We wtorek, 24 marca, w miejscowości Wysoka (woj. wielkopolskie) doszło do tragicznego pożaru w budynku wielorodzinnym. W wyniku zdarzenia zginęło dwoje małych dzieci - półtoraroczny chłopiec Leon oraz jego trzyletnia siostrzyczka Lena. Ich mama, pani Klaudia, zdołała ewakuować się z płonącego mieszkania, jednak nie była w stanie uratować swoich dzieci.

Przebieg zdarzenia i akcja ratunkowa
Zgłoszenie i pierwsze działania służb
Straż pożarna otrzymała zgłoszenie o godz. 8.01. Pożar wybuchł w jednym z mieszkań na parterze budynku wielorodzinnego, znajdującego się przy Placu Wolności w centrum miasteczka.
Na miejsce zdarzenia skierowano łącznie 9 zastępów PSP i OSP (niektóre źródła podają, że było to 11 zastępów straży pożarnej). Przed przyjazdem służb z budynku samodzielnie ewakuowało się 9 osób. Po dotarciu na miejsce strażacy ewakuowali dodatkowo trzy osoby: dwoje dzieci z mieszkania objętego pożarem oraz starszą kobietę z wyższej kondygnacji.
Jedna z mieszkanek relacjonowała: „Słyszałam syrenę, jedną, drugą. Policję słyszałam jak tu jechali na Kościelnej. Wyszłam na podwórze... gdzieś, coś lata. Coś się dzieje, aż się wystraszyłam. Czy się wojna zaczyna? Nieszczęście.”
Odnalezienie dzieci i dramatyczna reanimacja
Po wejściu do budynku, w którym doszło do pożaru, strażacy odnaleźli w łazience nieprzytomne dwoje dzieci. Prawdopodobnie tam ukryły się przed ogniem.
„Dzieci znaleźliśmy nieprzytomne w łazience. Prawdopodobnie tam ukryły się przed ogniem” - powiedział rozmówca „Faktu”.
Wobec półtorarocznego chłopca i trzyletniej dziewczynki, u których stwierdzono brak funkcji życiowych, natychmiast podjęto resuscytację krążeniowo-oddechową. Niestety, mimo trwającej około godziny reanimacji, lekarz z załogi Lotniczego Pogotowia Ratunkowego stwierdził zgon Leona i Leny. Informację tę przekazała KW PSP w Poznaniu.
Okoliczności pożaru i działania matki
Ucieczka w obliczu zagrożenia
Mama dzieci, pani Klaudia, przebywała w pokoju, gdy wybuchł pożar. Według ustaleń „Faktu”, dzieci skryły się w łazience. Pani Klaudia próbowała dotrzeć do maluchów, ale ogień rozprzestrzeniał się zbyt szybko. Z powodu gwałtownie rozwijającego się pożaru nie była w stanie tego zrobić i ewakuowała się przez okno.
„Matka ewakuowała się sama. Trudno nam ocenić, czy miała jakiekolwiek szanse na wydostanie dzieci samodzielnie” - relacjonował w rozmowie z „Faktem” mł. kpt. Mateusz Kentzer, oficer prasowy PSP w Pile.
Stan matki i ofiar
Kobieta fizycznie nie odniosła obrażeń, jednak ze względu na bardzo ciężki stan psychiczny została przetransportowana do szpitala. Według nieoficjalnych ustaleń, dzieci mogły zginąć w wyniku zaczadzenia.
Kroniki Katastrof. Tragiczny pożar rafinerii w Czechowicach-Dziedzicach pochłonął życie 37 osób
Śledztwo w sprawie przyczyn tragedii
Pożar został opanowany i ugaszony. Spaleniu uległy elementy przedsionka oraz kuchni w jednym z mieszkań. Mieszkanie, w którym doszło do pożaru, składało się z czterech pomieszczeń.
Okoliczności tego tragicznego zdarzenia bada policja pod nadzorem prokuratora. „Śledztwo wciąż trwa” - przyznał prok. Jak dodał nasz rozmówca, śledczy przesłuchiwać będą świadków pożaru i wystąpili o dokumentację techniczną budynku.
Według wstępnych ustaleń służb, najbardziej prawdopodobną przyczyną pożaru było zwarcie instalacji elektrycznej w przedpokoju mieszkania, co doprowadziło do szybkiego rozprzestrzeniania się ognia - przekazał w rozmowie z Radiem Poznań rzecznik Prokuratury Okręgowej w Poznaniu Łukasz Wawrzyniak.
Jak informuje rozgłośnia, w czwartek zostanie przeprowadzona sekcja zwłok dwójki dzieci.
Informacje o rodzinie
Reporterowi „Faktu” sąsiedzi opowiadają, że pani Klaudia, mama zmarłych dzieci, przeprowadziła się do Wysokiej niedawno. Wynajmowała dwupokojowe mieszkanie przy Placu Wolności od około dwóch tygodni, a sąsiedzi nawet nie zdążyli jej jeszcze poznać.