Praca strażaczki to nie tylko walka z żywiołem czy wyjazdy do wypadków. By odnaleźć się na służbie, trzeba być wszechstronnym i wykazać się ogromną determinacją, sprytem oraz siłą - zarówno fizyczną, jak i psychiczną. O kulisach krętej drogi do zostania jedną z nielicznych kobiet w straży pożarnej, a także o swoich doświadczeniach opowiedziała Agnieszka Wojciechowska.
Nigdy nie bała się pójść pod prąd. Choć wielu jej tego odradzało, zdecydowała się zostać zawodową strażaczką, a gdy okazało się, że kobiety nie wyjeżdżają do akcji, stwierdziła, że ona będzie pierwszą, która to zrobi. Teraz o swoich doświadczeniach chce opowiedzieć innym. Agnieszka Wojciechowska właśnie wydała książkę zatytułowaną „Pali się! Ryzyko, ogień, adrenalina. O byciu strażaczką bez lania wody”.

Droga do służby i wyzwania
Powołanie do zawodu strażaka
Na pytanie, co skłoniło ją do poświęcenia życia służbie, Agnieszka Wojciechowska odpowiada, że zaczęło się od tekstów, które pisała po różnych wydarzeniach i akcjach. Publikowała je w mediach społecznościowych, a pozytywny odzew i sugestie, by zebrać je w całość, doprowadziły do pomysłu napisania książki.
Zawód strażaka to tak naprawdę służba. Jeżeli przydarzy się jakaś sytuacja kryzysowa, tak jak to było na przykład w 2010 roku, to bywa, że strażacy zaczynają pracować w poniedziałek i wracają do domu dopiero w piątek. W takich chwilach nikt nie dyskutuje - na przykład, gdy Kraków był zagrożony, strażacy musieli zostać na służbie i przez pięć dni pozostawać w gotowości na ewentualne wezwania, których było wtedy bardzo dużo. Taki tryb pracy jest z pewnością dużym obciążeniem - zarówno psychicznym, jak i fizycznym.
Kobiety w straży pożarnej: Wczoraj i dziś
Gdy Agnieszka Wojciechowska zaczynała pracę, widok kobiety w straży pożarnej należał do rzadkości. Obecnie kobiet w straży jest więcej niż wtedy, ale jeśli chodzi o zawodowe strażaczki, to jest to nadal rzadki widok. Trochę inaczej jest w przypadku ochotniczej straży pożarnej.
W męskim środowisku
Agnieszka Wojciechowska nigdy nie czuła się wyizolowana w męskim środowisku, ponieważ przez całe swoje życie przebywała głównie wśród mężczyzn. Już w czasach szkoły, grając w koszykówkę, była jedyną dziewczyną, ale nie przeszkadzało jej to. Później, w liceum i na studiach, również kolegowała się głównie z chłopakami. Na co dzień w pracy w zasadzie nie zauważa, że otaczają ją głównie mężczyźni, traktując to jako coś naturalnego.
Analiza akcji i równowaga
Agnieszka Wojciechowska podkreśla, że nauczyła się, iż akcja wcale nie kończy się w momencie odjazdu jednostki z miejsca zdarzenia. Później zaczyna się analiza zarówno samego zdarzenia, jak i przeprowadzonej interwencji. Stara się zachować równowagę między życiem prywatnym a zawodowym, choć te światy się przenikają. W pracy strażaka nie ma gotowych rozwiązań; do każdej akcji można podejść inaczej, a często nie ma jednej najlepszej drogi wyjścia z danej sytuacji. Można więc długo analizować, czy można byłoby coś poprawić albo czy coś dało się zrobić szybciej. Mimo wszystko stara się jednak rozgraniczać życie prywatne i życie zawodowe.
Codzienność strażaka
Typowy dzień pracy rozpoczyna się o 7:30. Najpierw jest zmiana służby, podczas której przejmuje się od osób kończących pracę sprzęt i sprawdza, czy wszystko zgadza się pod względem ilości i czy jest na swoim miejscu. Samochód strażacki ma pełno skrytek, ale kiedy coś ma już przypisane miejsce, to jest tam później przez cały czas. Po śniadaniu i zbiórce przychodzi czas na ćwiczenia, które odbywają się na terenie obiektów zewnętrznych albo w jednostce. Później jest obiad i czas na ćwiczenia sportowe. Na koniec dnia siada się do kolacji i robi porządki. Jest to ramowy plan dnia, który w każdym momencie może zmienić wyjazd na akcję, trwający od pół godziny do dwudziestu trzech godzin.
Wpływ dziedzictwa rodzinnego
Agnieszka Wojciechowska nie jest pierwszą osobą w swojej rodzinie, która zdecydowała się zostać strażakiem. Wcześniej w zawodzie pracował jej dziadek i tata, służbę pełni także jej brat. Miłość do pożarnictwa jest u niej rodzinna; podglądała tatę w pracy i fascynował ją brak monotonności oraz to, że zawsze działo się coś nieszablonowego, co wymagało kreatywności, szybkości działania, rozsądku, refleksu i siły psychicznej.
Dziś, z perspektywy czasu i z zebranym bagażem doświadczeń, ponownie wybrałaby tę samą ścieżkę kariery. Zastanawiałaby się ewentualnie, czy nie zostać lekarzem, ale raczej nie zmieniłaby decyzji, ponieważ służba to fajny sposób na życie.
Rozważania o ryzyku i bezpieczeństwie
Bliscy Agnieszki Wojciechowskiej próbowali ją odciągnąć od służby, szczególnie że w momencie, gdy decydowała się na ten zawód, w straży nie było jeszcze ani jednej kobiety jeżdżącej do akcji. Sama przyznaje, że chyba nie do końca zdawała sobie wtedy sprawę z niebezpieczeństw i inaczej do tego podchodziła. Wiadomo, że zagrożenie trzeba sobie przekalkulować. Zdarzają się nieszczęśliwe wypadki, ale jeśli zachowuje się wszystkie zasady, troszczy się o swoje zdrowie i dba o samego siebie, to może to uratować w wielu sytuacjach.
Niezbędne cechy strażaka
Dobry strażak powinien posiadać na pewno sprawność fizyczną. Poza tym również spryt, bo często okazuje się, że strażak musi być też elektrykiem, hydraulikiem, gdyż spotykają go przeróżne sytuacje. Trzeba być także zdeterminowanym, nie można łatwo odpuszczać. Jeśli zdarzy się wypadek samochodowy i ktoś utknie w aucie, nie można mu powiedzieć: „Ja nie wiem, jak cię wyciągnąć, nie pomogę”. Po prostu działa się - trzeba zacząć i skończyć.

Empatia i umiejętności psychologiczne
Książka Agnieszki Wojciechowskiej przytacza wiele historii, które dowodzą, że strażak bywa czasem również psychologiem i oprócz niezwykłej siły i dużego samozaparcia musi niejednokrotnie wykazać się zrozumieniem i empatią. Wśród różnych wykładanych na akademii pożarniczej przedmiotów były też elementy psychologii, dlatego dla niej było to odpowiednie przygotowanie.
Sport i forma fizyczna
Praca strażaka wymaga doskonałej kondycji. Obecnie Agnieszka Wojciechowska rąbie i nosi drewno, a w czasie budowy domu przydała się sprawność fizyczna. Siłownia poszła już trochę w odstawkę. Teraz głównie biega, kiedy jej syn jeździ na rowerze. Kilkanaście lat temu sport faktycznie dał jej przepustkę do strażackiego świata i często imponowała wynikami i formą kolegom.
Choć myślała o profesjonalnej karierze sportowej, chciała być zawodową piłkarką ręczną, to po rozmowie z mamą szybko wybiła to sobie z głowy. Determinacja potrzebna jest w pracy, bo na służbie nie ma odpuszczania. Jeśli na treningu, a później na zawodach daje się z siebie sto procent, to już wiadomo, że w akcji też się nie zawiedzie.
Po trzeciej ciąży udało jej się pozbyć zbędnych kilogramów. Miesiąc intensywnych treningów wystarczył, żeby wrócić do formy. Jest Mistrzynią Europy TFA’18 i zdobyła tytuł „najtwardszego strażaka”. Wygrała również w prestiżowych zawodach w Berlinie - biegu strażaków na wieżowiec. Wbieganie na 40 piętro hotelu w pełnym umundurowaniu to efekt ciężkiej pracy i niezliczonej liczby godzin spędzonych na treningach na siłowni. Do 15 piętra jest w miarę w porządku, dopiero później zaczyna się liczenie każdego kolejnego piętra i walka z samą sobą.
Refleksje na temat kariery
Z perspektywy czasu i przepracowanych w zawodzie lat, Agnieszka Wojciechowska przyznaje, że znalazłoby się kilka akcji, które przeprowadziłaby inaczej. Nie chodzi o to, że były one zrobione źle, bo nie były, ale wprowadziłaby do nich zmiany. Przez cały czas stara się dokształcać, czerpiąc dużo informacji z zagranicy, głównie od amerykańskich strażaków, sprawdzając, jak oni na co dzień działają i co mogłaby z tego wykorzystać w swojej pracy. Jeśli chodzi natomiast o kroki milowe w karierze, to nie zmieniłaby niczego.
Rady dla przyszłych mundurowych
Osobom, które dopiero wkraczają na swoją zawodową ścieżkę w służbach, Agnieszka Wojciechowska radzi, że warto spróbować, jeśli ktoś poważnie zastanawia się nad tym zawodem. Należy jednak pamiętać, że to nie jest zwyczajna praca, w której można przyjść na spotkanie z szefem i negocjować warunki finansowe. To jest służba. Trzeba pogodzić się z tym, że są wyjazdy nocne, że święta spędza się czasami poza domem. To wszystko wiąże się z dużym poświęceniem, ale właśnie dzięki temu można też czerpać ze swojej pracy prawdziwą satysfakcję.
Książka "Pali się! Ryzyko, ogień, adrenalina"
Żeby napisać książkę, musiała przeanalizować wiele lat swojej pracy. Zazwyczaj gdy kończy służbę, stara się od niej odcinać i nie pamięta nawet wielu akcji, przy których pracowała. Odbiorcami jej książki miały być z założenia kobiety między 25 a 40 rokiem życia, ale ma nadzieję, że trafi ona do szerszego grona. Jej celem było opowiedzenie swojej historii i przedstawienie różnych akcji, w których przyszło jej brać udział, w taki sposób, żeby czytelnik mógł sam wyciągnąć z tego dla siebie jakieś wnioski. Przytacza przykład kobiety, która spieszyła się po dziecko do przedszkola, miała wypadek i miała nadzieję, że kiedy następnym razem ktoś z czytających znajdzie się w podobnej sytuacji, zastanowi się dwa razy.

Pamięć i higiena psychiczna
W książce Agnieszka Wojciechowska pisze o strategii, której nauczono ją w akademii, o higienie pamięci, o tym, żeby nie kolekcjonować obrazów: „Nie rusz, to nie twoje. Nie twoje ciało, nie twoja śmierć, więc tylko uszanuj, rób swoje. Pozbądź się niezdrowej ciekawości”. Strażacy walczą z tym, próbując pozbywać się tych obrazów, bo wiedzą, czym to grozi.
Zderzenie z brakiem szacunku w społeczeństwie
Po tylu latach pracy Agnieszka Wojciechowska wie, że mogą zdarzyć się różne sytuacje, co nie znaczy, że do nich przywykła. Dziwi ją brak szacunku w społeczeństwie, np. gdy ludzie bulwersują się z powodu zablokowania pasa ruchu po śmiertelnym wypadku na autostradzie, nie myśląc o leżącym tam ciele. Ma wrażenie, że coraz mniej tego szacunku w społeczeństwie. „Mnie się spieszy”, „Jestem najważniejszy”, „Mam zebranie z kimś ważnym” - to częste wymówki, podczas gdy „tam leży przecież czyjeś ciało, któremu należy się szacunek”.
Przykład z książki: Wypadek drogowy
W książce Agnieszka Wojciechowska opisuje tragiczny wypadek pod Krakowem, na prostym odcinku drogi między Liszkami a Kryspinowem. Samochód osobowy prowadzony przez kobietę, która spieszyła się odebrać dziecko z przedszkola, uderzył w autobus miejski. Prędkość nie była mała, więc wypadek okazał się ciężki. Auto uległo znacznemu zniszczeniu, obracając się kilkakrotnie na drodze. Kiedy strażacy dojechali, na miejscu pracowały już zastępy OSP. Agnieszce Wojciechowskiej przypadła rola ratownika, ze względu na jej gabaryty. Dostała się do środka pojazdu, w którym zakleszczona za kierownicą znajdowała się kobieta. Była przytomna i rozmawiała rzeczowo, pamiętając wszystko, co się stało. Pozostawała jednak uwięziona w aucie, miała zakleszczone nogi.
Znaczenie kobiecej empatii
Kobieta, cierpiąc z bólu, nieco panikowała, ponieważ nie mogła się poruszyć, a do tego przeżywała stres. Przecież jechała po dziecko do przedszkola, spieszyła się, żeby odebrać je na czas, a ten czas właśnie minął. „Ktoś musi po nie jechać - przejmowała się - ktoś musi je odebrać”. Agnieszka Wojciechowska, będąc wtedy już matką dziecka przedszkolnego, z łatwością mogła z nią współodczuwać. Jednak profesjonalizm dobrego ratownika w takiej sytuacji polega na umiejętności izolacji własnych emocji przy jednoczesnym rozumieniu emocji osoby poszkodowanej. Izolowanie emocji jest konieczne. Jeśli strażak dostrzega podobieństwo pomiędzy poszkodowanym lub sytuacją a własnym położeniem, to jest to znak ostrzegawczy. Na takie rozmyślania na pewno nie ma miejsca w tej chwili. Sztuka polega na przesunięciu ich w czasie, bo to, że wrócą, jest pewne.
W tamtej sytuacji Agnieszka Wojciechowska zdała sobie sprawę, że inny aspekt różnorodności w zespole ma znaczenie. Choć byli przy tej kobiecie we dwoje z kolegą Sebą, to jednak wyraźnie było jej łatwiej rozmawiać z nią. Kobieca empatia jest inna od męskiej. Kobieta szybko i łatwo odczytuje emocje, gdy w tym samym czasie mężczyzna zwykle skupia się na analizie sytuacji i technicznych aspektach akcji. Kobiety potrafią szybciej zareagować i udzielić wsparcia emocjonalnego. Wkład kobiecości do zespołu strażackiego jest wart uwagi; warto budować zespół z uwzględnieniem takich atrybutów, ponieważ praktycznie każda akcja oznacza kontakt z poszkodowanymi lub świadkami będącymi w szoku. Wtedy tej kobiecie było przy Agnieszce Wojciechowskiej łatwiej. Zdołała nieco się uspokoić, oderwać myśli od niepokoju o dziecko, od przeszywającego ją bólu.
Komunikacja z poszkodowanym i różnorodność w zespole
Poszkodowany przeżywa kolosalny stres. Samo posiadanie sprzętu nie rozwiązuje problemu wydobycia człowieka z pojazdu. Konieczne są umiejętności i plan działania, a ten zwykle wymaga wprowadzania korekt. Idealnie, jeśli w tym samym czasie, kiedy pojazd jest cięty, ktoś inny towarzyszy poszkodowanemu i wyjaśnia mu, co się dzieje. Wiedza o działaniach uspokaja ludzi, zyskują poczucie, że w tym chaosie nareszcie dzieje się coś kontrolowanego. To kolejna odsłona różnorodności, która - kiedy zespół jest zgrany - pozwala osiągnąć najlepsze rezultaty.
„Chłopaki, musimy zmienić technikę cięcia” - takie zdanie jest jaśniejsze i nie wywołuje paniki u poszkodowanego, w przeciwieństwie do wulgarnych, choć dla strażaka neutralnych, komunikatów. Kobietom łatwiej przychodzi zapanować nad językiem i komunikować się w sposób, który włącza poszkodowanego w akcję, a nie ustawia go w roli przedmiotu. Taki styl komunikacji wyklucza poszkodowanego, zamiast dawać mu pogląd na to, co się dzieje, i budować w nim nadzieję. Kiedy jeden strażak może opiekować się poszkodowanym, a drugi, techniczny, ciąć, to jest to najlepsze połączenie.
Wyzwania ewakuacji i ewolucja ratownictwa technicznego
Kobieta z wypadku naprawdę bardzo cierpiała. Wydostanie jej nóg spomiędzy pedałów i podłogi było trudne i z pewnością bolesne dla niej nawet mimo znieczulenia. Dodatkowo nie byli w stanie ewakuować jej zgodnie ze sztuką, czyli tak, by zachować ją w linii osi ciała. Wtedy musieli wydostać poszkodowaną przez drzwi kierowcy. Ratownicy stopniowo kładli ją na noszach, a kolega walczył z nogami aż do skutku. Agnieszka Wojciechowska wspomina, że dziś, po wielu latach doświadczeń, próbowałaby dłużej uwalniać jej nogi, zapierając się odpowiednim narzędziem o kolumnę kierownicy, jednak w tamtym czasie zrobili, co mogli. Ratownictwo techniczne to fenomenalny kawałek strażackiej pracy, w którym nie ma gotowych rozwiązań. Nauka polega na rozumieniu oraz na elastyczności umysłu - jak z matematyką. Nie było dwóch takich samych wypadków, dlatego w pomysłowości w ramach ratownictwa technicznego nie ma w zasadzie żadnych ograniczeń. Im więcej technik zna strażak, tym lepszym jest profesjonalistą. Zasada brzmi: jeśli technika nie sprawdzi się dwukrotnie, należy przejść do kolejnej.
Misja czy praca?
Bycie strażakiem to dla Agnieszki Wojciechowskiej praca, za którą dostaje wynagrodzenie. Z drugiej jednak strony ma w sobie absolutną wewnętrzną determinację, aby nie robić niczego na pół gwizdka i nieustannie się rozwijać oraz edukować innych. Przykładem jest poświęcenie czasu na rozmowę z ubogim człowiekiem ogrzewającym mieszkanie butlą gazową z promiennikiem, aby uświadomić mu zagrożenia. Misją jest dla niej również edukowanie samych strażaków, prowadząc kursy dla Ochotniczej Straży Pożarnej. Jakość bycia strażakiem ma ogromne znaczenie, ponieważ strażacy mają bardzo wysoką skuteczność - i tak ugaszą pożar lub wyciągną poszkodowanego. Pytanie tylko, czy zrobią to z poszanowaniem dla jego odczuć, minimalizując ból, czy też go traumatyzując.
Ogień ją fascynuje - jego siła, majestat, nieokiełznanie. Jeśli jest to wypadek samochodowy, należy nie utrudniać, nie gapić się, przejeżdżać w miarę płynnie, nie blokować ruchu. Jeśli to pożar, nie utrudniać. Same przebieganie nawet 20 km dziennie nie da pewności bycia skutecznym, dobrym strażakiem, bo potrzebny jest jeszcze "pierwiastek pożarniczy strażacki".

Kobiety w straży - dyskryminacja czy naturalna selekcja?
Agnieszka Wojciechowska uważa, że kobietom jest znacznie trudniej w zawodzie strażaka, ale nie oznacza to, że są dyskryminowane. Ze względów biologicznych ten zawód jest łatwiejszy dla mężczyzn - są tak zbudowani, że zwykle to oni mają więcej siły fizycznej, a tu siła jest kluczowa. Do tego dochodzą umiejętności techniczne, które często lepiej „ogarniają” mężczyźni, np. w kwestii zaworów wodnych czy gazowych, oraz wiedza z zakresu budownictwa. Uważa, że w tej pracy naturalnie eliminują się słabsze jednostki, którymi okazują się zarówno kobiety, jak i mężczyźni. Płeć nie ma znaczenia, jeśli jest się słabym, bo nikt nie chce pracować z osobą, której brak motywacji bądź przystosowania teoretycznego lub kondycyjnego, co wpływa na bezpieczeństwo ogółu.
Testy sprawnościowe i kryteria oceniania
Rekruci do Szkoły Głównej Służby Pożarniczej muszą zdać ten sam test sprawności fizycznej, ale mają inne kryteria oceniania. Mężczyźni muszą uzyskać 55 punktów, a kobiety zaledwie 45, aby zdać. Agnieszka Wojciechowska uważa, że ustawia to kobiety w pozycji osób poszkodowanych, bo już na samym wstępie mają poczucie, że nie wykazały się aż tak, jak mężczyźni i że nie są im równe. W czasie prawdziwego pożaru nikt nie będzie patrzył na normy.
Gdyby mogła decydować o rekrutacji, wzorowałaby się na systemie amerykańskim, gdzie test sprawnościowy jest niezwykle dobrze przemyślany i adekwatny do pracy strażaka. Normy są takie same dla kobiet i mężczyzn, a test odbywa się regularnie raz do roku. Uważa, że jest to wspaniałe antydyskryminacyjne narzędzie. Skoro ktoś był w stanie przejść test, to znaczy, że nadaje się do tej pracy bez względu na płeć.
Doświadczenia Agnieszki Wojciechowskiej z dyskryminacją
Agnieszka Wojciechowska nigdy nie czuła się dyskryminowana, a przeszła przez prawie wszystkie szczeble kariery - od strażaka szeregowego, przez dowódczynię zastępu i sekcji, aż do zastępcy dowódcy zmiany. Nie czuje też, żeby ktoś w pracy dziwił się na jej widok. Wielu strażaków obawia się, że kobieta nie poradzi sobie siłowo. Kiedy okazało się, że Agnieszka Wojciechowska daje radę, wytrąciła im argument z ręki. Dystans strażaków wobec kobiet w podziale bojowym nie wynika tylko ze stereotypów dotyczących płci. Tak naprawdę chodzi o lęk o życie. Pojawia się obawa, że w razie utraty przytomności, przygniecenia, złamania - kobieta nie będzie dość silna, żeby wyciągnąć kolegę z opresji. Musiała pokazać kolegom, że jest kimś silnym i zaradnym. Nie chodziło o jej ambicje, a raczej o ich spokój, że na służbie będzie wsparciem, a nie ciężarem.
Pozycję wśród innych strażaków wywalczyła sobie działaniem, zamiast dyskusji. Nigdy nie próbowała dyskutować i mówić, jaka jest wysportowana. Pomaga jej też poczucie humoru i dystans, z jakim mówi o kobiecości, co często powoduje zabawne sytuacje. Dopóki nie zdaje sobie sprawy z ograniczeń i barier, spokojnie może działać i w tym działaniu się realizować. Przytacza sytuację z zawodów, gdzie była zaskoczeniem dla innych swoją posturą. Wychowywała się z chłopakami, a dla niej było oczywiste, że po prostu wchodzi na boisko i gra. Od tej pory wie, że gdy czegoś chce, to po prostu to robi.
Wyzwania emocjonalne i rola rodziny
Najbardziej przeżywa akcje samobójcze. Pamięta chłopaka, który spadł z 25 metrów w krakowskim kamieniołomie Liban. Takie rzeczy zostają w człowieku, gdzieś w głowie krąży pytanie: „dlaczego?”. Rodzina jest dla niej ostoją. To dzięki niej zachowuje równowagę życiową. Kiedy jest na służbie, w 100 procentach działa na rzecz innych ludzi, ale później skupia się na swoich synach i mężu. Rodzina jest jedyną odpowiedzią na kruchość życia, z którą spotyka się na co dzień w pracy.
Macierzyństwo a służba
Agnieszka Wojciechowska, matka trzech synów, przyznaje, że to kwestia logistyki, choć przy dwójce dzieci było łatwiej, przy trójce jest ciężko. Po powrocie do pracy mąż ją mocno wspiera. Macierzyństwo pomogło jej być lepszym, a na pewno rozważniejszym strażakiem. Jako kobieta ma dużą skłonność do ryzyka, ale dzięki dzieciom stała się bardziej przezorna. Aktualnie pracuje jako zastępczyni dowódcy i gdy jej strażacy idą do pożaru, skrupulatnie sprawdza, czy wszyscy mają dobrze zapięte ubranie specjalne i prawidłowo założone aparaty. Ostrożność to dobra cecha w tym zawodzie.
Rodzice nie byli entuzjastycznie nastawieni, gdy w 2004 roku dowiedziała się, że zamierza iść do Szkoły Głównej Służby Pożarniczej. Doskonale zdawali sobie sprawę, że ta praca to nie sielanka, i chcieli ją przed tym uchronić. Mówili, że jest przecież tak dużo fajnych zawodów dla kobiet, a ta praca nawet nie „gra” z macierzyństwem. Przyznaje, że mieli rację. Gdy po raz pierwszy zaszła w ciążę, musiała przestać pracować w podziale bojowym. Pojawiła się w niej wątpliwość, czy wróci, czy będzie na tyle przygotowana fizycznie. Ale udało się, i sama była sobą zaskoczona. Gdy jej drugie dziecko skończyło rok i cztery miesiące, zdobyła mistrzostwo Europy na zawodach Berlin Firefighter Stairrun w kategorii biegu po schodach w pełnym umundurowaniu. Mimo to, uważa, że kobieta powinna być w miarę aktywna zawodowo, nie tylko z potrzeby realizacji, ale i z praktycznych względów bezpieczeństwa finansowego rodziny.
tags: #strazak #kobieta #wojciechowska