Kolej miejska, będąca kluczowym elementem infrastruktury transportowej, bywa niestety również miejscem tragicznych zdarzeń. Korea Południowa doświadczyła kilku poważnych incydentów związanych z pożarami w metrze, w tym niedawnego podpalenia w Seulu oraz śmiertelnej katastrofy w Daegu. Wydarzenia te rzucają światło na kwestie bezpieczeństwa publicznego i ewolucję systemów reagowania kryzysowego w kraju.
Podpalenie w seulskim metrze (maj 2023)
Przebieg zdarzenia
Pod koniec maja w metrze linii nr 5 w Seulu, gdy pojazd przejeżdżał przez podmorski tunel między stacjami Yeouinaru i Mapo, 67-letni mężczyzna o nazwisku Won wylał na podłogę wagonu benzynę i podpalił ją. Całe zajście obiegło sieć, a nagranie z monitoringu opublikowane przez Prokuraturę Okręgową Południowego Seulu ukazało dramatyczny przebieg wydarzeń. Na filmie widać, jak Won wchodzi do wagonu z butelką, wylewa z niej łatwopalną ciecz, a pozostali pasażerowie w popłochu uciekają. Gdy sprawca podpala płyn, w jednej chwili wszystko staje w płomieniach. Dym błyskawicznie przedostał się do sąsiedniego przedziału, również pełnego ludzi, którzy rozpaczliwie starali się wydostać przez drzwi. Jedna z pasażerek, próbując uciekać, przewróciła się, lecz zdołała wstać i opuścić wagon sekundy przed tym, jak ten całkowicie stanął w ogniu.

Motywy i konsekwencje
Według ustaleń lokalnych mediów i śledczych, powodem zachowania sprawcy miał być niekorzystny dla niego wyrok sądu w sprawie rozwodowej. Prokuratura podała, że takie działanie jest "aktem morderstwa porównywalnym z terroryzmem" i podkreśliła, że mężczyzna działał z premedytacją. Ustalono, że sprawca dokładnie zaplanował atak: kupił benzynę i badał główne stacje metra w Seulu dzień przed zdarzeniem. Prokuratura Okręgowa Południowego Seulu postawiła 67-latkowi zarzuty usiłowania zabójstwa, podpalenia pojazdu w ruchu i naruszenia ustawy o bezpieczeństwie kolei. Sprawa wzbudziła ogromne zainteresowanie opinii publicznej w Korei, a nagranie z monitoringu obiegło media na całym świecie.
Ofiary i reakcja służb
W wyniku pożaru sześciu pasażerów zostało rannych, a 23 osoby, w tym podejrzany, trafiły do szpitala z powodu zatrucia dymem. Na szczęście nie odnotowano ofiar śmiertelnych. Służby ratunkowe szybko zareagowały, a pasażerowie zdołali opuścić zagrożony wagon, co zapobiegło większej tragedii.
Film edukacyjny o bezpieczeństwie - Atak terrorystyczny na szkołę
Tragedia w metrze w Daegu (2003): śmiertelny precedens
Przebieg katastrofy
Jednak incydent w Seulu to nie jedyna tragedia związana z podpaleniem w koreańskim metrze. 18 lutego 2003 roku, kilka minut po godzinie 9:00, w Daegu, czwartym co do wielkości mieście w Korei Południowej, doszło do katastrofy o znacznie większej skali. Kim Dae-han, 56-letni mężczyzna, podpalił kartony wypełnione łatwopalną cieczą w pociągu 1079 wjeżdżającym na stację Jungango. Pożar wybuchł o godzinie 9:53, a przerażeni pasażerowie, dusząc się dymem i omijając płomienie, próbowali chaotycznie wydostać się z jadącego składu. Gdy pociąg się zatrzymał i drzwi się otworzyły, na peron wybiegły dziesiątki ludzi, w tym podpalacz. Niestety, o godzinie 9:57 na stację wjechał kolejny pociąg, który natychmiast zajął się ogniem. Maszynista drugiego składu, widząc płomienie, wyskoczył z kabiny i uciekł, zapominając otworzyć drzwi pociągu, co uwięziło pasażerów w płonących wagonach. Toksyczny dym i płomienie szybko wypełniły cały wagon.

Motywy sprawcy i skala ofiar
Kim Dae-han, były taksówkarz, od kilku lat cierpiał na depresję po udarze, który spowodował paraliż ciała i utratę pracy. Samotność, długi i brak perspektyw doprowadziły go do choroby. Śledczym zeznał, że wybrał zatłoczone miejsce, bo "nie chciał umierać sam". W wyniku eksplozji i pożaru zginęły 192 osoby (niektóre źródła podają 198), a 151 zostało rannych. Wiele ofiar spłonęło żywcem, a liczne ciała były tak bardzo zwęglone, że ich identyfikacja była możliwa jedynie za pomocą testów DNA. Sam zamachowiec przeżył, doznając jedynie poparzeń, i został później skazany na dożywocie.
Niedociągnięcia i odpowiedzialność
Prowadzona chaotycznie akcja ratunkowa w Daegu pokazała wiele niedociągnięć w konstrukcji koreańskich pociągów oraz budowy samych peronów metra. Wagony nie były wyposażone w gaśnice ani zraszacze, a na stacjach brakowało tryskaczy i oświetlenia awaryjnego. Systemy wentylacji awaryjnej okazały się niewystarczające. Operator pierwszego pociągu nie powiadomił natychmiast funkcjonariuszy metra o pożarze, a operator sąsiedniego pojazdu nakazał pasażerom pozostać na miejscach, sam zaś uciekł i w panice zabrał ze sobą główny klucz, co doprowadziło do wyłączenia akumulatorów pokładowych i uwięzienia pasażerów w środku. Oprócz Kim Dae-hana, ukarani zostali również maszyniści obu pociągów, którzy nie zachowali środków bezpieczeństwa i nie udzielili pomocy poszkodowanym. Tragedia ta na długo wstrząsnęła Koreańczykami i doprowadziła do znaczących zmian w zarządzaniu kryzysowym.
Ewolucja bezpieczeństwa pożarowego w Korei Południowej
Historyczne aspekty organizacji straży pożarnej
Potrzeba powołania odpowiednich służb do gaszenia ognia była w Korei widoczna od wieków. Według wydanej w XII wieku kroniki „Samguk sagi”, w czasach Trzech Królestw Korei (57 p.n.e. - 668 n.e.) trzy duże pożary w jednej ze stolic uświadomiły ludziom konieczność zorganizowania takich służb. W królestwie Goryeo (918-1392) powoływano lokalnych urzędników odpowiedzialnych za zapobieganie pożarom, a celowe podpalenia surowo karano. Dopiero w 1425 roku, za panowania dynastii Yi, utworzono organizację zwaną Geumhwadogam, która zajmowała się wyłącznie ogniem. Ta XV-wieczna straż pożarna składała się z około pięćdziesięciu osób, gotowych do gaszenia pożarów stolicy przez całą dobę. Na szczeblu lokalnym klęskami zarządzali zwykli mieszkańcy, a powszechny kodeks moralny nakazywał sąsiadom udzielanie sobie wzajemnej pomocy w razie pożaru.

W japońskim okresie kolonialnym (1910-1945) szczególnie dbano o ochronę przeciwpożarową, aby zminimalizować wpływ ognia na rolnictwo i zwiększyć w ten sposób produkcję ryżu, który eksportowano do Japonii.
Wyzwania powojenne i reformy zarządzania kryzysowego
Po 1953 roku, w nowo powstałej Republice Korei, miejsce wielusetletniej wspólnej narracji w kwestiach pożarowych zajęła jednostronna narracja Korei Południowej. W początkowym okresie kraj skupiał się na bezpieczeństwie narodowym i rozwoju gospodarczym, co doprowadziło do zaniedbania zarządzania katastrofami, opierającego się głównie na krótkoterminowych strategiach reagowania i odbudowy.
Aż do marca 2004 roku gaszenie pożarów w Korei było długo kontrolowane nie przez władze centralne, a przez samorządy lokalne, które miały uprawnienia do budowy remiz i zatrudniania strażaków. Niestety, jedynie 1,9% lokalnego budżetu na gaszenie pożarów pochodziło od rządu centralnego. Brak funduszy na szczeblu lokalnym prowadził do zmniejszania budżetów przeciwpożarowych, co skutkowało niedoborami zarówno sprzętu, jak i strażaków. To z kolei przekładało się na ich przepracowanie - śmiertelność strażaków w Korei była aż 2,6 razy większa niż w Japonii i niemalże 2 razy większa niż w Ameryce.
Od lat 50. do dziś południowokoreańska straż pożarna musiała zmagać się z serią katastrof, takich jak: Tajfun Sarah (1959), zawalenie się mostu Seongsu (1994), zawalenie się domu towarowego Sampoong (1995), pożar metra w Daegu (2003), Tajfun Maemi (2003), pożar stadionu w Jecheon (2017), pożar w Goseong (2019), pożar na placu budowy w Icheon (2020) oraz pożar apartamentowca w Ulsan (2020).
Katastrofy te często ujawniały szereg wad konstrukcyjnych, zaniedbań i problemów w koordynacji służb. Na przykład, pożar w Jecheon w 2017 roku spotkał się z krytyką ze względu na niemożność strażaków dostania się do budynku, a pożar apartamentowca w Ulsan w 2020 roku ujawnił poważne braki w liczbie drabin strażackich zdolnych do sięgania wysokich budynków - w Korei jest 4692 budynków powyżej 30 pięter, a straż pożarna posiada tylko 10 drabin wyższych niż 70 metrów.

Przełom po 2004 roku: utworzenie NEMA
W odpowiedzi na głosy strażaków i po tragicznych wydarzeniach, w tym zawaleniu się domu towarowego Sampoong w 1995 roku i pożarze w Daegu w 2003 roku, nastąpił przełom. W lipcu 1975 roku przyjęto podstawową ustawę o obronie cywilnej, ale dopiero po zawaleniu się domu towarowego Sampoong w 1995 roku uchwalono ustawę o środkach przeciwdziałania katastrofom naturalnym, a także ustawę o zarządzaniu kryzysowym, które regulowały zarządzanie katastrofami spowodowanymi przez człowieka.
Od 2004 roku Zgromadzenie Narodowe zaczęło kompleksowo zajmować się wszelkimi rodzajami katastrof, uchwalając podstawową ustawę o zarządzaniu kryzysowym i zarządzaniu bezpieczeństwem. Postawiono sobie zadanie o szerokim zasięgu - kompleksowe zarządzanie klęskami żywiołowymi, sytuacjami kryzysowymi spowodowanymi przez człowieka i tzw. katastrofami społecznymi, takimi jak hakerskie ataki cybernetyczne, przerwy w dostawie prądu elektrycznego czy ptasia grypa.
Powołano również Krajową Agencję Zarządzania Kryzysowego (NEMA), podlegającą Ministerstwu Administracji Publicznej i Bezpieczeństwa. Podkreślono potrzebę, by administratorzy NEMA byli strażakami, ponieważ w przeszłości to właśnie oni - pomimo problemów - lepiej radzili sobie z sytuacjami kryzysowymi niż przedstawiciele innych organizacji. Jednym z osiągnięć NEMA było utworzenie oddziałów zarządzania kryzysowego we wszystkich 250 samorządach lokalnych, co dało Korei ogólnokrajową sieć zarządzania kryzysowego. Mimo to, często występowały problemy z komunikacją między tymi oddziałami i ujednoliceniem procedur.
Współczesna struktura i rola straży pożarnej
Dziś w Korei Południowej zadania strażaka obejmują przede wszystkim gaszenie pożarów, poszukiwanie i ratownictwo na miejscu zdarzenia, transport rannych do szpitali oraz ratownictwo helikopterowe. Straż pożarna Korei składa się obecnie z Państwowej Agencji Straży Pożarnej, utworzonej w 2017 roku z dwóch powiązanych instytucji - Narodowej Akademii Straży Pożarnej i Narodowego Centrum Ratowniczego, a także 18 miejskich straży pożarnych i 215 remiz, 1029 centrów bezpieczeństwa, 238 jednostek ratowniczych, 1038 zespołów pogotowia ratunkowego, 17 oddziałów powietrznych i 8 korpusów strażackich.
Kontrast: wyzwania bezpieczeństwa pożarowego w Korei Północnej
Incydenty i specyfika zarządzania kryzysowego
W Korei Północnej oficjalnie pożarów "nie ma", a informacje o katastrofach są zazwyczaj utajniane. Mimo to, w mediach pojawiały się zdjęcia wykonane przez turystów, na przykład pożaru hotelu Koryo w Pjongjangu w czerwcu 2015 roku. Zdjęcia uzyskane przez agencję Reuters pokazały smugi czarnego dymu, a anonimowy świadek twierdził, że przed hotelem znajdowała się policja, jednostki paramilitarne, karetki pogotowia i funkcjonariusze służb bezpieczeństwa. Brak jednak szczegółów związanych z ewakuacją i gaszeniem. Drugie zarejestrowane fotograficznie wydarzenie, które wymagałoby udziału straży pożarnej, to zawalenie się wieżowca w Pjongjangu w maju 2014 roku. Zdjęcia satelitarne pokazały, że miejsce katastrofy zostało niemal całkowicie oczyszczone z gruzów w ciągu maksymalnie 96 godzin, co rodzi pytania o skuteczność poszukiwań i ratownictwa.

Porównanie problemów obu Korei
Należy przypuszczać, że straż pożarna w Koreańskiej Republice Ludowo-Demokratycznej (KRLD) boryka się z innymi problemami niż strażacy w Korei Południowej. Podczas gdy w Korei Południowej większość wypadków spowodowana jest wadami konstrukcyjnymi, korupcją i zaniedbaniami, które są pokłosiem boomu gospodarczego, a problemy straży wynikają z legislacyjnego rozdrobnienia, KRLD prowadzi gospodarkę o obiegu zamkniętym, przy jednoczesnej silnej centralizacji i wysokiej dbałości o wizerunek władzy. To prowadzi do utajniania informacji o katastrofach i odmiennych wyzwań w zarządzaniu bezpieczeństwem.