Na początku sierpnia w Białym Dunajcu (województwo małopolskie) doszło do tragicznego zdarzenia, w wyniku którego zmarł 25-letni Paweł Ziętkiewicz, strażak ochotniczej straży pożarnej. Mężczyzna został śmiertelnie pobity w remizie OSP.

Okoliczności Tragicznego Wieczoru w Remizie OSP
W nocy z 1 na 2 sierpnia Paweł spędzał czas z kolegami z drużyny w remizie strażackiej. Spotkanie czterech lub pięciu strażaków miało na celu przygotowanie aut na odpust parafialny, odbywający się następnego dnia. Początkowo Paweł, zatrudniony jako pizzer, miał wolny wieczór i chciał odpocząć, kilkakrotnie odmawiając przyjścia. Ostatecznie jednak został poproszony przez kolegów o przywiezienie burgerów do remizy, na co przystał około godziny 22:00.
Wszystko wskazuje na to, że mycie samochodów przerodziło się w spotkanie towarzyskie, podczas którego pojawił się alkohol, co jest, jak podają źródła, „normalnym zwyczajem w wielu jednostkach OSP”. Atmosfera na spotkaniu była napięta. Między Pawłem a starszym, 41-letnim strażakiem, istniał od dawna tlący się konflikt. Starszy kolega miał „tępić” Pawła, wyśmiewać go i rzucać obelgi w jego stronę.
Redaktorzy programu "Uwaga!" TVN oraz dziennikarze Onetu dotarli do nagrania z monitoringu, które rzuca światło na przebieg zdarzeń. Widać na nim Pawła, który jest agresywny i zaczepia swoich kolegów. Następnie jeden ze strażaków atakuje 25-latka. Z nagrań wynika, że była to bójka jednostronna, a Paweł był wielokrotnie uderzany w głowę i kilkakrotnie upadał na podłogę. Krwawił, a później krew zmywała przybyła do remizy kobieta. Atakowi na 25-latka przyglądali się inni członkowie straży pożarnej.
Odnalezienie i Stan Pawła po Pobiciu
Około godziny 2 w nocy domniemany napastnik odprowadził zakrwawionego Pawła pod jego dom. Krzyk strażaka, który wołał do ojca Pawła: "Władek, bier go!", obudził rodziców. Paweł, choć oszołomiony, jeszcze rozmawiał z matką. Krew lała mu się z nosa, ale, jak relacjonowała matka, nie miał widocznych obrażeń głowy. Powiedział, że go pobili i zostawił telefon oraz kluczyki w remizie, po które zamierzał wrócić.
Chwilę później, zaniepokojone matka i siostra Pawła udały się w jego poszukiwania. Odnalazły go nieopodal remizy, w krzakach lub opartego o żywopłot. W tym momencie jego głowa była już zmasakrowana, był nieprzytomny i ciężko oddychał. Rodzina zwróciła uwagę, że żaden ze strażaków nie wezwał karetki - zrobiła to matka.
Makabryczna prawda po roku. Szokujący finał śmierci 13-letniej Wiktorii
Leczenie, Śmierć i Wyniki Sekcji
Młody druh trafił do szpitala w Zakopanem, a następnie został przetransportowany do szpitala w Nowym Targu. Miał rozległe obrażenia głowy, uszkodzone narządy wewnętrzne oraz złamaną lewą rękę w okolicach nadgarstka. Pomimo skomplikowanej operacji, jego stan nie uległ poprawie. Mózg Pawła obumarł, a pacjent był wentylowany mechanicznie. Zmarł 11 sierpnia, około godziny 8 rano.
Wyniki sekcji zwłok wykazały, że bezpośrednią przyczyną śmierci był krwiak mózgu, a precyzyjniej krwiak podtwardówkowy. Początkowo biegły nie wskazał, w jaki sposób powstał krwiak, jednak lekarze w szpitalu w Nowym Targu przekazali rodzinie, że Paweł mógł zostać uderzony ciężkim przedmiotem. Kuzyn Pawła wspominał: "W trumnie widać, jak mocno była złamana, koło nadgarstka, wygięta. Miał spuchniętą głowę i połamaną czaszkę. Czym on dostał? Wywalił się?".
Śledztwo Prokuratury i Zarzuty Rodziny
Prokuratura Rejonowa w Zakopanem wszczęła śledztwo w kierunku spowodowania obrażeń ciała i nieumyślnego spowodowania śmierci. Mimo upływu miesięcy, śledztwo wciąż toczy się "w sprawie", a nikomu nie postawiono zarzutów ani nikogo nie zatrzymano. Trzech strażaków, którzy uczestniczyli w spotkaniu w remizie, zostało zawieszonych w obowiązkach.
W listopadzie biegli uznali, że obrażenia głowy Pawła powstały na skutek upadku i uderzenia o twarde podłoże, wskazując na kamień w miejscu, gdzie został znaleziony. Z tą opinią nie zgadza się rodzina zmarłego. Matka Pawła, Anna Ziętkiewicz, wyjaśniała, że jej syn miał uraz prawej strony głowy, a gdyby uderzył się o kamień upadając, obrażenie byłoby po lewej stronie. Rodzina jest przekonana, że krwiak był wynikiem uderzeń w głowę otrzymanych w remizie. Na początku stycznia zlecono kolejne ekspertyzy, które mają sprawdzić, czy kamień mógł spowodować takie obrażenia i czy znajdowała się na nim krew Pawła.
Rodzice Pawła czują się zawiedzeni, że jego koledzy z drużyny nie poinformowali ich o bijatyce i nie udzielili pomocy. "Nawet, jak Paweł zaczął bójkę, to nie zasłużył na śmierć" - podkreślał kuzyn. Rodzina zarzuca prokuraturze powolność działań i obawia się, że sprawa zostanie zbagatelizowana jako nieszczęśliwy wypadek. Uważają również, że we wsi panuje "zmowa milczenia".

Reakcja Społeczności i OSP
Paweł Ziętkiewicz od 10 lat służył w Ochotniczej Straży Pożarnej w Białym Dunajcu, początkowo w Młodzieżowej Drużynie Pożarniczej. Była to jego największa pasja, o czym świadczy jego aktywność w mediach społecznościowych i prowadzenie strony internetowej jednostki. Wielokrotnie niósł pomoc poszkodowanym, brał udział w akcjach poszukiwawczych. Mieszkał nieopodal remizy i zawsze spieszył na syreny.
Tragiczny pogrzeb Pawła zgromadził kilkaset osób, w tym wielu strażaków. Został pochowany w strażackim mundurze. Rodzina odrzuciła propozycję OSP, by trumna była wieziona na drabinie wozu strażackiego. Bliscy chcą jednego: prawdy i sprawiedliwości. "Chcą wiedzieć, co się wydarzyło tragicznej nocy w remizie i przed nią. Chcą bronić godności najbliższego, który sam obronić się nie może" - mówili rodzice. W miejscu odnalezienia Pawła, jego wujek postawił prowizoryczny krzyż, a mieszkańcy palą znicze.
Zarząd Ochotniczej Straży Pożarnej w Białym Dunajcu wydał oświadczenie, w którym złożył kondolencje rodzinie zmarłego i zapewnił o współpracy z organami ścigania. Jednocześnie poproszono o cierpliwość i powstrzymanie się od "krzywdzących komentarzy i osądów", co spotkało się z krytyką internautów.
tags: #strazak #zabity #przez #poduszke #powietrzna