Historia i rozwój sprzętu strażackiego w Polsce po 1945 roku

Po zakończeniu II wojny światowej, aż do połowy lat 50. XX wieku, zaopatrzenie polskich strażaków w pojazdy gaśnicze było katastrofalne. W tej trudnej sytuacji strażacy radzili sobie na różne sposoby, zanim nadszedł moment dużych centralnych zakupów sprzętu z krajów zachodnich oraz rozpoczęcia własnej produkcji.

Powojenny kryzys i inicjatywy odbudowy

Niedobory sprzętu i lokalna zaradność

Do momentu dostarczenia większej liczby pojazdów gaśniczych z zagranicy, strażacy ratowali się, jak mogli. Sprzedawali na przykład złom i organizowali zbiórki, by móc jak najdłużej utrzymać w sprawności technicznej poniemieckie samochody, motopompy i armaturę. Niejednokrotnie na własną rękę zdobywali sprzęt. Jako przykład może posłużyć Ochotnicza Straż Pożarna (OSP) w Mysłowicach, która w 1947 roku pozyskała od miasta podwozie samochodu ciężarowego, a karoserię pożarniczą członkowie tej jednostki zbudowali sami. Przypadek ten opisano na łamach „Przeglądu Pożarniczego” (PP) nr 3 z 1947 roku, opatrując artykuł tytułem „Własnym wysiłkiem zdobywamy sprzęt”.

Jak cenne były urządzenia i pojazdy gaśnicze, niech pokaże przykład strażaka z Komendy Miejskiej Straży Pożarnych w Rybniku, który w latach 50. otrzymał pisemną naganę z wpisem do akt za dopuszczenie do przepalenia żarówek w pojeździe. Dokumenty dotyczące tej sprawy znajdują się w zbiorach Centralnego Muzeum Pożarnictwa (CMP) w Mysłowicach.

Zdjęcie przedstawiające strażaków w okresie powojennym, samodzielnie naprawiających stary sprzęt pożarniczy.

Rola Związku Straży Pożarnych

Związek Straży Pożarnych próbował radzić sobie z trudną sytuacją. Niedługo po zakończeniu działań wojennych, a na szerszą skalę od 1947 roku, Wydział Techniczny Związku pośredniczył między jednostkami straży pożarnych w zakupie i sprzedaży sprzętu pożarniczego, w tym samochodów zdobycznych, poniemieckich. Wydział skupował również zużyty sprzęt, który następnie rozkładano na części wykorzystywane później przy naprawach pojazdów w lepszym stanie. Potwierdzenie tego znajdujemy również w literaturze, np. w książce „Sprzęt pożarniczy” autorstwa podpułkownika pożarnictwa inż. Franciszka Kowalskiego, wydanej w 1948 roku.

W tamtym okresie duży procent samochodów ciężarowych stanowił sprzęt zdobyczny i pozostawiony w Polsce przez Niemców po działaniach wojennych. Samochody te pozyskiwano w różny, niekiedy niecodzienny sposób. Najwięcej zdobyto w walce lub ściągnięto z pól walki, a następnie wyremontowano i wcielono do służby w gospodarce kraju. Czasopismo „Motoryzacja” (nr 3 z 1947 r.) informowało o wydobywaniu samochodów z Zalewu Wiślanego, gdzie Niemcy, uciekając, pozostawili duże ilości sprzętu. Niemieckie ciężarówki trafiały też do Polski w ramach powojennej rewindykacji mienia. W 1949 roku większość samochodów ciężarowych pochodziła z powojennego demobilu.

Pojazdy te były rozdzielane z bezwzględnym priorytetem dla wojska, a następnie dla służb „utrwalających władzę ludową”. Faktycznie dla strażaków pozostawały resztki w dalece niewystarczającej ilości - pojazdy w najgorszym stanie technicznym lub typów bardzo trudnych w naprawie. Ewentualnie przekazywano im pojazdy już wcześniej zużyte przez inne instytucje.

Stara mapa Polski z zaznaczonymi miejscami, gdzie pozyskiwano sprzęt pożarniczy po wojnie.

Zagraniczne dostawy sprzętu

Francuskie podwozia Ford V8

Pod koniec 1947 roku prawdopodobnie jako jedne z pierwszych dotarły z Francji do Polski podwozia ośmiocylindrowego samochodu marki Ford V8, wraz z częściami zamiennymi, w liczbie 100 sztuk. Miały one stanowić podstawę dla przyszłych zabudów pożarniczych różnego rodzaju, wykonywanych w kraju, w tym np. autocystern. Polsko-francuską umowę na zakup podwozi Ford V8 realizowało Ministerstwo Spraw Wewnętrznych w porozumieniu z Wydziałem Technicznym Związku Straży Pożarnych.

Sto Fordów V8 dla celów pożarniczych dotarło do Polski we wrześniu 1947 roku. Z tego przydziału m.in. Centralna Szkoła Pożarnicza w Warszawie (obecnie Szkoła Główna Służby Pożarniczej) otrzymała dwa podwozia na własny użytek. Pozostałe 98 pojazdów tymczasowo znalazło swoje miejsce na placu przed tzw. Domem Strażactwa Centralnej Szkoły Pożarniczej (por. PP 1947, nr 7). Warto dodać, że w tym czasie zawodowe straże pożarne, np. w Łodzi, Poznaniu i Raciborzu, dysponowały już własnymi warsztatami przystosowanymi do wykonywania na własne potrzeby nadwozi pożarniczych (por. PP 1949, nr 1).

Schemat budowy podwozia Ford V8 przystosowanego pod zabudowę pożarniczą.

Brytyjskie i inne dostawy powojenne

W tym samym roku Polska Agencja Prasowa podała do publicznej wiadomości, że rząd brytyjski odsprzeda Polsce towary pochodzące z tzw. nadwyżek wojennych, wśród których znalazł się również sprzęt dla straży pożarnych: samochody, motopompy i węże strażackie z łącznikami.

W lutym 1948 roku na dziedzińcu Centralnej Szkoły Pożarniczej w Warszawie rozstawiono kilkadziesiąt skrzyń, w których znajdowało się m.in. ponad 950 motopomp. Na tym samym placu ćwiczebnym ustawiono również ponad sto gaśniczych pojazdów wyposażonych już w dodatkowy sprzęt przeciwpożarowy. Związek Straży Pożarnych został zobligowany do sprawdzenia w kolejnych miesiącach stanu technicznego sprzętu, przeprowadzenia ewentualnych remontów, a następnie przekazania go do oddziałów straży pożarnych w całej Polsce, które rozdysponowywały je wśród najbardziej potrzebujących jednostek ze swojego terenu. Wiadomo również, że podobne dostawy trafiły do Polski ze Szwecji, Danii i Czechosłowacji. W latach 1945-1947 do Polski trafiło około 25 000 samochodów demobilowych głównie z dostaw UNRRA, ale także z wojennych dostaw Lend-Lease oraz zakupów polskiego rządu w demobilach zachodnich. Najliczniejszą grupę stanowiły pojazdy marek Bedford, Chevrolet, Dodge, Ford, Fordson, GMC i Studebaker, z których każda występowała w co najmniej 3-5 modelach.

Zdjęcie historyczne przedstawiające dużą ilość skrzyń z motopompami na dziedzińcu szkoły pożarniczej w Warszawie w 1948 roku.

Naprawy i dystrybucja

Remontami pożarniczego sprzętu zajmował się głównie Wydział Techniczny Związku Straży Pożarnych, ale także Państwowe Zakłady Inżynierii, które naprawiały głównie ciężarowe Chevrolety oraz Gazy. Pojazdy tych marek przekazywał Motozbyt, który miał swój park samochodowy na Zieleniaku przy ul. Grójeckiej w Warszawie i zajmował się dystrybucją do różnych instytucji państwowych, samorządowych i spółdzielczych. Różnorodność stanu i marek wozów strażackich w garażach OSP dominowała przez co najmniej 17-20 lat po zakończeniu wojny. Używany sprzęt strażacki, w tym zmotoryzowany, przechodził z rąk do rąk - przykładem jest zapis z kroniki OSP Stanowice na Górnym Śląsku, mówiący o otrzymaniu w 1960 roku wycofanego lekkiego samochodu gaśniczego na podwoziu Ford-Gaz, zastąpionego w 1966 roku Dodge’em WC-51.

Produkcja krajowa i rozwój powojennego sprzętu

Przedwojenne tradycje i pierwsze polskie konstrukcje

Produkcja samochodów pożarniczych ma w Polsce długą tradycję. Często podejmowały ją przedsiębiorstwa zaopatrujące wcześniej strażaków w sprzęt. Przykładem jest Fabryka Narzędzi Pożarniczych „Strażak” z Warszawy, założona w 1898 roku, która w 1929 roku uruchomiła wydział karoserii. Przed II wojną światową samochody pożarnicze, zwane wówczas „autopogotowiami”, były produkowane również w Zakładach Mechanicznych Ursus SA, spółce Lilpop, Rau i Loewenstein czy „Unii Strażackiej” we Lwowie. Ogółem działało kilkunastu dostawców. Wóz strażacki z okresu międzywojennego na podwoziu ciężarówki Polski Fiat był typowym widokiem.

Pierwszym polskim miastem, które zmotoryzowało strażaków, był Poznań. Trzy wozy bojowe na niemieckich podwoziach Daimlera weszły do służby w listopadzie 1911 roku. Z chwilą rozpoczęcia produkcji samochodów w Polsce zaczęto montować zabudowy pożarnicze na krajowych podwoziach, na początku głównie Ursusa A i Polskiego Fiata 621 oraz ich wariantów. Cięższe wozy powstawały na podwoziach importowanych.

Pierwszy samochód pożarniczy opracowany po II wojnie światowej powstał w 1948 roku w Państwowych Zakładach Lotniczych w Mielcu na podwoziu angielskiego Bedforda OLBZ.

Zdjęcie czarno-białe przedstawiające przedwojenny polski samochód pożarniczy.

Era Starów i Jelczy

Początek nowym realiom w zmotoryzowaniu straży pożarnej dał dopiero samochód Star 20. Jego produkcja ruszyła w 1952 roku. Wersje pożarnicze tej ciężarówki były pierwszymi nowymi wozami profesjonalnie przygotowanymi do działań pożarniczych, które zaczęły zasilać jednostki OSP w całej Polsce. Później produkcję samochodów strażackich rozpoczęła Sanocka Fabryka Wagonów „Sanowag” (spadkobiercą jest obecny Autosan), gdzie w latach 1952-1958 powstało nieco ponad 2500 wozów gaśniczych na podwoziach ówczesnych Starów. W 1958 roku produkcję pojazdów pożarniczych rozpoczęły Jelczańskie Zakłady Samochodowe.

Jelcz 003

Obecnie jednym z najczęściej spotykanych wśród najstarszych polskich samochodów pożarniczych jest Jelcz 003 na podwoziu Stara 25, nazywany potocznie „babką”. Produkowano go od 1969 do 1975 roku i był rozwinięciem Jelcza 028 wprowadzonego do produkcji w 1966 roku. Jelcz 003 oraz jego poprzednik Jelcz 028 powstały na podwoziu Stara z 6-cylindrowym silnikiem benzynowym i niesynchronizowaną skrzynią biegów. Ciężarówki te były nieszybkie, ale wszechstronne i nie bały się złych dróg. Jelcz 003 był zaliczany do średnich samochodów gaśniczych wodno-pianowych. Masa własna wynosiła 5,05 t, całkowita 8,6 t. Nadwozie pożarnicze typu N-762 mieściło czterech strażaków, a dwóch następnych jechało w kabinie kierowcy. W stosunku do poprzednika Jelcz 003 miał zwiększony ze 120 do 200 l zbiornik na środek pianotwórczy. Wprowadzono również ulepszony napęd autopompy z podwójnym łańcuchem Galla. Podwozie Stara A26P, w porównaniu ze stosowanym wcześniej podwoziem A25P, miało kilka zmian, w tym nadciśnieniowe wspomaganie hamulców i zmniejszenie promienia skrętu do 8,6 m. Samochód ten był uniwersalny i pozwalał używać autopompy i działka w trakcie jazdy. Ponadto był pierwszym polskim samochodem strażackim ze skuteczną linią szybkiego natarcia. Dzięki niewielkim wymiarom (długość tylko 6,7 m) mógł wcisnąć się prawie wszędzie.

Schemat techniczny wozu strażackiego Jelcz 003.

Jelcz 004

W kategorii „najpopularniejsze wozy strażackie PRL-u” poczesne miejsce zajmuje Jelcz 004, wprowadzony do produkcji w grudniu 1974 roku. Ten ciężki samochód gaśniczy wodno-pianowy powstał na podwoziu Jelcza 315 MS z turbodoładowanym silnikiem wysokoprężnym SW 680/105 o mocy 243 KM, produkowanym w Wytwórni Sprzętu Komunikacyjnego w Mielcu na licencji Leylanda. Skrzynia biegów miała 6 przełożeń i była synchronizowana. Nadwozie pożarnicze mieściło m.in. zbiornik wody o pojemności 6000 l i zintegrowany z nim zbiornik środka pianotwórczego o pojemności 600 l, a także autopompę napędzaną wałkiem od przystawki przy skrzyni biegów. Standardową, jelczańską kabinę typu 113 przystosowano do przewozu czterech strażaków. Masa całkowita wynosiła 15,7 t. Jelcz 004 był szybki, miał duży zbiornik wody i w latach 70. XX wieku zbierał pochlebne opinie wśród specjalistów. Kierownica miała wspomaganie hydrauliczne, co ułatwiało prowadzenie. Pierwotny wariant nosił oznaczenie GBA 6/32 i w 1979 roku został zastąpiony przez zmodernizowanego Jelcza 004M GCBA 6/32 z bardziej wydajnym układem wodno-pianowym. Od 1982 roku Jelcze 004 budowano na ulepszonym podwoziu Jelcz 325 DS.

Zdjęcie przedstawiające wóz strażacki Jelcz 004 w akcji.

Jelcz 005 i 008

Od początku lat 70., równocześnie z Jelczem 004, projektowano Jelcza 005, który miał korzystać z podwozia nowej rodziny Starów i zastąpić Jelcza 003. Ponieważ uruchomienie produkcji Stara 200 i pokrewnych modeli przeciągało się, Jelcz 005 zaczął schodzić z linii produkcyjnej w 1976 roku. Jelcz 005 na podwoziu Stara 244 z napędem 4×4 był z założenia następcą Jelcza 003. Model 244 był uterenowioną wersją Stara 200 wyposażoną w napęd 4×4. Ciężarówka miała silnik wysokoprężny S359 o mocy 150 KM i układ przeniesienia napędu podobny do stosowanego w terenowym Starze 266. Za 2-osobową kabiną kierowcy zamontowano nadwozie pożarnicze z miejscem dla 4 strażaków. Dostęp do wyposażenia zapewniały charakterystyczne rolety po obu stronach, z powodu których samochód przezywano „coca-cola” albo „pepsi”. Zbiornik wody miał pojemność 2500 l, a środka pianotwórczego 250 l. Samochód był wyposażony w autopompę napędzaną od skrzyni biegów oraz pojedyncze działko o wydajności 1600 l/min.

Podobnie jak Jelcz 004, również 005 przeszedł w 1979 roku modernizację. Wprowadzono m.in. elektropneumatyczne sterowanie przystawką odbioru mocy i układ kierowniczy ze wspomaganiem firmy ZF. Działko Rosenbauer zastąpiono krajowym DWP16. Jelcze 005 produkowano do 1999 roku. Specjalnie wyposażone odmiany tych ciężarówek budowano w niewielkiej liczbie na potrzeby Zakładowych Zawodowych Straży Pożarnych PKP. W latach 1983-1998 produkowano uproszczony wariant Jelcz 008 GBM 2,5/8. Jelcz 005 miał masę całkowitą 10,6 t i osiągał prędkość maksymalną 82 km/h. Chwalono jego zdolności terenowe, a najsłabszym elementem konstrukcji okazały się rolety. Strażacy preferowali pojedynczą kabinę załogową dla 6-8 osób. Mimo to Jelcze 005 oraz 008 pełniły służbę jeszcze w XXI wieku, tak samo zresztą jak Jelcze 004.

Zdjęcie Jelcza 005 z charakterystycznymi roletami bocznymi.

Współczesne ślady przeszłości i dziedzictwo

Namacalne ślady strażackiej przeszłości motoryzacyjnej można zobaczyć w niektórych jednostkach OSP w różnych częściach kraju. Zalicza się do nich OSP w Odrzykoniu koło Krosna, gdzie w garażu jednostki cały czas stoi sprawny wojenny samochód Dodge WC 51. Jak mówią strażacy z Odrzykonia, samochód pożarniczy Dodge nie jest w podziale, jednak w dalszym ciągu okazuje się pomocny w razie potrzeby.

4 maja wypada Międzynarodowy Dzień Strażaka oraz święto patrona strażaków św. Floriana. W tym roku znów będzie okazja zobaczyć zabytkowe wozy w wielu miejscach na żywo. Niektóre są już zabytkami, inne jeszcze pełnią służbę, a starannie pielęgnowane okazują się nader długowieczne. „Na emeryturze” wiele z nich przeszło remont i zostało maskotkami jednostek Państwowej lub Ochotniczej Straży Pożarnej.

Wiele z tych dawnych, polskich samochodów pożarniczych zyskuje z wolna status legendy, szczególnie że można je oglądać w akcji w starych, kultowych dziś filmach i serialach. Najpopularniejsze wozy strażackie PRL-u pracowały długo po zakończeniu ich produkcji oraz zamknięciu zakładów, w których powstały.

SZABLA POLSKA - film dokumentalny opowiadający o historii polskiej szabli.

Przykłady zachowanych pojazdów i wystaw

8 czerwca udostępniono zwiedzającym wystawę czasową, która mieści się w wiacie garażowej, specjalnie do tego dostosowanej. Na ekspozycji zaprezentowano samochody pożarnicze: Żuk, Star 20, Star A28 z podnośnikiem hydraulicznym, Jelcz oraz samochody operacyjne Polonez i Fiat 125p, a także Star 244 GBA 2,5/16 z 1987 roku. Na wystawie zaprezentowano również sprzęt bojowy z lat 60., 70., 80. i 90. XX wieku, tj.: mundury, hełmy, aparaty tlenowe, obuwie i hydranty. W wiacie urządzono także imitację stanowiska dowodzenia ze sprzętem radiofonicznym, obsługiwanego przez strażaka w mundurze bojowym typu „moro”.

Opis pojazdu/sprzętu Rok produkcji/pochodzenia Informacje dodatkowe
Wóz strażacki rekwizytowy do przewozu sikawki ręcznej 1 połowa XX w. Dar OSP Rudnik Mały, gm. Wodynie, pow. Siedlce
Wóz strażacki rekwizytowy z miejscem do przewozu motopompy Lata 40. XX w. Dar OSP Jeruzal, gm. Mrozy, pow. Mińsk Mazowiecki
Samochód pożarniczy GM-8, marki Bedford Podwozie 1949 (Anglia), nadwozie 1951 (Sanok) Prędkość max. 65 km/h
Samochód pożarniczy GBM, marki ZIS 151 1952 (Moskiewska Fabryka Samochodów, ZSRR) Prędkość max. 60 km/h. Dar OSP Grzebowilk
Samochód pożarniczy GBM-2/8, marki Star A20 1953 (Sanocka Fabryka Wagonów „Sanowag”) Dar OSP Domanice
Wóz strażacki rekwizytowy Lata 40. XX w.

tags: #stary #sprzet #strazacki