Pożary na fermach drobiu stanowią poważne zagrożenie dla hodowców, generując ogromne straty finansowe oraz niosąc za sobą tragiczne konsekwencje dla zwierząt. Incydenty te często wymagają zaangażowania znacznych sił i środków straży pożarnej, a działania ratownicze bywają skomplikowane ze względu na specyfikę obiektów inwentarskich oraz warunki zewnętrzne. Poniżej przedstawiono wybrane przypadki pożarów, które miały miejsce na polskich fermach drobiu.
Pożary w regionie Warmii i Mazur
Groźny pożar fermy drobiu w Ruskiej Wsi
Dnia 24 kwietnia 2022 roku, około godziny 11:00, jednostki straży pożarnej z okolic Ełku zostały postawione w stan gotowości i wyruszyły do interwencji w miejscowości Ruska Wieś, położonej w województwie warmińsko-mazurskim. W gospodarstwie utrzymującym drób wybuchł pożar, który objął cały murowany budynek inwentarski.

W płonącym budynku utrzymywano 23 tys. piskląt, których wartość szacowano na około 45 tys. zł. Całkowite straty wynikające z pożaru zostały wycenione na około 1,5 mln zł. Sytuacja była szczególnie niebezpieczna, ponieważ blisko palącego się budynku znajdował się zbiornik z gazem, jednak na szczęście udało się zapobiec dalszej tragedii.
W akcji gaśniczej brały udział liczne jednostki, w tym JRG Ełk, OSP Woszczele, OSP Rożyńsk, OSP Stare Juchy, OSP Skomack Wielki, OSP Drygały oraz dwa zastępy OSP Orzysz. Policja wszczęła postępowanie w celu ustalenia przyczyn pożaru.
Pożar fermy drobiu wodnego w Świdrówku
Do kolejnego groźnego pożaru doszło 6 kwietnia, tym razem na fermie drobiu wodnego w miejscowości Świdrówko, zlokalizowanej w gminie Świętajno, również w województwie warmińsko-mazurskim. Dym dostrzeżono około godziny 13:00.
Jak relacjonuje Komenda Powiatowa PSP w Olecku, gdy pierwsi strażacy dotarli na miejsce zdarzenia, gęsty dym kłębił się spod dachu jednej z gęsiarni. Na szczęście, w płonącej gęsiarni ptactwa wówczas nie było. Początkowo zadysponowane siły i środki okazały się zbyt skąpe, co wymusiło wezwanie posiłków. W efekcie w działaniach ratowniczo-gaśniczych brało udział aż 50 strażaków z PSP Olecko oraz jednostek OSP Świętajno, OSP Kowale Oleckie, OSP Mazury, OSP Szczecinki, OSP Wieliczki i OSP Cichy.
Ferma drobiu Świętno
Strażacy musieli jednocześnie gasić płonący budynek i bronić sąsiednie zabudowania przed rozprzestrzenianiem się ognia. Konieczne było zorganizowanie dodatkowego punktu czerpania wody z pobliskiego stawu. W tym samym czasie inni ratownicy prowadzili ewakuację około 12 tys. gęsi ze strefy zagrożenia. Budynek spłonął niemal doszczętnie, a ratownicy po zakończeniu akcji gaśniczej dokonali rozbiórki spalonych konstrukcji.
Pożar w Mystkowie na Sądecczyźnie: Ekstremalne warunki akcji
Pożary na fermach drobiu bywają wyzwaniem nie tylko ze względu na skalę, ale również z powodu warunków, w jakich są prowadzone akcje ratownicze. Przykładem jest pożar, który wybuchł w bardzo mroźną noc na fermie drobiu we wsi Mystków, w gminie Kamionka Wielka na Sądecczyźnie.

O ogniu, który zaczął unicestwiać wielki kurnik, oficer dyżurny Stanowiska Koordynacji Ratownictwa Państwowej Straży Pożarnej w Nowym Sączu został zaalarmowany około godziny 22:00. W wyniku pożaru spaliło się około 20 tys. kurczaków.
Trudność akcji gaśniczej potęgował kilkunastostopniowy mróz, który mógł powodować zamarzanie wody w wężach, gdyby choć na moment przerwane zostało jej tłoczenie przez pompy. Tymczasem najbliższy hydrant, mogący być wystarczająco wydajnym punktem zaopatrzenia w wodę, znajdował się w odległości aż sześciu kilometrów. W tak ekstremalnych warunkach mrozu budowa długiej magistrali przesyłowej z węży strażackich była absolutnie niemożliwa. Wodę musiały transportować samochody strażackie.

Już w trakcie akcji gaśniczej do wnętrza budynku kurnika runął jego olbrzymi dach, którego drewniane elementy bardzo szybko osłabił ogień. Strażacy musieli dzielić swoje siły pomiędzy gaszenie płonącego kurnika a ratowanie zaplecza tego obiektu, gdzie mieściły się między innymi pomieszczenia socjalne dla pracowników oraz magazyny. Do akcji gaśniczej i ratowniczej, prowadzonej w ekstremalnych warunkach klimatycznych, ściągnięto aż 17 zastępów straży pożarnej.
W Mystkowie gaszenie płonącego kurnika, a także niezbędną częściową rozbiórkę jego zniszczonej ogniem konstrukcji, strażacy zakończyli dopiero po dwunastu godzinach bardzo trudnej akcji. Ostatnie wozy strażackie odjeżdżały z pogorzeliska około godziny 10:00 rano.