Strażak fałszywie alarmuje szpital, trafia przed sąd

Koszaliński Sąd Okręgowy wydał wyrok w sprawie dyrektora powiatowego szpitala w Białogardzie, który został postawiony przed sądem za zawiadomienie o podłożeniu bomby w placówce. Skazany nie zamierza odwoływać się od wyroku.

Fałszywy alarm w szpitalu

Zdarzenie miało miejsce nocą z 11 na 12 stycznia, kiedy to dyspozytor straży pożarnej odebrał dwa niepokojące sygnały. Pierwsze zawiadomienie dotyczyło groźby wysadzenia szpitala w powietrze, a chwilę później zadzwonił ten sam głos, potwierdzając obecność ładunku wybuchowego w placówce. Głos należał do dorosłego mężczyzny, który według oceny dyspozytora był zupełnie trzeźwy.

Dyrektor szpitala, wbrew sugestiom wojewódzkiego komendanta straży pożarnej, podjął decyzję o niewprowadzaniu ewakuacji, uznając to za "mniejsze zło". Ta decyzja była podyktowana troską o życie i zdrowie pacjentów.

schemat ewakuacji szpitala w sytuacji kryzysowej

Ryzyko ewakuacji

Przez dwie i pół godziny specjalistyczne służby przeszukiwały szpital od wewnątrz i zewnątrz, poszukując potencjalnego zagrożenia. Personel medyczny starał się zachować spokój i nie informować pacjentów o alarmie, aby uniknąć paniki. W tym czasie w szpitalu przebywało 135 pacjentów, w tym 53 w stanie ciężkim. Ponad 20 osób nie mogło opuścić łóżek, a część z nich była podłączona do respiratorów. Na oddziale dziecięcym znajdowało się ponad 10 noworodków, a dwie kobiety były w trakcie porodu. Szpital dysponował jedynie trzema karetkami: reanimacyjną, wypadkową i transportową.

Dyrektor szpitala podkreślił, że w przypadku przeprowadzenia ewakuacji z pewnością doszłoby do ofiar śmiertelnych. Oskarżyciel dodał, że z powodu braku specjalistycznej karetki do przewozu noworodków, żadne z narodzonych dzieci nie miałoby szans na przeżycie w takiej sytuacji.

Konsekwencje fałszywych alarmów

Według oskarżyciela, "głupawe telefony o podłożonych bombach są plagą całego kraju". Podkreślił, że podczas ewakuacji szpitali we Wrocławiu, Szczecinie i Lublinie dochodziło do śmierci pacjentów.

Motywacja sprawcy

Piotr K., sprawca fałszywego alarmu, od zawsze marzył o karierze strażaka. Służył w straży wojskowej, a następnie pracował w straży zakładowej. Jego obrońca zastanawiał się, czy sprawca chciał jedynie zrobić "psikusa kolegom". Biegli psychiatrzy orzekli, że Piotr K. jest całkowicie zdrowy psychicznie. Sam oskarżony przyznał się do winy i wyraził skruchę, co sąd wziął pod uwagę przy wymierzaniu kary.

portret strażaka w mundurze

Inne historie związane ze strażakami i stowarzyszeniami

W dalszej części materiału pojawiają się wątki niezwiązane bezpośrednio z fałszywym alarmem w szpitalu, ale dotyczące strażaków i działalności stowarzyszeń. Pan Stefan Frajda wyraża rozgoryczenie faktem, że strażaka można ukarać za jego przynależność do straży. Opowiada o swojej sytuacji jako bezrobotnego, który pobierał zasiłek, a następnie stracił go z powodu zasiadania w zarządzie stowarzyszenia OSP. Podkreśla, że przepisy krzywdzą ludzi działających społecznie.

Ksiądz Paweł Kaczmarczyk, kapelan gminnej straży pożarnej, tłumaczy potrzebę rozmów strażaków z kapelanem, który jest "druhem OSP", jako alternatywy dla rozmów z psychologiem.

Materiał wspomina również o zmianach w ustawie regulującej zasiłki dla bezrobotnych, które w czerwcu tego roku pozwoliły członkom zarządów stowarzyszeń działających społecznie na pobieranie zasiłków. Podkreślono, że wcześniejsze przepisy podcinały skrzydła i odbierały motywację.

Reportaż: Zawód z pasją

tags: #strazak #sam #ktory #mowi #przeklenstwa