Pożary na fermach drobiu oraz w zakładach przetwórstwa stanowią poważne zagrożenie, prowadząc do ogromnych strat materialnych, śmierci zwierząt, a niekiedy także zagrażając życiu i zdrowiu strażaków. Poniżej przedstawiamy informacje o kilku znaczących incydentach pożarowych, które miały miejsce w różnych regionach Polski.
Pożar kurnika w Rewicy-Kolonii (powiat brzeziński)
W miejscowości Rewica-Kolonia w powiecie brzezińskim doszło do pożaru kurnika. Zgłoszenie o zdarzeniu wpłynęło w sobotę, 14 marca, około godziny 7:30. Do działań skierowano strażaków z PSP oraz druhów z pobliskich jednostek OSP. Po przyjeździe na miejsce ratownicy zastali silne zadymienie budynku. W kurniku znajdowało się około 12 tysięcy zwierząt. Na razie nie ma informacji o osobach poszkodowanych.

Pożar fermy drobiu we Włostowej (powiat nyski)
Pożar wybuchł przed godziną 21:00 w miejscowości Włostowa w powiecie nyskim. Do akcji ruszyło 12 zastępów PSP oraz OSP. Akcja gaśnicza trwała całą noc. Po przybyciu na miejsce pierwszego zastępu, kierujący działaniem ratowniczym w wyniku rozpoznania stwierdził, że pali się budynek kurnika na fermie drobiu, wypełniony papierowymi wytłoczkami do jaj. Z obiektu ewakuowali się wszyscy przed przybyciem jednostek ochrony przeciwpożarowej, a pracownicy firmy odłączyli zasilanie budynku w energię elektryczną.

Pożar fermy indyków pod Szamocinem (Wielkopolska)
Trwało dogaszanie pożaru, jaki w nocy z piątku na sobotę wybuchł w fermie drobiu pod Szamocinem w Wielkopolsce. W objętym ogniem kurniku znajdowało się od 4,5 do 6 tysięcy młodych indyków. W całonocnej akcji gaśniczej brało udział 16 zastępów straży. Ogień objął kurnik. Poza zwierzętami spaliło się wyposażenie budynku, uszkodzony został dach. Na miejscu był kierownik tego zakładu, który wstępnie oszacował straty na około 800 tysięcy złotych. Pożar budynku dogaszano.

Tragiczny pożar zakładu przetwórstwa drobiowego w Kawlach (powiat kartuski)
Tuż przed godziną 16:09 do pomorskich strażaków dotarła informacja o pożarze, do jakiego miało dojść w akumulatorowni w miejscowości Kawle koło Gowidlina w powiecie kartuskim. Po dojeździe na miejsce zdarzenia pierwszych zastępów potwierdzono pożar. Ogień objął jedną z hal-chłodni. Pożar wybuchł w środę po południu w akumulatorowni na poddaszu zakładu przetwórstwa drobiu w Kawlach na Kaszubach. Do zmagań z płomieniami skierowano ponad 200 strażaków z jednostek PSP i OSP oraz ponad 50 pojazdów pożarniczych, w tym 7 drabin i podnośników, a także grupę ratownictwa chemicznego.

Przebieg zdarzeń i akcja ratownicza
Teren działań ratowniczo-gaśniczych podzielono na 4 odcinki bojowe. Objęto dowodzenie na poziomie strategicznym. W siedzibie sztabu obecny był Zastępca Komendanta Głównego Państwowej Straży Pożarnej - nadbryg. Po godzinie 22:00 zorganizowana została konferencja prasowa m.in. z udziałem zastępcy komendanta głównego PSP Grzegorzem Szyszko, wicewojewodą pomorskim Emilem Rojkiem oraz przedstawicielami samorządów gminy Sierakowice w osobie wójta Mirosława Kuczkowskiego oraz starosty Bogdana Łapy. Około godziny 7:00 sytuacja została w miarę opanowana - pożar nie rozprzestrzeniał się, nie zagrażał okolicznym zabudowaniom. W wyniku pożaru spaleniu uległo około 3000 m kw. hali. Pożarowo sytuację mamy opanowaną, ale cały czas działania gaśnicze trwają. O godzinie 5:15 zlokalizowano pożar. W użyciu jest sprzęt ciężki burzący. Systematycznie wchodzono w głąb hali - st. kpt. Przed godziną 7:00 zmieniały się obsadą poszczególne zastępy PSP. Przed południem w działaniach gaśniczych brało udział jeszcze 35 zastępów z Państwowej Straży Pożarnej oraz 13 zastępów z Ochotniczej Straży Pożarnej. Wodę podawano z podnośników, jak też bezpośrednio do wnętrza hali za pomocą dwóch działek. Jednocześnie chłodzono sąsiednie obiekty w ich obronie. Według stanu na godzinę 8:00 rano w czwartek, w Kawlach nadal trwało dogaszanie oraz prace rozbiórkowe z wykorzystaniem sprzętu ciężkiego. Spaleniu uległo około 3000 m kw.
Alarmowo "Kompania Gaśnicza Góra" do pożaru zakładu Prodigo w Osłej (pow. bolesławiecki)
Poszukiwania zaginionego strażaka
Podczas akcji gaśniczej stracono kontakt z jednym ze strażaków, trwały jego poszukiwania - rzecznik prasowy pomorskiej straży pożarnej, st. kpt. Wciąż trwały poszukiwania strażaka ochotnika z Sierakowic, który podczas akcji gaśniczej pożaru zakładu przetwórstwa drobiowego w Kawlach, spadł do wnętrza zadymionej hali. Wierzymy, że znajdziemy go żywego - poinformował zastępca komendanta głównego PSP nadbryg. Grzegorz Szyszko. Druh spadł z wysokości około 7-8 metrów podczas próby rozpoznania sytuacji wewnątrz hali. Na początku utrzymywano kontakt głosowy z ratownikiem, jednak ten nagle się urwał. Intensywne działania mające na celu odnalezienie mężczyzny prowadzone były w niebezpiecznych warunkach. Akcja była niezwykle trudna, ponieważ jest to hala - chłodnia. Magazyn wyrobów gotowych. W środku panowała bardzo wysoka temperatura. Magazyn stanowił jedną strefę pożarową. Wierzymy, że odnajdziemy go żywego - powiedział w czasie konferencji prasowej nadbryg. Grzegorz Szyszko.

Sytuacja na miejscu i utrudnienia
W tamtym momencie możliwości wprowadzenia strażaków do środka, by przeszukać wnętrze i odnaleźć druha z OSP Sierakowice, były niewielkie. Pomimo bardzo niekorzystnych warunków panujących wewnątrz hali, strażacy starali się powoli przeszukiwać teren akcji. W dalszym ciągu nie odnaleziono bowiem strażaka, z którym utracono kontakt w pierwszej fazie akcji gaśniczej. Dodał, że na miejsce ściągane były dodatkowe siły i środki. W działaniach brała udział grupa ratownictwa chemicznego, która monitorowała powietrze i ryzyko uwolnienia niebezpiecznych substancji ze względu na znajdujący się w hali zbiornik z amoniakiem oraz rozprzestrzeniającą się chmurę dymu. Spaliło się około dwóch ton amoniaku. Na tę chwilę nie było zagrożeń. Grupa chemiczna cały czas prowadziła badania skażenia strefy - zaznaczył nadbryg. Szyszko. Wyjaśnił, że akcja gaśnicza potrwa jeszcze wiele godzin. Cały czas monitorowano temperaturę pożaru dronami, kamerami termowizyjnymi.

Dalsze działania i ustalenie przyczyn
Prowadzone działania policji na miejscu pożaru, pod nadzorem Komendanta Powiatowego Policji w Kartuzach mł. insp. Grzegorza Piechowskiego oraz I zastępcy komendanta kom. Adama Zwary, polegały na zabezpieczeniu miejsca prowadzenia akcji ratowniczo-gaśniczej, zorganizowaniu objazdów z uwagi na wyłączenie ruchu na drodze wojewódzkiej 211 oraz dbaniu o bezpieczeństwo pracujących na miejscu służb i osób postronnych, a także sprawne jej prowadzenie, bez zakłóceń - Teresa Rekowska-Dera z KPP Kartuzy. Wicewojewoda pomorski Emil Rojek powiedział w czasie briefingu, że przyczyny pożaru będzie wyjaśniała policja. Każdy z możliwych scenariuszy będzie analizowany - zaznaczył. Podkreślił też, że sytuacja jest pod kontrolą. Wszyscy trzymaliśmy kciuki, by druh, który podczas tej niezwykle trudnej akcji ryzykował własnym zdrowiem, został odnaleziony żywy i mógł wrócić do służby - dodał. Wicewojewoda poinformował też, że na miejscu pracowało pięciu psychologów, gotowych udzielić wsparcia wszystkim osobom poszkodowanym i świadkom zdarzenia. Rzecznik prasowy pomorskiej straży pożarnej st. kpt. Jakub Friedenberger w rozmowie z PAP podkreślił, że sytuacja na miejscu jest trudna. Na miejscu działał sztab dowodzenia na poziomie strategicznym, zorganizowany w samochodzie dowodzenia i łączności. Wyznaczono także punkt przyjęcia sił i środków, punkt medyczny oraz dwa zespoły obsługujące drony. Z powodu pożaru zamknięta była droga wojewódzka nr 211 w Gowidlinie. Dla kierowców wyznaczono objazdy: z Gowidlina należało kierować się w stronę Sulęczyna, z Puzdrowa - w kierunku Kościerzyny. Policja apelowała o stosowanie się do poleceń służb biorących udział w działaniach ratowniczo-gaśniczych.
