpieczenia i uwolnić się od rodziny. Oskarżony, który miał poważne długi, zawarł liczne umowy ubezpieczeń majątkowych i osobistych na wysokie kwoty na krótko przed pożarem. Sąd wskazał także na inny motyw - P. chciał się też uwolnić od rodziny, a pieniądze, które uzyskałby z odszkodowań, byłyby jedynie środkiem do realizacji i korzystania z tej wolności. Z domu usunął wartościowe przedmioty. Oskarżony wskazywał, że ewentualne odszkodowanie tylko w niewielkiej części pokryłoby jego długi.
Proces i Orzeczenia Sądowe
Przed Sądem Okręgowym w Gliwicach ruszył proces Dariusza P. Pierwszy wyrok w tej sprawie zapadł w grudniu 2016 roku przed rybnickim wydziałem Sądu Okręgowego w Gliwicach. Sąd nie miał wątpliwości, że P. podłożył nocą ogień w kilku miejscach. Sąd uznał, że P. zabił, bo chciał uzyskać pieniądze z ubezpieczenia i uwolnić się od rodziny.
Sąd Apelacyjny w Katowicach utrzymał karę dożywotniego pozbawienia wolności dla Dariusza P. Sędzia Marek Charuza, przewodniczący składu orzekającego, podkreślił, że sprawa była szczególna i bardzo rzadko zdarza się, aby oskarżono męża i ojca o pozbawienie życia najbliższych poprzez podpalenie własnego domu. Zaznaczył, że choć sprawa miała charakter poszlakowy, wina oskarżonego nie budzi wątpliwości, a łańcuch poszlak jest nierozerwalny. Sąd orzekł: „Jedyną karą za taki czyn, jaka mogła być wymierzona, jest kara dożywotniego pozbawienia wolności." Dodał również: "Oskarżony jest sprawcą zbrodni, do której bezmiaru, okrucieństwa wręcz, wystarczy przypomnienie, na czym ona polegała.”
Wyrok w pełni satysfakcjonował prokurator Karinę Spruś, która zaznaczyła, że sprawa była skomplikowana, a sąd szczegółowo odniósł się do wszystkich dowodów, weryfikując także wersje podawane przez samego oskarżonego.
Obrońca Dariusza P., mec. Eugeniusz Krajcer, wyraził zawód orzeczeniem, twierdząc, że sprawa nie została wyjaśniona do końca, a opinie biegłych, zwłaszcza z zakresu pożarnictwa, są nierzetelne. Kasację do Sądu Najwyższego wniósł obrońca Dariusza P. Wskazywał w niej m.in. na dowolną i pobieżną ocenę zarzutów przez sąd apelacyjny. Jednak w styczniu Sąd Najwyższy oddalił kasację obrońcy skazanego. Sędzia SN Małgorzata Gierszon uzasadniła oddalenie kasacji, mówiąc: „Nie można podzielić poglądu, że sąd apelacyjny ocenił zarzuty w sprawie w sposób dowolny i pobieżny.” Tym samym wyrok stał się ostateczny.
O warunkowe zwolnienie P. będzie mógł ubiegać się najwcześniej po 35 latach, czyli w marcu 2049 roku. Będzie miał wtedy 77 lat.

Profil Rodziny i Osobisty Kontekst
Rodzina P. była stawiana za wzór, była bardzo wierząca i blisko związana z Kościołem. Dariusz P. przez wiele lat był szafarzem w miejscowej parafii, mógł, za zgodą księdza, podawać wiernym komunię świętą. Miejscowy ksiądz mówił o nim, że to modelowy ojciec modelowej rodziny. 10-letni syn był ministrantem, jego starsze siostry działały w stowarzyszeniu Dzieci Maryi. Rodzice byli związani z ruchem "Światło-Życie", a żona Dariusza P. przez jakiś czas uczyła religii. Dariusz P. był absolwentem Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego.
Rodzina mieszkała w Ruptawie pod Jastrzębią Górą. Sąsiedzi zastanawiali się, jak to możliwe, że tak mało pracuje, a tak dużo ma, mimo że żona była na bezrobociu i mieli pięcioro dzieci, to jednak im się powodziło: mieli duży dom i dwa samochody.
Podczas uroczystości pogrzebowych abp Skworc wspominał zaangażowanie rodziny P. w życie Kościoła. Dariusz P. przygotował długi list i poprosił księdza o odczytanie go nad trumnami. W liście było dużo odniesień do ewangelii i dużo podziękowań dla żony: za płodną miłość, za wspólne poranki pachnące kawą, za wieczory na ulubionej ławce w ogrodzie. Media opisywały dramat Dariusza P. podając numer konta, na które można mu było wpłacać pieniądze. Urząd miasta natychmiast dał mu mieszkanie, a także zapomogę i psychologa. Sąsiedzi również rzucili się do pomocy.
Niegodność Dziedziczenia
Niegodność dziedziczenia jest instytucją prawa spadkowego, którą reguluje art. 928 Kodeksu cywilnego. Zgodnie z tym przepisem, spadkobierca może być uznany przez sąd za niegodnego m.in. jeżeli dopuścił się umyślnie ciężkiego przestępstwa przeciwko spadkodawcy. Spadkobierca niegodny zostaje wyłączony od dziedziczenia, tak jakby nie dożył otwarcia spadku.
tags: #podpalenie #rodziny #przez #ojca