Nie noszą peleryn, a ratują życie. Ich bronią jest wąż, topór i stalowe nerwy. Strażacy - ludzie, którzy zamiast pytać ,,czy warto?", po prostu działają. Wchodzą tam, skąd inni wychodzą. Ich służba to misja, w której gaszą nie tylko ogień, ale i ludzki strach. O sekretach tego zawodu i jedynych na Podkarpaciu tak okazałych zbiorach, opowiedział WOJCIECH KRUK, historyk i adiunkt z Muzeum Pożarnictwa w Przeworsku.

Początki walki z żywiołem: Dawny sprzęt i obowiązki
Początkowe metody i narzędzia gaśnicze
Takim pierwszym sprzętem gaśniczym były skórzane wiadra. Dopiero w XIV wieku wynaleziono szpryce. Do Polski dotarły późno, bo w XVI wieku. Początkowo posiadały je jedynie duże miasta, takie jak Poznań, Kraków czy Piotrków Trybunalski.
Charakterystyka szpryc
Szpryce były podłużne, drewniane, ale i mosiężne. Działały na zasadzie dzisiejszej strzykawki, czyli wciągano do nich wodę, przyciskano i woda z nich wylatywała. Był to raczej prymitywny sprzęt. W jednej szprycy mogło się zmieścić od litra do 7 litrów wody. Sam zasięg strumienia też nie był imponujący. Każdą obsługiwała jedna osoba. Ciekawostką jest, że używano ich także w oblewany poniedziałek. W zbiorach Muzeum Pożarnictwa w Przeworsku znajdują się takie szpryce. Jedna z nich - mosiężna francuska - pochodzi z początku XX wieku, a także szpryca drewniana z XX wieku.

Obowiązki mieszkańców w prewencji pożarowej
Dawniej obowiązkiem każdego mieszkańca domu było posiadanie „sprzętu przeciwpożarowego”. Na chałupie musiał wisieć bosak, wiadro czy drabina, dzięki którym jeszcze przed przyjazdem straży można było na własną rękę ratować dobytek. Chodzili kontrolerzy, którzy to sprawdzali. Kto nie miał tego sprzętu, musiał płacić kary.
Zachował się nawet dokument Antoniego Lubomirskiego, właściciela Przeworska z 16 sierpnia 1762 r., dotyczący: „zachowania naypilniejszey ostrożności od ognia”, w tym obowiązku stawiania wysokich murowanych kominów, posiadania przy domach kadzi na wodę, drabin, osęk oraz określający obowiązki stróżów miejskich nocnych względem „pilności ognia i złodzieja”.
Systemy alarmowania i dawne remizy
Wzywanie straży pożarnej
Na wsiach stały różnego typu gongi. Tylko w zbiorach Muzeum Pożarnictwa w Przeworsku znajdują się te wykonane z felgi od koła, z pocisku artylerii czy z odkładnicy, czyli części pługa. Znajdowały się w różnych miejscach wsi. W mniejszej miejscowości wystarczał jeden czy dwa. Gdy ktoś zauważył pożar, jego obowiązkiem było dać sygnał.
Wieszano też dzwonki na dachu remizy strażackiej - miały długi sznur, za który pociągano na alarm. Czasami używano też dzwonów kościelnych. Jeden taki dzwon z 1748 r. pochodzący z dzwonnicy po dawnej cerkwi w Grzęsce był używany podczas wybuchu pożaru. Ponadto w zbiorach muzeum są późniejsze trąbki, sygnałówki i używane do dziś syreny na korbę z lat 50. i 60. Te przechowywano w remizach.
Wygląd dawnych remiz
Dawne remizy to były stare drewniane szopy, stodoły lub niezamieszkałe domy, w których przechowywano sprzęt i wozy bojowe.

Ubiór i ochrona strażaka
Mundury strażackie
Stroje galowe używane podczas świąt, uroczystości czy parad nie różniły się tak bardzo od dzisiejszych. Bojowe - zdecydowanie tak. Strażacy zakładali mundury z płótna lnianego: spodnie i koszulę przypominającą katanę, głównie szyte przez żony strażaków. Mundury z okresu międzywojennego można zobaczyć w zbiorach Muzeum Pożarnictwa w Przeworsku.
Ewolucja hełmów ochronnych
Hełmy bojowe były mosiężne - z grzebieniem, który dodatkowo zabezpieczał głowę strażaka przed np. spadającym sufitem czy belkami. Z tyłu miały kołnierze chroniące szyję. Duże wrażenie robią dziś też skórzane i mosiężne hełmy paradne z pięknymi ozdobami, będące dziś arcydziełami sztuki rzemieślniczej.
W muzeum znajdują się hełmy z okresu zaboru austriackiego, które zdobi wizerunek sokoła w locie z inicjałami SO, co oznaczało Straż Ogniową. Używane były przez strażaków z terenu Galicji. Ponadto są tam hełmy pruskie, rosyjskie i pochodzące z „Huty Ludwików” w Kielcach z 1938 r.

Ochrona dróg oddechowych
Dawniej strażacy radzili sobie z dymem, jak umieli. Dopiero na początku XX wieku wynaleziono maski przeciwgazowe i aparaty tlenowe. Maska i pochłaniacz służył do ochrony dróg oddechowych strażaka przed działaniem szkodliwych dymów i gazów pożarowych.
Aparat był duży i ciężki. Ważył od kilku do nawet kilkunastu kilogramów! Służył on już do całkowitej izolacji dróg oddechowych strażaka i można było z niego korzystać w każdych warunkach, bez względu na zawartość tlenu w powietrzu. W zbiorach przeworskiego muzeum można zobaczyć trzy takie cenne aparaty tlenowe w formie plecakowej: niemieckie Draegery z lat 40. XX wieku.
Przełom w sprzęcie: Sikawki i wozy bojowe
Sikawki - kluczowy wynalazek
Przełomem stały się sikawki. Pojawiały się już w XVII wieku, jednak dopiero w XIX w. zaczęto stosować je w Polsce. Niestety, wszystkie modele - zarówno te do zaprzęgów konnych, czy mniejsze - przenośne, tzw. taczkowe, były drogie. Nie każda straż pożarna mogła sobie na nie pozwolić. W Muzeum Pożarnictwa w Przeworsku znajduje się jedna z największych kolekcji sikawek w Polsce.
Wśród najstarszych eksponatów są modele XIX-wieczne produkowane przez wiedeńską firmę Wm. Knaust. Obejrzeć tu można także sikawki lwowskie, sanockie, krakowskie, warszawskie czy tarnowskie. Każda sikawka w zbiorach muzeum jest inna - nie ma dwóch takich samych egzemplarzy.

Obsługa sikawek i wyposażenie pomocnicze
Zazwyczaj do pożaru potrzeba było kilkunastu ochotników. Duże sikawki do zaprzęgu konnego musiało obsługiwać 4 strażaków. Dwóch stało z jednej strony, dwóch z drugiej - przy drążkach do pompowania. Kolejny strażak musiał trzymać węża zakończonego prądownicą - urządzeniem, z którego wychodzi woda pod ciśnieniem. Ponieważ była to ciężka praca, musieli mieć zastępstwo, by się co jakiś czas zmieniać.
Konie potrzebne zarówno do przewozu sikawek, jak i dodatkowych wozów z załogą, pożyczali gospodarze danej wioski. Kiedyś były niemal w każdym domu, więc nie było większego problemu.
Dodatkowe narzędzia
- W specjalnych skrzyniach przy sikawkach przechowywano różnego rodzaju klucze do przykręcania i łączenia węży, czy toporki, które każdy strażak nosił przy pasie podczas akcji. Służyły do wybijania okien, wyważania zamków w drzwiach i kłódek.
- Wszystkie sikawki wyposażone były w latarnie, m.in. naftowe, karbidowe, świecowe. Do lat 30. XX wieku nie było w Przeworsku światła, więc gdy pożar wybuchał w nocy, trzeba było jakoś tę drogę oświetlić.
- Obowiązkowym wyposażeniem były też drabiny tzw. dwuhakowe zwane strzechowymi. Miały dwa zagięte zęby, którymi można było zahaczyć o dach.
- Świetnie sprawdzały się również drabiny Szczerbowskiego - od nazwiska jej konstruktora - nazywane piramidką. Były one składane, co umożliwiało wchodzenie na nie z jednej i z drugiej strony.
- Z kolei podobnymi do wideł bosakami strzechowymi zdejmowano palącą się słomę.
- Praktycznym sprzętem były też pływaki, które utrzymywały węża na powierzchni pobieranej wody, oraz tłumice do gaszenia trawy czy ściółki leśnej. Tłumice używa się do dziś - zamieszczone na końcu drążka metalowe końcówki przypominające płetwy, którymi uderzano, skutecznie sprawdzają się w tłumieniu ognia.
Wyzwania i wielkie pożary
Wysokie ryzyko pożarów w przeszłości
Prawdopodobieństwo pożaru kiedyś było dużo większe niż jest dzisiaj ze względu na powszechną drewnianą zabudowę, dachy ze słomy bądź kryte gontem. Gdy wybuchał pożar, to zanim pomoc dojechała, zazwyczaj nie było co gasić. Strażacy mogli jedynie polewać wodą domy obok, aby pożar się nie rozprzestrzeniał. Dawniej często płonęły całe wioski i miasta.
Pożar w Przeworsku w 1930 roku
Tak też było m.in. w 1930 r. w Przeworsku, gdzie w dzielnicy żydowskiej wybuchł duży pożar. Cały rynek i ul. Kazimierzowska zostały doszczętnie zniszczone. Straż pożarna z Przeworska (powstała w 1896 r.) nie mogła dać sobie rady z jego opanowaniem. Na pomoc przyjechały: straż Potockiego z Łańcuta, pomoc wojskowa z Jarosławia, straż cukrowni, straż z Mikulic i innych okolicznych miejscowości. W końcu udało się pożar ugasić, ale straty były bardzo duże. Spłonęło 45 domów!

Użycie sikawek strażackich wymagało sąsiedztwa zbiornika wodnego: rowu, stawu czy studni. Gdy nie było go w pobliżu, trzeba było ok. 400, 500-litrowymi beczkami bądź beczkowozami tę wodę przywozić. Przy tym ogromnym pożarze w Przeworsku wodę dowożono z rzeki Mleczki, oddalonej o ok. kilometr od miejsca pożaru. Był on tak spektakularny, że rozpisywały się o nim nie tylko gazety w Polsce, ale i zagranicą. Przyczyną pożaru była prawdopodobnie przewrócona świeca, choć teorii było więcej.

Wprowadzenie motopomp
Pięć lat później, w 1935 r., władze Przeworska doszły do wniosku, że prawdopodobieństwo wybuchu podobnych pożarów jest bardzo duże, a sikawki nie spełniają swojej roli. Zakupiono więc pierwszą dla miasta motopompę - urządzenie ze zbiornikiem na paliwo, silnikami i wóz do jej przewozu. Ten ostatni eksponowany jest w zbiorach Muzeum Pożarnictwa w Przeworsku.
Era motoryzacji w straży pożarnej
Od sikawek do samochodów strażackich
Sikawek używano jeszcze do lat 60. XX wieku. Później zaczęły pojawiać się samochody strażackie. Takim bardzo unikatowym modelem, wręcz cacuszkiem, jest dziś Star 20. W zbiorach muzeum znajduje się model z 1953 r., niestety w złym stanie i wymagający konserwacji. W latach 60. i 70. zaczęły służyć Stary 21, 25, 26. W niektórych ochotniczych strażach pożarnych jeszcze działają.
Amerykański Dodge - unikatowy eksponat
Prawdziwym skarbem przeworskich zbiorów jest amerykański Dodge. To unikatowy, choć nie typowo strażacki samochód. Mają go tylko dwa muzea w Polsce: Muzeum Pożarnictwa w Przeworsku i muzeum w Alwerni koło Krakowa.
Dodge’e produkowano na potrzeby armii. Ten trafił do byłego województwa przemyskiego z USA z powstałej w 1943 r. w Waszyngtonie tzw. UNRRY, która udzielała pomocy krajom wyzwalającym się po II wojnie światowej. M.in. tą pomocą były właśnie dodge’e. Trafił on na nasze tereny w 1963 r. Kilka miesięcy służył w Kańczudze, później został przeniesiony do Świętoniowej. Pan, który był kierowcą tego Dodge’a, jest wciąż żywy, choć w podeszłym wieku. Przewoził strażaków oraz motopompę. W 1987 r. Dodge trafił do muzeum jako wysłużony samochód. W 2014 r. poddano go konserwacji.
Muzeum Pożarnictwa w Przeworsku - skarbnica historii
Imponujące zbiory
Muzeum Pożarnictwa w Przeworsku posiada około 1400 eksponatów. Do tego ponad 400 teczek zawierających akta i dokumenty dotyczące dziejów ochotniczych straży pożarnych, a także zbiór fotografii archiwalnych liczący ponad 2,5 tysiąca pozycji.
Początki i unikatowość muzeum
Muzeum Pożarnictwa powstało z prywatnych zbiorów kolekcjonera i pasjonata Leona Trybalskiego - przeworszczanina, którego rodzina od lat związana była ze strażą. Jest to jedyne tego rodzaju muzeum na Podkarpaciu pokazujące postęp techniki ratowniczej, jaka dokonała się na przestrzeni ostatnich 150 lat. Cały sprzęt pochodzi tylko z terenu powiatu przeworskiego - chyba tylko ok. 10 eksponatów nie jest stąd.
Muzeum powstało w 1974 r. i mieści się w dawnych stajniach cugowych księcia Lubomirskiego. Leon Trybalski przekazał swoją kolekcję pod warunkiem powstania muzeum, chcąc mieć pewność, że ten sprzęt nie zaginie. Nad całością zbiorów muzeum czuwa rzeźbiona w drewnie, polichromowana figurka z 1823 r. To patron strażaków - Święty Florian.

Ciemna strona służby: Strażak-podpalacz
Niespodziewany incydent w Czerwionce-Leszczynach
Miejscowa policja informuje, że w ostatnim czasie, na przełomie marca i kwietnia, dwukrotnie doszło do podłożenia ognia w Czerwionce-Leszczynach. Do pierwszego zdarzenia doszło na tyłach jednego ze sklepów w Czerwionce, gdzie sprawca podpalił kartony, od których zajęła się ściana rampy rozładunkowej. W wyniku pożaru uszkodzona została rampa, instalacja elektryczna oraz plastikowe pojemniki.
Następnego dnia miejscowa policja otrzymała informację o kolejnym podpaleniu. Tym razem sprawca podpalił kontener na śmieci. Śledczy rozpoczęli poszukiwania piromana. Po szczegółowym przeanalizowaniu zgromadzonego materiału dowodowego kryminalni zatrzymali młodego mężczyznę. Okazało się, że jest druhem miejscowej ochotniczej straży pożarnej.
„Po podłożeniu ognia brał udział w akcjach gaśniczych” - informuje st. sierż. Anna Karkoszka, rzecznik rybnickiej policji. Według szacunków straty, jakie spowodował 17-letni podpalacz, sięgają blisko 24 tys. złotych. Strażak piroman usłyszał już zarzuty zniszczenia mienia. Podczas przesłuchania przyznał się do zarzucanych mu czynów i dobrowolnie poddał się karze.
tags: #strazak #wychodzacy #z #ognia