Pożar nielegalnego składowiska odpadów w Siemianowicach Śląskich

10 maja 2024 roku w dzielnicy Michałkowice w Siemianowicach Śląskich, przy ul. Wyzwolenia, wybuchł pożar nielegalnego składowiska odpadów niebezpiecznych. Spłonęło około 10 tys. ton odpadów, głównie chemikaliów i plastiku, co wywołało wstrząs w całym kraju. Całkowita powierzchnia pożaru wyniosła 6 tys. m kw. Incydent ten ponownie zwrócił uwagę na problem nielegalnego składowania odpadów w Polsce, którego skala i konsekwencje są znacznie szersze.

Zdjęcie płonącego składowiska odpadów w Siemianowicach Śląskich, widoczny słup czarnego dymu

Przebieg akcji gaśniczej i ratowniczej

Pożar wybuchł w piątek 10 maja 2024 roku. Kierujący działaniem ratowniczym potwierdził, że pożar objął 400 m2 składowiska w początkowej fazie, jednak ostatecznie rozprzestrzenił się na powierzchnię 6 tys. m kw. Potwierdzono, że na terenie znajdowały się odpady chemiczne, przechowywane w zbiornikach DPPL, beczkach oraz pryzmach.

Zaangażowane siły i środki

W akcję zaangażowano przeszło sześciuset strażaków - głównie zawodowych, ale także ochotników. W kulminacyjnym momencie w działaniach gaśniczych brały udział 84 zastępy straży pożarnej (239 strażaków) z wielu jednostek PSP z terenu województwa śląskiego, a także spoza jego obrębu, m.in. z Krakowa i Kędzierzyna-Koźla. Na miejsce zadysponowano dodatkowe siły i środki, takie jak plutony gaśnicze i samochody z drabinami mechanicznymi.

Na miejscu pojawiły się również specjalistyczne grupy ratownictwa chemiczno-ekologicznego z Katowic-Piotrowic, Gliwic-Łabęd, Krakowa i Kędzierzyna-Koźla. W działaniach uczestniczyła także policja, zespoły ratownictwa medycznego oraz straż miejska. Na miejscu pożaru obecni byli pracownicy Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Katowicach i Centralnego Laboratorium Badawczego GIOŚ.

Strategia działań

W pierwszej fazie akcji działania skupiały się na obronie terenów sąsiadujących. Na miejsce przybył st. bryg. Damian Legierski - zastępca śląskiego komendanta wojewódzkiego PSP, przejmując kierowanie działaniami i zawiązując sztab akcji. Teren akcji został podzielony na trzy odcinki bojowe, utworzono również punkt przyjęcia sił i środków. Na pierwszym odcinku podawano wodę oraz pianę z drabin mechanicznych i przenośnych działek. Na drugim odcinku działania gaśnicze koncentrowały się początkowo na obronie, a następnie przystąpiono do budowy zaopatrzenia wodnego dwóch magistral. Strażacy gasili kolejne płonące materiały, kierując się do zbiorników w środkowej części składowiska. Intensywność spalania spadła, a materiały od strony północnej ugaszono. Trzeci odcinek bojowy był oparty na specjalistycznych grupach ratownictwa chemiczno-ekologicznego. Około godziny 15:00 kierowanie działaniami przejął śląski komendant wojewódzki PSP st. bryg. Wojciech Kruczek.

Przez sobotę, niedzielę i poniedziałek trwało dogaszanie pogorzeliska. Strażacy prowadzili też działania na ciekach wodnych, do których dostały się chemikalia z pożaru. W dorzeczu Brynicy ustawione zostały zapory sorpcyjne wychwytujące zanieczyszczenia.

[RZADKOŚĆ] Pożar składowiska odpadów chemicznych w Siemianowicach Śląskich

Zagrożenia środowiskowe i zdrowotne

Pożar składowiska w Siemianowicach Śląskich niósł ze sobą poważne zagrożenia ekologiczne i zdrowotne. Istniała obawa o skażenie rowu michałkowickiego (urządzenie wodne administrowane przez Zakłady Azotowe w Chorzowie) oraz przyległych terenów użytku ekologicznego, gdzie bytują rzadkie gatunki, takie jak kumaki nizinne, ropuchy zielone i żaby brunatne. Na tych terenach występuje również specyficzna roślinność podmokła, m.in. trzcina, bez czarny, karbieniec, ponikło błotne, sit rozpierzchły, turzyce, uczep trójlistkowy, rdest ziemnowodny, wyczyniec kolankowy, jaskier jadowity, wierzba wiciowa, wierzba pięciopręcikowa i topole czarne. Obawiano się również skażenia samej Brynicy i Przemszy.

Władze miejskie szacują, że na terenie obiektu w Siemianowicach Śląskich zmagazynowano w różnego rodzaju pojemnikach do 10 tys. ton bliżej nieokreślonych substancji, a także podobne ilości odpadów plastikowych. Były tam składowane m.in. substancje niebezpieczne.

Alert dla mieszkańców

Przede wszystkim jednak pojawiło się zagrożenie dla zdrowia ludzi. W alercie RCB poinformowano mieszkańców Siemianowic Śląskich, Chorzowa, Sosnowca, Mysłowic, Dąbrowy Górniczej, Katowic i powiatu będzińskiego, że płoną substancje chemiczne. Mieszkańców ostrzegano, by nie zbliżali się do miejsca pożaru, w miarę możliwości nie wychodzili z domu i pozamykali okna. W kilku śląskich miastach powszechny stał się widok ludzi w maseczkach. Urzędnicy ostrzegali okolicznych mieszkańców, aby nie wychodzili na zewnątrz i nie otwierali okien.

Wojewoda śląski Marek Wójcik zwołał posiedzenie sztabu kryzysowego z udziałem przedstawicieli Państwowej Straży Pożarnej, Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska, Państwowej Straży Rybackiej, a także Wód Polskich. Ostatecznie Marek Wójcik przekazał do wiadomości publicznej, że rów michałkowicki i okolice zostały zabezpieczone, a do skażenia Wisły nie doszło. Już 11 maja prezydent Siemianowic Śląskich Rafał Piech powiedział, że z pomiaru składu atmosfery wynika, iż nie ma zagrożenia dla mieszkańców. Dane z monitoringu potwierdzają, że przebywanie na otwartym powietrzu nie stanowi zagrożenia.

Historia nielegalnego składowiska i śledztwo

Problem składowiska w Siemianowicach Śląskich nie był nowością. Już 5 lat temu wszczęto śledztwo w sprawie tego obiektu. Urząd Miasta Siemianowice Śląskie już w 2019 roku powiadomił prokuraturę o nielegalnym składowisku odpadów, a śledztwo rozpoczęto w 2020 roku. Właściciel firmy P.U.H Iron Trans został wykreślony z Bazy Danych Odpadowych, co powinno uniemożliwiać mu dalsze przyjmowanie jakiegokolwiek rodzaju odpadów. Mimo to składowisko wciąż istniało.

Chemikalia i plastiki przywiozła na teren przy ul. Wyzwolenia firma z Siemianowic Śląskich w 2017 roku. Odpady miały być gromadzone przez maksymalnie 3 lata, co w początkowej fazie na bieżąco raportowano urzędnikom. Właściciel firmy zaczął jednak unikać kontaktu z władzami miasta i utrudniał im kontrole. Dziś szacuje się, że przed pożarem zwieziono tam 19 tys. ton odpadów innych niż niebezpieczne oraz 8 tys. ton odpadów niebezpiecznych.

Zatrzymania i zarzuty

W związku ze sprawą zatrzymano dwie osoby. Pierwszą był właściciel składowiska i zawieszonej działalności, który został tymczasowo aresztowany, ukarany grzywną w wysokości 318 tys. zł i obecnie ma 31 zarzutów. Inna osoba związana ze składowiskiem usłyszała dziesięć zarzutów. Właściciel opuścił areszt, ale ma zakaz wyjeżdżania z kraju (jego miejsce pobytu nie jest znane). Sprawą zajmował się też Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska, który spowodował wstrzymanie działalności gospodarczej właściciela.

Pod koniec maja Prokuratura Okręgowa w Katowicach, od dawna zajmująca się „mafią śmieciową”, przejęła śledztwo od Prokuratury Rejonowej w Siemianowicach Śląskich. Obejmuje ono dwa zagadnienia: samego pożaru oraz nielegalnego składowania odpadów. Ze względu na toczące się postępowanie, wiele szczegółów nie jest podawanych do informacji publicznej.

Z powodu niewykrycia sprawcy lub sprawców, katowicka prokuratura umorzyła śledztwo w sprawie ubiegłorocznego pożaru nielegalnego składowiska odpadów w Siemianowicach Śląskich. Informację o umorzeniu postępowania przekazała Izabela Knapik z zespołu prasowego Prokuratury Okręgowej w Katowicach. Jednocześnie podkreślono, że śledztwo trwa dalej. Sprawa składowania w Siemianowicach niebezpiecznych odpadów jest też od kilku lat przedmiotem innego prokuratorskiego śledztwa - została włączona do dużego postępowania w sprawie mafii śmieciowej, nadzorowanego przez Prokuraturę Regionalną w Katowicach.

Skala problemu „mafii śmieciowej”

Wszczęte postępowanie dotyczy nielegalnego składowania odpadów nie tylko w Siemianowicach Śląskich, ale także na terenie około 40 innych składowisk w Polsce. Na składowiskach znajdują się odpady z przemysłu chemicznego, petrochemicznego, farbiarskiego, lakierniczego, motoryzacyjnego, z produkcji materiałów wybuchowych, w tym odpady kwasów trawiących oraz odpady tzw. czerwonych wód, które pozostają po produkcji trotylu. W śledztwie wykazano, że proceder polegał na wystawianiu kart przekazania odpadów, potwierdzających ich fikcyjne przejęcie przez firmy, które wówczas nie istniały lub nie prowadziły działalności związanej z odpadami. Zarzuty przedstawiono ponad 70 osobom.

Jak podała policja na początku bieżącego roku, „Dwie działające obok siebie grupy przestępcze miały na celu popełnianie przestępstw przeciwko bezpieczeństwu powszechnemu, ochronie środowiska, mieniu oraz przeciwko wiarygodności dokumentów. Podejrzanym zarzucono działalność polegającą na ułatwianiu pozostałym członkom grupy porzucenia ponad 21 tys. ton odpadów”.

Infografika przedstawiająca szlaki nielegalnego transportu odpadów w Polsce

Odpowiedzialność prawna i finansowa

Prezydent Siemianowic Śląskich Rafał Piech podkreślił, że problem nielegalnych odpadów dotyczy nie tylko tego miasta, ale także innych miast w kraju. Stwierdził, że nie wie, skąd pochodziły odpady chemiczne przywiezione do Siemianowic i ocenił, że problemem jest brak kontroli nad transportami odpadów, które wjeżdżają do Polski i innych krajów Unii Europejskiej. Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska w Katowicach wydał informację, że trwa spór kompetencyjny między prezydentem miasta Siemianowice Śląskie, a Śląskim Urzędem Marszałkowskim w sprawie odpowiedzialności za odpady.

Regulacje prawne

Zazwyczaj w przypadku nielegalnego składowania odpadów trudno jest ustalić osobę faktycznie odpowiedzialną. Zgodnie z art. 26 ust. 1 ustawy z dnia 14 grudnia 2012 r. o odpadach, obowiązek niezwłocznego usunięcia śmieci z miejsc nieprzeznaczonych do ich składowania spoczywa na właścicielu odpadów. Kiedy jego ustalenie jest niemożliwe, uznaje się (zgodnie z art. 3 ust. 1 pkt 19 ww. ustawy), że to władający powierzchnią ziemi jest posiadaczem odpadów znajdujących się na nieruchomości i to on z mocy prawa odpowiada za uprzątnięcie terenu.

Jeżeli właściciel odpadów nie przestrzega prawa, ich usunięcie z miejsca nieprzeznaczonego do ich składowania nakazuje właściwy organ administracyjny. Nakaz wydawany jest w drodze decyzji z urzędu, w której określa się: termin usunięcia odpadów, rodzaj odpadów oraz sposób usunięcia odpadów (art. 26 ust. 6). Decyzję wydaje wójt, burmistrz lub prezydent miasta. Gdy natomiast zdarzenie miało miejsce na terenach zamkniętych lub terenie nieruchomości, którymi gmina włada jako władający powierzchnią ziemi, decyzję wydaje regionalny dyrektor ochrony środowiska.

Koszty i odpowiedzialność samorządów

Koszt usunięcia wysypiska w Siemianowicach oszacowano przed laty na 250 mln zł. W Siemianowicach strony zwróciły się do Ministerstwa Środowiska i Klimatu, które nie potrafiło wydać opinii w tej sprawie. Właściciel terenu najpierw przebywał w areszcie, a potem zniknął. W takim wypadku odpowiedzialność mógłby ponieść samorząd, a następnie egzekwować należności z tym związane. Ostatecznie prawdopodobnie to właśnie lokalne władze będą musiały ponieść odpowiedzialność za usunięcie tego, co zostało ze składowiska, a zapłacą za to zapewne podatnicy.

Przemieszczanie odpadów i walka z przestępczością środowiskową

W Europie obowiązuje rozporządzenie nr 1013/2006/WE Parlamentu Europejskiego i Rady z 14 czerwca 2006 r. w sprawie przemieszczania odpadów oraz polska ustawa z 29 czerwca 2007 r. Według danych z Rejestru Transgranicznego Przemieszczania Odpadów, prowadzonego przez Główny Inspektorat Ochrony Środowiska, łączna (oficjalna) masa odpadów określona w decyzjach GIOŚ dotyczących przywozu odpadów do Polski wzrastała drastycznie: w latach 2013-2015 wynosiła 300 tys. ton rocznie, w latach 2016-2017 - ponad 700 tys. ton rocznie, w 2018 r. - 1,1 mln ton, a w 2019 r. - 7,5 mln ton! W 2022 r. do Polski trafiło już jednak tylko ok. 300 tys. ton odpadów.

Reakcja na problem i nowe regulacje

Magda Gosk z GIOŚ zwróciła uwagę, że na ograniczenie importu śmieci do Polski wpłynęły m.in. pożary składowisk w 2018 roku. Wprowadzono wtedy przepisy ograniczające transgraniczny przewóz odpadów. W 2018 roku wprowadzono całkowity zakaz przywozu do krajów odpadów przeznaczonych do unieszkodliwienia.

W związku z zalegającymi w Polsce nielegalnie przewiezionymi 35 tys. ton odpadów z Niemiec, w lipcu 2023 roku rząd Polski skierował skargę do Komisji Europejskiej na bierność rządu Republiki Federalnej Niemiec w sprawie ich uprzątnięcia. We wrześniu w Brukseli odbyło się wysłuchanie stron, w trakcie którego przedstawiły swoje stanowisko oraz odpowiedziały na pytania.

Z inicjatywy Ministerstwa Klimatu i Środowiska aktualnie obowiązują w Polsce wyższe kary za niszczenie środowiska. Nowelizacja ustaw w celu przeciwdziałania przestępczości środowiskowej zmieniła między innymi Kodeks karny oraz Kodeks wykroczeń, podwyższając dolne i górne granice kar. Za nielegalny transgraniczny przewóz odpadów niebezpiecznych grozi do 12 lat pozbawienia wolności. Jeśli sprawca zostanie skazany za umyślne przestępstwo przeciwko środowisku, musi zapłacić od 10 tys. zł do 10 mln zł na rzecz Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Wszystko to ma odstraszać, a jednocześnie umożliwiać wymierzenie kar za nielegalne działania zagrażające środowisku.

Mapa Polski z oznaczonymi miejscami nielegalnych składowisk odpadów

tags: #pozar #badowie #danki