W Boże Ciało 2019 roku, w miejscowości Lutol Suchy doszło do tragicznego pożaru zabytkowego kościoła pw. św. Piotra i Pawła Apostoła. Świątynia z 1889 roku, wysoka na 28 metrów, wyróżniała się w okolicy i stanowiła dumę lokalnej społeczności. Pożar, który wybuchł w samo południe podczas procesji, zaskoczył mieszkańców i wywołał ogromny smutek. Choć mury kościoła udało się uratować dzięki ofiarnej pracy strażaków, zniszczenia były bardzo poważne, a odbudowa napotkała na liczne problemy i kontrowersje.

Przebieg pożaru i akcja gaśnicza
Pożar wybuchł w Boże Ciało 2019 roku, około południa. Pan Henryk, mieszkaniec Lutola Suchego, mieszkający tuż obok kościoła, zobaczył kłęby dymu unoszące się nad wieżą świątyni i natychmiast wezwał straż. Na miejsce szybko przybyli druhowie ochotnicy z pobliskich wsi i Trzciela, a niedługo potem zawodowa straż pożarna z Międzyrzecza, Gorzowa Wielkopolskiego i Świebodzina. W akcji gaśniczej brało udział kilkanaście zastępów straży pożarnej.
Ogień buchał na dziesiątki metrów w górę, trawiąc dębowe belki dachu z łatwością. "Kościół płonął dosłownie jak pochodnia" - relacjonowali świadkowie. Strażacy walczyli z ogniem przez wiele godzin w ekstremalnych warunkach. "Tam były ekstremalne warunki, byliśmy w aparatach do oddychania, a widoczność wynosiła zaledwie metr. W każdej chwili mógł runąć dach" - wspominali. Mimo ogromnego niebezpieczeństwa, weszli nawet na płonącą wieżę. Niestety, dachówki pod wpływem wysokiej temperatury pękały i wystrzeliwały w górę, a ostatecznie dach runął do wnętrza kościoła, podobnie jak wcześniej w paryskiej katedrze Notre Dame.

Dzięki poświęceniu strażaków udało się obronić mury świątyni i ocalić znaczną część wyposażenia, w tym naczynia liturgiczne. Komendant Powiatowy PSP w Międzyrzeczu Marek Harkot potwierdził, że nikt nie odniósł obrażeń, a część wyposażenia została uratowana. Organy zostały zalane wodą, a boczna część ołtarza nadpalona. Czarna od pożaru wieża bez krzyża i iglicy była widoczna z daleka, z trasy.
Potężny pożar kościoła w Lutolu Suchym!
Przyczyny pożaru i stan bezpieczeństwa
Jak ustalili biegli, powodem pożaru było zwarcie instalacji elektrycznej. Justyna Łętowska, rzeczniczka międzyrzeckiej policji, podkreśliła, że śledczy stwierdzili, iż nie było żadnych uchybień ze strony osób odpowiedzialnych za bezpieczeństwo świątyni. "O stan bezpieczeństwa świątyni na bieżąco dbano" - ustalili biegli. Pomimo to, pech chciał, że zwarcie nastąpiło akurat tego dnia i o tej porze.
Skala zniszczeń i pierwsze reakcje
Choć kościół udało się uratować, straty były znaczne. Najbardziej ucierpiały:
- dach
- wieża
- kopuła wieży
- sklepienie

Lokalne władze i mieszkańcy byli zrozpaczeni. Burmistrz Trzciela Jarosław Kaczmarek określił zdarzenie jako "Wielki dramat, wielki smutek", ale jednocześnie zapowiedział, że nie można się załamać i trzeba planować dalsze działania. Starosta Międzyrzecki Agnieszka Olender skierowała słowa otuchy do parafian i wyraziła nadzieję na powrót świątyni do świetności.
Zbiórki pieniędzy i początki odbudowy
Dwa dni po pożarze, biskup diecezji zielonogórsko-gorzowskiej Tadeusz Lityński ogłosił zbiórkę na rzecz odbudowy kościoła. Parafianie niedawno uskładali 65 tys. zł na malowanie kościoła, co potęgowało smutek. Szacowano, że na odbudowę będą potrzebne miliony. "To maleńka parafia. Nie mamy na to najmniejszych szans" - przyznawał pan Tomasz. Burmistrz Kaczmarek sugerował powołanie fundacji lub stowarzyszenia.
Rada parafialna, wspierana przez sołectwo, zorganizowała 29 czerwca w Lutolu Suchym odpust ku czci apostołów św. Piotra i Pawła, podczas którego odbyła się zbiórka pieniędzy. Mieszkańcy i wszyscy, którym zależy na odbudowie neogotyckiego kościoła, mogli wpłacać pieniądze na konto parafii w Chociszewie, której filią jest spalony kościół św. Piotra i Pawła.
Niestety, na profilach, na których opublikowano ogłoszenie o zbiórce, pojawiło się wiele obraźliwych i nienawistnych komentarzy, takich jak: "Zwróćcie się do Rydzyka, niech odbuduje kościół", "Na ubezpieczenie szkoda było kasy, lepiej kupić nowy samochód dla proboszcza". W odpowiedzi dziennikarze portalu miedzyrzecz.naszemiasto.pl zaapelowali: "Chcesz się dorzucić do zbiórki na rzecz odbudowy kościoła w Lutolu Suchym? To się dorzuć. Nie chcesz? To się nie dokładaj. Tylko nie kpij i nie wyzywaj tych, którzy chcą".
Problemy i kontrowersje wokół odbudowy
Zastrzeżenia konserwatorskie i wstrzymanie prac
Mimo zebranych środków i wypłaconego dużego odszkodowania, prace przy kościele wkrótce wstrzymano. Obiekt jest w gminnej ewidencji zabytków, co nakładało na wykonawcę określone wymogi. Błażej Skaziński z Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków, delegatura w Gorzowie Wlkp., ocenił w rozmowie z Polsat News: "Mieliśmy zastrzeżenia co do staranności robót, chcieliśmy przywrócenia ceramicznej posadzki i odtworzenia rozwiązań, które miały miejsce przed pożarem". Rzecznik kurii, ks. Andrzej Sapieha, zgodził się, że niektóre zastrzeżenia były trafne i zapewniał, że wykonawca będzie starał się je naprawić.
Zaginione pieniądze i przedmioty
Niedbałość w pracach nie była jedynym problemem. Zdaniem parafian, część pieniędzy przeznaczonych na remont zaginęła. Budżet na naprawę wynosił 1 mln 365 tys. zł. Wydatkowano 933 tys., a kolejne 150 tys. znajdowało się na koncie inwestycji. Okazało się, że brakuje około 282 tys. zł. Parafianie są rozżaleni i nie rozumieją tej sytuacji.
Dodatkowo, pojawiły się kwestie dotyczące uratowanych z pożaru przedmiotów. Wiele z nich, często zabytkowych, trafiło do domów mieszkańców, którzy przechowują je do czasu ponownego otwarcia świątyni. Mieszkańcy wskazują, że nikt z duchownych nie zainteresował się tymi przedmiotami, choć niektóre z nich są sprzed ponad wieku. Zaginęły również niektóre przedmioty, jak np. 130-letnie schody prowadzące na boczne galerie świątyni. "Wykonawca remontu najwidoczniej je rozmontował, po czym słuch o nich zaginął" - relacjonują parafianie. Zwracano również uwagę na dzwon kościelny, który leżał przed budynkiem i nie był uprzątnięty ani zabezpieczony.
Wzajemne obwinianie i zawiadomienie do prokuratury
W kwestii odpowiedzialności za te nieprawidłowości nastąpiło wzajemne wskazywanie winnych. Kuria Diecezjalna w Zielonej Górze "umywała ręce", wskazując, że to parafia we własnym zakresie zawiera umowy z wykonawcami. Ksiądz proboszcz, który nie chciał wypowiadać się przed kamerami, jednocześnie zaznaczał, że to kuria wybrała wykonawcę remontu i to ona dysponuje pieniędzmi.
Parafianie czują się "opuszczeni przez kurię, potraktowani po macoszemu" i są zmuszeni do jeżdżenia na mszę do innej miejscowości. "Sytuacja w tym kościele jest tragiczna" - komentują mieszkańcy. W związku z tym, jeden z mieszkańców postanowił złożyć zawiadomienie do prokuratury, aby wyjaśniła kwestie finansowe i nieprawidłowości.