Pożar i incydenty w pobliżu Kaufland Koszalin

Pożar budynku mieszkalnego przy ulicy Morskiej w Koszalinie

Strażacy wyjeżdżali dwukrotnie do pożaru przy ulicy Morskiej w Koszalinie. Za pierwszym razem nie znaleźli ognia. Dwie godziny później trudno było go nie zobaczyć. Zgłoszenie o pożarze otrzymano o godzinie 18.50, jak poinformował dyżurny straży pożarnej w Koszalinie. Na miejsce wysłano siedem zastępów państwowej straży pożarnej i dwie jednostki OSP.

W wyniku pożaru spłonęło około 250 metrów kwadratowych dachu. Na szczęście zniszczone poddasze nie było zamieszkane, dlatego nikt w tym zdarzeniu nie ucierpiał. Wszyscy mieszkańcy budynku zostali ewakuowani. Przed godziną 19.00 ulica Morska została kompletnie zablokowana. Do akcji wkroczyli strażacy, policjanci, straż miejska oraz pogotowie.

Pożar wybuchł na strychu budynku numer 9, znajdującego się naprzeciwko sklepu Kaufland. Strych spłonął doszczętnie, a wraz z nim część dachu. Kilka mieszkań zostało zalanych, jednak płomienie nie dotarły do żadnego z nich. Na szczęście nikomu nic się nie stało. Służby musiały zaopiekować się starszą lokatorką poruszającą się na wózku, która na wszelki wypadek została odwieziona do szpitala.

Ewakuowani mieszkańcy nie ukrywali żalu do strażaków. Zenerwowana Agnieszka Łupińska opowiadała, że pierwszy raz straż była wzywana już około godziny 16. Do pechowego budynku wprowadziła się rok temu i właśnie skończyła remont mieszkania. Według jej relacji, strażacy "pokręcili się chwilę, zakazali korzystania z junkersów i pojechali". Piotr Skrzypiński, rzecznik koszalińskiej straży pożarnej, potwierdził słowa kobiety. Przyznał, że pierwsze wezwanie było o godzinie 16.50. Na miejsce pojechały trzy jednostki z podejrzeniem zadymienia, ale strażacy nic nie znaleźli. Następne wezwanie było o 18.50, kiedy na dachu pojawił się już ogień. Do akcji ruszyło wówczas osiem zastępów straży pożarnej.

Chwile grozy przeżył także Jarosław Barów, dyrektor teatru muzycznego Variete Muza. Relacjonował, że wybierał się na spektakl z BTD, gdy zadzwonił telefon, że "pali się mój teatr". Dodał, że chyba nigdy tak szybko nie zdarzyło mu się przejechać przez całe miasto. Na miejscu okazało się jednak, że pali się budynek sąsiadujący z teatrem jedną ścianą i że sam teatr jest bezpieczny. Mieszkańcom nie pozwolono wrócić do mieszkań. Przez kilka godzin stali na deszczu, przypatrując się akcji strażaków. Ostatecznie strażacy stwierdzili, że budynek nie nadaje się na razie do zamieszkania. Dwadzieścia osób zostało miejskimi autobusami odwiezionych do bursy międzyszkolnej, która przynajmniej na jedną noc stała się ich domem. Wieczorem, po zakończeniu akcji, trudno było ustalić przyczynę pożaru na pustym strychu. Rzecznik straży poinformował, że policja powoła zespół dochodzeniowy, który zajmie się wyjaśnieniem sprawy.

Fotografia przedstawiająca płonący dach budynku mieszkalnego przy ulicy Morskiej w Koszalinie, z widocznymi strażakami w akcji

Fałszywy alarm bombowy w Kaufland Koszalin

W czwartek ogłoszono alarm o podłożeniu bomby w sklepach sieci Kaufland. W województwie zachodniopomorskim policja ewakuowała personel i klientów ze sklepów w Koszalinie i Goleniowie. Sklep w Szczecinie był zamknięty przez kilkadziesiąt minut.

W Koszalinie policyjna akcja została zakończona około godziny 14.00. Pirotechnicy nie znaleźli ładunku wybuchowego, a alarm okazał się fałszywy, podobnie jak w pozostałych sklepach. Dopiero jednak po godzinie 15.00 do koszalińskiego marketu wpuszczeni zostali pierwsi klienci. Policja zwinęła taśmy okalające przysklepowy parking, który na czas ewakuacji był wyłączony z ruchu.

Zdjęcie przedstawiające policyjne taśmy lub pojazdy służb ratunkowych przed sklepem Kaufland w Koszalinie podczas ewakuacji

tags: #pozar #kaufland #koszalin